
Zastanówmy się przez chwilę: jaki powinien być twórca zdarzeń? Kiedy świadomie stawiasz kroki, zapewne masz rozeznanie, w jakim kierunku podążasz. Nie mogę być twórcą wszystkich zdarzeń – stwierdzi ktoś – ponieważ nie wiem, kiedy nastąpią oraz jaki będzie ich koniec.
A jeśli ta sama istota jest twórcą zdarzeń, co ich uczestnikiem? Uczestnik „musi” zaznać lęku, zaskoczenia i wszystkich stanów, do jakich wywołania sytuacja została stworzona. Aby to było możliwe, nie może mieć pełnego rozeznania w jej przebiegu. Gdybyśmy pozwolili sobie o wszystkim wiedzieć, nic nie mogłoby nas zaskoczyć, zdziwić, ani przestraszyć, nie wspominając już o braku możliwości systematycznego dokonywania różnorodnych odkryć i zgłębiania wiedzy. Toteż istota, która jest zarówno twórcą zdarzeń, jak i ich uczestnikiem, dzieli swoją jaźń na część:
świadomą – która nie domyśla się sytuacji mających nas zaskoczyć oraz bierze udział w ułożonej przez stwórcę grze,
podświadomą – skrywającą w sobie te zamiary i decyzje, które biorą udział w tworzeniu pewnego rodzaju zdarzeń. Jakież to zdarzenia? Wszystkie mające wywołać w nas zdumienie, lęk, niepewność, odrazę, negację, potępienie, a więc takie, których istnienia nie powinniśmy się domyślać.
Integracja z rolą
Są zdarzenia, których przyczyn z łatwością doszukamy się we własnym postępowaniu. Jeśli osobę, która przez wiele lat źle się odżywiała i prowadziła niewłaściwy tryb życia dopadła choroba, zwykle jest ona w stanie przyznać się do swojego udziału w jej powstaniu. W przypadku tym przyczyny upatruje się jednak nie we własnej woli (bo któż chciałby sprowadzić na siebie chorobę?!), lecz w niszczących organizm destrukcyjnych działaniach, takich jak: zły tryb życia, błędne nawyki żywieniowe, negatywne myślenie. To im przydawana jest moc stwórcza w procesie kreacji choroby. Nieczęsto możemy usłyszeć słowa: „Chciałem tej choroby i dlatego ją mam”. A jednak podczas stosowania terapii, w której dochodzi się do przyczyn problemów, z ust klientów padają właśnie takie oto słowa: „Chciałam tego!” Kiedy zasłona nieświadomości zostaje ściągnięta, wychodzą na jaw prawdziwe intencje człowieka, zdemaskowana zostaje gra, jaką toczył on z samym sobą i najbliższym otoczeniem. Dzieje się tak szczególnie w przypadku osób, które nie chcą już dłużej zmagać się z określonymi kłopotami i wyrażają gotowość przyznania się do swych prawdziwych pierwotnych zamierzeń. Wtedy to dzieją się cuda. Trzymana przez długie miesiące fizyczna dolegliwość okazuje się grą skłaniającą najbliższych do okazywania osobie chorej więcej uwagi, a poważne problemy zdają się nabierać rozmiarów maleńkiej dziecinnej zabawki. Jest to efekt odpuszczenia przez dotychczas cierpiącą osobę roli ofiary i przyznania się do udziału w tworzeniu niekorzystnej sytuacji.
Skoro potrafiliśmy wykreować sobie problem, o ileż bardziej będziemy w stanie „odjąć mu mocy”. Bynajmniej. Mechanizm narastania określonych kłopotów rozpoczyna się najpierw w naszej głowie i wiąże się z przydawaniem mu wielkiego znaczenia. Proces ten najczęściej zachodzi za zasłoną nieświadomości po to, aby nie wyszło na jaw, kto jest jego sprawcą.
Otóż wiele osób jest zdania, że podświadomość to twór niezależny od naszej świadomej woli. Niektórzy żalą się, że podczas gdy oni chcieliby już zaznać spokoju i wolności od problemów, ich podświadomość zdaje się działać jakby na przekór, rzucając kłody pod nogi, opóźniając załatwienie jakiejś pilnej sprawy i nieustannie tworząc różnego rodzaju niedogodności hamujące pozytywny rozwój sytuacji.
Nadszedł czas, abyśmy mogli nieco dokładniej przypatrzeć się procesowi tworzenia zdarzeń. Kiedy on zachodzi, jednostkowa Jaźń człowieka zostaje podzielona na:
– część, która tworzy sytuację (tudzież ciąg zdarzeń),
– część, która w niej uczestniczy.
Pierwsza część jest twórcą (reżyserem), choć jest ona jednocześnie zaangażowaną w oglądanie całej sztuki życia, druga zaś – aktorem (bohaterem), gdyż podobnie jak aktor stara się wiarygodnie i nad wyraz realistycznie brać udział w stworzonych przez samego siebie sytuacjach. Natomiast pisząc o grze, mam na myśli każdą sytuację, która z punktu widzenia głównego bohatera jest dla niego realną rzeczywistością, a która najczęściej wiąże się z bezpośrednim doświadczaniem przez niego rozmaitych stanów (lęku, cierpienia, bezradności, poczucia zniewolenia, odrzucenia, niekochania i tym podobnych). Twórca gry jest tą samą istotą, która bierze w niej udział. Prostszymi słowy: to my tworzymy wszystkie sytuacje, lecz jednocześnie utożsamiamy się z nimi stając się nawet ich ofiarami (na szczęście tylko pozornie).
Przeciw cierpieniu
Wszystko jest efektem naszej własnej woli. Skłonni jesteśmy przyznać się do swego udziału w pogorszeniu relacji z bliskimi lub innej dziedzinie, wyłącznie tam, gdzie nasz wpływ przejawiał się w formie konkretnych działań oraz gdzie kontaktowaliśmy się z innymi ludźmi poprzez materię (bezpośrednio, telefonicznie, listownie). We wpływ samych tylko życzeń współczesne społeczeństwo nie jest skłonne wierzyć. Niestety nie wierzy w nie jedynie część pełniącą funkcję aktora. Pozostała część naszej jaźni całkiem swobodnie z tego typu możliwości korzysta, kreując nie tylko drobne niepowodzenia, ale przyczyniając się nawet do powstania fizycznych przyczyn własnego i innych cierpienia.
Możemy zadawać sobie cierpienie, aby:
– zrozumieć cierpienie innych ludzi,
– nadać dramatycznej wymowy jakiejś sytuacji,
– obrzydzić sobie cierpienie, aby w przyszłości więcej go nie tworzyć,
– ukarać siebie za tzw. złe czyny,
– ustalić, ile na dzień dzisiejszy jestem w stanie znieść,
– dowartościować się tym, jeśli uda mi się wiele wytrwać,
– w przyszłości pochwalić się przed innymi, jak to mocno doświadczało nas życie,
– napisać o cierpieniu książkę,
– otrzymać ze strony bliskiej osoby opiekę i uwagę,
– wypracować metody przynoszące ulgę w cierpieniu i stosując je pomóc innym,
– zamanifestować swoją Moc.
Jakiekolwiek intencje stanowią pretekst do tworzenia gier. Żadna nie jest konieczna, ani niczemu nie służy – wszystko, co doskonałe i wystarczające, mam zawsze bez potrzeby dokonywania jakichkolwiek zabiegów.
Choroby, fizyczne i psychiczne cierpienia, a także problemy i przeszkody na drodze do osiągnięcia celów na ogół są postrzegane jako przejaw naszej słabości. Dziwnym więc może się zdawać upatrywanie w nich dowodów na posiadanie Mocy oraz umiejętności jej przekształcania. Potrzeba sporej dawki szczerości z samym sobą, by pod powłoką pozorów niedoli i bezsilności dostrzec swoje prawdziwe intencje.
Za pomocą chorób i cierpienia manifestujemy swoją Moc. Nasz popis manipulowania energią może dojść do skutku jedynie w sytuacji nietypowej, a więc kiedy na drodze do przepływu przez nasz organizm czystej Energii stworzymy tamy, „wycieki”, zanieczyszczenia. Chcąc użyć swej Mocy w kierunku uzdrowienia, musimy wpierw wykorzystać ją do pogorszenia stanu Zdrowia. By móc uzdrawiać, najpierw koniecznym jest stworzenie powodu do uzdrawiania, czyli choroby.
Nie można poprawić tego, co doskonałe.
Czasem chcemy, aby twory naszego umysłu stawały się rzeczywistością, i tak się dzieje, lecz tylko do czasu, póki w nie wierzymy.
Zastanów się przez chwilę:
– Co czujesz na myśl o tym, że w otoczeniu swych znajomych nieustannie przejawiasz szczęśliwość i nigdy nie cierpisz?
– Co czujesz na myśl o tym, że w otoczeniu swych znajomych stale przejawiasz bogactwo?
Jeśli pojawia się myśl: „Nie mogę być zawsze szczęśliwa(y) wobec osób, których codziennym udziałem są przykrości i problemy”, pomyśl, czy i oni dla tego samego powodu nie blokują u siebie radości życia.
Problem, cierpienie, niedostatek i tym podobne stany to tylko iluzja umysłu, z którą się utożsamiliśmy i w efekcie tego utożsamienia powołujemy do życia.