Większość konfliktów zaczyna się od drobiazgów. Dla wielu istnieją w fazie początkowej duże szanse wyjaśnienia – jeśli tylko zostaną wystarczająco wcześnie wykorzystane. Ale często wzdragamy się przed oczyszczającymi rozmowami, w których „mówimy jasno”, emocjonalnie i kontrowersyjnie. Nie wiemy, jak mamy do nich podejść. Szukamy winy u innych, by usprawiedliwić własną bierność. Pokazujemy swoją niechęć mimiką i gestami i oczekujemy, że w odpowiedzi na to inni zmienią swoje „niedogodne” zachowania. Kryjemy własne zranione uczucia, aż eksplodujemy i nagle dajemy upust nagromadzonej złości. Lub też stawiamy innych po prostu przed faktem dokonanym, by przeforsować swoje interesy.
Jak to wygląda u was? Jak często spontanicznie i nieumyślnie popadacie w kłótnie, kiedy nie możecie już wytrzymać? Jak często unikacie wyjaśniającej rozmowy, którą dawno należało odbyć? Jak często sami aktywnie doprowadzacie do takowej?
Oczywiście wiecie tak samo, jak ja: polemiki są konieczne. Istnieją jednak różne poglądy, przekonania, życzenia i te ścierają się częstokroć. Nikt nie może żyć w bezustannym zrozumieniu ze swoim otoczeniem. Chyba że stale stawiamy swoje własne interesy na drugim miejscu. Polemizowanie oznacza wstawianie się za swoimi celami, przekonaniami, życzeniami lub poglądami oraz aktywne reprezentowanie ich wobec innych (niekoniecznie ciągłe ich forsowanie). Z tego powodu nie znajdujemy się przecież w konflikcie z innymi.

Gdzie kończy się różnica, a zaczyna konflikt?

Jeśli uważacie, że list do klienta musi zostać wysłany jeszcze dziś, natomiast wasza koleżanka jest zdania, że można to załatwić równie dobrze za kilka dni, to nie znajdujecie się jeszcze w konflikcie. Jednak wielu ludzi przeżywa takie różnice zdań już jako konflikt i adekwatnie do tego przyjmuje pozycję atakującą lub obronną. Jednak różnica jest istotna: różnice, a więc różne poglądy, przekonania, uczucia i życzenia nie oznaczają jeszcze konfliktu. Zaistnieje on dopiero wtedy, kiedy różnice wykluczają się nawzajem, a więc wasza koleżanka uważa, że jej pogląd na sprawę jest jedynym słusznym i należy postąpić według niego. Sądzicie wtedy, że wasze zdanie, dla którego macie uzasadnione podstawy, nie jest uznawane i próbujecie coś przedsięwziąć w tej sprawie.
Niektóre pozorne konflikty składają się w rzeczywistości tylko z tego, że mamy różne poglądy. Wielu ludzi nie potrafi tego znieść i z tego powodu próbuje zwalczać innych – w ten sposób rzeczywiście rozniecając konflikt. Nie jest to straszne. Konflikty należą do codziennego życia. Chodzi o sposób ich prowadzenia. Celem nie powinno być schodzenie konfliktom z drogi. W ten sposób stawiacie swoje interesy na drugim miejscu, jeśli tylko będą kolidować z innymi.
Rozstrzygającym punktem nie jest tu popadanie w konflikt z innymi, ale sposób, w jaki się z tym obchodzicie: czy eskaluje on i kończy się niemożliwą do przezwyciężenia wrogością, lub też czy obchodzicie się z nim konstruktywnie, widząc i wykorzystując szanse, które oferuje. Być może pod koniec nie tylko znajdziecie rozwiązanie. Możecie również lepiej niż przedtem zrozumieć partnera w konflikcie. Gdyż konflikty są istotne również z innego powodu: wzmacniają wasze odniesienie do bliźnich. Poznajecie się i rozumiecie lepiej nawzajem. Jesteście konfrontowani z innymi przekonaniami i nastawieniem, na których możecie się uczyć i rozwijać. Badacze agresji, Bach i Wyden, stwierdzili, że „kłócenie się łączy” – co dotyczy zarówno partnerstwa, jak i zawodowych związków z kolegami, klientami i współpracownikami. Dlatego też: nie uważajcie konfliktów od początku za coś negatywnego. Należą do życia i mogą je nawet zdecydowanie wzbogacać.

Rada
Szanse konfliktów


- Ujawniane są różnice i przeciwstawne interesy.
- Każdy musi zająć jasne stanowisko. Dowiadujemy się, jakie są cele partnera konfliktu.
- Obie strony poznają się i lepiej rozumieją.
- Energia zużywana na agresję, cierpliwe znoszenie, ukryte ataki, obronę, mobing, itd. może zostać uwolniona i użyta konstruktywnie do rozwiązania, a potem do nowych aktywności.
- Można znaleźć rozwiązania, pomysły i podstawy, które wzbogacają każdą ze stron. Można się pozbyć starych i bezużytecznych.

Nauczyliście się prowadzenia konfliktów?

Czemu nie wykorzystujemy szansy konfliktów dużo częściej? Z pewnością również dlatego, że stała harmonia uważana jest za godny pożądania cel zarówno w rodzinie, jak i środowisku zawodowym. Już dzieci uczymy, że kłócenie się jest czymś złym.W konsekwencji nie uczymy się również konstruktywnego prowadzenia konfliktów. Pomyślcie teraz o sporach, które prowadzili z wami lub ze sobą wasi rodzice, członkowie rodziny, znajomi, nauczyciele albo inni ludzie: czy nauczyliście się łagodzenia konfliktów rozmową? Że ludzie i związki mogą dzięki nim wzrastać? Z mojego doświadczenia seminaryjnego wynika, że prowadzenie konfliktów jest odbierane przez większość ludzi jako coś negatywnego. Nic dziwnego, skoro zostały naznaczone takimi „technikami” jak obrażanie się, lekceważenie, milczenie, wzbranianie się przed kontaktem, zrzucanie winy, usprawiedliwianie się – cały repertuar, przy pomocy którego również później prowadzimy swoje konflikty lub też jeszcze je pogarszamy. W przypadku kobiet dochodzi jeszcze jedna rzecz: byłyśmy bardziej niż mężczyźni zachęcane do gotowości do pojednania, uprzejmości i zrównoważenia. Gotowość do współpracy uważam za dobre nastawienie. Ale nie może ona oznaczać, że kobiety z obawy przed zaprzeczeniem temu społecznemu poglądowi rezygnują z reprezentowania swoich poglądów, żądań i interesów również w kontrowersyjnych dyskusjach.