Zabawy w lekarza

Wielu rodziców zna taką sytuację: zamykają się drzwi do pokoju dziecinnego i przez chwilę w środku jest podejrzanie cicho. Wychowawczyniom znany jest także podobny scenariusz: dwoje lub więcej dzieci szuka cichego kąta, w którym nie będą obserwowane. Ich pragnienie intymności jest zrozumiałe. Dzieci chcą wyruszyć w wyprawę odkrywczą z własnym ciałem lub ciałem kolegi bądź koleżanki. Chcą je dokładnie obejrzeć, dotknąć, może pogłaskać. Inaczej niż z dorosłymi swoją ciekawość dotyczącą budowy ciała innych osób mogą zaspokoić we wspólnych zabawach z rówieśnikami. Zabawa w lekarza jest do tego pretekstem. Dzieci upewniają się w ten sposób, że mają wszystko, co czyni z nich dziewczynkę albo chłopca. Dzieci nie bawią się w lekarza z każdym. Wybrani zostają jedynie nieliczni. Różne badania donoszą, że prawie trzy czwarte chłopców i dziewczynek bierze w dzieciństwie udział w takich zabawach. Płeć nie jest przy tym decydująca. Dziewczynki badają także dziewczynki, a chłopcy swoich kolegów. Już sam wysoki odsetek pokazuje, że zabawy te są czymś całkiem normalnym. Pewna wychowawczyni opowiada o swoich spostrzeżeniach dotyczących zabaw w lekarza:

Zauważyłam, że najchętniej w lekarza bawią się te dzieci, które pochodzą z bardzo pruderyjnych, religijnych rodzin. Sceny są do siebie podobne: najpierw dziecko jest osłuchiwane przez „lekarza”, dostaje zastrzyk lub szczepionkę, najczęściej rozbiera się do tego od pasa w górę lub zdejmuje wszystkie ubrania. Następnie zaczyna się operacja, przy czym „nacięty” zostaje brzuch. Potem jeszcze jeden zastrzyk w pupę, do czego zdejmuje się majtki. Wówczas dzieci mogą się dokładnie poobserwować. Chłopcy rezygnują często z zabaw w lekarza, porównują w ubikacji, kto ma większego penisa.