Co tam masz, tatusiu?
Dzieci poznają cechy szczególne płci na przykładzie swoich rodziców. Są teraz zaciekawione, a po zapoznaniu się ze swoim ciałem celem ich beztroskiej obserwacji pod koniec pierwszego roku życia stają się także narządy płciowe rodziców. Chcą je oglądać, dotykać i zadawać pytania, które ich dotyczą. Ponieważ przez większość czasu jesteśmy ubrani, a dorośli, o ile nie są członkami klubu naturystów, także na plaży nie zdejmują kąpielówek, a jeśli są do tego skąpe, tym bardziej wzbudzają u dzieci szczególne zainteresowanie. Ciekawość seksualna w stosunku do rodziców utrzymuje się w kolejnych latach życia.
Ciekawość ta nie ma jednak nic wspólnego z seksualnym zainteresowaniem względem rodziców. Służy przede wszystkim porównaniu – aby móc przyporządkować własne ciało płci, trzeba widzieć inne ciała. Naturalnie obiekt obserwacji musi być nagi. Dzieci mogą więc najlepiej zaspokoić swoją ciekawość podczas wspólnej kąpieli, przy pielęgnacji ciała lub w ubikacji. Wielu rodziców odbiera to zachowanie jako całkiem normalne i pozwala dzieciom dotykać się:
Dzieci interesują głównie męskie genitalia, zarówno chłopców, jak i dziewczynki. Jest to dla nich niesamowicie interesujące, kiedy tata „robi siusiu” na stojąco. W porównaniu do taty mama ma optycznie raczej niewiele do zaoferowania, jej genitalia są niejako schowane do środka. Dlatego też właściwie nie jest badana przez swoje dziecko. Z zainteresowaniem spotykają się głównie piersi i włosy łonowe:
Nawet kiedy przestałam karmić piersią, mój syn wciąż próbował jej dotknąć. Zwykle, kiedy siedziałam naprzeciwko niego w wannie. Nie wiem, czy tęsknił za bliskością przy karmieniu piersią, czy był może tylko ciekawy.
Kiedy matka albo ojciec zapoznają dziecko z różnymi określeniami części ciała, nie powinni pomijać genitaliów. Od początku matka prowadzi z dzieckiem dialog, opisuje słowami to, co dziecko robi. Przy przewijaniu lub w trakcie pieszczot wymienia części ciała dotykając ich przy tym: „to jest mały nosek”, „teraz chuchnę Ci do uszka”, „tam jest grubiutki brzuszek”. Między „grubiutkim brzuszkiem” a „silnymi nóżkami” są genitalia, które trzeba nazwać. Są na nie różne określenia: potoczne, rzeczowe lub medyczne. Rodzice muszą tylko zdecydować, które im najbardziej odpowiadają.
Rodzicom łatwiej przychodzi nazywanie genitaliów swoich synów. Prawdopodobnie dlatego, że penis jest wyraźnie rozpoznawalny dla dzieci i nie da się go ukryć. Przy nazywaniu żeńskich narządów płciowych wielu rodzicom brakuje odpowiednich słów. „Według wspomnianych wyników badań dziewczynki są pod wieloma względami pokrzywdzone. Ich zewnętrzne narządy płciowe są dla nich samych, ale także dla chłopców, raczej nie omawianą częścią ciała, w ogóle nie występującą na mapie ciała lub tylko niewyraźnie zaznaczoną”. Łechtaczka i wargi sromowe pozostają najczęściej nienazwane. Niewykluczone, że jest to powód, dla którego dziewczynkom trudniej jest niż chłopcom polubić swoje ciało.