Miłość w sieci
Można być z dala od siebie, a jednak blisko. 
Można się nigdy nie widzieć, a jednak się zakochać.
Miliony ludzi miliony godzin spędza na czacie i w wirtualnym świecie szuka szczęścia, przygód i miłości.
„Największą miłość ostatnich lat przeżyłem w sieci. To było fascynujące. Ja tu, ona gdzieś tam. Mogłoby się wydawać, że w ogóle do siebie nie pasujemy: ona – wysoka blondynka, ja – grubawy kurdupel. Ona – dziennikarka, ja – baran bez szkoły. Nie przeszkadzało nam to jednak pisywać do siebie codziennie. Nigdy się nie spotkaliśmy. Nigdy nawet nie rozmawialiśmy przez telefon. Teraz nie piszemy do siebie zbyt często. Ona wróciła do dawnego chłopaka. Wyszła za niego, urodziła córeczkę. Ale nawet teraz, co jakiś czas napisze, wyśle zdjęcie córeczki. To miłe. Ta znajomość była fajniejsza niż wszystkie znajomości z kobietami w realu. Brakuje tylko możliwości podarowania kwiatów, pogłaskania po głowie, spaceru...” – mówi Marek, czatowicz, kierowca z Warszawy.
Na czat na ogół wchodzi się z samotności, żeby kogoś poznać. Ludzie sądzą, że w sieci znajdą bratnią duszę, przyjaciół, a może wielką miłość, taką na całe życie. Miłość internetowa często jednak pozostaje niezrealizowana w prawdziwym świecie. Jeśli jednak ktoś szuka flirtu czy erotycznej przygody, czat jest dla niego miejscem wymarzonym – zapewnia anonimowość i jednocześnie intymność, pozwala prowadzić podniecającą grę. Dostarcza mocnych wrażeń. Ale i rozczarowań.
Poharatany_przez_życie oswaja ofiary
„Miałem nicka: Poharatany_przez_życie. Kobiety łatwo się na niego nabierały. Opracowałem sobie strategię powolnego oswajania ofiary. Przez pierwszych kilkanaście rozmów udawałem wyluzowanego pana po trzydziestce. W rozmowach z kobietami sypały się żarty oraz rzucane – niby od niechcenia – uwagi typu: czat to ciekawa sprawa – nigdy nie wiadomo, co się tu może zdarzyć.
Artykuł pochodzi z czasopisma "Gwiazdy mówią" (nr 10/2006)