psychotronika, studium policealne, parapsychologia, hipnoza, terapie naturalne, doradztwo życiowe, czarodziej codzienny, astrologia, nlp, radiestezja, numerologia, medycyna naturalna

Kategorie
Aktualności
Aromaterapia
Anioły
Astrologia
Chirologia
Czakry
Feng Shui
Hipnoza
Huna
Magia
Medycyna naturalna
Numerologia
Parapsychologia
Odżywianie
Prawo Przyciągania
Psychologia
Pozytywne myślenie
Radiestezja
Reiki
Rozwój duchowy
Runy
Tarot
Sny
Ziołolecznictwo
Życie po życiu
Newsletter
Zarejestruj się jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach naszego portalu!

E-mail  
Zapisz się...
Wypisz się...
Warto zobaczyć
Karty
www.karty.studioastro.pl

Zdrowe odżywianie
www.odzywianie24.pl

Tania książka
www.taniucha.pl

Wydawnictwo Vital
www.wydawnictwovital.pl

Giełda książek
www.sprzedamksiazki.pl

Giełda podręczników
www.sprzedampodreczniki.pl

Prawo Przyciągania
www.sekret.studioastro.pl

Wygrać z nerwicą
wygracznerwica.blogspot.com

Statystyka
Osób online: 212
Artykułów: 1196
Linków: 13
Odwiedzin: 10.389.924
Kryzys wieku średniego



Ostatnimi czasy pojęcie kryzysu wieku średniego zaczęto używać do określania i tłumaczenia różnorodnych wybryków mężczyzn w każdym niemal wieku. Czy zdradzający żonę osobnik w wieku 21 lat może przechodzić ten stan? Nie, ponieważ daleko mu jeszcze do wieku średniego, a co więcej, nawet do jego półmetka. Tak więc szuka on usprawiedliwienia dla swoich niecnych czynów, by przed sobą samym prezentować się bez zarzutu. Równie absurdalne jest zasłanianie się „przypadłością” kryzysu w sytuacji, kiedy mężczyzna faktycznie wkracza w ten wiek, a jego żona po raz kolejny odkrywa jego romans. Takie zachowanie to, w przypadku tego mężczyzny, tylko naturalna kolej rzeczy.
Mężczyzna w każdym wieku może odczuwać złość, depresję, mieć poczucie usidlenia czy samotności, chcieć uciec od bieżących obowiązków, doświadczać wszelakich uzależnień, zdrady lub niewłaściwie traktować swoją partnerkę. Możliwe jest doznanie wszystkich wymienionych emocji i zachowań lub tylko ich kombinacji. Ich występowanie nie musi być sygnałem kryzysu wieku średniego, jednakże sama obecność może prowadzić do potencjalnej separacji w każdym stadium małżeństwa. Natomiast mężczyzna, który wkracza we wspomniany wiek i nagle zaczyna odczuwać przygnębienie, złość, osaczenie, samotność, miłość do innej niż jego żona kobiety, jak również pragnie uciec od codziennej odpowiedzialności, może być pewien, że właśnie zawitał do portu o nazwie „typowy kryzys wieku średniego”.
Niepewne przyszłości swego małżeństwa oraz tego, czy „nowy stan” ich mężczyzn nie wpłynie na czasowe lub długotrwałe pogorszenie stosunków między nimi, kobiety zaglądają na stronę Klubu, by upewnić się w swych domysłach. Czy zrobiły coś nie tak? Czy mogą wpłynąć na poprawę sytuacji? A może to... może tamto... Czy kiedykolwiek wszystko wróci do normy? Jeśli tak, to kiedy? Nie ma prostych i rzeczowych odpowiedzi, ale są pewne wskazówki, które pomogą upewnić się, czy to, przez co aktualnie przechodzi twój partner (a ty razem z nim) to kryzys wieku średniego.

Znaki ostrzegawcze

Wiele kobiet wyczuwa, że dzieje się coś nie tak, ale nie mają na to żadnych dowodów. Szukają odpowiedzi, mając jednocześnie nadzieję, że jej nie znajdą. Większość zna przypadłości wieku średniego, ale modli się, by kryzys nigdy nie dotyczył ich małżeństwa. Jest jednak wprost przeciwnie. Każdy odczuwa wiele niepewności związanych z procesem starzenia się. To normalne, że irytujemy się z powodu nowych bólów i chorób, oznak utraty pamięci, siwych włosów czy łysienia. Choroba może zaostrzyć te lęki – przynajmniej czasowo – i w konsekwencji prowokować inne czynniki stresogenne. Kiedy masz do czynienia z prawdziwym kryzysem, symptomy będą się pogłębiać do czasu, aż przestaniesz je ignorować.
„Zaczęłam coś podejrzewać z wielu powodów, ale nie rozumiałam zaobserwowanych oznak, dopóki nie weszłam na stronę Klubu Żon w Średnim Wieku i nie przeczytałam kilku znaczących wypowiedzi innych zdesperowanych osób”, napisała Marianna. „Walker jest klasycznym przypadkiem. Zaczął się od nas oddalać jakiś rok temu. Po śmierci ojca powoli wycofywał się z rodzinnego życia, spędzając większość czasu poza domem. Szczerze mówiąc, nie miałam nic przeciwko temu, ponieważ, kiedy znajdowaliśmy się w jednym pomieszczeniu, zazwyczaj złościł się i narzekał”.
Dokładne rozpoznanie symptomów kryzysu wieku średniego jest jak uderzanie w galaretkę. „Mężczyzna tkwiący w ferworze kryzysu może być przybity, wściekły, bojaźliwy i obsesyjny zarazem. Jest niezadowolony ze swego wieku, pracy i towarzyszki życia. Wątpi w wybory, których do tej pory dokonał i zaczyna rozpamiętywać, że nie było mu dane wspiąć się po szczeblach kariery, chociaż tak bardzo o tym marzył. Czuje się niewartościowym mężczyzną i nachodzą go lęki dotyczące starzenia się i śmierci. Aby poradzić sobie z tymi odczuciami, pogrąża się w seksualnych fantazjach, alkoholu, narkotykach oraz szuka innych wyjść awaryjnych”.

Pierwszą oznaką, którą zauważyła Daisy u męża, był spadek zainteresowania domem. „Zazwyczaj każdy weekend poświęcał udoskonalaniu naszego domu lub pracy w ogrodzie. W pewnym momencie zaprzestał tych zajęć i zaczął spędzać czas ze swoim przyjacielem poza domem”. Do pewnego momentu taka postawa męża nie przeszkadzała Daisy. Jednak kiedy trawa urosła do niebotycznych rozmiarów, a samochód zaczął odmawiać posłuszeństwa, Arnold oczekiwał, że zajmie się tym żona. „Pracowałam na pełny etat, mieliśmy trójkę dzieci, więc złość w stosunku do męża była całkowicie uzasadniona”. Wkrótce potem rozpoczęło się błędne koło. Daisy nie szczędziła uszczypliwych komentarzy, na co Arnold reagował trzaskaniem drzwiami i wyjściem z domu. Innym razem sam inicjował kłótnię, więc miał powód, by uciec z domu i zabawić się z przyjaciółmi. „Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że są to objawy kryzysu, dopóki nie poczułam się na tyle zmęczona (fizycznie i psychicznie), by poszukać dla siebie pomocy”.

Zoe poczuła się bardzo rozżalona, kiedy Brian przestał się do niej przytulać, gdy zasypiali. „Zawsze był mężczyzną skorym do okazywania uczuć. Nawet jeśli byliśmy na siebie źli, potrafiliśmy zbliżyć się do siebie w środku nocy. Jednak kiedy zaczęły się te zmiany, zaczął sypiać po swojej stronie łóżka”.

Bonnie nie mogła zrozumieć, dlaczego Nigel nie chce z nią iść na spotkanie absolwentów szkoły, w której uczył się 20 lat temu. Chociaż na zaproszeniu wyraźnie zaznaczono „wraz z małżonką”, tłumaczył, że będzie tam tylko kilka kobiet. „Prawda była taka, że nie chciał, by widziano go ze mną”.

„Trzy lata przed tragicznymi zdarzeniami Sven zaczął uskarżać się na swoją pracę. To niezadowolenie ewoluowało do rozgoryczenia dosłownie wszystkim”, zwierza się Nora, próbując przypomnieć sobie, w którym momencie ich małżeństwo zaczęło się rozpadać. „Przestał tolerować moich przyjaciół, naszych sąsiadów, a nawet sprzedawczynię w supermarkecie”. Z początku Nora przypuszczała, że po prostu ma zły dzień. Po jakimś czasie zmieniła zdanie, zauważając, że mąż coraz częściej sięga po piwo i kładzie się wyczerpany dwie godziny wcześniej niż zwykle.

Żadna z tych kobiet nie przypuszczała, że mają do czynienia z kryzysem wieku średniego swojego męża. Przeczuwały jednak, że dzieje się coś złego.
Cecilia ostrzega, że jeśli twój mężczyzna przejawia trzy lub więcej z podanych poniżej dysfunkcji – ma problem:
– Nie pamięta, dlaczego tak właściwie się ożenił.
– Zapomniał, że związek polega na partnerstwie i jest przekonany, że może się z tego układu „wypisać” w każdym momencie.
– Twoje zachwyty nad waszym małżeństwem kwituje w kilku słowach: „Nigdy nie byliśmy razem szczęśliwi”.
– Twierdzi, że nie może tkwić dłużej w tym małżeństwie i pragnie ułożyć sobie życie z kimś innym, założyć nową rodzinę lub kupić sobie Lamborghini Diablo.
– Chce posiadać to, na co nie może sobie pozwolić i nie chce niczego, na co go stać.
– Ma nowy system wartości: „Obowiązki precz, wiwat spontaniczność!”
– Posiadł umiejętność, która pozwala mu wierzyć, że jest tak samo młody, jak obiekt, na który patrzy (ma ona zazwyczaj żeńskie imię Brandi lub Tiffany).
– Jest przekonany, że unikanie teraźniejszości eliminuje przeszłość i zmienia przyszłość.
– Zaczyna mówić jak Garbo („Chcę zostać sama”) i zachowywać się jak Richard Gere w filmie Amerykański żigolak („American Gigolo”).
– Zaczyna cię obwiniać, coraz częściej używając zdania: „To wszystko i tak twoja wina” lub „Nie zrobiłbym tego, gdybyś mnie nie zmusiła”.
– Kiedy próbujesz go krytykować, krzyczy: „Nie jesteś moją matką!”
Usprawiedliwia swoje zachowanie hasłem: „To jest moje życie i nikogo innego”.

Rozwidlenie

Nie wszystkie problemy małżeńskie wskazują na kryzys wieku średniego, ale niektóre tak. Badacze dowiedli, że tylko nieliczna grupa problemów wieku średniego osiąga stadium kryzysu. Pierwszy z nich to kryzys wstrząsu – nagły, często niespodziewany, np. śmierć bliskiej osoby – który może prowadzić do uwolnienia emocji, przytłaczających normalny mechanizm radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Drugi to kryzys wyczerpania, narastający powoli, skutek kolejno pojawiających się trudnych życiowych wątków – usamodzielnienie się dzieci, problemy w pracy, kłopoty zdrowotne – narastający do pewnego punktu kulminacyjnego.

Podczas całego okresu kryzysowego, żona czuje się tak, jakby umykał jej grunt pod nogami. Często zmienia nastawienie do kłopotów w domu, zastanawia się, co zrobić, by odzyskać męża, czy może lepiej odepchnąć go na dobre i pozwolić życiu napisać inny scenariusz? Kobieta powinna ustalić granice dla niej akceptowalne, na ile może się poświęcić w imię małżeństwa, ile jest ono warte i czy lepiej będzie żyła z nim, czy bez niego. Czasem wybory dokonują się same, innym razem, to ona postawi przysłowiową kropkę nad „i”.
Kiedy na horyzoncie pojawia się inna kobieta, powstaje pytanie, czy od razu i czy w ogóle przystępować do konfrontacji z mężem, czy może lepiej przeczekać te burzliwe chwile.

Zawsze, kiedy dana osoba wchodzi w fazę kryzysu wieku średniego, odbija się to na relacjach ze współmałżonką. Ważnym czynnikiem może okazać się także słaba kondycja zdrowotna mężczyzny czy kłopoty w pracy lub inne zewnętrzne okoliczności wprowadzające chaos w jego życie. „Trwałość małżeństwa zależy od wzajemnego dotarcia się obu stron i ustanowienia satysfakcjonujących obie strony równowagi”. W wątku porad dotyczących skutecznego sposobu radzenia sobie z poczuciem odrzucenia, większość członkiń klubu radzi, by dać mężowi trochę wolnej przestrzeni, co jest oczywiście nie takie łatwe do wykonania. Winona przytoczyła własny przykład: „Bug wynajął na sześć miesięcy osobne mieszkanie, by w samotności zastanowić się nad swym życiem i dowiedzieć się, czy niczego nie stracił, żeniąc się ze swoją pierwszą miłością. Powiedział: potrzebuję swobody, aby wychodzić i przychodzić bez pozwolenia i tłumaczenia się, i doświadczać tego, czego do tej pory nie było mi dane zaznać. Bug przyznał, że istnieje ewentualność sypiania z inną kobietą, ale wróci do domu po tych sześciu miesiącach. Panicznie bałam się wszelkich chorób przenoszonych drogą płciową oraz nieplanowanej ciąży. Uspokoił mnie więc, że nic takiego nie przytrafi się jemu. Dodał również, że powinnam być zadowolona z faktu, że zamierza wrócić do mnie po upływie wyznaczonego czasu. Nie pozwolę na to, by zachowywał się jak chorągiewka, ingerując w moje życie, kiedy tylko ma na to ochotę. Musi się zdecydować, czy chce uratować nasze małżeństwo”.
Evie poradziła Winonie, by zajęła się sobą i córką. „Podczas gdy Bug zaspokaja własne potrzeby, musisz stanąć twardo na ziemi i dążyć do niezależności. Taka postawa nie wyklucza regularnych spotkań z mężem i chęci komunikacji. Chodzi o to, że jak wróci do domu, zastanie ciebie bardziej pewną siebie, co będzie korzystne dla całej rodziny”. Dodała także, że Winona nie musi akceptować łóżkowych przygód Bud’a. „Powiedz mu, jak się z tym czujesz, bo nadal go kochasz i trudno jest ci znosić takie zachowanie”.

„Pozostawiłam Hal’a samego sobie, na tyle, na ile wydawało się to możliwe”, wyjaśniła Janelle. „Niczego od niego nie żądałam, nie wnikałam w zbędne, na tę chwilę, dyskusje na temat naszego związku. Takie podejście pozwoliło mu uzmysłowić sobie, że problem faktycznie istnieje i zastanowić się, czego chce od życia”.
„Starałam się być wyrozumiała”, stwierdziła Mavis przyłączając się do wątku, „więc Eric został w domu. Dzieliliśmy jedno łóżko, przytulaliśmy się, całowaliśmy, trzymaliśmy za ręce, a raz na jakiś czas namiętnie kochaliśmy się. Przynosił mi z rana kawę do łóżka i zapraszał na wspólne wyjścia. Poza tym uczęszczaliśmy do poradni rodzinnej. Więc cóż złego jest w tym perfekcyjnym obrazie? W zeszłym tygodniu Eric poinformował mnie, że znalazł mieszkanie, więc wyprowadzi się do końca miesiąca!” Wyraźnie poruszona tym wyznaniem Yolanda, odpowiedziała: „Czy ci się to podoba czy nie, nie masz kontroli nad jego życiem, ale masz pełną kontrolę nad swoim. Twój mąż jest zagubiony, przerażony i zakłopotany – podobnie jak ty. Dobra wiadomość jest taka, że nadal z tobą mieszka i komunikujecie się ze sobą na przyzwoitym poziomie. Jeśli nadal kontynuujecie spotkania z doradcą, przedyskutujcie tę całą sytuację, znajdźcie źródło problemu i jakimi przesłankami kieruje się twój mąż”.
„Poza tym ty również postaw sobie jakieś cele”, sugeruje Winona. „Sporządź listę rzeczy, które zawsze chciałaś zrobić, a które nigdy nie interesowały twojego męża. Idź do teatru czy muzeum. Wypożycz filmy, na które nigdy nie miałaś czasu. Kiedy Bud oświadczył, że się wyprowadza, powiedziałam mu, że w niedługim czasie przemebluję kuchnię, pozbędę się tego ohydnego dywanu w jadalni, przeniosę stół w inne miejsce i zmienię meble w salonie. Zaczął narzekać, więc bez ogródek odparłam, że ma teraz własny dom do urządzania i niech nie ingeruje w mój. To teraz jest moja przestrzeń życiowa. Przyznam, że po moich słowach wyraźnie spuścił z tonu”.
„Jeśli zamroczony nawałem problemów emocjonalnych mężczyzna, dusi je w sobie, bardzo prawdopodobne, że zacznie szukać wsparcia poza domem. Jeżeli uda ci się dotrzeć do niego zanim zrobi to inna kobieta, istnieje szansa, że uratujesz swoje małżeństwo”. Członkinie Klubu zgodnie przyznają, że niełatwo jest nad sobą zapanować, będąc obiektem bezpodstawnych ataków złości. Corine przytoczyła przykład ze swojego życia: „Kiedy wraz z mężem dyskutujemy o naszych planach, złości się, godzinę później – wścieka, a chwilę potem wszystko wraca do normy. On jest jak Doktor Jekyll i Pan Hyde. Próbuję go czasem uspokoić, bo jeśli to ja jestem powodem jego złego humoru, może zaprzestać łożyć na rodzinę”.
Do wątku wtrąciła się Lorraine. „Musisz wciąż powtarzać sobie, że to nie twoja wina! Projektuje swą złość, poczucie winy i nieszczęście na ciebie. Jeśli będziesz się z nim kłócić, będzie miał powód, by odejść od ciebie. Powstrzymując się od zbędnych komentarzy, pozbawisz go pożywki dla rozwoju jego szaleńczych ataków. Jeżeli natomiast zaczniesz za wszystko przepraszać dla świętego spokoju, przyniesie to zupełnie odwrotny skutek. Nieuzasadnione przyznanie się do winy będzie potwierdzeniem, że ma rację, co otworzy mu drogę do dalszych krytyk i roszczeń. Tak więc postaraj się zachować spokój, nie angażując się w jałowe kłótnie i nie odczytując jego słów, jako jedynie słusznych. Nie możesz naprawić przeszłości, więc nie wpadaj w pułapkę myślenia pod tytułem »gdybym wtedy«. Niemożliwe jest także przewidzenie przyszłości, więc unikaj podejścia »jeśli mogłabym«”.
Wszystkie przychylne kobiety na Forum poradziły Corinne, aby skorzystała z porady radcy prawnego, ponieważ miała problemy z wydolnością finansową. „W sytuacji, kiedy mężczyzna na pierwszy plan wysuwa własne uczucia i potrzeby, istnieje duże prawdopodobieństwo, że kobieta będzie musiała poświecić własne”, przypomina Jasmine. „Powinnaś brać pod uwagę pewne ewentualności. Jeśli wasze małżeństwo zakończy się rozwodem, będziesz pewnie mogła liczyć na wsparcie najbliższych, ale nie przez resztę życia. Teraz jest najlepszy czas na to, byś zadbała o siebie, o swoją przyszłość: zapisała się na interesujące kursy czy treningi. Zastanów się, jaką drogę obierzesz, kiedy zostaniesz bez niego. Nie czekaj do ostatniej chwili lub do czasu, kiedy odczujesz brak gotówki. Wiele kobiet po rozwodzie radzi sobie znacznie lepiej pod względem finansowym niż przed nim”.

Więcej informacji w książce:
"Jak przetrwać kryzys wieku średniego swojego męża" - Courter Gay, Gaudette Pat





 też zdradzona
   Dziewczyno z podpisem ... - rozumiem Cię doskonale, bo też przeżyłam coś podobnego. Przez takie akcje chcemy chyba udowodnić samej sobie, że on jednak jeszcze się mną interesuje, że nadal coś dla niego znaczymy, ale to błędne koło, bo on to traktuje inaczej i nie przeżywa jak my, a potem, jak wspomniałaś, i tak znowu idzie do niej. I jej na pewno nie powie, że spał z żoną, nie przyzna się do tego, ale nam to powtarza, jak dobrze z nią jest. Obłuda w każdym calu! Ale my się łudzimy nadzieją. Ja mam obecnie problem z ogromną zazdrością, bo on spędza z nią dużo czasu, ją informuje o szczegółach z życia i to ona go pociesza. Nie wiem, co zrobić, aby ta zazdrość choć trochę zmalała, abym umiała ją kontrolować - macie jakieś pomysły i rady?
  16 Lipiec 2014    08:25

 G
   Przeczytałam Neo dokładnie dwa razy, żeby przemyśleć, ochłonąć i spokojnie napisać. Jedno jest zgodne - winni są oboje. Z mojego doświadczenia wynika, że pytałam, zastępowałam w pracy, wspierałam w pracy i podczas studiowania, wspólnie tapetowałam, malowałam itd., pozwalałam na męskie wieczory i wyjazdy, samorealizację. Jednak nie wystarczyło mu okazywanie mojej miłości w postaci czynu, nikt nie wtrącał się do naszego życia, jak powiedział wypaliło się po 20 latach, nie był ze mną szczęśliwy. Niech mu będzie, dziś jest szczęśliwy z 14 lat młodszą drugą żoną, spodziewa się dziecka i też mu gratuluję. Szacunek mam dla siebie, że dałam radę te 20 lat przetrwać i wychować dzieci, zdrowie już nie to, ale żyję. Chcę żyć i nawet mu dziękuję , bo jest mi łatwiej i mam tyle miłości od dzieciaków, nie słyszę jaka to masakra życie ze mną, nie słyszę, że ze mną się nie da żyć. Jestem od 3 lat sama, pracuję ciężko, odnajduję swoją kobiecość nareszcie i dostaję komplementy. Nie są mi potrzebne, bo się szanuję i cenię. Dawałam siebie na maxa, ale było za mało i po 20 latach się znudziło, ciało też nie młode i zasad za dużo. Jestem mu wdzięczna że wytrzymał aż dzieciaki dorosną, choć starszy to wszystko przypłacił nieuleczalną chorobą. Mam w sobie nadal miłość, bo to nie prawda , że jestem zimna i skostniała. Lepiej dla mnie i dla niego się chyba stało, sąd wieczny to rozstrzygnie, tylko tego na prawdę się boję. Co odpowiem na pytanie, jak przeszłam drogę życia i jak niosłam swój małżeński krzyż ? I pamiętaj Neo - małżeństwo jest drogą krzyża, ale łatwiej go zdjąć, czasami lepiej jest w samotności dalej iść, niż po łatwej drodze zmysłów i doznać. Nie moralizuję, każdy ma własne wybory. Każdy przypadek jest różny. Szanowałam, pomagałam, współżyłam jak normalny człowiek i tak się wszystko skończyło. Pozdrawiam serdecznie :)
  15 Lipiec 2014    19:49

 Neo
   Trafiłem tu przypadkiem. Wiem, wiem Wy pewnie też. Te wpisy nie są o kryzysie wieku średniego, ale bardziej o damskim użalaniu się nad sobą. Panie analizują skutki, ale nie patrzą na przyczyny. Ktoś tu napisał, że w szczęśliwych związkach kryzys wieku średniego się nie zdarza. Tak jest. Znam wiele małżeństw, które przeszły bardzo trudne chwile. Nie wiem, czy to co się ze mną dzieje, to KWŚ, ale po 17 latach małżeństwa przewróciłem swoje życie do góry nogami. Po prostu zdecydowałem, że nie będzie już tak jak było. Z domu chciałem wyprowadzić się już kilka lat temu, ale zwyciężyło poczucie obowiązku i generalnie obawa jak dadzą sobie beze mnie radę. Nie sypialiśmy z żoną od czasu urodzenia dzieci (syn ma 16 lat, a córka 13), nasze kontakty kończyły się na szybkim wpadaniu na numerek, a potem wracała do łóżka w pokoju obok do córki. Nie pamiętam już kiedy razem się obudziliśmy... Dla mojej żony najważniejsze były dzieci i... jej rodzice. To z nimi ustalała dotyczące w sumie nas szczegóły, a mnie tylko stawiano tylko przed faktem dokonanym. To co się ze mną działo nigdy jej nie obchodziło. Nigdy nie zapytała, jak w pracy, czy jadłem obiad, czy ot tak po prostu co tam słychać. Mogę tu robić listę żali, ale nie o to chodzi. We wrześniu ubiegłego roku trafiła mnie jakaś deprecha, nie jadłem, nie spałem i piłem przez tydzień. Bardzo wtedy chciałem żeby była, zapytała, przytuliła, brakowało mi jej. Nic. Tak jak pisał Adam, chciałem żeby ktoś mnie po prostu zauważył, a nie chciałem żyć jak mebel. Pojawiła się też wtedy przerażająca myśl, że tak właśnie skończę, sam jak palec. Powiedziałem mojej żonie, że odchodzę. Początkowo była zła, ale z czasem chyba uznała, że to blef i robiła wszystko, żeby wykazać, że nie dam sobie rady (zobaczysz będziesz się kisił tu przez kolejne lata, bo żaden bank nie da ci kredytu). Wściekłość pojawiła się wtedy, gdy dowiedziała się, że jest inna kobieta, ale to nie był żal za utraconą miłością, a urażona kobieca duma i porażka pewnej strategii. Od trzech miesięcy mieszkam sam. Materialnie jest mi bardzo ciężko, bo wszystkie majątkowe historie przekazałem dzieciom. Sam wziąłem kredyt (jakiś bank się jednak odważył) i kupiłem małe mieszkanie. W moim życiu jest kobieta. Jestem jej wierny i dam jej szczęście. To co jest najpiękniejsze, to poczucie, że znowu jako człowiek i mężczyzna kogoś obchodzę. Moja żona straszyła mnie sądem doczesnym i tym ostatecznym. Teraz to na mnie nie działa. Boli mnie tylko jak wmawia dzieciom, że ojciec ich nie kocha. Wszystko to jednak nic. I tak to lepsze niż życie, którym żyłem... Po co ten wpis? Dla kobiet... Zastanówcie sie czasem, co się dzieje z Waszym facetem, zapytajcie, przytulcie, pokażcie, że jest dla Was ważny (zauważany). Macie wszelkie atrybuty, aby przejąć inicjatywę. Mężczyzna jest głową, a kobieta szyją... To nigdy nie jest wina jednej strony. Dla facetów... Nie jesteśmy podgatunkiem (tak tu wyczytałem niestety). Mamy prawo żyć tu i teraz, być szczęśliwi, szanowani i kochani. Dla wszystkich. Nie reklamuję rozwodów, odejść itp. Jeżeli można coś rozplątać, to nie należy tego rozcinać. Mojej żony z czasów dawnych będzie mi zawsze brakować, jest matką moich dzieci i zawsze na swój sposób będę ją kochał. Nawet jeżeli nie uda się Wam czegoś uratować, to pamiętajcie o szacunku dla siebie nawzajem.
  14 Lipiec 2014    19:51

 ...
   Dziewczyny, czy któraś przeżyła coś podobnego? Mój mąż tkwi w kryzysie z wszystkimi możliwymi objawami, sypia z kochanką (i jeszcze mi mówi, jak to fajnie jest być w jej ramionach), wyniósł się z naszej sypialni do innego pokoju i ogólnie jest koszmar (choć ja się nie poddaję, bo wiem, że potrzeba dużo czasu na jego powrót do rzeczywistości). Kilka dni temu miała miejsce głupia sytuacja, niezwiązana z kryzysem i on na pociechę lekko mnie przytulił, czego nie robił od tygodni. Ja taka wyposzczona pozwoliłam mu na to, no i potem wylądowaliśmy w jego nowym łóżku i mieliśmy nieziemski seks. Byłam w szoku, że moje ciało mnie zdradziło i miałam aż tyle przyjemności. Wcześniej myślałam, że nie będę mogła się z nim kochać, bo będę myślała o jego "przyjaciółce", a tymczasem tak jakoś wyłączyłam te myśli, że miałam więcej satysfakcji niż dotychczas (choć pod tym względem nasze życie było zawsze udane). Nie mam wyrzutów sumienia, nie żałuję tego (on też nie), nie mniej wiem, że to się pewnie nie powtórzy (albo nieprędko). Zastanawiam się tylko, czy któraś z Was też tak miała, czy jestem w tym odosobniona. W końcu to nie jest normalna sytuacja, zwłaszcza że dzień potem on znowu był u niej.
  14 Lipiec 2014    17:09

 Frezja
   Fauna. U ciebie to mysle, że i tak nie taka najgorsza postac tego kryzysu. Bo twój pan pomimo tego, ze skupiony wprawdzie tylko na sobie i swoich krzywdach, to nadal twierdzi i pokazuje, że cie kocha. Ma doły i to widac z tego co opisujesz. Ale plusem jest to, że z toba rozmawia. Cięzko ci, ale czerpiesz siłę z tej jego, chyba miłości, do codziennej walki. I mysle, że przetrwasz. Czego ci bardzo szczerze zycze. Inaczej jest jednak, kiedy pan oprócz tego, ze widzi tylko siebie i swoje problemy, powtarza ci, że cie nie kocha i nie chce z toba być. Ale siedzi w domu i nigdzie sie nie wybiera. Natomiast, czasem beszczelnie ugania sie wtedy za małolatami. Wypisuje durne smsy, e-maile, romansuje przez portale randkowe i zachowuje sie jak dureń, gorzej jak nastolatek, przezywając swoją druga młodość. I uwierz, nic co do niego mówisz, i co mu tłumaczysz, do niego nie trafia. To dopiero jest jazda. Dziewczyny z tego forum w wiekszości wiedza o czym piszę. Pozdrawiam Was.
  8 Lipiec 2014    17:23

 Gruszka68
   Witaj Broszka :) Odpowiem Ci najlepiej jak potrafię. Mój ex obwinił tylko mnie, że ja się zmieniłam, ja go odrzuciłam, ja go nie szanowałam. Jest w tym ziarno prawdy, bo tak się zmieniłam, że nie chciałam żeby codziennie relaksował się piwskiem, pił do upadłego na jakiejkolwiek imprezie i nikt go nie mógł wyprowadzić, siedział pół nocy przed kompem i tv, potem przychodził do łóżka i obrażony był na mnie że ja śpię , bo o 6 pobudka do pracy. Dorastające dzieci sprawiały mu zbyt dużo kłopotów i uznał, że go nie kochają tylko żądają pieniędzy. Więc pomimo moich zasad i miłości do niego zaczęłam się oddalać, zasypiać, żeby przespać to co boli i wejść do kolejnego dnia. Może mam szczęście w nieszczęściu, że niosę cięższy krzyż ale niosę i leczę się ze strachu przed nim a to jeszcze potrwa. Choć się już nie widzimy, nadal przychodzi w moich snach, nie łatwo po 23 latach odciąć wspomnienia . Nic Ci nie radzę, proszę, byś spróbowała odetchnąć głęboko i znaleźć nadzieję na dobry koniec Twojego małżeństwa :) Trzymam kciuki :)
  7 Lipiec 2014    20:16

 Fauna
   Witajcie.Mojego męża dopadł tak zwany kryzys,ma 37 lat a zachowuje się jak dziecko.Jest ciężko co dziennie słysze że coś nie tak robie jak on chce,że ma mnie dosyć że go nie kocham,że wszyscy na niego się uwzieli mase słów które niestety bolą.Czasami się po prostu nie odzywam bo nie ma sensu rozmawianie z nim bo od razu jest atak że on taki biedny a ja jestem ta zła,że jego uczucia są ważniejsze że to on jest skrzywdzony.Nie raz była kłótnia i nawet ostra bo nie pozwoliłam sobie na takie traktowanie.Czytając wasze wpisy wiem że nie jestem sama jest nas wiele i każda inaczej to przechodzi,inaczej reaguje na docinki męża czy zachowanie.No a nie każdy mąż tak samo się zachowuje,mój to leń i furiat tak w skrócie.Ciężko jest ale jakoś każdy dzień mija i nastaje nowy.Wstając rano z łóżka myśle czego znowu się uczepi o co bedzie miał pretensje,na niektóre zaczepki typu "ty mnie już nie kochasz nie zależy ci na mnie"mam prosty tekst-to chyba tobie nie zalży jak ciągle o tym mówisz a ja cię kocham,i nie jetem w stanie zajmować się tobą jak małym dzieckiem,jesteś mężczyzną dorosłym nie zachowuj się jak dziecko bo mamy ich troje a jak np.posprzątam to z miłą chęcią z tobą spędze czas,(w tym miejscu daje mu do zrozumienia że interesuje się jego pasjami i onich rozmawiamy wiem nikiedy zachowuje się jak głupia bo pytam się o coś oczywistego co już wiem ale on uwielbia tłumaczyć i czuć się mądrzejszy niż jest.Po takiej rozmowie inaczej choć na kilka godzin się zachowuje jest miły i kochany.Jak mówi o pracy i jakie to nieszczęścia go ciągle spotykają to mam ochote mu wykrzyczeć że nie tylko on ma problemy i jest egoistą bo tylko on ma prawo mówić bo mnie nie chce nawet wysłuchać,i twierdzi że ciągle narzekam że mam wszystko a on nic i tak w kółko.Nie mówie mu o problemach swoich słucham co on mówi staram się bynajmniej choć za 100 razem słuchania tego samego się wyłanczam i udaje,przytakuje.On sie wygada i mam spokój.Jak o coś go poproszę to jest awantura bo prosić się muszę z pół roku o głupią naprawę w domu,więc już nie proszę tylko oznajmiam że trzeba by było coś z tym zrobić bo na pewno mu też to przeszkadza i nie jet mu z tym dobrze że rozumie jakie to trudne,i jakoś zawsze się udaje zrobić coś na czas.Wypracowuje metody na męża kryzysowego nie zawsze dobre,metoda prób i błędów a widzę że i on lepiej się odnosi do mnie choć nie zawsze jest jakaś metoda i trzeba znowu przejść przez kłótnie o drobnostkę"twoja córka nakruszyła nie bede siedzieć w tym syfie " i sam zaczyna rozrzucać okruszki-śmieszne to jest choć na początku nie było,po prostu mówie dobrze ja posprzątam ty nie sprzątasz ....i tu się zaczyna afera.Jaki on to biedny pracuje utrzymuje dom itp.choć ani razu po sobie nie posprzątał to muszę coś wymyślić aby go zmobilizować a nie żeby siedział jak leń na kanapie i traktował mnie jak służącą wynieś przynieś pozamiataj.Jak opracuje jakąś metodę to napisze. Jakoś przez to przebrnę bo go to też czeka ze mną menopauza,więc nie załamuje się tylko walczę bo wiem że mnie kocha jest bardzo zazdrosny,i wiem że ja też tak łatwo nie odpuszczę a rozmowy na uspokojenie to piękne chwile spędzone na możem rozmowy co wtedy robiliśmy choć nie się z nim zgadzam to po prostu się uśmiecham i jakoś leci ten czas.Są różne dni lepsze mało gorszych więcej ale byle do przodu a nie się cofać.Ja walcze choć nie raz brakuje mi sił i nie raz płacze i mam wszystkiego dosyć,ide do ogrodu i zajmuje się choćby plewieniem uspakajam się i sama sobie mówie że jestem dumna z siebie że walcze dodaje samej sobie motywacji na dalsze kryzysowe dni.
  7 Lipiec 2014    10:07

 Broszka
   Zaglądam tu codziennie i szukam rozwiązania. Ale pytam też siebie codziennie, jakie to ma znaczenie, ty się zmieniłaś, ja się nie zmieniłem, twoja wina, moja wina, czyja wina, nie istotne, ważne,że mnie nie chce. Jeśli ja jestem winna, bo zmieniłam się, to dlaczego nie chce mnie zmienionej, jaka bym nie była, w końcu w środku dalej ja, nawet zmieniona, trudno nie zmienić się w ciągu kilkudziesięciu lat. To jeśli ja jestem winna, bo zmieniłam się i niby go odrzuciłam, to dlaczego nie czuje satysfakcji, radości, nie mam poczucia wolności , tylko przegranej,klęski, porzucenia? jakie są u was powody konfliktu? czy tylko zdrada?
  4 Lipiec 2014    21:29

 Gruszka68
   Mam wrażenie, że pomimo moich trudnych przeżyć, czytam u Siłaczki i Broszki, o jeszcze większej krzywdzie, którą potrafią zrobić mężowie. Trzymajcie się dzielnie dziewczyny! Trzy lata temu w 2011 byłam na samym dnie rozpaczy. Kolejny rok i kolejny rok, nie było lepiej. Myślałam, że tak do końca życia. Ale już się udaje zobaczyć słońce, miłość moich synów do mnie, taką spontaniczną i naturalną, znaleźć smak lodów, zapach powietrza. Codziennie powtarzam sobie, życie masz tylko jedno i żadna minuta się nie wróci, każdą musisz lepiej przeżyć. Pozdrawiam Was dziewczyny !
  1 Lipiec 2014    17:41

 Frezja
   Witam. Zaglądam tu jeszcze. Nowe dziewczyny po przejsciach, Broszka, Siłaczka. U nich jak u wszystkich ciężko i druzgocąco. Jestem tylko zdziwiona, że kobietę pod 60 tkę też to dosiega. Ja myslałam, ze jak człowiek przetrwa w ziwązku ten wiek miedzy 40 a 50, to ma już z górki. A tu sie okazuje, że to reguły nie ma. Odwala i dużo starszym facetom. No kobiety,to lekko nie mamy. I każda z nas jakby na bombie zegarowej zyła. Nigdy nie wiadomo kiedy wybuchnie. A niektórzy mówią, ze to cyklicznie sie powtarza. około 40 tki, 50 tki, 60 tki itd. Tylko fazy i intensywność ma różną. Nic pocieszającego dla was nie mam dziewczyny. chciałabym napisać cos optymistycznego, ze moze u mnie przechodzi, łagodnieje, ale niestety nic z tego. Ja tylko jakby spokojniejsza, bardziej pewna siebie i patrzaca na pana w kws z boku, z politowaniem.
  1 Lipiec 2014    17:02

 silaczka
   czytam was dzisiaj po raz pierwszy, bo przez przypadek znalazlam ten link. znam temat bardzo dobrze, wlasnie sie rozwodze,walcze z trudnosciami i wiem, ze jeszcze duzo mnnie czeka. zaznacze, ze jestem z tym wszystkim zupelnie sama i dlatego do waa pisze. moj ex zostawil mnie z 3 (duzych) dzieci, dlugami, problemami i wyjechal na drugi koniec swiata, zwiazal sie tam z kobieta, ktora ma 2 dzieci i od 4 lat ma tez dziecko z nim..czyli trzecie. uffaa.....juz piszac to czuje sie przygnieciona. dzieci mieszkaja ze mna .. bardzo to wszystko przezywaja, nie umieja sobie tego poukladac, wiec winia za wszystko mnie... sprawia to, ze jest mi jeszcze bardziej ciezko. ex kontaktuje sie z nimi raz na kilka miesiecy...co dla mojego 20 letniego syna jest druzgocace, wyobrazam sobie jaki on sie czuje porzucony...zapomniany..i ja nie wiem, co z tym zrobic... ex byl typowym facetem bez emocji,nie rozmawial, nie informowal,ukrywal wszystko , robil tajemnice, zdradzal i ogolnie robil z mojego zycia wielki balagan,zylam jak kot w worku. byl to jedyny sposob zeby sie uratowac,w przeciwnym wypadku bym sie unicestwila nie byloby mnie nawet dla mnie samej.... wierzyc mi sie niechce, ze tak sie dalam zyciowo wyrolowac... ale ciesze sie, ze zdobylam sie na odwage zeby przerwac ten koszmar.. zaplacilam i place nadal za to duzo pod wzgledem rodzinnym, ekonomicznym i spolecznym, ale.... teraz czuje sie w koncu prawdziwa soba...patrze na swiat bez strachu wiem, ze mi sie uda!!!!
  28 Czerwiec 2014    23:15

 Broszka
   Przeczytałam post agunia12a i uśmiałam się, bo to kwintesencja mojej tragikomedii. Wiele postów wywołało moje zastanowienie, śmiech lub płacz, bo wygląda na to ,że znalazłam wyjaśnienie tego co i mnie spotkało. Czyżby mój mąż też cierpiał z powodu KWŚ? A że cierpi to widać, bo mnie nie kocha, nie chce, dzieci nie chce, natomiast po 40 wspólnych latach chce się wyprowadzić i ułożyć sobie na nowo życie. Tymczasem mieszka w pokoju obok, nie odzywa się słowem od kilku miesięcy, obrażony na cały świat, odsunął się od wszystkich, pozostała mu tylko praca i alkohol. A w oczach ludzi nadal jesteśmy idealnym małżeństwem. Nie wiem, na którym etapie żałoby jestem, ale do akceptacji mi daleko. Czy ktoś miał tak,że winne rozpadowi naszego małżeństwa są zgodnie z opinią męża nasze dzieci i ja, która na to pozwoliła? Dzieci są samodzielne, dorosłe, mają swoje życie, pracę i swoje związki. Zostałam ja, pod 60-tkę, znużona, zmęczona, rozgoryczona. Napiszcie proszę.
  18 Czerwiec 2014    20:59

 Frezja
   Witam Was koleżanki. Co zaglądacie na stronkę, czytacie, a mniej piszecie. Terka, masz rację we wszystkim. Zresztą jak każda z was tutaj. Ja jestem teraz, tak sądzę, w tym najgorszym etapie, kiedy wszystko we mnie buzuje. I te emocje muszą gdzieś ujście znaleźć. Ale powiem wam. Nie poddaję się. W tym sensie, że walczę o siebie. I to jak wie każda z was, nie są tylko dni kiedy wszystko mi się udaje. Bywają i te gorsze, kiedy wszystko wraca jak bumerang. Te złe emocje i stany, kiedy tak naprawdę nie jesteśmy sobą. Musimy je sobie z czasem wybaczyć i uznać fakt, ze miałyśmy do nich prawo. Bo nie jesteśmy z kamienia. Mamy uczucia. I większość z nas, a nawet być może wszystkie, nie zasłużyłyśmy sobie na takie traktowanie przez kiedyś kochajacych mężów, partnerów. Ale czas pozwala na nabranie dystansu do sytuacji, do siebie. I jak piszecie przychodzi ta cisza. Bo dochodzimy do wniosku, ze nasze wysiłki, rozmowy, starania i tak nic nie dają. Odpuszczamy. I ten błogi stan spokoju jak opisuje Terka, daje wytchnienie. Ale on jest na końcu, po tych wszystkich burzliwych etapach. U mnie chyba nadchodzi. Bo i pretensje i żal przestaję mieć. Bo co to da. Ale to trwało bardzo długo. I wiem, ze to jeszcze nie koniec. Nie wiem, co się wydarzy. Co siedzi w głowie faceta, który ze mną obecnie tylko mieszka, tak można to określić, bo żyje obok, jakby we własnym świecie. Ma jakieś swoje nowe zasady, upodobania, wartości, które tak naprawdę nic wspólnego z przyzwoitym życiem nie maja. Ale to tylko moje zdanie. Pozdrawiam was.
  10 Czerwiec 2014    23:20

 Kropeczka
   Hej, dziewczyny. Oczywiście cały czas jestem z Wami, nawet jeśli nie piszę. Właściwie mogłabym skopiować wypowiedź Frezji, bo to jakby z mojego życia wzięte… Poza tym.. nadal mieszkam z człowiekiem który wbił mi nóż w plecy a właściwie obok niego. Niby zrozumiał i wstydzi się tego co robił i mówił, ale.. w życiu nie spotkałam większego egoisty. To się nie zmieniło… Liczy się tylko on. I nikt więcej. Poza tym oczywiście ja już nie ufam. Nie potrafię. Ale nie dojrzałam jeszcze żeby zrobić konkretny ruch… A jemu jest tak wygodnie – ma hotel. Więc wegetuje atakując – to też jest moje mieszkanie, jak chcesz to się wyprowadź. Kiedy jednak pomimo zupełnej obojętności z mojej strony coś mi się nie podoba i powiem swoje zdanie, słyszę – jak ci się nie podoba to się wyprowadź. Żenada. Tak więc dojrzewam. I jesteście dla mnie źródłem energii. Więc piszcie!!!
  8 Czerwiec 2014    14:06

 Gruszka68
   Witajcie, jeszcze rok temu powiedziałabym, że moje życie ogranicza się do pewnego obszaru przestrzeni i miejsca i ludzi. Dziś choć samotna, siedzę właśnie 1200 km od domu i jestem zadowolona , nareszcie jakiś jaśniejszy kolor. Boję się tej samodzielności, ale pracuję pilnie. Może uda mi się przeżyć samej , może spotkam bratnią duszę ? Dziś świeci słońce, nie myślę o ex, o zdradach i chorobach. Kto wie jak będzie za rok. "Życie jest złe , jeśli takim je sami uczynicie!". Więc ja muszę codziennie czynić dobrze, aby dobro do mnie wróciło, mieć ochotę na życie, aby życie do mnie wróciło i pozdrawiam wszystkie dziewczyny, nie wiemy co nas spotka dnia następnego, ale wczoraj nie wróci, liczy się dziś i jutro :)
  6 Czerwiec 2014    12:18

 Terka
   Też kobieta bardzo dobrze pisze. Kilka lat po podjęciu decyzji człowiek widzi wszystko z innej perspektywy. I czasami to wygląda nieco inaczej niż się zakładało w momencie jej podejmowania... Dlatego tak ważne jest aby do takich decyzji dojrzeć, być pewnym na 150%, nie poddawać się emocjom w takim momencie. A że to bardzo trudne, to musi trwać długo... to dojrzewanie. Frezjo, bardzo dużo żalu i pretensji płynie z Twoich wpisów. Nie krytykuję tego, to towarzyszy(ło) każdej z nas. Ja nauczyłam się (przynajmniej w jakimś stopniu) przyglądać się temu co się ze mną dzieje, dać emocjom swobodnie przepływać przeze mnie, dawać im upust - ale im nie ulegać do końca. A przede wszystkim tego, że te silne emocje mijają i później oceniam sytuację bardziej racjonalnie i na chłodno. Na ten moment czuję spokój i chciałabym tak czuć się jak najdłużej :) Ale życie tak proste nie jest i może mieć dla mnie jeszcze wiele różnych niespodzianek :) Nie wspominając o mężu, któremu obecnie wstyd za swoje "wyczyny" - ale nikt mi gwarancji nie da, że nigdy mnie już nie zawiedzie. Takie to życie ;)
  6 Czerwiec 2014    08:02

 Frezja
   Cześć Margo. Gratuluje ci postawy i troche zazdroszczę, że już u ciebie z górki. Mam do siebie zal, ze nie umiem tak jak wy tego załatwić. Może to jeszcze nie mój czas. Jak napisała Terka, ma po tym kws na kanapie kapcia, z którego uszło powietrze i energia do życia, jak skończyły sie zaloty. Boże broń nas kobiety od takiego zycia i takiej egzystencji. Czas byc dobrą dla siebie. Pozdrawiam.
  5 Czerwiec 2014    22:20

 margo
   Witam Was Wszystkie serdecznie. Dawno mnie tu nie było. Co u mnie? Cóż po prostu żyję. Odzyskałam spokój, wiarę we własne siły i możliwości. Jest mi dobrze. Zaakceptowałam sytuację, wyzbyłam się żalu... Myślę, że to jest kolejny krok do wolności, ale tej emocjonalnej. Nie można być po prostu ofiarą męża, jego kochanki i wszystkiego co się z tym wiąże. Spotkało mnie wiele przykrości w ostatnim czasie, ale nie wracam do tego, bo nie chcę żeby ponownie to mną zawładnęło (miałam taki moment- straszne to jak powrót do początku, ale nie poddałam się). Nie mogę sobie już na to pozwolić a przede wszystkim nie chcę. Pozdrawiam Was wszystkie. Najważniejsze to się nie poddawać!!!
  3 Czerwiec 2014    10:49

 Frezja
   Dzieki - też kobieto. Wiem teraz jedno. Na wszystko potrzeba czasu. Bo szybkie zmiany to żadne zmiany. Pewnie po prostu to ja za bardzo chciałam. Chciałam coś zmienić, naprawić, zeby wróciło to co było. Już, zaraz. A tego sie da zrobić, od tak. I to co było juz nigdy nie wróci. Niektóre z was piszą, że czasem później jest nie tak samo, a po prostu inaczej, a czasem lepiej. Bo madrzy ludzie, którzy wyciagaja wnioski z życiowych zakretów, umieją czasem coś poprawić w związku, w relacjach, to co szwankowało, z czym sie źle czuli, co im przez lata przeszkadzało ale nadmiar obowiązków i codzienny kierat spowodował, ze nie mieli czasu o tym rozmawiać. A potem to juz poszło, samo z siebie. Jestem pewna, że moze byc i dorze i całkiem źle. Bo wszystko zalezy od madrości życiowej i chęci obojga partnerów. Ale niektóre z nas trafiły niestety na tych, którzy widzą tylko siebie. Więc my też musimy SIEBIE zobaczyć w tym wszystkim. W czym tkwiłysmy przez lata, myśląc cały czas, że to ta właśnie powinno być. A wcale nie powinno. Bo ja dopiero teraz uswiadamiam sobie pomału jak wygladało moje zycie. A byłam nim momentami zachwycona ! Teraz sie zastanawiam, jak tak z perspektywy patrzę, CZYM ? Codziennym kieratem, podejmowaniem właściwie samodzielnie trudnych decyzji, zobowiazań. Braniem na siebie odpowiedzialnosci. I zadnego wsparcia ze strony wiecznie nadasanego pana. Mówię wam dziewczyny. Masakra.
  31 Maj 2014    08:04

 też kobieta
    Frezjo - pod każdym twoim słowem mogłabym się podpisać - kilka lat temu. Tak minęło już od rozwodu kilka lat a ja ciągle tutaj jestem. Któraš napisała, odchodząc trzeba mieć pomysł na siebie, na swoje nowe życie. Nie jest to dla każdej kobiety takie proste. Gruszka napiała, że nie wie czy jest kobietą.lub coś w tym sensie. Tak, właśnie na tym polu odniosłam porażkę i chyba podświadomie chciałabym jeszcze.iodnieść tutaj sukces. A z drugiej strony już nie wierzę że jest to możliwe na tym świecie. W każdym razie jestem dumna z siebie,że nie dałam się i nadal walczę o swoje szczęscie. A z czasów kiedy rozwodziłam się zednym z ważnych bodzców było to, że dzieci patrzą n a to wszystko, są zmuszone egzystować razem z nami w tym piekle i chciałam też im pokazać, że można i należy radzić sobie z problemami, decydować o swoim życiu a nie tylko narzekać. Pozdrawiam mocno
  27 Maj 2014    13:12

 Frezja
   Dzięki - też kobieto - że sie odezwałaś. Przeczytałam twoj poprzedni wpis. Ten o godności, szacunku, odzyskiwaniu wiary w siebie, stawaniu na nogi. Super. I to, co piszesz, ze dochodzenie do pewnych decyzji trwa bardzo długo. To prawda. I jest jak droga przez mękę. Odczuwam u siebie właśnie ten etap. Potwornego zmęczenia tą sytuacją i wewnetrzna potrzebę zrobienia z tym porządku. Choć po dwóch latach jest jakby spokojniej, ale niestety - nijak, zero zainteresowania moja osobą. Jestem traktowana tak jakby mnie nie było. Pan, nawet nie wiem czy jeszcze w swoich znajomościach aktywny, bo powiem wam, nic już nie czuję. Jestem wyprana z uczuć, ani już złości, ani rozpaczy, ani tego żeby mi na czymkolwiek zależało, jeśli chodzi oczywiście o ten związek. Bo zależy mi na szczęście jeszcze na sobie, swoim zdrowiu, dzieciach, pracy, przyjaciołach. I czuję, że w tym związku tak właśnie - nijak -będzie wyglądało moje życie do końca. Nie ma szans, nadziei ani widoku na to aby cokolwiek się zmieniło. Pan ostatnio powiedział, ze mu się nic nie chce, i z tą sytuacja i swoimi problemami nie ma zamiaru nic robić. Znaczy będzie tkwił i wegetował. Nawet nie podejmie żadnej konkretnej decyzji, bo mu w tyłek ciepło i wygodnie, jak piszecie. I najlepiej jakby miał świety spokój, nikt z nim nie rozmawiał, nie poruszał drażliwego tematu kws, tego jak sie zachowuje, wtedy by sobie siedział i patrzył lekceważąco na wszystkich w domu. I efekt będzie taki, ze decyzja bedzie moja. I to ja na koniec bedę tą gorszą, co to rozwaliła małzeństwo i rodzine dzieciom. Bo nikt z zewnatrz nie wie tego, jak jestem traktowana w domu, jak zniszczono moje uczucia, mój świat. Na pokaz pan sie bardzo dobrze umie sprzedać i zaprezentować. Nie ma mu nic do zarzucenia. Bardzo pewny siebie. Ale ja już wiem, że tak nie potrafię żyć, choć długo miałam nadzieje na poprawę i na to ze coś zmieni. I może będziecie sie śmiały, ale byłam skłonna to zrozumieć, wybaczyć, potraktować troche jak stan chorobowy. A teraz odpoczywam, regeneruje sie, korzystajac o ironio z tego, ze jestem w domu tak na boku. Zbieram siły na ten najważniejszy krok, ten do przodu, bo jak napisała - też kobieta - innej drogi w życiu nie ma. Pozdrawiam te dziewczyny, które jeszcze walcza. Ja już NIE.
  27 Maj 2014    06:09

 też kobieta
   Gruszko, Kropeczko i wszystkie wchodzące tutaj kobietki piszcie co u was, jak sobie radzicie. "Dawaj łapę, podnoś się, idziemy do przodu, bo innej drogi nie ma."
  26 Maj 2014    09:42

 Frezja
   Margo. Jak ty jeszcze tu zaglądasz to napisz coś ku pokrzepieniu serc. Jak sobie dalej radzisz. Najbardziej ucieszył by mnie twój wpis o tym, że ty znalazłaś kogoś z kim warto jeszcze raz spróbować, a tego twojego ta jego luba, kopnęła w tyłek. Gdyby do tego doszło. To napisz proszę. Ja bym chyba też chciała aby mój do takich właśnie dołączył. Żeby został na stare lata sam, z niczym. Może pomyślicie, ze to zemsta. Nie. Wydaje mi się, ze to sprawiedliwość. Jak taki pan jeden z drugim, zostawia swoja rodzinę, lekceważy kobietę, z którą przeżył ćwierć wieku albo i dłużej, swoją żonę, matkę swoich dzieci, i myśli, ze kobieta młodsza od niego od 15 do 20 lat, albo i więcej, będzie z nim siedzieć do późnej starości, to normalne jest. Wydaje mi się, ze to działa tak, że ich umizgi, tych starszych panów w kryzysie, trafiają na podatny grunt. Panienek chwilowo wolnych, nudzących się, bez zobowiązań, panien z dziećmi, rozwódek, którymi nikt chwilowo się nie interesuje. Jak się taki kryzysowicz zacznie mizdrzyć to ona cała szczęśliwa, bo ktoś ja raczył zauważyć. A że starszy, wydawać by się mogło stateczny, czytaj -nie koniecznie mądry i uczciwy, to ja to łechce. On za to w siódmym niebie bo wyrwał na starość młodą laskę. Zapewne przedstawia się przed nią z jak najlepszej strony, skrzętnie ukrywa swoje wady i niedomagania, które ma już w tym wieku. I to trwa do czasu. Bo jak skończą się umizgi na boku i po kryjomu, tajemnicze e-maile, smsy, spotkania, opadnie adrenalinka, przyjdzie codzienność i obowiązki, i starszy pan się nie sprawdzi kilka razy, to bajeczka się kończy. Wady wychodzą na jaw i niejednokrotnie egoistyczny i wredny charakter, i wtedy zaczynają się schody. Albo panną wreszcie zainteresuje się ktoś z jej grupy wiekowej, to starszy pan pójdzie w odstawkę. A jeszcze jak okaże się że wcale nie taki majętny jakby się wydawało, bo rodzinie musiał sporo zostawić i alimenty płacić. I wcale nie taki zaradny, i wcale jeszcze się nie rozwodził, tylko po tym co zrobił to żona go kopnęła w tyłek, to sytuacja zaczyna wyglądać nieco inaczej. A oni myślą, ze co?, w co nowego trafią? Że będą mieli coś innego niż teraz. Niż to, od czego tak bardzo uciekają. Na początku może będą mieli złudzenie, a potem szarą rzeczywistość. I do tego różnicę pokoleń. Nikt rozsądny mi nie powie, ze to bez znaczenia. Ale wracać wtedy już nie będzie do czego. Bo powiedzcie co taki fagas, co zrobił coś takiego swoim najbliższym, jest wart??? Pytanie pozostawiam bez odpowiedzi. Pozdrawiam wszystkie dziewczyny, które tu zaglądają. Piszcie coś.
  24 Maj 2014    20:29

 Terka
   Aniu, dziękuję za Twój tak optymistyczny wpis. Zgadzam się z Tobą w zupełności :))
  9 Maj 2014    07:27

 Ania
   Witam, po przeczytaniu ostatniego wpisu przez Frezję nie mogłam przejść obojętnie;to wszystko co napisałaś jest prawdą, tak właśnie jest. Potrzeba czasu...po burzy przychodzi słońce, widać tęczę, tak samo jest w życiu.To co kiedyś było traumą okazuje się, że z perspektywy czasu musiało się wydarzyć, zburzyć to co było, by zbudować i dać szanse nowemu, lepszemu życiu.Serdeczne pozdrowienia!
  8 Maj 2014    07:16

 Frezja
   To prawda. Nie można oceniać. Nie można doradzać. Każda z nas musi dojrzeć do swoich decyzji sama. Wtedy one będą słuszne dla NAS. A to ważne. Żeby nie mieć do siebie potem pretensji. Ratujemy te związki dopóki się da, albo tniemy te więzi jednym stanowczym cieciem. I jak je przetniemy po tym jak zrobiłyśmy wszystko żeby ratować, to myślę, że żadnych pretensji do siebie nie będziemy miały, ani teraz, ani poźniej. To prawda, że wydaje się niemożliwe, że twój mąż, ojciec twoich dzieci, po tylu latach powie, ze nic do ciebie nie czuje. Ale to prawda. Też to usłyszałam, nie raz. Nic nie czuję, nie kocham, nie chce tu być. I rozmowa o tym z nimi nie ma sensu. Podawane argumenty są tak paradoksalne, że szkoda ich przytaczać. Schemat jak widać ten sam. I wszystko im zaczyna w nas przeszkadzać. To naprawdę jakieś totalne wypranie mózgu, wprowadzające znieczulicę wręcz agresję na żony, na dom. Natomiast zmysły zauważyłyście, wyostrzają się w innym kierunku do tych małolat, panien dobra rada. One są idealne, nieskazitelne, ładne, mądre, bez wad. Poza tym sam pan jakże pewny siebie, paznokcie piłuje, buty pastuje, inwestuje w kremy przeciwzmarszczkowe. A to i tak nic nie pomoże na starość. Ale oni tego na tym etapie wycofania, albo zacofania, nie rozumieją. Jest to jakaś pralnia mózgu totalna. Ja dziewczyny już przeszłam dużo, rozpacz, płacz, niedowierzanie, agresje słowną, kłótnie, wszelkie próby rozmowy, tłumaczenia o co w tym chodzi, mechanizmów tym kierujących, prosiłam o wizytę u lekarza, ale nic nie skutkuje. Nic. Jedyne co zauważyłam, i może niektóre z was też, to jakąś część z tych panów przy życiu trzymają jeszcze dzieci. W stosunku do nich uczucia, obowiązki, odpowiedzialność, jeszcze są. Tak jest u mnie. Jeden z panów, w którymś z wpisów o KWS napisał, ze to właśnie dzieci pozwoliły mu to przetrwać, przebywanie z nimi, zajmowanie się nimi przywróciło jakby myślenie na właściwe tory. I może ten stan to choroba albo fanaberia, nie wiem. Jak zwał tak zwał, jest okropny i wyniszczający, uruchamiający nawet mechanizm samodestrukcji. Nie jedzenie, nie spanie, nadużywanie używek. Mnie się to wydaje niepojęte, że nie można nad tym zapanować, ale pewnie tak jest. Każdej z nas ciężko i światełka w tunelu nie widać. Tak w tym tkwimy, bo jesteśmy zmęczone, wyprane psychicznie. Nie mamy na obecna chwilę innego pomysłu na siebie. Ja myślę, że to też dobrze. Dać sobie czas. Wygasić płomień, niech nie parzy od środka. Wycofać się, odpuścić. Żyć po swojemu. I może być tak, ze ten pomysł się nagle objawi, zaczniemy widzieć, ze świeci słońce, albo objawi się w jakiejś innej wartościowej osobie, albo nasz pan się opamięta, buzujące hormony i demony go opuszczą, i jak niektóre z was piszą będzie się starał i żałował, a wtedy to my będziemy rozdawały karty i będziemy miały asa w ręku. I tak myślę, że ten los się do nas odwróci, bo w przyrodzie równowaga musi być. Tylko trochę cierpliwości, spokoju, ukojenia, modlitwy jeśli ktoś tego potrzebuje i damy radę. Tym akcentem na teraz kończę. Pozdrawiam wszystkie koleżanki wiosennie.
  1 Maj 2014    00:46

 też kobieta
   cd Może to zbyt surowe, ale uważam, że część mężczyzn ma pewien niedorozwój uczuciowy. Uczuciowy i moralny. I czasem uwidacznia się to po czasie. Gdy byłam odrzucana przez byłego m. dziwiłam się jak to- nawet pies przywiązuje się do swojego opiekuna a tu mąż i ojciec dzieciom stwierdza: ale ja nic do ciebie nie czuję..... Właśnie w to nie mogłam długo uwierzyć, że naprawdę jest to możliwe... że są tacy ludzie, że człowiek, który był dla mnie bardzo bliski nie odczuwa tego co ja albo odczuwa tylko złość i pogardę po tylu wspólnych latach i wspólnych przeżyciach. Jeden mąż będzie mówił to wprost a inny będzie ściemniał, bo chce zostać w tym mieszkaniu czy domu i ma z tego korzyści. Nie chcę nikogo namawiać do takiej decyzji. Ja jestem z niej zadowolona. Długo do niej dochodziłam, potem wywalczałam sobie kolejne etapy rozstania. Emocjonalne, bo zmagałam się ze sobą i etapy formalne. Mając troje dzieci dałam radę. Pracuję w dwóch miejscach, jestem zmęczona ale szczęśliwa, bo odzyskałam szacunek do siebie. Życie z takim człowiekiem pogrąża - traci się godność. Każda kobieta w takiej sytuacji na początku nie dopuszcza do siebie tego w jakiej sytuacji rzeczywiście znajduje się. To może trwać długo - takie targowanie się z losem o swoje marzenia. Później na szalach kładzie się swój strach, swoją godność, dostatek materialny, jeżeli można go stracić, szacuje się swoje siły i czyni stanowcze kroki lub desperacko rzuca się jak z samolotu bez spadochronu. Albo trwa się i trwa, czeka na cud żyjąc w świecie złudzeń lub godzi się z losem. I żadnego wyboru nie chcę oceniać. Każdy jest na miarę możliwości i sytuacji.
  25 Kwiecień 2014    20:24

 też kobieta
   Witaj liliano. Co zrobić? Po prostu i najzwyczajniej w świecie kopnąč w cztery litery :-) gdyby to było takie proste zrobić to od razu, prawda? Każda z nas najpierw długo cierpiła, rozpaczała, "ratowała związek " co wyglądało nieraz jak malowanie nieboszczyka, każda walczyła z poczuciem winy i strachem przed konsekwencjami tej ostatecznej decyzji. Decyzji dramatycznej ale wg mnie jedynej słusznej. Bo jak długo można prosić się o uczucia, nawet te do dziecczłowieka, który tych uczuć po prostu nie odczuwa. Tak ma, ma
  25 Kwiecień 2014    19:39

 Margo
   Frezjo u mnie wyglądało to bardzo podobnie. Pioruny w oczach, nie chciał odchodzić, starał się, ale niestety (a może dobrze?) ta druga dopięła swego. Odszedł. Nie umiał, nie chciał z niej zrezygnować? Bez znaczenia.Teraz już chce rozwodu. Chce mieć już to za sobą, jak się wyraził. Wiem jedno, że zrobiłam wszystko, żeby ratować to małżeństwo. Do siebie nie mogę mieć żalu ani pretensji. I nie mam. To trochę jak uwolnienie się z potrzasku. Żyję, choć myślami jeszcze wracam do tamtego okresu, ale już niepotrzebnie. I mam tego świadomość. Dziewczyny jasny wzrok, równy krok :). Życie nie zaczęło się na nich i na nich się nie kończy. Nie warto... !!!
  25 Kwiecień 2014    08:12

 liliana
   Witam! mam 47 lat jesteśmy z mężem 26 lat razem mam córkę 16 lat adopcyjną było wspaniale potem o dziwo urodziłam nasze córeczki dwa lata temu cieszyliśmy się oboje a wczoraj już nie wytrzymałam kazałam mu wynosić się z domy od kilku miesięcy nie odzywa się jak kamień ani do dzieci ani do mnie noo chyba że musi starałam się rozmawiać nic nawet nie patrzy na maluchy jest niemiły co się stało nie wiem co mam robić chodzę i ryczę jest mi smutno czuję że to koniec oczywiście mój mąż twierdzi że mu stworzyłam piekło siedzi z pilotem ogląda te durne filmy i chleje piwsko co mam zrobić?
  24 Kwiecień 2014    11:47

 Frezja
   Witajcie dziewczyny. Chwilę mnie nie było. Miło was poznać, Kropeczka, Terka. Cześć Margo. Dzięki za słowa, które do mnie piszecie. To wszystko bardzo mądre i życiowe. Pomaga. Pomaga przede wszystkim zacząć myśleć, nie rozpaczać. Patrzeć na problem, rozumieć, że to nie nasza wina. To durnota i zwiotczenie mózgu naszych facetów, jak tu słusznie Kropeczka napisała. U mnie właściwie bez zmian, oddalenie emocjonalne, uczuciowe, czasem ostre kłótnie. Ja już chcę żeby się wyniósł ale on jakoś nie chce. Natomiast zachowuje się nadal jak nastolatek. Wydzwania, smsuje do pseudo koleżanek, i kłamie jak najęty. Wykręty wymyśla na poczekaniu. Mało tego wydaje mu się, że jest na tyle sprytny, że nikt nie widzi co wyprawia. Normalnie mi wstyd, że ze mną jest, przed rodziną, dziećmi. I piszesz Kropeczko, ze TO przechodzi, kończy się, facet żałuje i się stara. Mój jakby się trochę stara. Nie widzę już tych piorunów w oczach. Ale widzę, że robi to na siłę. W ogóle nie wiem czego chce, o co mu w życiu chodzi. Nie rozmawia ze mną o tym. Jedno mi brzmi w głowie z Waszych koleżanki wypowiedzi, że NIE WARTO !!! I to stwierdzenie niestety często się powtarza. Potem jest tak, że facet cieszy się, ze został, a kobieta żałuje
  19 Kwiecień 2014    14:09

 Margo
   Cześć dziewczyny. Niestety u mnie wszystko legło w gruzach. Mąż opuścił nasz dom, podobno, by podjąć niezależną decyzję. I podjął. Organizuje sobie życie z kochanką (wyprowadził się na jej wyraźne żądanie). Dziwne uczucie mnie ogarnia, jak wracam myślami do tego wszystkiego, te obietnice, dawanie nadziei... Straszne. A teraz lód i obojętność. Przepaść nie do pokonania. Ciekawi mnie, już tylko to, co zrobi jak jego "młodość" przeminie. Bo to się kiedyś skończy. W każdym bądź razie ja uczę się życia bez niego. Doskonale daję sobie radę. Jest coraz lepiej. To w końcu moje życie i ja o nim decyduję.
  15 Kwiecień 2014    13:48

 Gruszka68
   Witaj Kropeczko, Jestem tu od 2011 roku, moje kolejne losy to przeżyty proces unieważnienia małżeństwa, bezrobocie i emigracja zarobkowa do Niemiec. Mój ex już po ślubie ze swoją Izą, spodziewa się potomka. Bardzo trudno mi to wszystko ogarnąć, pracuję, myślę i tęsknię za domem, dziećmi . Zbieram się bardzo powoli, może nawet nie zbiorę się nigdy. Nie wiem czy jestem kobietą, nawet tego nie czuję. Nie mam realnych marzeń, wyznaczyłam cel - utrzymać dom i pomagać dzieciom. Czy to wypełni moje życie ?
  30 Marzec 2014    22:49

 Kropeczka
   To mija. Wszystko mija. Piszę do was dziewczyny bo chciałyście żeby odezwał się ktoś kto przetrwał „TO”. Przetrwałam. Widzę to po moim mężu, że koniec, że żałuje, że był głupi. To wszystko o czym piszecie, że się stara i w ogóle. Że się zmienił. I chociaż „temat” wraca jeszcze co jakiś czas – teraz już robi na mnie małe wrażenie, kiedyś bardziej to przeżywałam. Nie tylko ja do tego wracam (że niby jestem odrobinkę złośliwa i wetknę swoją szpilkę), czasem to on wraca do tego tematu (zupełnie niepotrzebnie, a może jeszcze go nie przerobiliśmy…?) Nieważne, nie o tym chcę napisać. Wiem, że większość dziewczyn marzy o tym, żeby facet był znów sobą… ale w takim razie to ja się zmieniłam.. Niestety, nie kocham go. Patrzę na niego i zastanawiam się co ja w nim widziałam. Po tym wszystkim co mi zrobił, po tym wszystkim co przez niego przeszłam. Zafundował mi piekło na ziemi… bo chciał tylko być szczęśliwy. Najgorszemu wrogowi nie życzę tego co przeszłam i nie będę opisywać bo to nie nadaje się nawet na takie forum. Jak bardzo można kogoś nienawidzieć żeby życzyć mu śmierci? Wstydzę się tego ale… tak było. I chociaż minęło już sporo czasu (dwa-trzy lata)… wiem, że NIE WARTO BYŁO. Po prostu nie warto. Czasem jednak lepiej jest przerwać szybko wszystko i za jakiś czas ułożyć sobie życie na nowo… nawet samemu. Wiem, że jest lepiej i że on się stara ale czasem tak to jest że zostaje trauma i nie da się o niej zapomnieć. Choć czasem myślę, że został ze mną ponieważ tam mu się nie udało. Niestety ona jest mężatką i zabawić się i owszem ale prać cudze gacie to już nie bardzo… I wtedy zmądrzał. Pocierpiał i zmądrzał. Szkoda. Cały czas mu powtarzam, że zawsze i w każdej chwili może odejść. Jakoś się nie kwapi. Specyficznej sytuacji dodaje fakt (moim zdaniem) że jemu nie jest potrzebna rodzina. Charakter pracy taki, że widzimy się bardzo niewiele powoduje, że żyjemy sobie obok siebie. Tak więc priorytet w jego życiu stanowi praca i koledzy z niej. Stopień zwiotczenia mózgu oddaje jego stwierdzenie: chyba bardziej bym cierpiał gdybym stracił pracę niż któreś z was. Pozostawiam bez komentarza. A potem: to nie tak jak myślisz. I co z tego że się stara? Niestety los postanowił mnie „dopieścić” jeszcze bardziej. Może dlatego tak na to patrzę. Moje życie powoli gaśnie…. A mam małe dzieci. I tylko ogromny żal we mnie jest że pomimo, że mają ojca… to nie mam ich z kim zostawić i sama nie mam oparcia. Dziewczyny jesteście cudowne i nie pozwólcie, żeby ktoś mówił inaczej. Jeśli czujecie, że warto walczyć to walczcie. Choćby po to żeby móc powiedzieć, że zrobiłyście wszystko żeby uratować ten związek, tak jak JA.
  24 Marzec 2014    20:56

 Terka
   Frezjo, trzymaj się, zadbaj o siebie, szkoda zdrowia! Oszczędzaj siły na ciekawsze rzeczy. Haha, to piszę ja, która na własnej skórze (i zdrowiu) musiała się przekonać, że nie warto. Jak sobie przypomnę, ile mnie to wszystko kosztowało, to robi mi się żal samej siebie. Ale może to było po to, abym tak dostała w tyłek, żebym mogła w końcu zrozumieć, że mój mąż nigdy nie będzie taki, jakim chciałabym aby był, nigdy nie spełni moich oczekiwań i marzeń. Bolesne to było. Ale dotarło. No więc mam co mam: zalegającego na kanapie lenia, któremu skończyła się energia i chęć do życia, odkąd zakończył smsy i znajomości z "koleżankami" (dla nich i przy nich był wulkanem tryskającym życiem). Zastanawia mnie tylko jedno, po "drugiej młodości" często przychodzi trzecia, a nie chciałabym tego znowu przechodzić ponownie. Bo nie ręczę za siebie (zwłaszcza, że wtedy to już pewnie dopadnie mnie menopauza). Pozdrawiam wszystkich kryzysowiczów :)
  21 Marzec 2014    07:37

 Frezja
   Cześć dziewczyny. Znów do was zajrzałam. U mnie kompletna klapa. Zero porozumienia. Najprostsza sprawa to potężny konflikt. I cały czas w tle ta trzecia. smsy, wydzwaniania. Od ponad roku. durny pacan, płaszczy się i poniża. Ale ja mam już dość. Podupadam na zdrowiu. Niech ze sobie bierze to swoje bóstwo.Może sa jeszcze panowie na tym swiecie, którzy lubią konkretne kobietki stosownie do swojego wieku i najważniejsze sami wiedzą czego w życiu chcą. Bo ci nasi to juz do niczego się nie nadają. Tracę do niego szacunek i to jest najgorsze. Pozdrawiam.
  13 Marzec 2014    20:22

 Terka
   Anno, błędów ortograficznych nie zauważyłam. No chyba, że to już ze starości na wzrok mi padło ;)
  12 Marzec 2014    09:48

 anna
   o matko ale" ortografa " strzelilam juz w pierwszym zdaniu !!! az oczy bola patrzec :)chyba mnie rozum tez opuscil -----stara samotna i glupia --Jak zyc ?
  10 Marzec 2014    17:49

 Też kobieta
   Anno, witaj. Napisz jak sobie radzisz. Chciałabym może i skorzystać z Twoich pomysłów. Piszmy jak sobie radzimy, bo rozstanie z ignorantem to nie koniec świata. Może to być początek nowego życia albo przejście na następny lewel... w grze, w którą wszyscy gramy...
  10 Marzec 2014    17:30

 anna
   witajcie babeczki. ciesze sie ze zajrzalam bo okazalo ze jednak ktos nowy to miejsce odnalazl.Pozdrawiam Was wszystkie i zycze jak najwiecej spokoju . Renatko dobrze,ze namowilas meza na psychologa ale nie zaniedbaj siebie.Nie wyczekuj w pozycji wiernego psa na decyzcje "Pana".Walcz o swoje zdrowie i zycie tak jakbys juz wiedziala ze spedzisz je bez niego.Potem moze byc za pozno.Moj mial wiele czasu zeby poczyscic konta i powywozic z domu co tylko uwazal za swoje lub zbyt wartosciowe zeby mnie zostawic.Rozwod dostalam orzeczony z jego winy ale co mogl poukrywal nazalatwial sobie zaswiadczen jaki jest chory i ze bezrobotny i wogole wszystko co mu do glowy. Na dziecko wysyla alimenty kiedy chce ale na tyle czesto ze nie moge go pozwac za uporczywa niealimentacje .Jezdzi sobie ze swoja trzecia miloscia zycia na wakacje i na narty w Alpy i zadowolony jest ze tak sprytnie i dotkliwie mnie ukaqral za nieudane nasze ponad dwudziestoletnie malzenstwo. Z synem sie nie kontaktuje bo uwaza ze ja mu utrudniam kontakty i jest z siebie zadowolonym i chyba szczesliwym dupkiem. Ja nadal ucze sie zyc jako dojrzala singielka ale o tym innem razem jezeli ktoras bedzie chciala wiedziec jak sobie radze.Terka :) nie jestes robotem ale czasami mysle ze moze lepiej by bylo gdybysmy mogly sie zaprogramowac na niezniszczalne bo niestety zycie w chorym zwiazku wyniszcza
  8 Marzec 2014    13:57

 Terka
   Jestem po czterdziestce i zaczynam czuć zmęczenie życiem, chciałabym mieć wsparcie w facecie, a nie odwrotnie. Czy ja jakiś robot niezniszczalny jestem?
  6 Marzec 2014    07:21

 Terka
   Niestety, kws u mnie również nastał :( I niestety nie trwa to krótko. Romans, szukanie sensu życia itp. wszystko już było. Po kilku (nastu) miesiącach burzowych nastał spokój. Mąż "oklapł", ale widzę, że w jego głowie nadal istnieje pewien niepokój - kws nie ustąpił... A ja jestem już nim zmęczona, czuję się jakbym miała dziecko, które trzeba niańczyć, uczyć (dorosłego) życia. Ja chciałabym męskiego wsparcia i realnej pomocy, a nie jakieś takie niewiadomo co...
  25 Luty 2014    09:16

 marta261
   kochane babeczki, czy ma ktoś sprawdzony kontakt do psychologa w Warszawie [email protected]
  27 Styczeń 2014    17:34

 marta261
   witajcie w klubie dzielne kobiety, kwś też mnie dorwało, dzisiaj biorę się za siebie, bo wygląda, że nie będzie łatwo; Niko, jeśli tu jeszcze zaglądasz, odezwij się do mnie, twój przypadek jest podobny do mojego mój email : [email protected]
  27 Styczeń 2014    17:32

 renta11
   Witam wszystkich. Przeczytałam wszystkie wpisy. Nie są optymistyczne. Mnie kws męża dotyka od roku. Najpierw wczesną wiosną oddalenie emocjonalne, fizyczne, pójście męża w alkohol. Moje co miesiąc, dwa spokojne zdania "Widzę, ze się oddalasz, boli mnie to, pijesz za dużo". I nic. Odbijanie się. Pod koniec września jego "Coś się wypaliło, ten związek w tej formule się wypalił". Na moje kilkakrotne, czy mnie nie kocha "Jeśli chcesz tak to rozumieć, to tak". Świat mi się zawalił, wywaliłam go z domu. Nie było go 6 tygodni. Po dwóch tygodniach jego „Kocham Cię. Wiem to na pewno. Widać musiałem się wyprowadzić, żeby to zrozumieć”. Byłam nieufna. Moje „Nie chcę żyć z alkoholikiem”. Potem przestał pić, poszedł do psychologa w Poradni AA. Wrócił do domu, choć jakoś mało chętnie. Jakieś jego „Nie znam innej miłości.” „Nie wiem”. Po dwóch tygodniach w domu jego „Jednak jest oddalenie.”. Potem po kilku dniach „ Nie kocham Cię. Mam ogromne wyrzuty sumienia. Okłamałem Cię, że Cię kocham, bo balem się samotności”. Takie dawkowanie mi rewelacji. I nie miałam już siły na męskie decyzje i rozwalenie ponad 20 lat życia. Od listopada do połowy stycznia moje miotanie się. Od „Nie zostawiaj mnie. Pokochaj mnie” do „Wyprowadź się”. Z częstotliwością co kilka dni lub godzin. I nasz chory taniec. Ja – chcąca go zdusić i zamknąć w klatce, co rodziło jego ogromną chęć ucieczki. Ale kiedy we mnie pękało „Wyprowadź się”, to jego zamyślenia, zastanowienia i „budujmy”. Teraz, mam wrażenie, że trochę się uspokoiłam. Wiem, ze mnie nie kocha miłością romantyczną. Ale czy to jest powód do rozwalania małżeństwa i rodziny po ponad 20 latach? Dzieci pełnoletnie, choć nie samodzielne. Obecnie jest miedzy nami serdeczność, przytulamy się w nocy. On mówi, że nikogo nie ma. Nie wiem, co przyniesie przyszłość. Co nam się uda zbudować? I na jakich uczuciach? U mnie się niestety nie wypaliło. Ja nadal kocham, w sposób spokojny i dojrzały. Jeszcze trzy lata temu oboje mówiliśmy, że wzloty i upadki miedzy nami się skończyły, że toksyczność się skończyła. Że seks trochę siadł, że trochę zrobiło się nudno, ale po prawie 20 latach i koło 50 to normalne. I że jest z tym nam dobrze. A okazało się, że mnie było dobrze. A jemu widać zaczynało się powolutku wypalać. Przechodziłam, już dzisiaj trochę mniej, jego oskarżanie mnie o pierwszą, drugą i trzecią wojnę światową. I taki brak odpowiedzialności, że coś się podziało poza nim. Ja ustawiam się w pozycji trwania. Jestem żoną, matką, tutaj jest mój dom i moje życie. Choć obecnie bardzo trudne. Moje poczucie wartości jest zerowe. Nie mam pracy, za to mam za dużo czasu na rozmyślania i czarnowidztwo. Strach przed życiem, przed samotnością i samodzielnością. Uważam, że nie ja to piwo naważyłam. Wybór ma być jego, jego konsekwencje również. Jeśli ma dojść do rozwodu, to rozwód z jego winy. Bo ja nie dałam powodów do rozwodu. Mam wadę serca (ujawniła się teraz). Nie dużą, ale powodującą trochę życie na pól gwizdka. Nie wiem, jak będzie z moim zdrowiem w przyszłości. Chcę się zabezpieczyć. Podział majątku korzystny dla mnie i dla dzieci. Bo ja już więcej dzieci mieć nie będę (51 lat) i zostawię wszystko dzieciom. On będzie miał nową kobietę, jej lub ich dzieci, nowe życie. A mój mąż? Stara się, widzę to. Zachowuje się pozornie lepiej, niż przez ponad 20 lat naszego małżeństwa. Paradoks, właśnie wtedy, kiedy skończyła się miłość? Ale nie dzieli się ze mną swoimi przemyśleniami, tym co dzieje się u psychologa. Mówi, ze jesteśmy małżeństwem w kryzysie. Daje do zrozumienia, że mnie nie kocha. Żyję w zawieszeniu, na krawędzi. Nic ode mnie nie zależy. Czuję, że mąż zastanawia się, czy dalej żyć w bezpiecznej rodzinie bez romantycznej miłości, czy zaryzykować i poszukać „nowej, jedynej, prawdziwej miłości”? Bo jak nie teraz, to kiedy? Jestem jego trzecim poważnym związkiem. Czy ktoś może być tak niedojrzały, by myśleć, że to te trzy kobiety złe były i zupa była za słona? A ta czwarta to będzie samo dobro? ZBAWCA, który zapełni mu pustkę, wleje do serca miłość i sprawi, że poczuje się młodszy? Jest mi bardzo trudno.
  25 Styczeń 2014    13:25

 Frezja
   Witam wszystkich w Nowym Roku. Rzeczywiście cisza w eterze. U mnie też bez zmian. Zaczynam wątpić, czy są na cokolwiek jakieś szanse. Te zmiany osobowości i zachowań są straszne. I pytanie. Po co i na co mamy czekać? Podobnie jak u Margo. Chciałabym żeby to już się skończyło. Mamy do czynienia z jakąś niedojrzałością emocjonalną panów, którzy całe życie podejmują różne decyzje albo ich unikają, mając potem pretensje do innych. I stwierdzają teraz, że nie byli nigdy szczęśliwi, a szczęście znaleźli dopiero u boku jakiejś "zdziry", którą los im zesłał. Widocznie na to zasłużyli. Nie wiem jak wy, ale ja mam przemożną ochotę z kimś pisać, z kimś kto ma podobnie jak ja. Do kogo mogę wylać smutki i kto zrozumie. Więc jeśli tu tylko zaglądacie, nie chcecie pisać na forum to podam e-maila, może ktoś się odezwie. Może też ujawni się jakiś mężczyzna, który to przeszedł i udzieli wskazówek i rad z pierwszej ręki, pozwoli podtrzymać nadzieję, która jak mówia umiera ostatnia, ale jest też matką głupich. To przechodzi ludzkie wyobrażenia co się może stać z człowiekiem. Piszcie jak chcecie [email protected] Pozdrawiam.
  4 Styczeń 2014    00:21

 anna
   Witajcie dziewczyny!!! Widze ,ze portal chyli sie ku koncowi.Albo znalazlyscie inne miejsce wsparcia albo nauczylyscie sie same sobie radzic ze soba.Jezeli jednak ktoras potrzebuje porady albo poprostu podpory niech sie nie obawia i niech sie tu odezwie a napewno bedzie odzew .jestem przekonana,ze stale bywalczynie nadal tu zagladaja a i nowe moze nabiora odwagi.Chcialabym wierzyc,ze problem juz nie istnieje ze wynaleziono lekarstwo i sposobv na kws-- ale niestety-- az tak naiwna nie jestem.Tymczasem chcialabym zlozyc wszystkim zyczenia Noworoczne : aby nastepny rok okazal sie lepszym spokojniejszym i szczesliwszym .Reszte szcz egolowych zyczen wedle uznania dopiszcie sobie same---ja sie pod nimi podpisuje w ciemno :)
  26 Grudzień 2013    12:12

 Frezja
   Cześć dziewczyny. Coś nic nie piszecie? Podobnie jak Nika uważam, ze ludzie tak na początku w ogóle nic o tym kws nie wiedzą. Dowiaduja sie dopiero jak tkwia w tym po uszy i już trudno sobie poradzić. Czemu powiedzcie, o tym nie mówią np. na naukach przedmałżeńskich, że taki stan może przyjść w określonym wieku, na co zwracac uwage, jak sobie pomóc zanim "burza" rozpęta sie na dobre. Podobno duchowni też sa w temat wtajemniczeni. Kurcze, "wychowanie prorodzinne" w szkole średniej, właściwie dla młodzieży często już dorosłej, z dowodem osobistym, i cisza, nic na te tematy. A problem jest bardzo poważny, rujnujacy życie, rozwalający rodziny, prowadzący do nieszczęść i zaburzeń w psychice. A potem już na wszystko za późno. A powiedzcie, spotkała się ktoraś z was z tym, ze ta obojetność i wrogość faceta z tego okresu do partnerki, ustąpiła. Po tym jak to niby samo z siebie przeszło ? Bo to sie wydaje jakby nierealne, a zmiany nieodwracalne ? Pozdrawiam.
  7 Grudzień 2013    17:05

 Margo
   Frezjo nic dodać nic ująć. Też myślę, że życie czy los sam im pokaże. Wszystko w końcu przemija. Trzymaj się. Pozdrawiam.
  30 Listopad 2013    10:43

 frezja
   Masz racje nika. Monteki pisze super w swoim blogu i to na różne tematy. Macie też racje, że człowiek po jakim czasie wymięka. Powiedział co ma powiedzieć, starał się delikwentowi otworzyć oczy, ale skoro nie pomaga. To cóż. Lepiej zając sie sobą. Od czasu do czasu sprowadzić ptaszynę na ziemię, jeśli przegina. I tyle. Niech trawite swoje rozterki, byle nie dochodziło wiecie do jakiegoś lekceważenia, przemocy, bo ta czasowa obojętność, izolacja to chyba jeden z sydromów. Rozmowy na porządku dziennym, prowadzenie domu, wzajemna pomoc i czekanie... dla niektórych z nas, ono jest najgorsze, i ten brak cierpliwości. Pozdrawiam wszystkie dzielne kobietki.
  29 Listopad 2013    20:29

 Margo
   Dobrze Aniu, że masz to już za sobą. Wszystko się ułoży. Też czekam na koniec, choć wiem że jeszcze długa droga przede mną. Muszę się uwolnić. Dziś uświadomiłam to sobie w pełni. Nie będę po prostu już mogła żyć z tym człowiekiem.
  29 Listopad 2013    11:06

 frezja
   Cześć Margo. Wiem jak ci ciężko. Mam to samo. Oni wszyscy tacy mądrzy, ze myślą, że nikt nic nie widzi. Że oni tacy cwani i doskonale sie maskują. A wszystko maja wypisane w oczach i na twarzy. Masz rację, dzieci na to patrzą, znajomi kiwaja głową z politowaniem. A oni nic. Bez myślenia, logicznego rozumowania. Jakby w amoku. Jak Anna pisze, trzy lata szarpaniny i żałosny koniec. Anno , myślę, ze to oni na to zasłużyli a nie my. Zycie wystawi im rachunek wkrótce, zobaczysz. A Tobie życzę dużo siły. Napisz do nas jak ci sie będzie żyło, układało. Jak spotka cię coś "nowego", miłego. Bo, że tak będzie, to jestem przekonana. To my jesteśmy dziewczyny "wielkie", bo trwałyśmy, czy jeszcze nadal trwamy, dajemy szanse, tłumaczymy, staramy sie uchronić tych niewdzięczników od katastrofy. Ale skoro nie chcą. To nie oni, ani ich "gwiazdy" sa tu bohaterami. Oni to tchórze, którzy nie umieja zaakceptować upływu czasu, własnych już "niedoskonałości". Szukają lekarstwa, dowartościowania i spełnienia, myślą, że teraz osiągną w życiu to, czego nie udało im się zdobyć przez tyle lat. Zycie im nosa utrze. A jeśli wytrwamy w tym jak inne dziewczyny, też bedziemy górą, bo juz nie te same, ale silne i bogate w doświadczenia. Wiem, ze napiszecie, że za to jakim kosztem i po co nam to było. Właśnie też tego nie wiem. Dlaczego ? I chyba nigdy sie nie dowiem. Pozdrawiam.
  28 Listopad 2013    17:26

 anna
   Witajcie dziewczyny. No wiec ziemia sie nie rozstapila fajerwerkow nie bylo--zwyciestwo wielkie ale jakies takie bez "szalu". Juz kilka dni jestem rozwodka.Rozwod zostal orzeczony z -jego - winy.Nie mam sie z czego cieszyc bo jakby na to nie patrzec jest to zyciowa przegrana.W nowe zycie wkraczam ze strachem.Taka juz jestem --po trzech latach tkwienia w tym kolowrotku jaki zorganizowal mi- juz -"byly" maz ciezko na optymizm zapal i werwe.Moze sie z tego otrzasne i znajde powody zeby umiec sie cieszyc terazniejszoscia a nie zyc i rozpamietywac przeszlosc.Pan obrazil sie na wymiar sprawiedliwosci i postanowil mi nie zaplacic w tym m-cu alimentow na syna.Jak znam zycie bedzie skladal apelacje do sadu.Na rozprawie uchodzil za chorego biedaka.Wszystko co posiadal poukrywal i poprzepisywal na swoja rodzine,Przyszedl z zaswiadczeniem ze jest bezrobotny i poprosil o obnizenie alimentow na syna. Ludzieee ----cos strasznego.. A mnie zwyczajnie bylo za niego wstyd.Tak sie wciagnal w wojenke ze mna ze zapomnial ze to chodzi o jego jedynego syna.Musze sie uspokoic i wpadne tu za pare dni bo nie chce mi sie juz na niego narzekac wkoncu mam co swietowac ;)
  26 Listopad 2013    21:34

 Margo
   Ostatnio mój mąż stwierdził, że wszystko się kończy, więc i to co było między nami też. Dalej jednak uparcie tkwi w domu i spotyka się ze swoją przyjaciółką. Ostatnio zapomniał nawet wrócić do domu na noc. Machnęłam ręką. Nie mam już siły walczyć o cokolwiek. Za dużo mnie to kosztowało przez ostatni rok. Dlaczego nie odchodzi? Nie chce rozmawiać. Nie wiem czy on zdaje sobie sprawę z tego, że tak żyć nie można. Mamy dwóch synów, którzy na to patrzą. Jest ciężko, ale może kiedyś się to skończy. Jest mi już obojętne jak. Chcę tylko żeby się skończyło. Powiedziałam mu o tym. Nie było słowa komentarza.
  26 Listopad 2013    09:45

 frezja
   Dzięki nika, że sie odezwałaś. Jak czytałam poprzednie wpisy bardzo chciałam z tobą popisać. Dlatego, że mam przypadek naprawdę bardzo podobny do twojego. Z tym, ze mam jeszcze mała córke, która trafiła nam się na tzw. stare lata. Teraz myślę, ze ona pojawiła sie po to, zeby teraz pomódz to przetrwać. Mąż bardzo duzo czasu jej poświęca, zajmuje się różnymi pracami, szuka sobie zajecia. Myślę, że to akurat dobrze, że "zabija czas", ale nie jestem pewna czy powinien być teraz tak całkiem sam. W tym sensie, że sam ze sobą, ze swoimi myślami. Bo ja jestem przeciez obok, ale tylko przeszkadzam i drażnię. Unika nawet rodziny, właściwie od jakiegoś czasu nie utrzymuje kontaktów z naszymi wspólnymi znajomymi. Wiem, ze ucieka, szuka izolacji, cały czas przerabia w głowie te dziwne myśli, o których my tak naprawdę nie mamy pojęcia. Tak jak piszesz "walczy", ale po swojemu tzn. cały czas myśli, ze nie robi przecież nic złego, domaga sie tylko tego co mu sie właśnie teraz nalezy, wolności, chciałby realizować marzenia z młodości, przeżyć życie jesczcze raz, zapewne z młodszą kobietą, a ja, my, rodzina, czegoś od niego chcemy, ograniczamy, a on własnie teraz tego nie chce. I to takie błedne koło. Ale czuję, ze ci faceci sie jednak boją, nie są pewni już swoich możliwości, albo jak niektóre z was pisza tak im wygodniej. No ale na czymś to przeczekanie musi polegać. A najgorzej faktycznie z tą cierpliwością. Nie przyjmuje do wiadomości żadnych tłumaczeń, sugestii na temat kws. Wszyscy wokól są dziwni, on nie. Poczytałam dużo na ten temat, ale mam problem z tym określeniem, dyskretnie wspierać. Znaczy, co robić ? Mówić, czy milczeć ? Dałam też duużo swobody, czasem nim potrząsnę jak przegina. Też doceniam, chwalę, "proszę" o wiele rzeczy, dziękuję. Nie za często, z umiarem. To patrzy na mnie dziwnie podejrzanie, nawet stwierdził, ze teraz to wszystko robię chyba po to żeby nie odszedł. A ja na to, to "idź" przecież nikt cie nie trzyma, wiesz gdzie są drzwi wyjściowe. Ale to prowokacja, chciałby żebym to ja mu te walichy spakowała, byłby wtedy usprawiedliwiony. Akurat niem mam zamiaru tego robić. Niech odpowiada sam za swoje decyzje i ich konsekwencje.Staram sie też tłumaczyć ten proces, jak przebiega, że minie. To też się oczywiście czegoś naczytałam. Zajęłam sie sobą. Wcale nie jestem jakąś zgorzkniała babą. Staram sie fajnie wyglądać. Od jakiegoś juz czasu bywam sama w towarzystwie znajomych, na imprezach, wycieczkach. Są dyskretni, na szczęscie nie wypytuja o zbyt wiele. Dawniej byliśmy wszędzie uznawani za naprawdę fajne udane mełżeństwo, ale teraz dowiedziałam sie, ze to był tylko rozsądek bo dzieci były małe. A na pozór nie ma sie czego czepić, zapewne w pracy, w innym towarzystwie tryska humorem. W domu niby wszystko ogarniete, pomaga sprzatać, robi zakupy, gotuje. Tylko to ja oglądam te huśtawki nastrojów, dziwne zachowania, złość na cały świat. No i gada czasem jak nawiedzony, jak próbuję nawiazać rozmowę o nim, o nas, o związku. Chyba na razie lepiej tego unikać. Dzieci też bardzo to odczuwają, bo on myśli, ze taki madry i nikt niczego nie zauważa. A to on sam tak naprawdę w swojej skorupie siedzi. Nie ma jak do niego trafić. To chyba faktycznie musi przebrzmieć. Tak jak piszecie pojawia sie w pewnym momencie w domu inny człowiek, nie ten którego znałyśmy, za którego wyszłysmy za mąż. To dlatego tak ciężko uwierzyć, że to może sie kiedyś skończyć i facet wróci do "siebie", przynajmniej poczatkowo na tyle, aby logicznie rozumował i zaakceptował to przemijanie. Piszcie dziewczyny o swoich przeżyciach, to pomaga.
  22 Listopad 2013    19:52

 nika
   KWS zaczyna się duuuużo wcześniej, zanim to zauważymy... Gdy zaczynamy się orientować, że coś jest nie tak, to okazuje się, że to już eksplozja, która od dłuższego czasu się rozwijała. Tylko jakoś tak powoli i niepostrzeżenie... Poza tym trudno jednoznacznie w danym (wcześniejszym) momencie określić, że to właśnie KWS. Bo tak właściwie wiele zwykłych sytuacji i zachowań codziennych jest bardzo zbliżonych do tego stanu. Nikt nie jest w stanie w takim początkowym okresie rozkwitania KWS określić czy to TO, czy nie... Pewnie dlatego później to przysparza tylu problemów, bo co nie zostało stłumione w zarodku, niemal niemożliwe jest ugasić w pełnym rozkwicie... Z moim mężem też tak było. Teraz, po czasie, widzę wszystko to, co wcześniej się działo. Były objawy, których nie przypisywałam do KWS, po drugie nie miałam pojęcia co to KWS, zaczęłam czytać o tym dopiero później. Wtedy dopiero otworzyłam z przerażeniem oczy. Nie mogłam w to uwierzyć, że w taki sposób to przebiega i że zdecydowana większość mężczyzn to przechodzi. Mało tego nie wierzyłam własnym oczom, że to co dzieje się w moim życiu, dzieje się naprawdę. To ogromna trauma, zastanawiałam się dlaczego ja nic o tym nie wiedziałam wcześniej??? Czy nigdzie o tym nie wspomiają, a tylko zainteresowani sami dokopują się do takich informacji? Przyznam, że dużo mi pomogła owa lektura. Bo z jednej strony pozwalała zrozumieć, że jest to trochę niezależne od człowieka (tak jak dojrzewanie nastolatków), a z drugiej - dała chyba nieco więcej cierpliwości. Czy da się poznać, że pomału przechodzi? Trudne to do określenia. I nie wiem kiedy przechodzi "na dobre". U mnie jak pisałam, pierwszymi objawami ustępowania tego "maniakalnego stanu" był powrót poprzedniego zachowania i myślenia męża. Nastąpiło jak gdyby otrzeźwienie. Jak sam określa, w tamtym okresie "nie był sobą" i "chyba był ślepy". Czy współpracował w tym kulminacyjnym momencie? Jak dla mnie nie bardzo. W jego mniemaniu starał się, walczył ze sobą. Jest to prawdą, jednak jego "starania" były trochę skrzywione, będące następstwem ówczesnego zniekształconego postrzegania rzeczywistości - w tym własnego postępowania. Niestety, nie da się tego wytłumaczyć, ani uświadomić delikwentowi, który kompletnie nie rozumie co się do niego mówi. Próbowałam jakiś czas, aż zrezygnowałam. Nie mogłam pojąć, że nie rozumie tak prostych i oczywistych rzeczy... Nie ma reguł, każdy przypadek jest inny i w każdym należy indywidualnie postępować. Ja działałam intuicyjnie, a nawet (dziwiąc się sobie) w sposób do mnie niepodobny... Jak mówiłam, wspierałam się lekturą, również pisaną przez mężczyzn, to mi również wskazywało pewne kierunki działania. Zwłaszcza jeden z pierwszych przeczytanych na ten temat tekstów utkwił mi (chyba już na zawsze) w pamięci. Bardzo trafny, życiowy, w dodatku napisany w lekki i żartobliwy sposób: http://monteki.blog.onet.pl/2010/04/01/mezczyzna-kryzys-wieku-sredniego/
  21 Listopad 2013    08:59

 frezja
   Cześć dziewczyny. Dzięki za dobre rady Anno. Cenię je naprawdę wszystkie bardzo. Bo prawda jest taka, ze wcale nie wiadomo co w tym czasie robić. Walczyć, odpuszczać, czekać, odgrażać sie jak ja menopauzą. Prawda jest taka, że nie życzę sobie ja osobiście menopauzy w ostrym wydaniu, ani żadnej innej kobiecie kws jej męża czy partnera. Bo to ciężkie przeżycia. Wasze wpisy podsuwają pewne rozwiązania, pomysły. I to jest bardzo ważne. Doświadczenia innych kobiet i mężczyzn z tego trudnego okresu. Cieszę sie, ze odezwała sie nika. Twoje opinie i spostrzeżenia są naprawdę bardzo trafne. Jesteś jednym z niewielu przykładów na to, że jakoś można to przetrwać. Ale myślę, że kluczowe znaczenie ma tu fakt, że przychodzi moment, że oboje w związku wyrażaja chęć naprawy. Bo jak tego nie ma to jedna osoba nie da rady. Napisz nika jak to było u ciebie. Bo miałaś też , jak pisałaś ciężkie chwile i czy twój mąż był wtedy w tym kulminacyjnym punkcie kws skłonny do współpracy, czy przyszło mu to dopiero później jak ten narkotyk stopniowo przestawał działać. I ciekawi mnie jak długo to u was trwało z tymi typowymi objawami. Czy da się poznać, że pomału przechodzi. Po czym ? Pisałaś, że twój mąż nie jest tą sama osobą co parę miesięcy temu. Złagodniał ? "Wrócił", zachowuje się jak kiedyś. Tak też myślę, że macie rację z tym wycofaniem sie, nabraniem dystansu, obojetnością na ich zmiany nastrojów. Skoro to działa tak schematycznie prawie u wszystkich, podobne objawy, to może faktycznie takie nasze zobojętnienie, zadziała na nich podobnie, przynajmniej da coś do myslenia, że jednak coś im się dzieje w głowach. Przykre też to, że większości par chyba się nie udaje przetrwać. Czyżby te zmiany były u niektórych mężczyzn nieodwracalne ? I pozostaja już tacy "inni" do końca życia. Życzę wytrwałości tym z was, które trwają i odczuwaja jeszcze cały czas okropne skutki tego kws, a także tym, które postanowiły to przerwać i odzyskuja pomału równowagę same i będa starały się pokierować swoim życiem inaczej. Myślę, że warto "naprawiać stare" jak piszecie, tylko jak uświadomić to naszym panom, żeby "zaskoczyli" i też to zrozumieli, zaangażowali się w tą naprawę, bo razem na pewno będzie łatwiej. Ma któraś jakis pomysł ?, bo póki co rozmowy i tłumaczenie nic nie dają, mam nawet wrażenie, że pogarszaja sprawę, bo nakręcaja dodatkowo emocje. Piszcie. Z wami łatwiej żyć. Pozdrawiam.
  18 Listopad 2013    21:46

 anna
   nika --to super.oznacza to ze Twoj maz nie jest takim oglupialym egoista i postanowil zostac i naprawiac razem z Toba co budowaliscie wspolnie. , moj niestety nie wyraza takiej ochoty wrecz przeciwnie zachowuje sie jak pies zerwany z lancucha ktorego nigdy nie mial z racji tego ze jest bardzo silna osobowoscia i nawet do glowy by mi nie przyszlo zeby go w czymkolwiek ograniczac.Ja bylabym sklonna wczesniej przelknac gorycz i naprawiac .No coz --nic na sile.--frezjaaaaaaa mam nadzieje ze az tak bardzo menopauza Cie nie dopadnie bo jak nie bedziesz miala wsparcia to slodycz moze okazac sie zbyt mdlaca ;)mnie przynosi spokoj bloga obojetnoac --przezylam swoja zalobe po zwiazku i zaczynam uczyc sie zyc na nowo a "ON" swoje dostanie predzej czy pozniej- KARMA
  13 Listopad 2013    19:37

 nika
   Piszę tu jeszcze, żeby nie wszyscy myśleli, że kws zawsze kończy się porażką (rozwodem). Ci, którym się udało nieczęsto wracają. A szkoda, bo mogliby być żywym przykładem, że małżeństwo nie zawsze kończy się katastrofą... Przetrwanie kws, który przekłada się na kryzys w małżeństwie wymaga morderczego wysiłku OBYDWU STRON. Czy to się opłaci? Nie odpowiem, bo nie wiem. Tak samo jak nie wiem, czy pakując się w jakikolwiek inny związek byłabym szczęśliwa tak jak bym tego chciała. Czasami lepiej naprawić stare niż kupować nowe. Nikt nie daje wieczystej gwarancji, nawet "nowe" kiedys będzie "stare" i te same naprawy będą konieczne ;) Nie mam pojęcia, czy KWS już minął, czy nie, nie siedzę w głowie męża. I nie chodzi mi o inne kobiety, tylko o całą resztę co to w głowie faceta się wyczynia i związane jest z tym okresem. Mój mąż zmądrzał, ja w pewnym sensie także. Ważne dla mnie, że podjął decyzję i "wrócił" do domu z tych swoich chmur i niebieskich migdałów. Pozdrawiam wszystkich, którym kws jeszcze mocno daje się we znaki. Bądźcie silne!
  13 Listopad 2013    08:08

 frezja
   Witam wszystkie forumowiczki. Przeczytałam wszystkie portalowe wpisy od samego poczatku jak wiekszośc z was. U mnie przypadek bardzo klasyczny, w wszystkimi już odsłonami. Czuję się jak osoba-żona ratujaca topielca z ruchomych piasków, ciągnaca go dosłownie za uszy do "żywych" resztkami sił. Topielca, który mam wrażenie wcale nie chce sie z tych ruchomych piasków wydostać i w ogóle nie wspólpracuje, a wręcz utrudnia, agresją buntem, zachowaniem przypominajacym rozkapryszone trzyletnie dziecko. Terez tylko zastanawiam sie właściwie po co ? i czy warto ? To co ja powiem, jest niewiele warte. Ważne jest to co pada z ust "aniołów" przyjaciółek, które pomagaja nawet szukać mieszkania do wyprowadzki. Ale podobnie jak i wy pomału "stygnę". Trwa to już bardzo długo. Na moje oko około półtora roku, a może nawet dłużej. Można się chyba znieczulić. Tylko skoro to podobno jednak przechodzi, to jak będzie później. Tak sobie powiedziałam - moja zemsta bedzie słodka. Przed nami menopauza ! Trzymajcie sie dziewczyny.
  11 Listopad 2013    16:15

 anna
   Dzieki Boze za __MARGO!!!!:) wracasz wiare w czlowieka. To prawda stara jak swiat czas leczy rany.Napewno nigdy nie wyzbede sie poczucia krzywdy i upokorzenia ale teraz sie juz znacznie wyciszylam . Juz na dniach stane sie "panna z odzysku" niestety troche za bardzo podstarzala .Mnie latwiej wystygnac bo nie musze "Pana" ogladac i wiem ze nigdzie na"nich" nie trafie.Jestesmy na roznych kontynentach. Syn tez sie pzyzwyczail do faktu,ze tatus ma wazniejsze sprawy i dzieki Bogu miedzy nami sie coraz fajniej uklada.W duszy martwie sie i obawiam jak sobie poradze samotnie w przyszlosci bo narazie nie wyobrazam sobie siebie z innym facetem.Trzymam za Ciebie kciuki Margo napisz cos od czasu do czasu moze wiecej kobitek sie przylaczy bo ze jest nas duzo to wiem tylko czesc czyta wpisy przez lzy a druga czesc szuka wsparcia w swiadomosci ze nie sa jedyne ktore cierpia z powodu kws meza.Tymczasem ja zdam Wam relacje z ostatniej sprawy rozwodowej juz wkrotce.Pozdrawiam Ciebie Margo i wszystkich co tu zagladaja.
  8 Listopad 2013    19:01

 Margo
   Aniu też odnoszę takie wrażenie. Jak sobie radzisz? Ja postanowiłam podchodzić do wszystkiego spokojnie i z dystansem, ale nie zawsze się da. Panowanie nad emocjami w niektórych sytuacjach jest bardzo trudne. Pocieszające jest może to, że nie są już one takie jak na początku. "Stygnę".
  6 Listopad 2013    08:40

 anna
   pisze do tych ,ktore co jakis czas tu zagladaja jak ja w celu sprawdzenia czy jest jakis nowy wpis .Dajcie jakis znak bo zaczynam miec warazenie, ze sama do siebie pisze (bo ze gadam to wiem;)).pozdrawiam
  31 PaŸdziernik 2013    18:57

 anna
   Witaj marcin79---nie sadze ,ze dopadl Cie KWS ale miales pecha i trafiles na nieodpowiednia "Pania" .Moze bedziesz wyjatkiem i kws Ci sie nie przytrafi czego Tobie i Twojej przyszlej (mam nadzieje ze tym razem odpowiedniej Pani) zycze z calego serca.Trafiles jednak na portal pod tytulem Kryzys Wieku Sredniego i nie dziw sie ze opisujemy tutaj problemy zwiazane z ta przypadloscia.Pozdrawiam i zycze powodzenia:).
  10 PaŸdziernik 2013    11:03

 margo
   Marcinie, myślę, że nie. Po prostu twoja żona nie nadaje się do życia z normalnym facetem. Prawdopodobnie wykorzystała twoje dobre serce. To przykre, ale się zdarza. Widzisz u mnie to wyglądało zupełnie inaczej. Mąż doprowadził mnie na skraj.
  10 PaŸdziernik 2013    10:33

 marcin79
   Moje drogie Panie czytając wasze wypowiedzi widzę że "dziwne" zachowanie męża/partnera to wyłącznie wina tzw kryzysu wieku średniego. Mam 34 lata i co prawda sporo opisanych tu objawów by pasowało (wypalenie zawodowe, chęć zmian, deprecha) to nie zawsze jest to spowodowane zdradą z młodszą czy jakąkolwiek inną. Tak facet ma na głowie utrzymanie rodziny, stara się w pracy, ja starałem się być również dobrym ojcem dla córki - codziennie ją budziłem, ubierałem, kąpałem, karmiłem, prasowałem ubranka, oglądałem z nią bajki itp. Mojej małżonce tak to się spodobało że jak wracała do domu z pracy, kładła się w drugim pokoju i oglądała seriale. Tak doceniała to co robię że jak czasami wyszedłem gdzieś ze znajomymi na piwo (zdarzało się tak może 4 razy w roku) to po powrocie potrafiła mnie skopać i wyrzucać z domu (nie nie oddałem jej - kobiet nie bije, taką mam zasadę, może głupią ale trzymam się jej), raz chcąc jechać z kolegami z pracy na ryby usłyszałem "możesz jechać ale daj mi 500 zł", o chorobliwej zazdrości też powinienem wspomnieć - była zazdrosna o swoją 17 letnią kuzynkę o koleżankach z pracy nie wspomnę. W tej chwili nie mieszkamy z sobą od ponad roku a ja chcę się jak najszybciej rozwieźć z tą Panią. Jak myślicie czy odbiło mi bo mam "kryzys wieku średniego" ???
  9 PaŸdziernik 2013    19:53

 anna
   nawet boje sie wyobrazac sobie jaka role gra moj juz niedlugo ex dla" jej "syna .Czy jest wujkiem, kumplem, mentorrem czy obcym facetem sypiajacym z jego mama.Tez twierdzil .ze zostawia mnie anie naszego 13 letniego wtedy syna. Minely 3 lata na palcach rak mozna policzyc kiedy zainteresowal sie co u dziecka .Twierdzi ze jak syn stanie sie doroslym facetem to zrozumie dlaczego ojciec nie mogl zostac z jego matka.Boze jaka musze byc "zla kobieta".Ona ma syna w tym samym wieku i wiele zalet a najglowniejsza to to ze jest 10 lat mlodsza odemnie .Kurcze minelo tyle czasu a mnie wciaz tak samo boli.Chyba jestem naprawde jakas felerna.Zla sama na siebie jestem ,ze nie moge wygrzebac sie z dolka ale ciesze sie ze wiele z Was dalo i daje sobie rade.Sledze ten portal ponad dwa lata i przezywalam z Wami Wasze rozwody i nadzieje na nowe zycie.Moj rozwod jeszcze nie doszedl do skutku .Moze to zamknie ten rozdzial i bede mogla napisac ze jest lepiej.A tym co obecnie zaczynaja borykac sie z KWS mezow zycze sily i wytrwalosci.Jestem pwena ze przeczytalyscie wszystkie wpisy od poczatku istnienia tego portalu jak niemal wszystkie to zrobily.Moze to nie pomaga ale sprawia ze nie bedziecie czuly sie odosobnione a moze nawiaze sie bardziej aktywna" grupa wsparcia" bo niestetylekarstwa na KWS nie wynaleziono i jestem pewna ze co jakis czas nastepne kobiety beda szukaly rady,pomocy,wiadomosci----oby jak najmniej!
  8 PaŸdziernik 2013    03:40

 margo
   Mój mąż jeszcze nie potrafi podjąć decyzji, ale prawdopodobnie będzie to odejście ode mnie, nie od dzieci jak był łaskaw się wyrazić. Tylko odejście do innej kobiety, która ma dziecko jest dla mnie równoznaczne z odejściem od dzieci. Czy on myśli,że ona pozwoli mu na codzienne widywanie z nimi. Chyba oszalał. Poza tym oni zawsze zamieniają nas na gorsze. Tylko wydaje im się, że to przyszłe życie będzie takie cudowne. Ono jest cudowne, ale tylko na początku, codzienność obnaża wszystko. Pokazuje prawdę. Wyjazdy, adrenalina to nie wszystko, są obowiązki ...... Życzę mu powodzenia. Ja chcę już tylko żeby to wszystko się skończyło. Chcę spokoju. Chcę ułożyć sobie życie, tak po prostu, spokojnie, bez niego. To strasznie poniżające i upokarzające z czym musimy się zmagać, do czego posuwać, by utrzymać rodzinę, ale ja już go nie chcę, nie chcę człowieka, który patrząc mi w oczy mówi, że nic nie zrobił. Przeraża mnie to.
  7 PaŸdziernik 2013    09:27

 anna
   no tak jak i w zyciu nie zauwazylam kiedy moj maz sie oddalil od rodziny tak bardzo,ze bylo zapozno zeby starac sie cokolwiek ratowac --tak i tu odwazylam sie przylaczyc do przymierajacego juz portalu----masakra:(
  7 PaŸdziernik 2013    02:02

 margo
   Dziewczyny niestety od dziesięciu miesięcy tkwię w tym samym co wy. Zmęczenie daje o sobie znać coraz bardziej. Mam już serdecznie dość. Staram się jak mogę, raz z lepszym raz z gorszym skutkiem. I po co to wszystko? Po to, by usłyszeć za trzy miesiące, że odchodzę, że nie spełniłaś moich wymagań. Straszne to wszystko. Końca nie widać. I jeszcze ta druga, lepsza, kryształowa, która wszystko rozumie, wspiera...... Wyć się chce. A my co, musimy być silne, pokorne dla dobra..... Dla dobra czego, w imię czego?
  5 PaŸdziernik 2013    12:14

 anna
   jestem zmeczona pokazywaniem tzw"klasy wyc mi sie chce i mam ochote oprac mu gebe a jej wytargac kudly.Wysluchiwania ze jestem silna i madra i ze dam sobie rade .Ciekawskich spojrzen czy deprecha dokonala spustoszenia . Wspolnych znajomych ktorzy nie bardzo wiedza przy ktorej ze stron byloby lepiej ze swoja przyjaznia pozostac i jeszcze wiele wiele rzeczy ktorych mam dosyc ale i tu pokorniutko i pocichutku wstydliwie sie wycofam ...... trzymajcie sie dziewczyny i piszcie czesciej ,,zawsze to troche lzej:)
  1 PaŸdziernik 2013    04:23

 magi
   moj maz uciekl ode mnie 3 tygodnie temu. wrocil do swojej pierwszej milosci i bije od niego szczescie. Bylismy razem 15 lat. Jest 11 wieczorem, jestem sama jak palec i chce mi sie wyc. Korci mnie zeby wyslac mu smsa ale wiem ze to nic nie zmieni. Dopiero minely 3 tygodnie a ja ledwo zyje. To takie niesprawiedliwe, zostawil mnie zupelnie sama i ma mnie w nosie. Jedyne co sie liczy to jego szczescie i nowa (stara) milosc. Wokol same szczesliwe pary a ja walcze ze soba zeby zachowac klase. Jest mi strasznie ciezko!
  28 Sierpień 2013    22:15

 Katia
   Witajcie, jestem na forum po raz pierwszy, i wyglada na to ze moja historia nie jest oryginalna:) Moj maz wyprowadzil sie z domu 3 tyg temu. Przez dwa poprzednie miesiace histeryzowal ze ma depresje jest nieszczesliwy i wciaz powtarzal ze ja nic nie rozumiem. Ciagalam go po psychologach, probowalam pocieszac, wypytywalam co jest przyczyna, czy to ja czy moze praca? Odpowiedz byla wciaz ta sama: ty nic nie rozumiesz! Zrozumialam jak przylapalam go w nocy szepczacego do Iphona "kocham cie, to takie piekne". Okazalo sie ze to jego pierwsza wielka milosc ktora 17 lat temu wystawila mu walizki i w miesiac po rozstaniu wyszla za maz. Nie dawala mu spokoju przez cale nasze malzenstwo wysylajac co 2-3 lata zaczepnego maila. Widocznie trafila wreszcie na odpowiedni moment bo maz spakowal sie i zniknal w jeden dzien. Kiedy wrocilam z pracy 3 tygodnie temu zastalam puste mieszkanie i kartke z jakims idiotycznym cytatem Van Gogha o tym ze "kochac to rowniez umiec sie rozstac i umiec pozwolic odejsc, milosc jest zaprzeczeniem egoizmu itp". Od tego czasu nie odezwal sie do mnie ani razu, nie wiem nawet gdzie mieszka. Przed odejsciem powiedzial mi ze mnie juz nie kocha, ze caly czas "rylam mu beret", ze wreszcie sie obudzil i ze kazde z nas powinno pojsc w swoja strone. Dodam, ze jak wiekszosc na tym forum myslalam ze mamy udane malzenstwo - chodzilismy na randki, koncerty, jezdzilismy na narty i mielismy fajna grupe znajomych. Wkurzalo mnie tylko (i tak wiele!), ze maz kompletnie nie interesowal sie prozaicznymi rzeczami takimi jak remont, kredyty, kupowanie samochodow, i inne podobne "przyjemnosci". Od tego bylam ja. On siedzial przed telewizorem, saczyl winko (coraz wiecej i wiecej) i sie nie odzywal. Az wreszcie uciekl. Sama nie wiem co o tym wszystkim myslec czy to KWS czy nasze malzenstwo bylo 15 letnia farsa bo on przez caly ten czas kochal swoja pierwsza milosc (jest zamezna z dwojka dzieci) a moze po prostu to Piotrus Pan ktory zdecydowal sie na malzenstwo nie majac pojecia ze to oznacza zobowiazanie ??? Jak myslicie? Ja mam taki metlik w glowie ze kazdego dnia mysle co innego :/
  28 Sierpień 2013    17:45

 monija
   od kilku dni dosłownie siedze w necie i zajmuję się tą tematyką...z tym że od innej strony .Moje małzeństwo się rozpadło z chwilą gdy zrobiłam już wszystko by je uratowac a i to nie pomogło.Stopniowo rozumiałam , godziłam sie, że to nie tak jak byśmy sobie wymarzyli...i wreszcie rozwód gdyż nie było co zbierac.... w tym czasie poznałam jego, rówieśnika, z sasiedztwa, boski i kreci mnie, zapiera dech ,motyle itd...on chyba jest na takim zakrecie...ja może nawet go pokochałam, na pewno pragnę, a to wszystko jest bardzo silne, tak silne że nie dało sie zdroworozsadkowo tego objąc...az do czasu gdy przeczytałam Was......dziękuję Wam kobiety, ja już nie chce kogos takiego, takiego jak mój czy Wasz mąż...po prostu odechciało mi się ,pozdrawiam, i pamiętajcie,my kobiety możemy wiele na wielu płaszczyznach tylko...cóż nie zawsze i nie dla kazdego warto.jestem z Wami
  21 Sierpień 2013    21:02

 Elunia 1960
   Miła, dzięki!!!!!!!!!!!!!!! Wszystko tak samo-tylko jeszcze ta "końcówka"
  8 Sierpień 2013    17:31

 Ania
   Jednym słowem nic dodać, nic ująć;szczera prawda do bólu, wszystko i na temat. I tak trzymać!:-) 'Jak Pan Bóg zamyka drzwi to otwiera okno:-)'
  8 Sierpień 2013    06:03

 nika
   Miła... cóż pozostaje - powodzenia :) Trzymaj te kciuki, a ja za Ciebie też potrzymam. Moje małżeństwo się nie rozsypało (jeszcze), ale tym akurat się nie martwię. Jeśli mężowi naprawdę zależy - będzie się starał je utrzymać, naprawić to co sknocił (o sobie nie piszę, bo swoją działkę znam). Mi zależy już "mniej", właściwie bez niego mogłabym żyć tak jak i z nim. Z taką różnicą jedynie, że samotniej w domu. Wszystko to racja, co piszesz. Wszystko musi wybrzmieć: zarówno jego bajka, jak i nasze emocje. Mój mąż znów mówi normalnie, nie zachowuje się jak w amoku, narkotyk w umyśle przestał działać. Patrząc na niego w tej chwili, nikt nie uwierzyłby, że to ten sam człowiek sprzed kilku miesięcy... I ja nie uwierzyłabym, gdybym na własnej skórze tego (dotkliwie) nie doświadczyła. Masz rację także, że pamięć o TYM pozostanie na zawsze, mimo wybaczenia. Najtrudniej o cierpliwość, o wiarę że to cierpienie kiedyś się skończy (a wbrew pozorom kończy się). A potem trzeba budować nowe. Ale czy lepsze? Na pewno INNE... Pozdrawiam :))
  7 Sierpień 2013    13:10

 Miła
   Pozwalam sobie tutaj na przydługi wpis. Chyba pożegnalny.... Jestem tu od 2009r. I bardzo sobie cenię ten czas tu z Wami. Los rzuca nami w różnych kierunkach. Nasz plan na życie może się nie spełnić, ale i może do nas przyjść wiele rzeczy, których się nie spodziewamy... Tworzymy sobie codziennie mała stabilizację, kłopocząc się o pierdoły, przejmując bzdetami... i nie zastanawiamy się bliżej nad trwałością tego stanu. Przyzwyczajamy się do tego, że jest dooooobrzeeeee. I mamy jakieś nieuzasadnione poczucie, że tak już będzie. Rozleniwiające.... Toczy się dzień, praca – dom – sprawy i przemyka koło nas to co istotne. W relacjach międzyludzkich, w nas samych. Nawet jeśli coś się zacznie psuć po powierzchnią, to na początku tego nie zauważamy. To proces długotrwały, powoli dający symptomy, do których na początku się przyzwyczajamy, bo nam się zwyczajnie nie chce martwić, nie wydają się groźne, a stabilizacja przecież rozleniwia. Jak zaczynamy odczuwać, że coś się dzieje, to zwykle jest to moment kiedy już grunt nam zaczyna umykać spod nóg, albo kiedy jeszcze stoimy na krawędzi i może ? się uratujemy. Jedno jest pewne : w obu przypadkach nasze życie „po” już nie będzie takie samo. Przychodzi jakaś życiowa katastrofa i łamie nas na pół. Nie uwierzę osobom, które mają gotową receptę na to jak by się zachowały w obliczu takiej sytuacji. Takie : „ ja bym na twoim miejscu...”. Bzdura. Jak to pisała poetka : „tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono” i to najprawdziwsza prawda. Dopiero wtedy dowiadujemy się o sobie wszystkiego. Także tego złego.... No więc proszę : stało się. Przychodzi mąż i mówi : „nie kocham Cię już.”. (Zresztą dla panów to może być wersja : przychodzi żona i mówi....) No czułaś, że coś się dzieje, coś gotuje się pod powłoką. Ale ponieważ dotąd ufałaś bezgranicznie, to nie dopuszczałaś myśli, że on mógłby... wpuścić kogoś do serca tam – gdzie było twoje murowane miejsce. Że mógłby zachcieć, a nawet pójść dalej i spróbować. Że telefony i czule zabawne smsy, że myśli przed zaśnięciem, że w głowie uśmiech tamtej i ciało, że przedłużające się ukradkowe spotkania „w pracy”, że rodziła się bliskość... Nie mieści ci się to w głowie, bo ty byłaś w innym miejscu, w bezpiecznym grajdołku swojego życia. I nagle : obuchem w łeb, nożem w serce, kopem w du... – nazywaj to jak chcesz.... Świat runie. Czarna rozpacz, strach......i pustka co dalej. Obcość w oczach męża, żadnej bliskości. Często okropne słowa, oskarżenia pod twoim adresem, irytacja w głosie, zamykanie się przez tobą. (I wiedz, że choćby nie wiem co, to potem zawsze, ZAWSZE będziesz miała to w pamięci). I twoje upadające poczucie własnej wartości. Zwykle wtedy osoby rzucane czują się jakoś winne. Gorsze niż TA nowa, brzydsze, zaniedbane, męczące. Zwykle nie potrafimy wówczas się wkurzyć na faceta. Są łzy, rozpaczanie, bezsenność, depresja. Ze strony osoby rzucającej, na widok płaczącej, częstokroć żebrającej o uczucia żony jest tylko irytacja, zniechęcenie, poczucie ciężaru. Rzadko się udaje ten stan odkręcić. U zdradzającego musi się wybrzmieć jego bajka. Zauroczenie przejść w fazę kiedy nowa ukochana zacznie wymagać, spowszednieje. Ale niekoniecznie tak się stanie, jeśli to nowa miłość prawdziwa.... A i osoba rzucana musi przejść swoje etapy. Żałoby i zbierania się. Musi znaleźć siebie i siłę w sobie by się pozbierać w nową osobę. Nie jest to łatwe. Niektóre z nas mają to w sobie, niektóre szukają przy pomocy psychologa, a niektóre.... tkwią w chorym układzie mając poczucie klęski całe lata i już rzadko układają sobie życie szczęśliwe. Najpierw, po okresie zaprzeczania, tkwienia w przepaści, trzeba wrócić do ludzi, do pracy, zająć się dziećmi i funkcjonować chociaż w środku człowieka jest wycie i niechęć do życia. Jeju.... jakie to jest trudne....... Mnie to zajęło prawie 3 lata. Wszystkie fazy : runięcie świata i usunięcie się gruntu spod nóg, wycie i bezsenne noce, dni niejedzenia i wieczory obżerania się, upijania by ogłuszyć zmysły, żebranie o ciepło i strzępy dawnego życia, upokarzanie się by został, znoszenie fochów, oskarżeń, obcości. Także walka z resztą świata, która zaczyna udzielać rad, obrzydzać byłego, znieważać – byle tylko ci „pomóc”, wzbudzić w tobie złość, uniezależnić od niego. Ale to za wcześnie... wówczas taka postawa świata rodzi nasz bunt. Póki nie znajdzie się to w nas wewnątrz, to takie motywowanie nie pomaga a przeszkadza. Dopada samotność przez duże „S”, nawet jeśli zdrajca został w domu by „próbować naprawiać”. Akurat to jest najgorsze moim zdaniem, bo to jest grzebanie w ranie, codzienne odrywanie strupa, spotykanie się z zimnymi oczami, plecami do nas odwróconymi, osobnym łóżkiem itp. Najlepsze byłoby rozstanie raz a porządnie. Najlepsze dla obu stron – facet się nie miota, idzie w to, w co i tak pójdzie wcześniej czy później, musi przecież już spróbować, tego pragnie bardzo, bardzo. Kobieta zaś nie widząc ciągle faceta z komórką w dłoni – musi zająć się dziećmi i życiem codziennym. To trwa długo.... dni i noce, tygodnie a nawet miesiące. Straszny czas..... Ale to mija.... naprawdę mija, choć wtedy niemożliwe by w to uwierzyć. Także w to, że może są przed nami jakieś nowe szanse. Trzeba jednak dojść do zmęczenia tym szarpaniem, do punktu, w którym następuje czas na uporządkowanie świata po katastrofie. Rozstanie, rozliczenia rzeczy, pieniędzy, rozwód. Dla mnie osobiście rozwód był końcem a nie początkiem tego procesu. Zakończył okres burzy, przyniósł uspokojenie i otwarcie na nowe. Na ludzi, którzy być może pomogą nam znowu ufać, a z czasem...kochać. Bo wielu na tym świecie dostało od życia tak samo jak my, albo i jeszcze gorzej. Trzeba tylko pozwolić sobie na otwarcie... Wiem to, bo udało mi się zostawić za sobą bagaż złych doświadczeń, postawiłam przysłowiową grubą krechę. Pozwoliłam sobie na to... A wtedy los podarował mi kogoś nowego o podobnych przeżyciach, kogo pokochałam i o dziwo zaufałam. Złe doświadczenia są dla nas nauczką, czego ustrzec się w nowym związku. Tak więc odbudowaliśmy siebie, poczucie własnej wartości i rodzinę, dla nas i dla dzieci. Wierzymy, że słowa „mąż”, „żona” nie zdewaluowały się. Trzymajcie kciuki.... Chciałam tym listem powiedzieć wszystkim, z którymi tu sobie pisałam, takim jak ja – że naprawdę warto jeszcze zawalczyć. O nowe. O siebie, o drugą „połowę” swojego życia. I ja też teraz trzymam kciuki za Was.
  6 Sierpień 2013    07:31

 Ania
   Alicjo! Kiedy czytam to, co napisałaś - mam wrażenie, że czytam o moim mężu i o mnie! Ja też stwierdziłam, że mam dość, zażądałam rozwodu i wyprowadzki i dopiero po podjęciu tych drastycznych kroków wydaje się, że sie obudził. Wydaje sie... - bo to świeża sprawa i sama nie wiem, czy dawać jakies szanse...Ja już utwierdziłam się w przekonaniu, że dam radę, moje córki też potragią powiedziec mu prosto w oczy "po co mi taki tata...". To chyba skłoniło go do zaprzestania towarzyskich kontaktów z małolatami, twierdzi, że zrozumiał co jest naprawde ważne. Nie może tylko zrozumieć, że ja też się zmieniłam i dużo zrozumiałam- jak mnie ograniczał i upokarzał, uzależnił od siebie, itd..itp...Przestało mi zależeć, nie zatrzymywałam go jak się "niby" wyprowadzał - wrócił tego samego dnia i prosi, żebyśmy spróbowali wszystko odbudować. Nie wiem, czy dam radę...Zwłaszcza, że uciekał się do szantażu ("zniszczę Cię, nie oddam Ci dzieci"..itp) A co do Violette - myślę, że to 100-procentowy samiec...
  15 Lipiec 2013    20:33

 też kobieta
    "Mimo zapewnień, że mąż mnie kocha i nie odejdzie ode mnie" - Alicjo, myślę, że te słowa to prawda, jednak zamieniłabym słowo "kocha" na "ma z ciebie na tyle dużo korzyści, że nie chce tego stracić". To brutalne szczególnie dla osoby, która kocha i chce kochać... Moim życiowym odkryciem było to, że połowa ludzkości (niezależnie od płci) potrafi i chce kochać a druga NAPRAWDĘ nie ma takiej potrzeby, nie jest do tego zdolna. To grupa narcyzów, samolubów, którym wystarcza zakochanie, zauroczenie, seks, nowe zdobycze i podziw dla nich z zewnątrz. Ale nie potrzebują żadnej głębszej więzi, przynajmniej z ich strony. To dawcy i biorcy. Polecam książkę "Dawcy i biorcy" Evatt Cris, Feld Bruce. rewelacja w rozumieniu tego świata dla ludzi takich jak my - dawców. Bo dawanie to: tłumaczenie, przekonywanie, rozmawianie, wybaczanie, martwienie się, wymyślanie rozwiązań, szukanie rady, ustępowanie ze swoich granic i rezygnowanie ze swoich potrzeb (napisałaś, że twój mąż swoich granic strzeże, robi to twoim kosztem, a ty nie musisz na to się zgadzać). I na koniec - "Podstawą prawdziwego związku jest równowaga w dawaniu i braniu". Również pozdrawiam :-) i życzę ci wzmocnienia siebie, poczucia własnej wartości (masz ją tylko sama siebie blokujesz). To jest podstawa, oraz niezależność finansowa.
  8 Lipiec 2013    11:40

 Alicja
   też kobieta, dziękuję za Twój wpis. Ja też miałam swoiste wrażenie, że Violette to facet ;) Ale mniejsza z tym. Masz dużo racji w tym co napisałaś. Rzeczywiście bardzo chciałam. Chciałam naprawić nasz związek, chciałam wytłumaczyć mężowi, że takie relacje pozamałżeńskie to zbyt daleko idące relacje, chciałam normalnie, szczęśliwie żyć. I uzależniłam się emocjonalnie. A teraz do dostrzegłam i zrozumiałam, że ja sama nie mogę zrobić nic. Ani zmienić cżłowieka (tego już nie zamierzam), ani jego postępowania, ani poglądów. Bo najgorsze w tym wszystkim jest to, że mąż nie uważa, żeby robił coś złego czy niestosownego. Według niego zachowuje się całkowicie normalnie - i poza tym małym "epizodem" - jest wręcz "święty" (bo inni faceci to dopiero... itp. itd). A koleżanki? Cóż złego w takich kontaktach, to że często się dzwoni, sms-uje? I nie mówię tu o wieloletnich znajomościach (bo tych wcale intensywnie nie podtrzymuje). Te są świeże, kilkumiesięczne co najwyżej. Nie wiem czy wspomniałam, że zdecydowana większość "koleżanek" jest dużo młodsza od męża (prawie wcale nie ma równieśniczek lub starszych). Gdy się nad tym zastanowiłam, doszłam do wniosku że oprócz podziwu (jaki to dojrzały i mądry mężczyzna), one pozwalają na myślenie o sobie jako o młodym człowieku (a on przecież tak się czuje). W ich towarzystwie można poczuć się młodziej o te kilkanaście lat, można zachowywać się jak młodzieniec, czas się zatrzymał... A starsze (od tych młodszych ;) kobiety nazbyt przypominałyby (nie dosłownie, a np. swoim wyglądem wskazującym na upływający czas) o tym co nieuchronne: utratę tej zewnętrznej, fizycznej atrakcyjności... Upływający czas i starzenie się jest w tym momencie dla niego trudne (niemożliwe?) do zaakceptowania. Kryzys związany z tym, że Narcyz (a to druga natura męża) nie może być usprawiedliwieniem i czymś co ma mnie zmusić do zaakceptowania takiego stanu rzeczy. Dotarła do mnie ta smutna prawda i muszę się z nią zmierzyć, pogodzić, wreszcie podjąć jakąś decyzję. Bo tkwić w czymś takim, tolerować już nie mam zamiaru. Mimo zapewnień, że mąż mnie kocha i nie odejdzie ode mnie, ja nie chcę tolerować jego takiej drugiej strony medalu. Byłam bardzo naiwna i wierzyłam w to, że po tylu latach razem, pokonaniu tylu różnych trudnych sytuacji, łatwiej będzie nam być razem, łatwiej doceniać to co mamy... Niestety life is brutal, każdy samodzielnie musi wziąć odpowiedzialność za własne czyny, własne życie... Pozdrawiam.
  8 Lipiec 2013    07:49

 też kobieta
    "Nigdy oni nie są winni sami.", "potrzebuje akceptacji w oczach innych kobiet... A czy w twoich ją znajdował", "Nie ma między wami jakiejkolwiek więzi, " (mój komentarz: z jego strony nie ma więzi, ale ze strony Alicji jest, gdyż nie czytałybyśmy tutaj jej posta), "Jeśli staniesz się dla niego .. kobietą która nie okazuje mu szacunku i podziwu i radości z bycia z nim chociaż raz na czas.. - a czy ON to wszystko robi w stosunku do swojej żony ????? ) Violette, te i inne cytaty z twojego wpisu rozbrajają mnie. Czuję "moc" jaka cię przepełnia i przekonanie o swojej sile sprawczej, że nawet pouczać chcesz inne kobiety. Myślisz, że my wszystkie tu w papilotach, z nadwagą i ograniczeniem umysłowym ? Że żadna z nas nie szła tą drogą, co ty ? Gdyby życie było takie proste, jak tobie się wydaje.... Życzę ci powodzenia jak najbardziej, każdy radzi sobie jak może...
  7 Lipiec 2013    21:29

 też kobieta
   Violette - czy słyszałaś o monogamistach i poligamistach? Z urodzenia i TAKA ICH NATURA. Radzisz, aby wysilać się i naciągać bez przerwy w celu zmienienia natury człowieka ? Uważasz, że psa można traktować jak kota i bycia kotem od niego oczekiwać, a gdy to się nie uda to wziąć winę na siebie ????? Oczywiście, niektóre kobiety obierają taką drogę... Wg mnie to ciągła niepewność, wystawianie swojego poczucia wartości na licytację (kocha, nie kocha), porównywanie się z każdą potencjalną rywalką i rywalizowanie z nią na oczach faceta, ściganie się z czasem, i jednym słowem wchodzenie facetowi do tyłka...Czytając ciebie miałam uczucie, że to facet doradza kobietom.... Alicjo - moim zdaniem na pewno nie możesz obwiniać siebie za wszystko, co robi twój mąż, jaki ma charakter i jakich wyborów dokonuje. Myśląc tak stracisz swoją osobowość, bo będziesz robić wszystko pod niego. Jedyne co mogłabyś sobie zarzucić, to to, że tolerujesz sytuację, w której czujesz się źle, czyli sytuację, która jest dla ciebie niekorzystna i poniża cię. Trzymasz się człowieka, który z twojego opisu jest poligamiczny z natury i tego - wg mnie na trwałe nie zmienisz. On ma prawo żyć jak uważa za słuszne. On podejmuje swoje decyzje, a ty albo je akceptujesz, albo nie i robisz swoje. Czuję, że emocjonalnie on jest twoim pępkiem świata ;-) i kręcisz się wokół niego jak ziemia wokół słońca. A wiesz o tym, że nie musisz tak żyć, że możesz być szczęśliwa nie uzależniając swojego szczęścia od żadnego - a już szczególnie niewłaściwego - człowieka ?
  7 Lipiec 2013    21:02

 Alicja
   Violette, masz rację, w tej chwili moje nastawienie jest negatywne. I to bardzo. Ale chyba przeoczyłaś początek mojej wypowiedzi, gdzie napisałam, że mój mąż miał swobodę i wolność. Miał to, za czym tęsknią wszyscy faceci (a mało który ma to w swoim związku). Nie byłam ani zaborcza, ani zazdrosna. Chyba dowodem na to jest to, że on sam chwalił się znajomym (i koleżankom), że ma wyrozumiałą i tolerancyjną żonę. Niestety, nie potrafił tego uszanować, docenić. Oczywiście, że ja mam swoje wady i wiele błędów popełniłam (ale wcale nie więcej niż mąż). Jednak jego romans zniszczył wszystko. I to dopiero od tego momentu moje zachowanie zmieniło się na takie - jak mi zarzucasz - negatywne. I też nie od razu. Miałam jeszcze w sobie duże pokłady "dobroci" (słowo niezbyt fortunne, ale nie przychodzi mi w tej chwili bardziej trafne). Jednak z jego strony było brak skruchy, nigdy nie poprosił mnie o wybaczenie, w zasadzie uznał, że to tylko mały epizod, który "niechcący" mu się przytrafił... Bo tak naprawdę to on ma swoje zasady, wartości i granice, których potrafi przestrzegać... Chyba to jest dopiero przykre, a nie to co wcześniej napisałam, prawda?
  5 Lipiec 2013    07:59

 Violette
   Alicjo... Z tekstu który wpisałaś bije taka zaborczość zazdrość i negatywne nastawienie, że przykro się to czyta.... Współczuję ci bardzo ale zdania nie zmieniam - nie on sam jest winien takiego stanu rzeczy. Nigdy oni nie są winni sami. Twierdzisz że jest bawidamkiem i potrzebuje akceptacji w oczach innych kobiet... A czy w twoich ją znajdował? Tak na prawdę to ludzie bardzo potrzebują widzieć w oczach partnera że jest się dla niego kimś wielkim, ważnym i jedynym na świecie. Albo po prostu - że partner ceni nasze poczucie humoru, że potrafimy się razem bawić i przeżywać również te jego prywatne sukcesy które nas nie dotyczą. A że lubi towarzystwo kobiet? Lubi z nimi rozmawiać, flirtować i szaleć? Normalne. Wybacz, ale nie wyobrażam sobie faceta, który tego nie lubi :) Chciałam Ci tylko powiedzieć, że Twój problem jest ciężki nie dlatego, że on flirtuje albo cie zdradza, ale dlatego że po prostu mu na tobie nie zależy i nawzajem. Nie ma między wami jakiejkolwiek więzi, która sprawiłaby że sam z siebie, a nie w wyniku zakazów chce przy tobie zachowywać się tak, aby cię nie ranić, a ty nie jesteś w stanie zaakceptować faktu, że to częściowo dzięki tobie szuka uśmiechu, radości i flirtu wszędzie dookoła. Wierzę że mężczyźni naprawdę gdyby mogli i chcieli poszli by do łózka z 70 % kobiet spotykanymi na swojej drodze. I nie ma się co dziwić, patrzeć głupio i myśleć sobie ze złością i pogardą. TAKA JEST ICH NATURA OD ZARANIA DZIEJÓW !!! Nasza sprawa jako ich partnerek to zrobić tak żeby nie chcieli :) I nie fochami, zakazami, awanturami, groźbami bo taka taktyka zdaje egzamin do momentu jak mu się znudzi twoje warczenie, ciągłe ciche dni i kwas w domu i po prostu sobie odejdzie. Ty masz sprawić żeby on nie chciał tego zrobić sam z siebie :) Żeby sam wiedział, że raniąc ciebie rani nie żonę, matkę swoich dzieci ale najbardziej niesamowitą osobę jaką kiedykolwiek było mu dane spotkać - przyjaciela, partnera i ciekawą świata i życia niezależną kobietę ! Taką z która może pośmiać się, pożartować, poszaleć czasami, opowiedzieć co czytał i co mówił jego kolega na temat przewrotu w Egipcie :) I chodzi o to, żeby wiedząc jak ciężko znaleźć taką osobę po raz drugi nie chciał cię ranić i stracić. Jeśli staniesz się dla niego marudną wiecznie spiętą ( bo przecież on lata za kieckami a ja muszę to tolerować ) kobietą która nie okazuje mu szacunku i podziwu i radości z bycia z nim chociaż raz na czas - jemu na prawdę się odechce i przestanie zależeć. Mnie by przestało....
  5 Lipiec 2013    05:51

 elle
   dzieki... normalnie tyle komplementów na raz...tyle potu wlanago na klawisze.... wierny mój ty )))
  24 Czerwiec 2013    12:57

 Alicja
   Dać wolność. Oczywiście. Ja dawałam i co z tego. Co w przyypadku, gdy facet jest bawidamkiem, uwielbia kobiety. Koleżanki zastępują mu męskie towarzystwo (!), a internetowe i telefoniczne z nimi kontakty są na porządku dziennym i chyba są mu niezbędne do życia... I tu nie ma znaczenia moja postawa, mogę się starać, mogę być idealna (nawet z męskiego punktu widzenia), to niczego nie zmienia, bo nie chodzi o kochanki czy zdrady, więc moje zachowanie nie ma na to żadnego wpływu. No chyba, że w sytuacji sprzeczki czy kłótni, to może wtedy zwierzy się którejś z nich. I tyle mojej roli. Czyżby on czuł się tak mało wartościowy, że potrzebuje bez przerwy potwierdzania siebie, przeglądania się w oczach kobiet, imponowania im? Czy to niebotycznie rozwnięta męska próżność? Z wiekiem nie mija (a może nawet się nasila). Nie może przejść spokojnie ulicą z punktu A do punktu B, bo każda napotkana znajoma, to okazja do konwersacji. Na to nigdy nie szkoda mu czasu. Podkreślam, że moje zachowanie takie czy inne nie ma na to żadnego wpływu. Starałam się nie zwracać uwagi, udawałam że mnie to nie razi. Ignorowałam to do momentu KWŚ. Teraz zaczęłam słuchać siebie, tego co czuję. Nie podoba mi się to. A jednocześnie wiem, że tego nie zmienię, bo skoro on taki jest, to mam go na siłę zmieniać?? Ale nie podoba mi się to i nie raz mu o tym mówiłam. "Przecież nic złego nie robię", "mam odizolować się od ludzi?" - brzmi przykładowa odpowiedź. Oczywiście, że to nic złego. Tyle, że co za dużo to niezdrowo i dla mnie to trochę nie halo. Szkoda, że tak długo próbowałam to akceptować. Nie udało mi się. A teraz do kogo mogę mieć pretensje, tylko do siebie. Jego KWŚ zmienił moje życie. I nie chcę już godzić się na coś co mi tak mocno przeszkadza. Ciekawe, jaka byłaby reakcja innych na podanie przeze mnie takiego powodu rozstania. Popukaliby się w głowę. Każdy spytałby czy mnie zdradza, bo jak nie to o co ja się czepiam.... Jestem w kropce i nie wiem co robić. Może to dla was głupi problem...
  21 Czerwiec 2013    07:32

 nika
   Mars, jaki kask. Przecież Violette nie napisała nic nowego ani odkrywczego. No może to, że te "prawdy" odkrywamy dopiero w momencie kryzysu. Złe na siebie za tyle lat "poświęceń" zaczynamy w tym momencie zdawać sobie sprawę, że zatraciłyśmy siebie - jako osobę, odrębną istotę. Że trzeba o siebie zadbać od wewnątrz, wyodrębnić kawałek własnego życia, niezależnego i wolnego. A to jednocześnie da wolność facetowi, której on pragnie. Nie zamierzam tego negować. I myślę, że inne kobiety też nie zaprzeczą. Szkoda tylko, że ta "mądrość" przychodzi tak późno...
  21 Czerwiec 2013    06:50

 MARS
   Violette! Dziękuję za wpis nic dodać nic ująć..... A teraz pole do popisu mają nasze feministki.Więc lepiej ubierz kask.
  20 Czerwiec 2013    04:53

 Violette
   Witam serdecznie. Ja mam dopiero 35 lata, podobnie jak mój mąż i mimo, iż zajrzałam tu z zupełnie innego powodu chciałabym się dołączyć do dyskusji. Mój staż małżeński jest troszkę ponad 10 letni, ale życie i mnie i mojego męża nigdy nie rozpieszczało. Mimo wszystko po wielu przepychankach na granicy noża udaje się jakoś do tej pory znaleźć w sobie troszkę życzliwości i chęci trwania w związku, wiec trwa. Chciałabym jednak, mimo iż nie mam tylu lat co Panie podzielić się pewnym wrażeniem i jedna bardzo zastanawiająca rozmową z mężem. Zacznę od tego drugiego. Pewnego dnia po cichych dniach i jakiejś błahej awanturze która przerodziła się w armagedon mąż powiedział mi, że nie wyobraża sobie, aby mógł stracić któregoś dnia kobietę z którą się ożenił i która uwielbia do szaleństwa na rzecz przyjaciółki połączonej z opiekunką od dziecka i gospodynią domową z którą w razie potrzeby i chęci uprawia również seks. Wściekłam się na początku a potem zaczęłam zastanawiać. Przecież ja realizując siebie jako kobieta powinna na miłość boską sprzątać, prać, gotować, zajmować lekcjami kilkuletniego dziecka a przy tym słuchać co do mnie mówi, z rozsądkiem planować wydatki, malować paznokcie, ładnie i elegancko ubierać a w nocy w pięknych koronkach stawać się demonem seksu - słowem robić wszystko aby mój związek przetrwał a mąż był zadowolony ( oczywiście w granicach rozsądku ), a przy tym wysyłać na piwo z kumplami, znosić humory podczas jego problemów z pracą itp. itd. To czego on jeszcze chce??? I wtedy mnie dopiero oświeciło. Nota bene przeczytałam wypowiedź pewnego duchownego na temat przykazania " nie zabijaj". Ksiądz w swoich rozważaniach nie mówił o mordowaniu, o krzywdzie wyrządzanej innemu człowiekowi. On mówił o nas. O tym, jak sami siebie zabijamy każdego dnia: poświęcając się dla męża, dzieci, w imię sprzątniętego domu i odpowiednich standardów finansowych i towarzyskich zapominamy, że mamy tylko jedno życie. Że jest ono nam dane po to, aby przeżyć je w jak najwartościowszy sposób. Naszym obowiązkiem wobec Boga i samych siebie nie jest wieczne umartwianie nad garami, mycie okien, branie nadgodzin aby sfinansować eleganckiego i-poda dla naszej pociechy. I jest to jak najbardziej zgodne z tym co powiedział mój mąż - żaden facet nie żeni się z kobieta zabieganą, utopioną w obowiązkach, powinnościach i rozdzielającą je sprawiedliwie na wszystkich członków rodziny ( w tym relacja ty zarabiasz - ja prowadzę dom i opiekuje się pociechami ). Oni żenią się z kobietami pewnymi siebie, o których względy muszą się postarać, taki które swoją mieszanką niezależności, tajemniczości i zupełnie innego postrzegania świata wciąż ich podniecają, pociągają swoją osobowością, poczuciem humoru, zainteresowaniami i wyglądem. I wtedy zaczęłam zmieniać siebie. Od tej pory zdarza mi się nie myć garnków cały boży dzień bo akurat w wolna sobotę mam ochotę pojechać na rowerach za miasto, innym razem napisać dziecku usprawiedliwienie na jeden dzień nieobecność w szkole, bo akurat w ten piątek jest piękna pogoda i chciałabym go wziąć na lody i do kina a wieczorem oddać teściowej i wyjść z mężem na spacer bez celu i sensu i śmiać się z wymyślanych nawzajem historyjek i grać w nocy w szachy na rynku. Co złego się stanie jeśli wedle jego życzenia nie pójdziemy na imieniny do mamy zamiast tego grając w parku w badmintona i zaśmiewając się z własnej nieporadności? Od tamtej pory naprawdę wiele się zmieniło w moim związku: rutyna i rytuały są na miejscu ale jedynie do pewnych granic. Mąż czasem kupuje mi ubrania jakie ma ochotę, a ja je wkładam nawet jeśli nie przypadną mi do gustu. Czasami mówię, że jutro obiadu robić nie będę bo mam ochotę samotnie poszwendać się po muzeum narodowym, a za dwa tygodnie spędzę popołudnie pijąc kawę w uroczej restauracyjce i pisać wiersze albo czytając romansidło. Dzieciak wszystkim chwali się mamą, która gra z nim w nogę " wcale nie jak baba" a szef docenia pozytywne nastawienie i optymizm. Myślę, że kryzys wieku średniego nie jest mitem, ale uważam że dotyczy obu płci. Mężczyźni, którzy w toku trwania związku zabiegani za kasą, sami rozwiązujący swoje problemy w samotności ( bo która z nas zrozumie np. trudne kwestie spawania ), jednocześnie starający się stłumić w sobie młodego faceta, który czasem chciałby pojeździć na gokartach albo nie dbając o następny dzień wyjść z kolega na piwo i pogadać o damskiej bieliźnie oraz my- kobiety, decydujące się poświecić swoje zachcianki ( zawsze chciałam nauczyć się jeździć na deskorolce i dopiero teraz udało mi się przekonać samą siebie, że mając 30 lat wcale nie jestem na to za stara i wcale nie jest tak, że nie wypada ) i pomysły ( jeśli ciekawi mnie historia Stanów Zjednoczonych bo przeczytałam jakiś artykuł na temat wojny secesyjnej to dlaczego mam nie poczytać na ten temat a obiad zrobić godzinę później wręczając swoim mężczyznom po bananie na przeczekanie? ), a także zwykłe egoistyczne marzenia ( o bieganiu po łące dopóki nie padnę, czy trzygodzinnej sesji zdjęciowej ratusza i każdego jego szczegółu ) i poświęcamy siebie, swoją młodość wewnętrzną a potem rozżalone przed 40 dochodzimy do wniosku, że mąż nie jest naszym partnerem ( bo tak na prawdę widzi nas w kategorii mamo - taty pilnujących porządku, zawsze czujnych i doskonale zorganizowanych ), że nas zdradza, a my siedzimy w domu zamknięte w rutynie i obowiązkach i wściekamy się że to nie sprawiedliwe, że zostawia nas dla młodszej - przecież całe życie poświęcamy się dla niego, a on taki niewdzięczny... Tylko czy my naprawdę poświęcamy się dla niego? Czy którakolwiek w pań odbyła z mężem rozmowę na temat jego wartościowania życia i świata ? Taka szczerą, życzliwą, otwartą i spokojną, bez zarzucania dziecinnych skłonności i szczeniackich zachowań? Czy naprawdę wasz mąż najbardziej na świecie ceni sobie pyszne obiadki w cichej domowej posprzątanej atmosferze bardziej niż cokolwiek innego? A co gdy od kilku lat marzy mu się spędzenie całego dnia z tobą w łóżku w jakimś hotelu? Takie zwykłe wyjście z roli taty, męża i odpowiedzialnego samca alfa i robienie rzeczy tak po prostu? Bo jeśli tak, to po wielu latach niezrealizowanych pragnień i marzeń w twoim towarzystwie zacznie je realizować w towarzystwie kogoś innego lub sam dla siebie....Bo lata lecą... Czy jego wartościowanie świata i waszego związku nie zmienia się w ciągu jego trwania? Ciężko jest przyznać się przed sobą, że standardy i wytyczne naszych związków ustalamy same narzucając mężczyznom obowiązki i robiąc awantury o nieodpowiedzialności przy odstępstwach od narzuconych przez nas reguł? A później po 5 ( tak jak u mnie ) 20 czy 30 latach małżeństwa kiedy już podoba nam się przewidywalność i harmonia i jesteśmy z siebie zadowolone, i zrealizowaliśmy już marzenie o działce domu i samochodzie i dzieci wychodzą z domu okazuje się że pod jednym dachem mieszka razem dwoje obcych sobie ludzi.... Czy którakolwiek z was zastanowiła się nad istotą miłości dzięki której rozpoczęliście swój związek? Nie kocha się nikogo dlatego, że jest dla nas dobry, sprząta, gotuje i się poświęca !!! Kochamy ludzi za ich odmienność, indywidualność, poczucie humoru, to że są dla nas codziennym wyzwaniem i codzienna ciekawością. Jeśli wzmagamy od mężczyzn aby byli stali w uczuciach i byli nam wierni - starajmy się zachować w sobie choć trochę z człowieka, którego pokochali, zostawić w sobie i w nich kawałek miejsca na młodość, na swobodę i szczęście ( to takie szczeniackie, egoistyczne i najprostsze o którym nie mówi się sąsiadce bo w życiu nie zrozumie....). I nigdy, nigdy nie popadajmy w zadufanie w sobie - nic co się dzieje w naszym związku nie jest wina jednej strony. NIGDY !!!.
  18 Czerwiec 2013    09:26

 nika
   Też kobieta - dziękuję za Twoje słowa, dają mi one do myślenia. Z tym piciem to nie było tak strasznie ;) Po prostu wcześniej nie piłam w ogóle, a w tym okresie zaczęłam trochę. Kwestia - zaczęłam. Bo chciałam choć na chwilę przestać myśleć i cierpieć, te kilka miesięcy żyłam ciągłym napięciem i nerwami. O podjęcie decyzji pytasz. Mam świadomość i wiem już, że potrafiłabym sama dać sobie radę. Potrafiłabym, bo to już dawno przemyślałam. Gdyby mąż mnie zdradził, w jednej chwili byłam gotowa wyrzucić go z domu i on o tym wiedział. I to nie były czcze pogróżki. Nie zrobił tego... więc nie wyrzuciłam. Podejrzewam, że autodestrukcja o której piszesz trwałaby cały czas, niezależnie od niego. Dlatego chcę dać sobie czas na ułożenie, naprawienie siebie samej, a wtedy łatwiej mi będzie spojrzeć na całość bardziej realnie. Teraz nie jest dobry czas na życiowe decyzje, jestem w zbyt dużej rozsypce. Ona31 - podoba mi się Twój wpis. Głównie forma, w jakiej to napisałaś. Nie obraź się, ale uśmiechałam się czytając. Jedynie zdziwił mnie fakt, że piszesz o powszechnym usprawiedliwianiu kochanek. Ja mam wrażenie odwrotne, że to na kochanki wylewa się wszystkie pomyje, obarcza winą. A prawda jest taka, że oboje są winni, oboje biorą udział w spektaklu, a każde z nich robi to z własnej i nieprzymuszonej woli.
  5 Czerwiec 2013    18:37

 też kobieta
   nika - wróciłam do wcześniejszych wpisów i zapytam wprost - nadal pijesz ? Jeżeli tak (sorry jeżeli ciebie to nie dotyczy), to czy wiesz, że to jest autodestrukcja ? Nie potrafisz odważyć się podjąć decyzji i zdecydować się na poniesienie wszystkich konsekwencji ? Dlatego nieświadomie kierujesz złość na siebie i unicestwiasz się ? To jest dla ciebie dopuszczalne ? Unikanie, ucieczka i autodestrukcja - aby tylko NIE PODEJMOWAĆ DECYZJI ? Wolisz to, niż SAMODZIELNE życie, SAMOŚWIADOMOŚĆ i pełna odpowiedzialność za siebie? Nie chcesz mieć swojego życia w swoich rękach ? Myślisz, ze nie masz siły, jesteś za słaba ? Mocno pozdrawiam.
  5 Czerwiec 2013    09:07

 ona31
   Rola kochanki w zdradzie To partner Cię zdradził, nie można winić kochanki,… kochanka też cierpi… W taki sposób internauci bardzo często komentują zapiski zdradzonych kobiet, które opisując swoją historię na blogu bądź innych forach winą obarczają kochanki. Komentarze niekiedy są bardzo ostre, osoby piszące je często twierdzą, że odpowiedzialność za zdradę ponosi tylko partner, usprawiedliwiają kochanki, dając im tym samym przyzwolenie na praktykowanie takiego stylu życia. Ciekawe, czy piszący tego typu komentarze doświadczyli osobiście zdrady, czy przystanęli na chwilę, by zastanowić się jaką faktyczną rolę odgrywa kochanka w niewierności partnera. Czy szczęśliwa mężatka choć raz pomyślała, co zrobiłby jej partner, gdyby na jego drodze stanęła wyrachowana kobieta, dla której bez znaczenia pozostaje fakt, że ma żonę, która za wszelką cenę uwodziłaby, prowokowała? Czy jej partner faktycznie pozostałby obojętny na jej zaloty? My kobiety mamy ogromne możliwości, myślę, że każda z nas mogłaby uwieść czyjegoś męża, partnera. Nie każda jednak jest zimną suką, która potrafiłaby żyć z ciężarem, jakim są wyrzuty sumienia wobec krzywdy wyrządzonej drugiemu człowiekowi.. Ja, wbrew tym opiniom zrobię podobnie, skupię się na kurewskim zachowaniu dziwki Aldony – byłej kochanki mojego męża, nie dlatego, że tylko ją obwiniam o całą sytuację. To mój mąż świadomie podjął decyzję, by zdradzić, by oszukiwać. To on, mimo przypuszczenia, że mogę nie wybaczyć postanowił zabawić się. To on decydując się na romans, poniekąd zrezygnował z naszego małżeństwa, z naszego wspólnego życia. Był świadomy, że może mnie stracić, a mimo to zdradził. Tak więc, nie jest tak, że nie dostrzegam winy męża. W sytuacji gdy partnerzy rozstają się przez zdradę, to na zdrajcy można skupić swą złość. W trakcie rozwodu, rozstania, czy samych awantur możemy szukać zemsty, wyładować gniew na niewiernej połówce. Kiedy jednak postanawiamy wybaczyć, swą złość można przekierować na kochankę. Z prostej przyczyny, wybaczyłam zdrajcy, więc muszę zrezygnować z urazy. Nie oznacza to, że my zdradzone kobiety jesteśmy tak naiwnie zapatrzone w naszych małżonków, by nie dostrzec ich winy, co więcej widzimy też swoje błędy. Negatywne uczucia pozostają, trzeba dać im upust. Często też zachowanie samych kochanek jest tak żenujące, że nie sposób mówić i myśleć o nich inaczej, jak o wyrachowanej dziwce, nie pozwalającej długo o sobie zapomnieć. Nie pozostają bez winy, świadomie niszczą życie drugiej, już nieświadomej kobiecie. Jakie to ma znaczenie, że obcej, czy dlatego ma mniejszą odpowiedzialność ponosić, a niżeli partner. W skrajnym przypadku, gdyby zdradzonej kobiecie zawalił się świat, gdyby popełniła samobójstwo, czy nadal tylko partner byłby za to odpowiedzialny, czy kochanka nie przyczyniłaby się do tego, pozostałaby bez winy, bez wyrzutów sumienia. W świecie muzułmańskim, jeśli zdrady dopuszczają się osoby zamężne spotkać ich może kara śmierci poprzez ukamienowanie. W naszym, niby katolickim kraju mamy żyć zgodnie z Przykazaniami Bożymi, podobno zarówno partner jak i jego kochanka popełniają grzech. Dlaczego więc wina ma leżeć tylko po jednej ze stron. Dlaczego tak często usprawiedliwia się zachowanie kochanek, a ich udział w zdradzie do minimum umniejsza się ? Zachowanie kochanki mojego męża zasługuje na miano kurestwa. Nie tylko w mojej opinii. Teściowa, kobieta elegancka, powściągliwa, mówiąca zawsze poprawną polszczyzną, nie używająca wulgaryzmów, mówiąc o niej nigdy nie użyła jej imienia, była „kurwą” bądź „kurewką” , podobnie w opinii teścia. Nasłuchali się o niej zarówno ode mnie jak i od swojego syna, w ich oczach, była osobą, bardzo lekkich obyczajów, której nie sposób zaakceptować w rodzinie. W dniu, w którym poznała mojego męża, ten oszukał ją co do stanu cywilnego, nie przyznał, że w domu czeka żona z synem, chciał ją przelecieć, a to mogłoby ją odstraszyć. Poderwała go w barze, więc sam ten fakt nie pozwala myśleć o niej inaczej, poprosiła do tańca, bo smutny miał być, rozweselić chciała. Wcześniej zachowywać się miała prowokacyjnie, więc mąż dostrzegł ją wśród tłumu, jak sam powiedział „ jej trochę kurewskie zachowanie przykuło jego uwagę”. Nie stawiała oporu podczas pierwszego tańca, gdy nieznajomy po tyłku ją macał, język do ust wkładał. Widać rozweselić koniecznie go chciała,… porządna dziewczyna. Na koniec wieczoru nie chciała przekazać numeru telefonu , więc zrobiła to jej koleżanka. 32letnia kobieta bawi się jeszcze w tak stary numer, że niby już zainteresowana nie jest, na etapie macania kończy się ich znajomość. Ale facet nie dostrzeże, że zaczyna się gra, że tym sposobem z kurewskiego zachowania zmienia się w cnotliwą dziewoję… Z nieznajomym, owszem pomacać się można, ale numer telefonu dać, to już za dużo, jak na pierwszy wieczór. Mój mąż też tego nie dostrzegł, uznał to za swoją wygraną, zdobył numer, niby z wielkim trudem… pozwoliła mu myśleć, że to on jest zdobywcą…bo przecież facet musi tak uważać…porządna dziewczyna zadbała jeszcze o jego ego. Na drugie umówione spotkanie dziwka Aldona chciała zabrać koleżankę, więc mojemu mężowi kazała przyjść z kolegą… co prawda robią tak nastolatki, nie trzydziestokilkulatki, ale to porządna dziewczyna jest, więc i koleżance zamężnego kochasia chciała załatwić, bo przecież u niej na wsi problemem jest poznać interesującego mężczyznę. Na tym krótkim spotkaniu mąż przyznał, że jednak żonę posiada, poinformował jednak , że kryzys w związku przechodzimy…. I tu apel do wszystkich kobiet: Kobieto puchu marny, nie bądź naiwna, to przez takie jak dziwka Aldona mamy opinię głupich istot i zawsze będziemy tak postrzegane przez mężczyzn. Odnoszę wrażenie, że każdy żonaty facet chcący zabawić się, szukający kochanki używa tego samego tekstu „ kryzys dopadł moje małżeństwo”. Dlaczego kobieta słysząca podobny tekst nie słyszy „chcę cię przelecieć, zabawić się z tobą”?. Dlaczego nie słyszy zabawimy się, a gdy znudzi mnie zabawa, to zostawię cię? Dlaczego nie zapyta faceta, czemu nie kończy związku z żoną, skoro źle mu jest? Czy nie powinno to właśnie tak wyglądać, jest kryzys nie widzę już życia w związku, to informuje o tym druga stronę, kończę związek i zaczynam nowy. Dlaczego taka kobieta godzi się być „lekarstwem” na kryzys? Nie zastanowi się, że „lekarstwo” może być skuteczne, że facet zrozumie przez romans z nią, że to właśnie żona jest tą jedyną i odstawi, wyrzuci niepotrzebny już „lek”. Czy taka kochanka naprawdę sądzi, że jest lepsza od żony? Nie zastanowi się, że skoro jest tą drugą, to jednak gorszą może być. Ślepo wierzy, że mężczyznę coś trzyma przy żonie, ale nie jest to miłość , słucha że to dzieci, majątek itp., i wieży w to, czy takie kochanki nie są głupie? Naprawdę nie widzą, że są zabawką? Która kobieta chce żyć jako dodatek, ze świadomością, że jej wybranek jest z nią na chwilę, że nie ma dla niej czasu, że to z żoną kładzie się spać, że kocha się z nią, że jej więcej czasu poświęca, że to z nią planuje wakacje, przyszłość. (Pomijam tu kobiety, którym odpowiada taki układ. Nie szukają miłości, a przygody, niezależnie od stanu cywilnego mężczyzny. Takie kobiety mają inny ukryty cel, niedostrzegany zazwyczaj przez panów). Jeśli nawet zdarzy się sytuacja, że facet zostawi żonę dla kochanki, to czy taki mężczyzna jest godny zaufania? Jak można budować szczęście z kimś kogo poznajemy od strony dwulicowego, zdradzającego żonę obłudnika? Czy taka kobieta myśli, że z nią będzie inaczej? Dziwka Aldona szybko zapomniała o wcześniejszym kłamstwie, fakt ten ją nie zraził,… żona może być, skoro kryzys mają. Na trzecim spotkaniu z ochotą poszła z nim do obskurnego hoteliku ( mój mąż nie lubi wydawać pieniędzy). W hotelu miało mu nie pójść, dziwka kazała zdjąć mu gumkę choć nie stosowała innego zabezpieczenia, co uczynił. Niewiele to pomogło, więc ustami wspomogła się. Jak na dwudniową znajomość, to chyba duże poświęcenie… ale, to porządna dziewczyna jest, więc nie mogła pozwolić by mój mąż zadowolenia w pełni nie osiągnął. Marcin nie zorientował się, że dziwka od tego momentu miała nad nim kontrolę, że w każdej chwili mogła postraszyć ciążą. W sytuacji gdyby więcej nie chciał odezwać się do niej, wystarczyłby krótki sms np. „ciążę podejrzewam” , to na pewno skłoniłoby go do dalszych kontaktów z nią. Po wszystkim testy ciążowe robiła, podtrzymywała napięcie. Z cwaniactwa szóstka dziwce należy się. A może to kwestia doświadczenia, nie chciała kolejny raz błędu popełnić. Żałosnym pozostaje też fakt, że umawiając się na spotkania wyczekiwała na niego pod bramą ośrodka, w którym przebywał. Bądź też wypytywała o niego ochroniarza knajpy, w której poznali się. To, co prawda wzbudziło na chwilę podejrzenia Marcina, jednak szybko zapomniał o tym. Zawsze twierdził, że w tej miejscowości, gdzie jest duże bezrobocie, pełno jest kurewek, które podrywają w barze mężczyzn przyjezdnych. Śmiał się z tych dziwek i mężczyzn, którzy ulegli. Opowiadał o kilku przypadkach zmanipulowanych mężczyzn, oskarżanych o gwałt, gdy kończyła się znajomość, wrabianych w ciąże. Podobno pomyślał, że jest taka sama, jednak zbagatelizował to, ponieważ ona wyrwała się do Warszawy, więc już nie była miejscowa. Nie zauważył, że dla miejscowej koleżanki frajera też szukała. Po kilku dniach znajomości, na skrzynkę męża przysyłała zdjęcia na których była z córką, nie traciła czasu, musiała szybko działać, by zaakceptował, a może też od razu polubił dziecko. Ta porządna dziewczyna, z obcego mężczyzny chciała tatusia córeczce zrobić. Mój mąż oczywiście nie wiedział po co wysłała mu te zdjęcia, podobno był zaskoczony, ale nad sensem tego nie zastanawiał się. Kiedy mąż wyznał mi prawdę, kiedy wyprowadził się na kilka dni z domu, kiedy miał być sam, by wszystko przemyśleć, dziwka Aldona w rozmowie telefonicznej zaproponować miała przyjazd do niego, z którego jednak zrezygnowała. Nagle pomyślała, że skoro z żoną nie widuje się, to z nią też nie powinien… porządna dziewczyna, pomyślała i o mnie. Mój mąż wybrał się więc do niej, to już jej pasowało. Tak żałosny akt manipulacyjny, też umknął uwadze mojemu głupiutkiemu mężowi. Podobno wybrał się do niej tylko po to, by zakończyć ich znajomość, ale skoro już przyjechał wieczorem do kochanki, to należało wypić z nią z litr wódki i słuchać wizji ich pięknej, wspólnej przyszłości, która z każdym kieliszkiem wydawała się być piękniejsza. Kiedy wrócił do mnie, poinformował dziwkę telefonicznie o swoich planach. Uniosła się honorem,.. po raz pierwszy, brawo. Podziękowała za znajomość i powiedziała, by nigdy do niej nie dzwonił, miała też nie odbierać tel. Już kolejnego wieczora, w sylwestra napisała smsa, strasząc, że da sobie w żyłę. Zapewne sądziła, że rzuci wszystko i szybciutko do niej przyjedzie. Nie odbierała od niego telefonu, więc policję poinformował, która pojechała do niej wraz z pogotowiem. I tak dziwka Aldona pacjentką oddziału psychiatrycznego została. Oczywiście później opowiadała mojemu mężowi, że proszki jakieś łyknęła, miała pretensje, że wstydu jej narobił przed sąsiadami… on narobił. Mojemu mężowi umknął fakt, że zamiast na toksykologię, na pukanie żołądka trafić, to do wariatkowa pojechała. Z oddziału miał ją mąż odebrać. Tak, męża dziwka posiada, nie mieszkali razem ponieważ ją zdradził i wybaczyć mu nie może. Choć żyli osobno od dłuższego czasu, to dopiero gdy Marcin ją odwiedził sporządziła pozew rozwodowy, który koniecznie do przeczytania chciała dać. W końcu było to już ich piąte bądź szóste krótkie spotkanie. Podobno jej mąż bardzo chciał do niej wrócić, ale jest to wielką zagadką, ponieważ w zależnościom od tego, jak układało się między nią, a moim mężem ona zmieniała wersję. Kiedy mieli romans, jej mąż chciał do niej wrócić, a ona nie chciała z nim być. Kiedy mój mąż do mnie wrócił, ona nie wiedzieć czemu pochwaliła się swojemu mężowi romansem. Podobno, miała być straszna awantura. Po jej niby próbie samobójczej, mieli do siebie wrócić, na terapię chodzić. Ponieważ jednak mój mąż zaczął coraz częściej kontaktować się z nią telefonicznie, ta zaczęła opowiadać, że jej mąż od dłuższego czasu inną partnerkę ma. Co dzień inną historię opowiadała, nie wiem gdzie prawda leży. Po miesiącu dziwka postanowiła do mnie zadzwonić, zapewnić chciała, że więcej nie będzie utrzymywać kontaktów z moim mężem. W trakcie rozmowy poinformowała mnie, że Marcin wydzwania do niej, że spokoju nie chce jej dać. Była za pewne przekonana, że nie zniosę prawdy, bo to przecież ona miała dzwonić do niego. Dla zapewnienia mnie, o dobrych intencjach przekierowała do mnie ostatniego smsa, wysłanego do niego. Pisała, że wie jak kochamy się, więc nie życzy sobie wysyłania do niej smsów. Pisała, że odpocząć musi, więc jedzie do wsi, z której pochodzi… o dziwo położonej nieopodal miejscowości, w której Marcin miał spędzać czas, w tym samym okresie, o czym wiedziała. Cóż za przypadek. Nie dość, że jemu napisała tą informację, pewnie w nadziej, że przyjedzie, będzie prosił o spotkanie, to jeszcze mnie obdarowała tą wiedzą. Oni oddaleni od siebie 20 km, ja 250 km dalej. Ale, ta porządna dziewczyna uspokoić mnie chciała. Mój głupiutki mąż nadal nie dostrzegał manipulacji i skoro byli już tak blisko siebie wysłał do niej smsa. Oto porządna dziewczyna, była kochanka mojego męża. To tylko część jej wyrafinowanych zagrań, niektóre już zacierają się w mojej pamięci, o innych pewnie nigdy nie dowiedziałam się Czy powinnam myśleć o niej jako o skrzywdzonej kobiecie, jak to w opinii niektórych osób jest postrzegane. Czy nie jest sobie winna, nawet jeśli też przez chwilę cierpiała (w co wątpię). Gdyby ta porządna dziewczyna słysząc tekst o żonie i kryzysie pomyślała przez chwilę, nie doszło by do tego. Dla mnie jasne jest, że chciała zabawić się i powinna wiedzieć jakie konsekwencje niesie za sobą ta zabawa. Życzę jej mimo wszystko, by szybko znalazła sobie kogoś na stałe, stanu wolnego, bo w przeciwnym razie jeszcze kilka kobiet będzie przez nią płakało. Jest zwykłą wyrachowaną szmatą, która za nic ma inne kobiety, więc drogie panie pilnujcie swoich mężów, bo może spotkają na swojej drodze dziwkę Aldonę bądź jej pokroju, podobnie myślącą sukę. ja pomogłam mojemu podjąc decyzje bo sie zdecydowac nie mógł prosił o czas ale jaki sie pytam na zabawe i wróci a co ja koło ratunkowe . zdrada jest zawsze świadoma u mnie bylo to z premedytacja pomogłam mu wybrać i wygralam siebie .poprostu odeszlam to koniec ciężko sie z tym pogodzic ale o miłość kobieta nie zebra bo to ją zniszczy . powodzenia dziewczyny
  4 Czerwiec 2013    14:47

 nika
   Nareszcie naprawili stronkę (i komentarze) :) Elle, fajnie że już sobie żyjesz spokojnie. U mnie co prawda przyczyna kryzysu się skończyła, ale jej konsekwencje cały czas czuję... Jest mi ciągle jeszcze źle, oczekiwałam czegoś więcej od męża po tym wszystkim. Może zbyt wiele? Nie wiem. On nie potrafi żyć bez kobiet-koleżanek, a ja tego nie akceptuję, nie odpowiada mi to. Nie potrafię być razem na pół gwizdka. Ktoś niezorientowany powiedziałby: zazdrosna baba. Z jednej strony tak, ale nie chodzi mi o zdradę fizyczną lecz o uczucia, uwagę, starania - jakie chętnie daje obcym (kobietom), a żona jak to żona - ona zawsze jest (i pewnie będzie), jest taka zwykła... Żebyście widzieli te sms-y.... w życiu nie pomyślałabym, że takie do koleżanek się pisze. A mój mąż twierdzi, że to normalne, że on taki romantyk, wrażliwy i rozumiejący kobiety.... Wiem, że taki był zawsze, ale ja wolałam tego nie widzieć, nie zgłębiać, nie rozdrabniać. Teraz nie potrafię zamknąć oczu, wręcz przeciwnie - otworzyły mi się bardzo szeroko i nie mogę uwierzyć w to co widzę... Nie chcę mieć takiego faceta u boku, przy którym czuję się staro, nieatrakcyjnie, przy którym nie mogę być sobą. Nagle przytłoczyła mnie świadomość i mojego wieku, i upływającego czasu... Nigdy wcześniej (przed kryzysem) tak nie myślałam o sobie. To straszne, co się ze mną stało. Próbuję stanąć na nogi, odbudować siebie, ale to jeszcze za krótko (elle dwa lata potrzebowała na to). Nie wiem jak to się skończy, na dzień dzisiejszy chęć do zmian w związku, wszelkie siły, wiara i nadzieja mnie opuściły...
  4 Czerwiec 2013    10:19

 elle
   Mozna tak powiedziec... u mnie corAZ LEPIEJ. Czuje że wychodze na prostą. Dwa lata wizyt u psychologa i myślisz innymi kategoriami. Nie straszna mi przyszłosc ,ani starośc. Myslę tylko co znów ciekawego dzisiaj do zrobienia... co sobie zaplanuję. A mąz jakos sie w to wpasowuje...z reszta nie wiem ...ale jestem tak zajęta realizacja planów ,ze nawet sie nad tym nie zastanawiam. Ogólnie jest ok. Podoba mi sie ten stan kiedy neurotycznie nic nie musze... moge tylko chcieć:)
  31 Maj 2013    08:42

 DOROTA
   hej dziewczyny!!!! czyżby już kryzys wieku średniego przestał istnieć?Każda z Was już sobie ułożyła na nowo życie , tylko ja zostałam totalnie w tyle?piszcie coś bo tęsknię:)
  24 Maj 2013    17:05

 Jolanta
   Witam wszystkich. Dlaczego nikt nic nie pisze - czyżby kryzys wieku średniego przepadł jak ta nasza wiosna. Serdeczme życzenia świateczne dla wszystkich zdradzonych przesyła Jolanta.
  27 Marzec 2013    10:09

 też kobieta
   witaj mania. mam do ciebie kilka pytań, które nasunęły mi się po przeczytaniu tego co piszesz: 1) czy on jest cudownym ósmym cudem świata ? 2) czy ty bez niego zginiesz: z głodu, eksmitują cię na bruk albo zapłaczesz się na śmierć? 3) czy ty bez niego nie znaczysz nic ? 4) czy potrafisz funkcjonować w życiu SAMODZIELNIE ?5) czy ojciec, który zdradza matkę jest prawidłowym wzorcem dla dzieci, a zdradzana matka, która uczepiła się takiego męża jak pijany płota ? 6) czy wierzysz w to, że mężczyzna, który wielokrotnie zdradzał żonę - czyli ma ją po prostu w d**ie może nagle w cudowny sposób zauważyć ją i pokochać i będą żyli długo i szczęśliwie ????? I ostatnie pytanie - czy wiesz, że twoje wyobrażenie o życiu może odbiegać od RZECZYWOSTOŚCI a nazywa się to życiem w iluzji i zaprzeczeniu. Sama taka byłam, więc wiem o czym piszę. Prawda boli, ale wyzwala. Wybór należy do ciebie. Pozdrawiam.
  26 Luty 2013    09:23

 mania
   Witam. Szukalam informacji na temat tego kryzysu i trafilam tutaj. Moj maz ma 39 lat. Kryzys dopadl go juz 3 lata temu. Potrzebowal czegos lub kogos i znalazl. Romans trwal dwa lata. Ta kobieta byla mezatka. Skonczyl sie w momencie gdy zaszlam z nim w ciaze z drugim dzieckiem. Zmienil sie calkowicie. Niestety zaraz po urodzeniu corki wszystko zaczelo sie na nowo. Szukal szczescia i znalazl. Kobieta jedt rozwodka i ma corke. Specjalizuje sie w psychologii i nim steruje. Nic do meza nie dociera. Mysli tylko o sobie i swoich uczuciach. Ja o niego walcze ale trace juz sily. Walcze dla siebie i dzieci ale ile jeszcze dam rade nie wiem.
  24 Luty 2013    00:47

 Jolanta
   Drogi Krzysztofie ! no cóż musisz być przede wszystkim bardzo szczery w stosunku do żony. Nie możesz jej oszukiwać. Jeżeli coś Ci się w niej nie podoba to jej powiedz np.nocna koszulka lub papiloty na głowie - jest czas aby to zmienić. Może masz jakieś fantazje erotyczne to jej to powiedz ona je spełni. Może masz jakiś nieokiełznany pociąg do koleżanki lub sąsiadki - powiedz jej to , ona skutecznie ją przepędzi. Nie można kłamać bo i tak wszystko się wyda a potem bardziel boli i gorzej się wybacza. Nie bądź agresywny i pyskaty. My wiemy że w tym okresie wszystko irytuje. I jeszcze jedno , pokaż żonie ten portal i nasze wpisy. Jak przeczyta będzie wiedziała jak ci pomóc.
  22 Luty 2013    12:41

 Krzysztof
   jestem więcej niż pewien że mam większość symptomów kryzysu wieku średniego (46 l.) i wiem że że bez pomocy żony źle to się skończy ale ona chyb też przechodzi ten kryzys i jak z niego wyjść moje Panie?
  20 Luty 2013    22:54

 nika
   Jolanta - cieszę się, że już jesteś po. Podjęłaś słuszną dla siebie decyzję. Ja co prawda gdybym się rozstała, to już bez żadnych powrotów. Tak ja uważam. Każdy jednak postępuje tak, jak według siebie powinien. Trzymam kciuki, żebyś była silna, czas jest najlepszym lekarstwem, a przyszłość może przynieść zaskakujące (dobre) rozwiązania dla Ciebie :)
  20 Luty 2013    11:23

 Jolanta
   Witam, jestem wolna tuż po rozwodzie. Nie było innego wyjścia. Powiem Wam tylko,że jak zobaczyłam Go w Sądzie to gdyby podszedł i powiedział " wybacz mi, chodźmy do domu " to bym mu wybaczyła. Miłość prawdziwa nie przemija . Już dawno Hanka śpiewała ,że miłość wszystko wybaczy i tak jest. Moja córka mówi że są kobiety z syndromem cięrpiętnicy i ja do nich należę. Ale ja wiem swoje - jest miłość i miłość i tak już zostanie. Póki co cierpię dalej i czekam aż mu przejdzie i wróci. Głupie, co? Ale podobno nadzieja umiera ostatnia i wiara czyni cuda. Pytałam wróżki, mówiła że wróci ale kto to wie. Pozdrawiam wszystkie Panie.
  19 Luty 2013    13:34

 elle
   Czy gdybym sie rozwiodła 10 lat temu byłabym dzisiaj innnym człowiekiem. Nie sadze. dzieki temu że to sie nie stało mam moja młodsza córeczke , która gdy wszystko inne zawodzi jest moim promykiem słońca darem od Boga. Zawsze byłam skoncentrowana na starszej, a ta druga niesmiało dorastała w cieniu starszej siostry. bardzo kocham je obie . Kiedys wezme na kolana ich dzieci i bede babcia jakiej same nie miały. zabiore w góry, zbuduje gniazdo na drzewie, pokarze na czym polega zadowolenie z rzeczy małych. jak piekna jest pajeczyna jesienia, jak madre sa mrówki.. Kiedy sie odciełam od mojego meza, który był cały czas w niewoli swojego ojca czuje ogromna ulgę. On nigdy nie dojrzał aby byc dobrym mezem i ojcem. Nie chciał dla mnie isc na terapie a ja juz na to nie nalegam. Nie ma we mnie strachu. jest ciekawosc zyciai i prezentów jakie mi sprawi kazdego dnia. Wiem ,ze wsystko co sie dzieje ma jakis sens. czegos sie uczymy, a ja uwielbiam sie uczyc. Moge zyc o kromce chjleba i wodzie ale wolnosci juz nie pozwole odebrac sobie nikomu. partner to ktos dzieki komu czujesz sie waźny, szanowany i kochany. Mój zawsze sprawiał ze leciałam w dół. sam słaby chciał przez wzbudzanie we mnie poczucia winy i potrzebą ciagłego dowartosciowania sprawić abym czuła sie zależna od niego. Niech robi ze swoim zycie,m co chce. Ja tak dłuzej nie moge. Dusze sie. chce odejść. Nie szukam zamiennika .Życie jest piekne takie jakie jest. Nie mogłabym z reszta, a mój Bóg bedzie ze mna..... Za tysiac lat ofiaruja moja miłosc komuś kto stanie sie ze mna jedno, opusci swoja matke i ojca i bedzie ze mna.... tak chce czuc
  9 Luty 2013    10:53

 nika
   Aga - współczuję bardzo, lecz uwierz - każda z nas ciężko przeżywa ten okres. Ja schudłam niecałe 10kg, ale to i tak dużo zważając na to, że spadłam przez to poniżej 50kg... Połowę już nadrobiłam ;) Mąż, hmm, jakby to nazwać, obudził się, otrzeźwiał, przejrzał na oczy i sam twierdzi, że nie wie jak to się stało że mógł się zauroczyć w "takim" obiekcie (mogę potwierdzić, naprawdę nic atrakcyjnego, wręcz przeciwnie) i tak się zachowywać... Dokładnie tak to wygląda, jak opisują faceci których to dopadło, jakby rozum im odjęło, zachowują się jak w amoku. Aga, mogę Ci powiedzieć, że w tym czasie wiele rozmawialiśmy z mężem. Miałam wrażenie, że wiele z tego co mówię, tłumaczę - do niego nie dociera. Myślałam że udaje, albo nie chce zrozumieć. Ale patrząc z perspektywy tak właśnie jest - po prostu NIE DOCIERA. Jakby nastąpiły jakieś blokady w mózgu i klapki na oczy. Niby normalny, dorosły i rozsądny człowiek, a nie dostrzega oczywistych rzeczy... tak to wygląda w tym okresie całego KWŚ. Jedyna rada, którą kiedyś wyczytałam - przeczekać, zająć się czymś żeby nie myśleć i nie patrzeć na to wszystko. Wiem, łatwo się mówi, ale innej rady naprawdę nie ma. Jeśli ktoś nie chce walczyć, czekać, powinien jak najszybciej to uciąć, rozstać się, żeby możliwie jak najkrócej cierpieć. Ja przeczekałam zauroczenie, wszystko niby wraca do normy, ale jestem w rozsypce psychicznej, czuję się zraniona i poniżona. Z jednej strony cieszę się, że nie doszło do zdrady fizycznej, ale z drugiej - boli mnie ta emocjonalna, oraz świadomość że pewnie nadal byłabym oszukiwana i chyba doszłoby do czegoś więcej, gdyby nie szczęśliwy dla mego męża zbieg okoliczności. Życie mu pomogło, sam nie potrafił z tym skończyć.... To pewnie jeszcze nie koniec KWŚ, bo przecież to polega nie tylko na zafascynowaniach płcią przeciwną. Ale chyba nic już gorszego od tego nie może się przydarzyć. Mam wiele wątpliwości i chcę poważnie przemyśleć nasze sprawy. Jestem bardzo zmęczona i nawet nie potrafię się cieszyć z tego, że mąż "wrócił". Poczekam co będzie, jak będę się czuła z tym wszystkim po odzyskaniu względnej równowagi psychicznej. Nic na siłę, nic pochopnie robić nie mam zamiaru. Ale też nie będę się nigdy więcej godzić na ustępstwa i kompromisy z mojej strony, których dokonywałam przez lata - często wbrew sobie i dla dobra "ogółu". Nie muszę się godzić na coś co mi nie odpowiada. Szkoda, że nie znałam tej dewizy, nie byłam tak świadoma i dojrzała ładnych parę lat wcześniej...
  5 Luty 2013    09:24

 aga
   dzisiaj mija 5 miesięcy odkąd mmoj mąz sie wyprowadził,adal nie mogę sie pozbierać.Strasznie go kocham ale nie wiem juz czy zabiegać o jego powrót skoro on sam chyba tego nie chce.A może skoro odszedł bo czuł sie nie kochany to teraz czeka żebym dala z siebie wszystko aby sie poczuł kochany i doceniany?(może panowie z forum na to pytanie odpowiedzą? )ostatnio nawet powiedział ze bardzo by chciał żeby go ktoś w końcu pokochał ale przecież ja to robiłam całe 15 lat a on tego nie czuł....Staram sie mysleć o sobie i dzieciach ale to wszystko tak strasznie boli, że jedyne o czym cały czas myśle to odejście męża, jem bo muszę (schudłam 20 kilo i boję sie że się rozchoruję) ale nadal nie mogę spać . Powiedzcie jak długo jeszcze to potrwa ?
  2 Luty 2013    10:37

 Bianka
   Dla mnie na dzien dzisiejszy jest nie do wyobrazenia powtorne zakochanie sie. Mam faceto-wstret. Staram sie zyc chwila i cieszyc z tego co mam a mam wiele.Zdrowe dzieci,przychylnosc rodziny.To jednak czuje wewnatrz ogromna pustke,smutek i zal.Mam zal do meza ze nie chcial walczyc ze mnie zdradzal ze dalam sie tak oszykiwac przez tyle lat. Niedlugo moje 36 urodziny a czuje sie bardzo staro. Owszem takie historie jak Twoja Aniu czy Milej sa dla mnie budujace. Bardzo bym chciala korzystac z wiedzy ktora mam(duzo czytam niektore pozycje po dwa trzy razy) a jednak wciaz ulegam swoim dawnym schematycznym zachowaniom to budzi zlosc do siebie samej.Tesknie za czyms czego nigdy nie bylo.Bo nasze malzenstwo nie nalezalo do szczegolnie udanych.Pozdrawiam serdecznie.
  29 Styczeń 2013    12:04

 Miła
   Bianko, musisz wierzyć! Ja dołączam się do słów Ani. Czas płynie, emocje się ostudzą i może jeszcze wiele dobrych rzeczy się wydarzyć. Jest takie powiedzenie, że jak Bóg zamyka drzwi to otwiera okno. I być może to się zdarza.... Mój rozwód był końcem złych dni, takim zatrzaśnięciem drzwi. Dziś jestem zakochana z wzajemnością, a tak się bałam że nie zaufam... że mam długi, dzieci na wychowaniu, złe oświadczenia, że nie dam rady. A jednak, a jednak.... Bo wśród facetów też jest wielu normalnych, ciepłych, z podobnymi doświadczeniami.... Więc Bianko nie daj się, głowa do góry! To samo może powiedzieć na pewno jeszcze parę innych naszych forumowiczek.
  29 Styczeń 2013    08:06

 Ania
   Witam, Bianko, niestety czasu nie da ani cofnąć, ani przyspieszyć!:-)Wszystko ma swój i czas i miejsce:-)Zależy od wielu czynników i ile go jest potrzebne to kwestia indywidualna, osobowości, czasu małżeństwa, relacji. Uśmiecham się trochę na wspomnienie o tych bardzo trudnych czasach, ponieważ sama sobie założyłam sobie, że jeszcze kiedyś będę szczęśliwa:-)Dla samej siebie, dla synów, na przekór?Nie wiem, ale taka właśnie myśl-decyzja mi towarzyszyła tym samym nie znając przecież przyszłości. Podświadomość zadziałała i przyniosła dobre efekty!:-)Tym samym na nic nie liczyłam, mało, nawet po Jego wyprowadzce pomyślałam'żadnego faceta!' Trudno oceniać, ale chyba dobrze zamknąć szybko to co jest do zamknięcia, choć przekładając w czasie strony chyba liczą na opamiętanie, a gdy go nie ma decyzja jest już pewna, bez pośpiechu. Nie chciałam brać współodpowiedzialności za rozpad małżenstwa na siebie, ponieważ nie miałam sobie nic do zarzucenia jako matka i żona, w sądzie sama doprowadziłam do wyroku sądu, co budzi podziw strony adwokackiej, ale z perspektywy czasu, czy warto marnować życie stresem, przeżyciami, których i tak nie brakowało? Życzę Ci wiele dobrego, po burzy przecież wychodzi słońce!:-)I tego się trzymajmy!!!:-)Ma być dobrze!:-)A wiara czyni cuda!
  29 Styczeń 2013    05:49

 Bianka
   Aniu dziekuje Ci serdecznie za Twoj wpis. Bardzo to dla mnie wazne i daje mi duza nadzieje. Jestem dwa miesiace po rozwodzie.To ja wnioslam pozew.Zrezygnowalam z orzekania o winie poniewaz chcialam miec to szybko za soba.Podzial majatku zrobilismy przy okazji rozwodu.Rozwiedlismy sie na drugiej rozprawie. Wciaz lize rany po tym wszystkim co z nim przeszlam.Wiem ze potrzebuje czasu wiem ze czas jest najlepszym lekarzem ale czasami odnosze wrazenie ze nic mnie juz dobrego w zyciu nie czeka.Zostalam z dwojka dzieci (13 lat i 6 lat).Zyje z dnia na dzien.Oczywiscie mam rodzina ktora mi pomaga, tesciowie nie odwrocili sie ode mnie jestesmy w bardzo dobrych relacjach. Inwestuje w siebie.( czytam i korzystam z terapii.) Ale czuje sie taka pusta calkowicie wprana z emocji...Zyje jak automat.Dzieki tabletka antdepresyjnym funkcjonuje. Ach jakbym chciala zeby ten czas szybciej plyna.
  28 Styczeń 2013    13:57

 Ania
   Bianko, tak dałam szansę swojemu małżeństwu.Kolejną szansę...Nie wyobrażałam sobie dalszego życia bez naszego małżeństwa, bez męża...Z perspektywy czasu, nabytej wiedzy, lektur, doświadczeń byłam kobietą kochającą za bardzo, a już były mąż DDA(dorosłe dziecko alkoh.).To małżeństwo,tak jak i wszystkie obowiązki związane z wychowaniem synów, jak i organizowanie pracy zawodowej leżały po mojej stronie.Wiem, że teraz zabrzmi to dziwnie, ale tak właśnie niestety było.Oddałam całą siebie, a On miał tylko mnie, nas kochać i nawet tego nie potrafił, nie umiał.Z perspektywy czasu żałuję, że nie rozwiodłam się z nim po 10 latach małżeństwa, gdy chłopcy byli mali, ale wtedy zwyciężyła miłość..Gdy wyprowadził się podczas rozprawy rozwodowej przeżyłam traumę, (chyba licząc na opamiętanie, dialog) która z czasem okazała się zbawienna, ponieważ okazało się, że właściwie niewiele się zmieniło, poza obecnością człowieka, którego nie ma już w domu...Smutne, ale prawdziwe. Czas rozwodu też dał mi pewną naukę-od synów dowiedziałam się, że byłam idealną matką, od byłego męża, że byłam idealną żoną...Nigdy nie przypuszczałam, że dane mi będzie coś takiego usłyszeć..:-)Nauczyłam się żyć bez jego obecności.Nie było go dwa lata.W tym czasie bardzo zainwestowałam w siebie-pomoc psychologiczna, rekolekcje ignacjańskie, żyłam!Właśnie po tych rekolekcjach wycofałam pozew dając szanse.Nic się nie zmieniło, brak było komunikacji, a jedynie chęć powrotu.Z perspektywy czasu, doświadczeń wiem, że nie można tak poprostu przejść do porządku dziennego po tym wszystkim co się działo, a czułam się po raz kolejny jak zło konieczne...Ja, wykształcona, inteligetna, elegancka(opinia innych) kobieta mam się dać tak poniewierać takiemu facetowi?Chyba pierwszy raz w trakcie wtedy 20 letniego małżeństwa odezwał się we mnie taki honor, kobieca duma?A on?Nie mógł uwierzyć jak bardzo dobrze wyglądał, pamiętam jego zdziwienie, jak to możliwe, że on mnie zostawił, sama z dziećmi a ja na przekór wszystkiemu tak ładnie wyglądam?Zresztą taka opinia była też osób wtajemniczonych...:-) Bardzo wiele mnie to wszystko kosztowało, zanim po przeszło dwóch latach nieobecności zdecydowałam, że nie chcę być żoną Takiego męża.Chciałam mu dać wolność, której mu brakowało(nie robił NIC), rodzina przeszkadzała mu w pracy'pomimo zabiegania o mnie po kilku latach procesu rozwodowego sąd orzekł rozwód, a ja wracałam z sądu na przysłowiowych skrzydłach, o co wcześniej bym siebie nie podejrzewała.Bardzo mądre jest to powiedzenie, że nie możemy mówić, doradzać komuś jak byśmy postąpili, dopóki nie znajdziemy się w danej, konkretnej sytuacji.Od niespełna dwóch lat jestem ponownie mężatką.Mój Mąż jest cudownym człowiekiem, pełno w nim pogody ducha, optymizmu, chłopcy(panowie!:-), bo 24 i 25lat)mogą na niego liczyć, dzwonią do niego, żeby poprosić o poradę, do ojca nigdy nie dzwonili... Reasumując było bardzo ciężko, co odbija się niestety obecnie na moim zdrowiu, ale organizmu nie da się oszukać. Pozdrowienia i wszystkiego dobrego!!
  28 Styczeń 2013    04:52

 Bianka
   Aniu piszesz ze zlozylas pozew po raz drugi tz ze jednak dalas szanse malzenstwu tak? Wyszlas drugo raz za maz? Ile u Ciebie trwala zaloba po zwiazku?
  25 Styczeń 2013    11:47

 Ania
   Kochani! Tak jak większość z Was przypadkiem natrafiłam na stronę. I jak większość z Was mam na szczęście za sobą bardzo ciężkie przeżycia związane z kolejną miłością już byłego męża, rozstaniem, rozwodem...Było bardzo ciężko, wiele mnie to kosztowało-nerw, zdrowia.Niestety uczestniczyły też w tym moje dzieci i to niestety też boli. Ja przyjęłam taktykę jedną z Was polecaną-przeczekać, obserwować.Dać sobie czas.I tj z perspektywy czasu dobra decyzja.Po czasie doszłam do wniosku, że nie chce mieć z tym człowiekiem(pomimo jego usilnych starań) nic więcej wspólnego.Bardzo mnie skrzywdził.Po raz drugi złożyłam pozew rozwodowy, który zakończył się orzeczeniem o Jego winie. A od niespełna dwóch lat jestem szczęśliwą mężatką człowieka, który jest b.dobrym mężem, synowie mogą na niego liczyć w każdej sytuacji..Szkoda życia na szarpanie się, na bylejakość.Ja już raz wchodziłam do tej samej rzeki...jest takie powiedzenie'jak Pan Bóg zamyka drzwi otwiera okno':-)I tego się trzymajmy!:-)Rozwiązania nierozwiązanych spraw!
  24 Styczeń 2013    07:56

 nika
   Dziewczyny - ktoś w tym układzie musi być mądrzejszy ;) A poważnie, to też się zastanawiam nad tym, że my musimy wszystko znosić, rozumieć, czekać aż "młodzieniec" się opamięta... Właściwie nie musimy, bo nikt nas zmusić do tego nie może - ale z drugiej strony to jest często jedyna cena za utrzymanie związku. Mój mąż się właśnie opamiętuje - wygrałam - jak mi mówi. Mam świadomość, że moja postawa w dużej mierze uratowała, może nawet nie samo małżeństwo (bo i tak być może przetrwałoby), ale to że nie doszło do zdrady (a było blisko). Choć było to bardzo bolesne i ciężkie dla mnie, to nie wiem czemu zachowałam się w taki a nie inny sposób. Ja nie robiłam nic wbrew sobie, zachowywałam się dokładnie tak jak czułam, resztę podpowiadała intuicja. Sama się sobie dziwię, jak teraz na spokojnie o tym myślę... Na ten moment nie czuję ani szczęścia, ani satysfakcji z "wygranej" tylko potworne zmęczenie i ból (żal), czuję się zraniona. Pewnie z czasem to minie, ale na dzisiaj tak jest ... Dokładnie tak jak miki proponowała odwrócić role - ja z mężem w ten sposób już rozmawiałam. On uważa się za "bohatera", bo przecież do niczego nie doszło i właściwie to jemu należałyby się laury, że taki porządny z niego facet ;) Więc zaproponowałam odwrócenie ról i spytałam czy tak samo uznałby, że wszystko jest w porządku, gdybym to ja była na jego miejscu i w jego roli. Jak można się było spodziewać, wcale nie był zachwycony ewentualnym wdrożeniem tego scenariusza przeze mnie. Zdziwił się, nigdy nie wziąłby pod uwagę takiego obrotu sprawy. Jak to, JEGO żona mogłaby coś takiego zrobić?? No właśnie....
  23 Styczeń 2013    07:07

 aga
   "miałam cały czas nadzieję,że się opamięta,zrozumie...zatęskni za domem, dziećmi,ogrodem,psem..." Dokładnie taką sama mam nadzieję,przez co nie umiem podjąc decyzji o miejscu zamieszkania.Mam czas do końca roku szkolnego, Jeżeli zostanę będzie mi żle, będę sie męczyć ale dzieci będą miały ojca niedaleko. Jeżeli wyjade mnie będzie lżej ale dzieci będa tęsknić. Boje się, że jak wyjadę stracę wszelką szansę na odzyskanie męża, bo nawet jeżeli teraz jednak nikogo nie ma to kiedy zostanie sam na pewno do tego dojdzie.Bardzo bym chciała, żeby brał czynny udział w wychowaniu dzieci bo one tego potrzebują a wyjazd to utrudni, ale z drugiej strony dlaczego to ja mam się starać żeby wszystkim było dobrze tylko nie mnie ?czy dzieci kiedyś to docenią - wątpię. jaką mam gwarancję , że jeżeli zostanę i będe czekać mąz do mnie wróci ?- żadnej.Gdyby nie dzieci już by mnie tu nie było.
  21 Styczeń 2013    19:14

 miki
   Do Aguni. Podaję namiary na forum http://www.rodziceradza.pl/Rodzice/Prosze-Was-o-pomoc-.Po-19-latach.,q,289498,2,newest,t,1995.html. A tak swoją drogą ciekawa jest propozycja też kobiety na odwrócenie ról. Żona mówi do Marsa: sory, nie odpowiadasz mi. Poczułam chuć. Idę, ale może wrócę, bo jak nie znajdę kogoś lepszego (i tu do wyboru: który nie mlaska i siorbie, ma lepszy tyłek, samochód, bardziej ślini się na mój widok, słucha jak marudzę, powietrze jakie go otacza jest bardziej rześkie itp., itd.), to tak mi będzie wygodniej. A my Marsa wspieramy i radzimy: zajmij się sobą, pozwól jej odejść, bo może wróci. Przeciągaj sprawę rozwodu, bo za dwa lata chemia zniknie, a ty będziesz miał z powrotem swoją słodką żonkę. Założę się, że w tym momencie Mars pomyśli: "moja żona? Nigdy mi czegoś takiego nie zrobi!" Nam się też tak wydawało. Mój mąż? Nigdy. Większość z nas się jednak myliła. Droga Ago, zamknij oczy i wyobraź sobie, że to Ty tak potraktowalas meza jak on Ciebie. Uslysz to wszystko co Tobie powiedzial, ale wypowiadane pod jego adresem z Twoich ust. Jak sadzisz, co bys uslyszala w odpowiedzi.
  21 Styczeń 2013    15:09

 aguś
   Jestem w podobnej sytuacji...co Andzia. Mój mąż się też wyprowadził i zostawił mnie z dwójką dzieci(7 i 10 lat)...niestety Andziu minęły już dwa lata i nic się nie zmieniło...też płakałam,czekałam,wpadłam w depresję,było mi naprawdę trudno.Andziu niestety nie licz na to,że do Ciebie wróci, układaj sobie życie na nowo po swojemu.Wiem,że jest to okrutne ale żeby przez to przejść musisz być silna i udowodnić sobie ,że potrafisz to zrobić.Ja też nie wierzyłam,że może mi się coś takiego przytrafić...miałam cały czas nadzieję,że się opamięta,zrozumie...zatęskni za domem, dziećmi,ogrodem,psem...niestety...trzymam kciuki za Ciebie...uwierz wiem jak Ci ciężko.
  20 Styczeń 2013    17:45

 też kobieta
   miki - nic dodać, nic ująć. Dlaczego niektórzy panowie chcą liczyć na wyrozumiałość kobiet w tym względzie, np. Mars ?
  16 Styczeń 2013    23:12

 też kobieta
   Mars, piszesz: Drogie Panie czytajcie i próbujcie iść tą drogą! Czy myślisz, że kobieta nic nie czuje i może spokojnie postępować jak radzisz ??? Czy taką samą radę dałbyś mężczyźnie i jak myślisz, co on by ci odpowiedział ?
  16 Styczeń 2013    23:10

 Magda38
   Andzia, u mnie to trwało rok. Schudłam 20 kg, straciłam chyba połowę włosów :) "znalazłam" sobie "przyjaciela" na czacie - tylko pisaliśmy i ... jakoś udało mi się. Oczywiście wciąż myślałam o byłym ale zero kontaktu z mojej strony - a ile mnie to kosztowało to już tylko ja wiem, teraz były chce wrócić.. Tylko czy ja tego jeszcze chcę, nadmienię tylko, że nikogo nie mam więc widać z lekka się z niego wyleczyłam. Dużo siły życzę ale wiem, że to przetrwasz choć będzie bolała długo.
  16 Styczeń 2013    18:47

 agunia12a
   Miki co to za forum ? daj namiary a swoja droga od siebie rzeknę , ze chyba zwymiotuje . Co to za złota myśl :)
  16 Styczeń 2013    14:38

 Miła
   Ago, Andziu i inne miłe panie, które są tu od jakiegoś czasu i przezywają to samo zjawisko. To co piszecie powtarza się w różnych odłamach w historii każdej z nas, łącznie z takimi samymi tekstami, po prostu klasyka gatunku. I nikt nie może Wam powiedzieć co właśnie Wy macie zrobić. Bo to jest Wasze życie i każda sytuacja ma jakieś cechy indywidualne. Praktycznie w ponad 90% jest inna kobieta w otoczeniu Waszego męża i albo jest to stan zauroczenia, albo już doszło do zdrady. I teraz to od Was zależy czy chcecie (i czy potraficie) wybaczyć, walczyć, czekać, próbować odzyskać męża, uratować małżeństwo. Na pewno rację mają Ci, którzy tu radzą skupić się na sobie. Bo dla męża Wasza wielka miłość jest strasznym ciężarem i stan ten często budzi ich coraz większą irytację. Aga napisała, że kocha męża "najbardziej na świecie". I to droga Ago - błąd. Trzeba kochać siebie, swoje dzieci a męża nieco w swoim sercu odpuścić, bo im bardziej zaciskasz pętle swojej miłości podszytej rozpaczą - tym bardziej będzie się szarpał i uciekał. Ale na dojście do tego przekonania trzeba Wam czasu.... Jak tak przeanalizować wpisy na naszym forum - to taka sytuacja może trwać od kilku miesięcy do kilkudługich, zmarnowanych lat. Niektórym się udało - bo stan zauroczenia męża i "zmęczenia materiału" nie osiągnął punktu w którym mąż odchodzi na zawsze. Większości jednak się nie udaje... a trzeba dalej żyć, bo życie ucieka bezpowrotnie. Więc naprawdę spróbujcie z całych sił znaleźć siebie i zdystansować się choć odrobinę, bo to jak teraz działacie tylko pogarsza sprawę. U mnie ten stan trwał 3 lata. wiele miesięcy - na moje "własne życzenie"... bo facet nie wnosił o rozwód, zostawił sobie furtkę a zakochał się raz, potem drugi i żył po swojemu nie załatwiając spraw małżeńskich, finansowych raz i ostatecznie. Wentyl bezpieczeństwa - tak działa wielu z nich.... Proszę Was nie myślcie, że jestem rozgoryczoną rozwódką. Nie. Ja doprowadziłam do rozwodu z winy męża po tych trzech latach i dzień mojego rozwodu to był ostatni dzień traumy a pierwszy nowego życia. Zrzuciłam już z siebie ciężar goryczy bo z tym ciężko ruszyć naprzód. I dlatego przemawia teraz przeze mnie tylko życzliwość dla Was, bo naprawdę dobrze wiem co przechodzicie. Próbujcie ratować - ale nie wisząc mężom na szyi i nie za wszelką cenę. Wiem, że teraz trudno Wam w to uwierzyć - ale naprawdę : dacie sobie radę same. Trzymam kciuki za Waszą siłę za Waszą samodzielność a pozdrawiam wszystkich, kibicując także tym, którym droga się prostuje.
  16 Styczeń 2013    12:44

 miki
   Ostatnio na innym forum trafiłam na wpis, który bardzo pasuje do tego co usiłują nam , kobietom, wmówić niektórzy. Przepraszam za jego brutalność. Podaję go dokładnie w takiej formie w jakiej go zamieszczono: "To naturalne i zdrowe zachowanie. Mężczyzna jest myśliwym i wciąż potrzebuje nowych zdobyczy. Nawet jeżeli ich data ważności jest krótsza niż Twoja. Prawdopodobnie prawdą jest to, że "on potrzebuje kobiety" więc jeżeli chcesz mu udowodnić, że go kochasz, to pomóż mu w polowaniu i podprowadź mu parę młodszych lub starszych samiczek. Patrz na niego, gdy dojdzie do zbliżenia i powiedz mu, że jesteś z niego dumna. Później przygotuj mu smaczny posiłek, podaj piwo i zaspokój go oralnie. Może spojrzy wówczas na Ciebie przychylnym okiem, a nawet gdyby nie spojrzał, to z pewnością pomoże mu to przezwyciężyć kryzys wieku średniego :)"
  15 Styczeń 2013    16:32

 aga
   Mars- juz kilka razy pytałam męża czy jest jakaś inna kobieta - odpowiadał, że nie ale nie moge mieć pewności ponieważ on z nikim nie rozmawiał o tym co sie stało.Kiedy pytam go to w takim razie po co mu rozwód mówi, że bardzo by chciał spotkać kogoś kto go w końcu pokocha bo ja tego nie umiem.To nie prawda- kocham go najbardziej na świecie i zrobiłabym i oddałabym wszystko żeby wrócił. kKedy był u dzieci znowu rozmawialiśmy i powiedział , że ja całe życie z nim walczyłam, że mam to we krwi i że nigdy się nie zmienie, że nie robiłam nic aby dobrze się czuł w domu i dlatego dużp pracował, a przecież to nie tylko ode mnie zależało , od niego też. Nie chce z nikim porozmawiać, nie chce się zgodzić na terapię, twierdzi ze on wszuystko wie i żaden terapeuta mu nie potrzebny, nie wiem już co robić .Pozostaje mi chyba tylko czekać i sie nie poddawać.
  15 Styczeń 2013    13:49

 Sylwia555
   to tak jest jak facet jest w podobnym wieku dlatego radze poszukac 20 lat starszego i problem z głowy pozdrawiam
  14 Styczeń 2013    22:51

 Andzia
   Witam wszystkich, od kilku miesięcy czytam wpisy ale do tej pory nie miałam odwagi nic dodać od siebie. A niestety jestem w podobnej sytuacji co Wy tzn. mój maż wyprowadził sie w sierpniu z domu ponieważ jak to pięknie ujął znudziło mi się życie ze mną . Jakaś totalna masakra. generalnie nie ma mi nic do zarzucenia ale chciałby teraz żyć inaczej ale sam nie wie jak. Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba jestem totalnie rozbita, bez przerwy płaczę i nie mogę uwierzyć ze to mi się przytrafiło tym bardziej ze do tej pory byliśmy ponoć idealnym partnerskim małżeństwem. Przyznam ze kompletnie nie radzę sobie z tą sytuacją życie przestało mnie cieszyć wszystko straciło sens.Nie wiem co robić?? Staram zajmować się czym się da ale pomimo to myśli są tylko skoncentrowane na moim mężu. Kurcze czy ktoś mi odpowie na pytanie jak to długo jeszcze potrwa bo ja już nie mam sił.
  13 Styczeń 2013    21:31

 MARS
   Nika - szacunek.Wielka inteligencja i zrozumienie problemu.To co piszesz,to w zasadzie poradnik dla Pań które chcą uratować małżeństwo.Jest sporo dziewczyn które nie udzielają się na forum,ale są obecne.Drogie Panie czytajcie i próbujcie iść tą drogą! Ago Jestem pewny,że kobieta jest w życiu twojego męża.Powiedz mu wprost ,że o tym wiesz i zgadzasz się aby odszedł.Przeciągaj sprawę rozwodu-jeśli chcesz go odzyskać.Jeśli ta kobieta to nie miłość jego życia(a rzadko tak bywa),szybko się zreflektuje.
  11 Styczeń 2013    19:01

 klara
   Witam wszystkie dzielne dziewczyny....jestem wam winna tak uważam tą moją wiadomość.... dzisiaj Kolejny sąd orzekł rozwód o winie ze strony męża.....i cóż czas pokaże jak będzie dalej....a i szczęścia po człowieku nie widać wręcz przeciwnie.Pozdrawiam a jednak jest sprawiedliwość!!!!!!!
  11 Styczeń 2013    17:04

 aga
   Rozumiem, że może czuc sie osaczony ale skoro on wszystko ładnie i na zimno spisał w pozwie( nawet to w jakiej wysokości dzieci bedą dostawały kieszonkowe) dlaczego ja mam się na wszystko zgadzać bez mrugnięcia okiem ? To nie ja chcę rozwodu, nie ja odeszłam i nie ja każę mu szukac mieszkania i decydować gdzie chce mieszkać.Może to było egoistyczne i głupie z mojej strony ale pomyślałam , że jeżeli mu zaproponuję żeby poczekał z rozwodem do spłaty tego nieszczęsnego mieszkania to zastanowi się i tak zrobi a wtedy będziemy mieli większą szansę na bycie razem. Teraz jednak zrozumiałam, że potraktował to jako atak na siebie.Powiedział, że mówiąc tak chcę go zmusić do tego żebyśmy żyli razem a on tego nie chce.Ja naprawde nie chcę go do niczego zmuszać bo wiem, że na siłę nic nie zdziałam, mnie naprawdę nie chodzi o mieszkanie, żaden podział majątku tylko o niego, ale on chyba odbiera to zupełnie inaczej. Nie rozumie , że ja naprawde robię wszystko żeby uratować nasze małżeństwo bo wiem, że moglibyśmy to zrobić gdybyśmy tylko oboje tego chcieli. Nie mogę zrozumieć dlaczego tak strasznie zależy mu na tym rozwodzie, kiedyś powiedział, że to nie koniec świata bo ludzie nieraz wracają do siebie nawet po kilku latach, wiem, że tak jest ale mnie się wydaje, że skoro ludzie się kochają(lub kochali tyle lat) to potrafią pokonać wszelkie trudności. No ale może tylko mnie tak sie wydaje.vNa razie jeszcze to uśmiechanie się i pokazywanie, że dam sobie radę sama, mi nie wychodzi bo jest mi strasznie żle ale wiem , że na to trzeba czasu i że bez względu na wszystko muszę sie pozbierać i żyć dla siebie i dla dzieci a wtedy może nawet pomimo rozwodu uda nam się poprawić nasze relacje a może nawet wrócić do siebie - kto wie.
  11 Styczeń 2013    14:15

 nika
   Aga - w moim odczuciu to nie tak podchodzisz do tematu... Wyrażając się w taki sposób powodujesz, że mąż czuje się osaczany, zagarniany przez Ciebie, a w tym okresie sztuką jest dać jak najwięcej wolności i swobody. Ja przy naszych rozmowach raz delikatnie napomknęłam, że szkoda byłoby zaprzepaścić dotychczasowe wspólne lata, wspólnie wypracowane relacje. Mąż ani słowem się do tego nie odniósł, tak jakby nie słyszał. Wówczas dotarło do mnie, że nie ma sensu mówienie o tym czego chcę w tym temacie, skupiłam się na słuchaniu, wyrażałam zrozumienie (tak, właśnie) tego co przeżywa. Bardzo dużo mnie to kosztowało, ale ja czułam że tak powinnam się zachować i nie chciałam inaczej. Nie zamęczałam ciągle tym, że mnie rani, dawałam temu wyraz od czasu do czasu, ale bez wyrzutów i obwiniania. Jednocześnie mówiłam: "kocham cię, ale jeśli postanowisz wybrać inną, nie będę cię na siłę zatrzymywać - twoja decyzja, jakakolwiek będzie, ja ją uszanuję". To bardzo trudne, ale należy dać swobodę, której facet w tym okresie pragnie. Jeśli się uda, trzeba sobie znaleźć jakieś zajęcie, wychodzić z domu, spotykać się z ludźmi, uśmiechać się. Mąż taką zadowoloną Ciebie musi widzieć, taką która bez niego też sobie świetnie poradzi. To jest często impulsem skłaniającym do zastanowienia, że jednak może ma coś wartościowego, a właśnie to traci... To jest tylko moje zdanie na podstawie mojej sytuacji, nie u każdego sprawdza się to samo. ale pomyślałam, że kiedyś komuś może się przyda.
  10 Styczeń 2013    11:22

 aga
   Obawiam sie ,ze możecie mieć rację z tym kimś na boku, wczoraj kiedy powiedziałam mężowi , że zgodzę sie żeby mi kupił mieszkanie i spłacał je przez kilka lat( taka była jego wcześniejsza propozycja) i dopiero wtedy może mysleć o rozwodzie ponieważ ja i dzieci potrzebujemy zabezpieczenia -gdyby coś mu sie stało ja zostaję z kredytem na który mnie nie stać w efekcie czego ląduję na ulicy a dom w którym został mąż przechodzi na nową Panią .Zaproponowałm również opcje gotówka na mieszkanie wtedy sie wściekł, powiedział, że nie ma takich pieniedzy ale wykopie je spod ziemi skoro chcę prowadzic taką grę ,a rozwód chce teraz bo chce zacząć nowe życie i chce być uczciwy w stosunku do ew osoby którą spotka. Te słowa dały mi dużo do myslenia, że może jednak już kogoś ma i ten ktoś naciska na rozwód. Z tego co wiem mąz mieszka w kawalerce więc może im ciasno i potrzebny duży wypieszczony, przez byłą głupią żonkę domek.
  10 Styczeń 2013    11:21

 Lucy
   Aga, odpuść. Nic na siłę. Nie da się nikogo zmusić do miłości. zastanawiam sie , czy Twój mąż nie ma już kogoś , ale najpierw musi sobie "zrobić pole". Rozumiesz - zaczyna Cię obwiniać o całe zło w Waszym związku , przebąkuje , że chce kogoś poznać a potem za parę dni juz kogoś będzie miał. Ot , przypadek. Wyluzuj. Daj mu luz a sama zajmij się sobą. Wyznacz sobie cel - nie wiem remont, jakis kurs,spa cokolwiek i nie oglądaj się za siebie. Jak tak zrobiłam. Trzymaj się, wiem jak Ci ciężko.
  10 Styczeń 2013    11:01

 miki
   Droga Ago. Można by rzec, że wszystko mija, bo życie mija. Nie marnuj czasu na błagania, bo to jak widzisz odnosi przeciwny skutek. Z tego co piszesz wynika, że Twój małżonek nie walczy ze swymi słabościami tak jak np. mc. Zachowuje się tak jakby wogóle ich nie dostrzegał. Niestety z moich obserwacji wynika, że zawsze jest ktoś na boku, a mydlenie oczu żonie wcale nie jest spwodowane niechęcią do jej zranienia. I tu, gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę. Faceci doskonale wiedzą, jaki wizerunek psuje ich interesy przy podziale majątku. Ba, właśnie majątek często jest przyczyną, że nie decydują się na rozwód tylko ciągną to żałosne, podwójne życie. Myślę, że dobry detektyw wyjaśniłby sytuację w trzy dni. A potem, wykorzystując zaskoczenie męża po przedstawieniu mu twardych dowodów, szybciutko należy ogolić go z aktywów do zera i ułożyć sobie życie z kimś bardzej poważnym. Kimś kto nie wymyśla powdów odejścia po 15 latach z powodu uwag przy stole. Zaznaczam na koniec, że to jest jedna z możliwości rozwiązania sytuacji, jaka przyszła mi do głowy, a nie uważam się za specjalistę w tej dziedzinie. U mnie, mąż nigdy nie powiedział mi, że mnie nie kocha i że szuka kogoś lepszego. Pozdrawiam.
  10 Styczeń 2013    09:11

 aga
   Nie wiem juz co o tym wszystkim mysleć, mówię jasno o swoich uczuciach o tym , że kocham, że będe walczyć o nas bo wiem , że warto, na co słyszę , że nie ma o co walczyć, że on chce rozwodu bo w końcu chce poznać kogos kto go naprawde pokocha.Kiedy pytam dlaczego to nie mogę być ja mówi, że nie jest w stanie już ze mną być. Twierdzi, że nic się nie zmieniłam. Kiedy pytam czy już kogoś poznał bo strasznie mu zależy na rozwodzie twierdzi, że nie ale bardzo by chciał. To bardzo trudne walczyć o kogoś kto prosto w twarz mówi, że nie kocha , nie ufa. Gdybym tylko miała pewność, że to przejściowe, że kiedyś minie wytrzymałabym wszystko ale powoli zaczynam myśleć, że to juz koniec.
  9 Styczeń 2013    20:11

 nika
   Witajcie w Nowym Roku :) Na początek kilka słów do agi: nie proś, nie błagaj, nie poniżaj się, bo w taki sposób nic nie uzyskasz. Jeśli dostrzegłaś własne błędy, spróbuj je teraz naprawiać, na ile to możliwe. Dla mnie to też był taki czas własnego rachunku sumienia. Nikt nie jest bez winy. Ważne żeby wyciągnąć właściwe wnioski na przyszłość. Ja radykalnie zmieniłam swoje podejście do męża, zaczęłam go doceniać (głośno), okazywać uczucia, mówić o nich, ale też nie wymagać żadnych deklaracji ani obietnic. Wręcz oczekiwałam jego własnych decyzji, ja swoje zdanie jedynie wyrażałam na dany temat. Dużo przeprowadziliśmy rozmów. Bez pretensji, wyrzucania sobie, takie "koleżeńskie" rozmowy. Postawiłam też sprawę jasno - jeżeli posunie się za daleko - rozstajemy się. To nie była groźba, to było moje przekonanie i postanowienie. No i praca nad sobą, własnymi emocjami i nad znalezieniem swojego odrębnego kawałka życia, którym mogę się zajmować, oderwać i myśli i siebie fizycznie od niego. Brakowało mi jego bliskości i zaangażowania emocjonalnego jakiego oczekiwałabym. Ale wiedziałam, z czym on boryka się we własnej głowie (m.in. dzięki opisom tutejszych panów), starałam się cierpliwie czekać. Czasami miałam chęć zakończyć wszystko jednym cięciem, czasami dawałam wyraz swego niezadowolenia. Po prostu bardzo świadomie zaczęłam traktować nasze relacje. Fakt, że (na szczęście) mąż nigdy nie powiedział, że nasze małżeństwo było złe, nie obwiniał mnie, nie zachowywał się w sposób, jaki opisuje tu większość dziewczyn. Wiem, że moje zachowanie byłoby zgoła inne, gdybym nie zgłębiła trochę tematu KWŚ. Z perspektywy twierdzę, że nie popełniłam błędu a nawet sama się dziwię, że potrafiłam zachowywać się w taki a nie inny sposób, czym pomogłam naszemu związkowi. To że też schudłam, że zszarpane nerwy i noce nieprzespane najbardziej utwierdziło mnie w tym, że gdyby jednak mąż zdecydował się odejść do innej, pozwoliłabym mu na to (powiedziałam to jemu wprost) - jego wybór. Ja poradziłabym sobie sama i byłam przygotowana też na taką ewentualność. Prawie trzy lata temu Miki opisywała, że to przechodzi jak ręką odjął. I rzeczywiście tak to właśnie wygląda. Mimo, że o tym czytałam, byłam bardzo zaskoczona widząc to na własne oczy. Zauroczenie, z którym walczył od kilku miesięcy, nagle zniknęło. Nie łudzę się, że to definitywny koniec KWŚ, bo panienki to tylko jeden z jego objawów. Ale mam nadzieję, że najgorsze za nami. A co przed nami... czas pokaże...
  9 Styczeń 2013    10:55

 aga
   Dzięki za słowa pocieszenia ale one nic nie dają, czuję się strasznie samotna, niekochana i porzucona. Nie rozumiem jak mozna przestac kogoś kochac tak poprostu z dnia na dzień. Pewnie większość by powiedziała, że jestem głupia jak sobie poszedł to niech idzie( pewnie sama bym tak twierdziła gdyby to nie dotyczyło mnie) ale sama sobie nie umiem tego przetłumaczyć. Zrobiłabym wszystko zeby wrócił. Nie wyobrażam sobie życia bez niego, tego, żeby ktoś inny był przy mnie, żeby ktoś inny mnie przytulał i żeby on przytulał i kochał kogoś innego. Zawsze byliśmy razem.Wiem nie ja pierwsza i nie ostatnia ale na razie to bardzo boli jak wielka otwarta rana która nie chce sie zagoić. Może jak znajde pracę, wyprowadzę sie to wszystko mzacznie sie jakoś układac w mojej głowie na razie jednak jest tam jedna wielka papka z której nic nie wynika.
  8 Styczeń 2013    19:42

 MARS
   AGO! Rzadko tu widać takie wpisy.Zazwyczaj to my jesteśmy ci podli,porzucający.Ty jednak zauważyłaś,że za rozpad małżeństwa odpowiadają i kobieta i mężczyzna.Zgadzamy się być na 7 planie,ale już nie na 17.Szczęśliwi w związku po prostu nie mają KWS.Szkoda tylko,że za chwilę już nie będziesz pamiętać dlaczego nie jesteście razem,bo będzie przepełniać cię żółć. Jeśli mogę coś doradzić,to nie proś męża aby wrócił-to przyniesie odwrotny skutek.Jeśli stać cię na to,zajmij się sobą,niech widzi,że sobie radzisz.Nie rozdrapuj ran podczas każdej jego wizyty.Zufaj mi,że dużo więcej zyskasz w oczach męża,jeżeli teraz będziesz samodzielna. Jest duże prawdopodobieństwo,że twój mąż za pewien czas zatęskni za tym co zostawił-domem,tobą.Jeśli masz pewność,że będziesz chciała aby wtedy wrócił,nie rozstawaj się z nim jak z wrogiem. Możesz też potraktować mężą jak "podgatunek",ale wtedy nawet jeśli będzie tęsknił ,nie wróci.Koleżanki z forum z pewnością mogą to potwierdzić. Wierzę,że ci się uda.
  8 Styczeń 2013    19:38

 Margarita
   Facet to nie podgatunek, mężczyzna to człowiek,często bardzo wrażliwy. Aga bardzo Ci współczuje, nie jestem expertem w udzielaniu rad ale przeżywam coś podobnego, też skrzywdziłam męża. Nie wiem czy mniej niż Ty swojego , czy mój jest silniejszym człowiekiem, że jest jeszcze ze mną, ale czuję się z tym podle. Ja wiem,że zrobię wszystko żeby było między nami już tylko dobrze. Przeczytałam już chyba wszystko na temat KWS i mam nadzieję,że jakoś przez to cholerstwo przebrniemy. Jak się zna wroga to można dobrać odpowiednią broń.
  8 Styczeń 2013    16:11

 Jolanta
   Drog AGO, co Ty chcesz aby Ci wybaczył, On był taki zawsze super,że Ty nie miałaś mu nic do zarzucenia? Nie obwiniaj się bo zawsze znajdzie jakiś powód aby Cię zranić. Dobrze się rozejrzyj. Zapachniała mu jakaś inna d..a i dlatego tak jest. Ja piąty rok cierpię ale jestem już na takim etapie że gdyby chciał wrócić nie zgodziłabym się . Dokładnie jeszcze raz przeczytaj wszystkie wpisy. Jak facetowi odbije to już nie ma ratunku , nie ma powrotu do dawnego zycia. Nie płacz, idż do lekarza jeżeli sama nie dajesz rady przetrwać. On będzie wiedział co Ci przepisać. Teraz jest tyle fajnych leków,że pomogą Ci żyć w spokoju. Walcz o swoje dla siebie i dla dzieci. Mieszkanie wybierz fajne i wypasione. Facet to podgatunek i nie ważne czy to muzyk, profesor. adwokat czy lekarz. Jemu już przeszła miłość do Ciebie więc Ty sama chociaż się kochaj. Większość z nas przeszła już tą drogę i dzisiaj na pewno wie że nie warto było tak rozpaczać. Nie ma złego bez dobrego. Bądź silna bo możesz liczyć tylko na siebie. Masz dzieci i staraj się z nimi trzymać . Czas pokaże komu to wyszło na dobre. Nie poniżaj się i nie proś o łaskę i drugą szansę. Będzie dobrze, zobaczysz. Wszyscy Cię wspieramy. Pa, Jolanta.
  8 Styczeń 2013    11:58

 aga
   Witam znalazłam to forum dzisiaj. Mam wrażenie jakby wszystko co jest tu napisane dotyczyła mnie samej. 4 miesiące temu zostawiła mnie mąż. Zrobił to tydzień po przyjeżdzie z wakacji gdzie obchodziliśmy 15 rocznice ślubu.Pokłóciliśmy się i na drugi dzien się wyprowadził.Obiecywał , że wróci po 3 miesiącach, że mnie kocha tylko musimy wszystko sobie przemyslimy, niestety po 2 miesiącach zaczął mówic o rozwodzie kilka dni temu wydrukował pozew i dał mi go do podpisu.Kiedy zapytałam dlaczego obiecywał , że wróci powiedział , że chciał żebym lepiej to wszystko przyjęła. Jestem załamana kocham go najbardziej na świecie, mamy 2 dzieci , nie wiem co mam robić.Zawsze jak przychodzi do dzieci rozmawiamy a raczej wypominamy sobie co było złe, on twierdzi, ze nic nie było dobrego w naszym małżeństwie przez 15 lat, że nie czuł sie kochany i doceniany, może i tak było, ale ja miałam na głowie cały dom, po pracy zakupy, lekcje z dziećmi, obiad , kolacja , a on wracał pózno z pracy i oczekiwał zadowolonej żonki.Zawsze myślałam, że dla nas przyjdzie czas jak dzieci dorosną, teraz wiem, że nie ważny obiad, czy posprzatany dom tylko chwile dla najbliższych. Poradżcie co mam zrobić, cały czas go proszę , błagam , żeby do mnie wrócił ale twierdzi, że już nie może ze mną być , że już nie ma siły, że nie może na mnie patrzeć bo wszystko mu sie przypomina, że boi sie jeść w mojej obecności bo nieraz mu mówiłam , że za głosno gryzie, że juz mnie nie kochaWiem , że nie byłam idealna ale bardzo bym chciała wszytko naprawić ale mój mąż nie chce mi dac szansy.Na razie pozwu jeszcze nie złożył bo chce mnie i dzieciom kupic mieszkanie, ciągle pyta gdzie chcę mieszkać bo kiedyś wspominalam , że jak nie wróci to wyjadę do rodziców. bo sama sobie nie poradzę.Tak naprawdę nie chcę nigdzie wyjeżdżać, nie chcę być daleko od niego bo cały czas mam nadzieję że może coś sie zmieni, a z drugiej strony tak strasznie bolą jego wizyty u dzieci, boli to że nie moge go dotknąc przytulić się, od 4 miesięcy nie przespałam całej nocy, ciągle płaczę , schudłam 15 kilo. Dlaczego to wszystko musi byc takie trudne? dlaczego nie można wybaczyć i dać drugiej sznsy?
  7 Styczeń 2013    18:33

 Lucy
   Cześć :) Odkryłam Was parę dni temu. Oczom nie moge uwierzyć . Przeżyłam akcję mojego męża ponad 2 lata temu. Wypisz - wymaluj -dokładnie te same teksty, że chce być sam , że nic nie czuje, że nigdy nie chciał ślubu. Po 12 latach małżeństwa, 14 bycia razem. Do dziś jest mi ciężko pogodzić się z ta sytuacją. A już rok po rozwodzie. Największy zawód mojego życia.
  7 Styczeń 2013    08:01

 też kobieta
   Witaj qwe, "Nie do końca rozumiem skąd wynika ta jego coraz silniejsza potrzeba niszczenia mnie." Bardzo dobre pytanie. Sama chciałabym wiedzieć. Pierwsza myśl - że zdeprecjonowanie żony przed innymi ludźmi tłumaczy i wybiela jego decyzje. Że to walka o jego dobre imię, walka o jego prestiż.
  4 Styczeń 2013    19:52

 qwe12
   Witam,jestem tu pierwszy raz,ale widzę,że poruszane problemy są mi bardzo bliskie. Mój mąż porzucił mnie i córke pod koniec maja.Zrobił to 2 dni po habilitacji. Po prostu e sposób zdecydowzany oznajmił mi,że nie chce dłuzej ze mną być,że nie spełniam jego oczekiwań,że się w tym domu dusi itp.Po wyjściu z pierwszego szoku zaczęłam szukać przyczyny tej jego determinacji i znalazłam. Kobieta młodsza o 14lat z 2 dzieci,niezameżna. Odkryłam także,że ichzwiązek trwał conajmniej 1-,5roku przed odejściem męża. Mój mąż do dziś usiłuje utrzymać tę znajomość w tajemnicy. Ponadto teraz dopiero okazało się,że nie był wobec mnie uczciwy w sprawach materialnych. Nie mamy jeszcze rozwodu.Mąż planuje obarczyć mnie winą za rozkład pożycia,twierdzi,że nigdy nie byłam dobrą żoną,gospodynią,matką i w ogóle człowiekiem.Będzie usiłował dowieść,że życie ze mną nie jest możliwe.Podkreśla,że jestem już stara,głupia i bez iosiągnięć.Dodam,że przez 20letni okres małżeństwa pracowałam zawodowo i to dość ciężko,wychowywałam 2 dzieci i prowadziłam dom,użadzałam święta itd. Nie do końca rozumiem skąd wynika ta jego coraz silniejsza potrzeba niszczenia mnie.Przecież ma swoje szczęście,jest zakochany.Nie rozumiem tego.Może macie podobnej doświadczenia? qwe12
  3 Styczeń 2013    13:10

 agunia12a
   Miłe kobietki witajcie w Nowym Roku 2013 :). Z przykrością jednak stwierdzam , że przybywa nas tu :(. Chciałoby napisać się coś mądrego , podać jakiś złoty środek na rzekomy kwś ale niestety brak czegoś takiego :(. Ja bardzo się cieszę , że poradziłam sobie z grubsza z tym g...em ale żal został i chyba zostanie do końca życia. Z dnia na dzień jest coraz lepiej nawet powiem , że jest juz ok ale kosztuje to dużo pracy nad sobą. Mój sposób na ten stan to przestać myśleć o sobie . Skupienie się nad innymi problemami , nie naszymi naprawdę pomaga. Na swiecie jest tyle krzywd , że nasze problemy z jakimś knoconym kwś są po prostu niczym. super sprawą jest szeroko zakreślony wolontariat. Nowi ludzie , inne problemy . U mnie mój problem stał się tak bardzo przyziemny , że zaczęłam sama przed sobą się wstydzić. Jesteśmy bardzo silne i naprawdę dużo tej siły możemy dać innym bardziej potrzebującym. Ach tak bardzo chciałabym , żeby nam wszystkim się udało. Wierzę , że tak będzie , chyba jestem niepoprawną optymistką :) , buziaki i powodzenia dla wszystkich.
  2 Styczeń 2013    19:21

 Bianka
   Witajcie w Nowym Roku! Rozwod to tylko data i formalnosc. Czlowiek musi sam sobie poradzic z emocjami,zalem,bolem,pogarda i tym wszystkim...nie jest to latwe ale mozliwe.Czasem robi sie krok do przodu i dziesiec do tylu ale ponosc warto wytrwac i nie przestawac przec do przodu...warto wspiac sie na szczyt bo widok jest niezapomniany i wart tego wysilku. Tak bardzo chce byc juz na szczycie.....
  2 Styczeń 2013    15:31

 Jolanta
   Droga IVET , jakże Cię rozumiem. Mój mąż w 2008 roku zostawił mnie w okresie noworocznym na 8 dni i spędził je z kobietą w hotelu w Cieszynie , którą znał 4 miesiące przez internet a my byliśmy ze sobą 16 lat i pięknie spędzaliśmy każdego sylwestra. Wiem jak to boli jak rozdziera serce, jak chce się umrzeć. Ale to minie. Potem ten ból przerodzi się w pogardę i w pyanie jak mogłyśmy nie przewidzieć,że to może się zdarzyć. Myślę,że więcej kobiet spędziło sylwestra tak jak Ty ale cóż nie znamy swego losu. Wiara czyni cuda i wierzmy że się odmieni chaciaż to słaba pociecha. Trzymajcie za mnie kciuki. 21.01.13 mam sprawę rozwodową. Myślę,że pierwszą i ostatnią. Nic i nikt nie jest w stanie mnie pocieszyć. To gorsze niż zdrodnia. Dlaczego mi to zrobił- to takie niesprawiedliwe. Pa bo się roztkliwiam. Napiszę po rozwodzie. Jolanta
  2 Styczeń 2013    12:57

 ivet
   Jest sylwestrowa noc, siedzę sama w domu. Pierwszy raz od 24 lat nie spędzam Sylwestra z moim mężem, który od paru dni dostał na łeb. Ma 45 lat i jest klasycznym przykładem faceta z kryzysem. Chce mi się ryczeć i ryczę...
  31 Grudzień 2012    20:20

 kk
   DO MC ...to całe ale kolego to dlatego,ze akurat nie masz wiekszych zmartwień. zapewniam cie że kiedy nie byłes tego swiadomy u twojej zony tez pojawiło sie ALE. nie taki jak sobie wymarzyłam, nie przytuli nigdy , nie zadzwoni , nie patrzy na mnie, nie poświeca czasu itd co tam sobei chcesz. My wszyscy mamy jakas taka pustke w sobie,ze jak nie ma za czym gnać i nie ma znaków zapytania od razu pojawia sie jakiś ale. Nie sciemnaj mi tu ,ze jestes taki naiwny, ze w innym zwiazku widzisz sie jako szczesliwego adonisa, a chemia miedzy wami trawa az po grób. Zwiazek powinien byc wystarczajaco dobry aby w nim zostac. jesli nie jest to juz problem. Wiec jesli jes t wystarczajaco dobry a ty to marnujesz to jestes osłem jakich wielu
  19 Grudzień 2012    20:18

 IGA
   dzieki Nika. Niestety to że Wy tu rozumiecie wszystko to nie znaczy że swiat też w ten sposób myśli........Czas płynie a ja mam wrażenie że z miesiąca na miesiąc się cofam zamiast iść do przodu. Byłam już po pomoc u psychiatry , mam tabletki , ale ja jestem chyba jakimś przypadkiem nieuleczalnym:( Jeszcze te swięta - koszmar:(
  19 Grudzień 2012    10:39

 też kobieta
   Jolanto - brawo. Pogódź się, że taka jego wola - tak zdecydował i ma do tego prawo, jak każdy ma wolną wolę. Każdy w końcu ponosi konsekwencje swoich decyzji - i ja i każdy z nas. W sytuacji niechcianej żony najważniejsze to zachować honor i móc sobie spojrzeć w oczy w lustrze. Czy byłaś dla niego ważna i znacząca ? nie, więc dlaczego on ma być ten jedyny, o którego trzeba walczyć ? (a pod taką "walką" ukrywa się czasami zwykły strach przed podejmowaniem decyzji o swoim życiu i pokorne znoszenie poniżania – kto nie potrafi odważnie decydować i wziąć na siebie konsekwencji tej decyzji – temu pozostaje rola cierpiętnika). Skoro nie byłaś dla niego najważniejsza - to bądź w końcu najważniejsza sama dla siebie. To jest bardzo zdrowa postawa, świadczy o sile, odwadze i asertywności - i oznacza, że kochasz sama siebie. To nie jest łatwe, ale jest warunkiem prawdziwego kochania innych. Mars - czasem jeszcze mnie ponosi, czuję złość, że mój partner do tańca zawiódł i nie jest mi dana przyjemność i możliwość takiej wspólnoty. Jestem sama i radzę sobie, jest dobrze ale gdzieś tam są chyba we mnie niewykorzystane możliwości. Tak czuję, że właśnie na styku dwóch osób dzieje się to co najciekawsze, najważniejsze. I prawdziwie - życzę ci powodzenia.
  17 Grudzień 2012    11:09

 nika
   Stasiek, może i coś w tym jest z tymi córkami... ;) Może niech wypowiedzą się osoby mające córki, czy KWŚ omija ich rodziny, choć w to wątpię...
  17 Grudzień 2012    09:16

 Teresa
   Dziękuje za wasze wypowiedzi...może mnie czegoś nauczą,byłam dotąd głucha i slepa...i wybaczałam.Teraz jest młoda siksa,która strasznie kręci mojego 50-letniego męża.Wyprowadził się,co prawda nie do niej.Ma gdzieś dwóch synków,w tym jednego niepełnosprawnego,nawet nie spyta się czy mają co jeść.Ech dużo by tu pisać...
  16 Grudzień 2012    20:20

 stasiek
   Dziewczyny czy zauważyłyście że KWŚ częściej dopada facetów którzy nie mają córki albo mają ją bardzo jeszcze małą? Że to jest jakiś brak więzi ojciec-córka czy coś?
  16 Grudzień 2012    15:45

 stasiek
   znów spotkałem moją miłość. Rozmawialiśmy może z minutę ( na szczęście spieszyło jej się) i tak jak ktoś tu napisał "wdychałem dwutlenek węgla który ona wydziela jakbym coś mocnego wciągał
  13 Grudzień 2012    16:46

 nika
   Iga, strasznie Ci współczuję. Ja nie wiem, na ile mi starczy cierpliwości. KWŚ odkryłam niedawno, a już czuję zmęczenie... Mąż mi nie ubliża, nie awanturuje, wręcz przeciwnie. Ja nie potrafię mu zaufać, że to jest szczere, że to ma być przykrywką do "niecnych czynów" poza domem. Jego styl jest właśnie taki, nie wzbudzać podejrzeń.... Czekam na rozwój sytuacji. Oczywiście nie bezczynnie, zaczynam tworzyć swoją przestrzeń, pracuję nad sobą i... piję ostatnio ;) Nie, nie wpadam w alkoholizm, sprawiam sobie przyjemności :)
  13 Grudzień 2012    09:18

 IGA
   witajcie! jest mi już bardzo żle ponad trzy lata.Czytam Wasze wpisy na bieżąco i czerpię z nich dużo siły.Nie pisałam bo ciągle miałam nadzieję że mój przypadek skończy się sukcesem i wtedy podzielę się z Wami wszystkim jak wielka mądrala , niestety jest inaczej.....Byliśmy razem 22 lata fantastycznym małżeństwem , mamy dwóch fantastycznych synów , niestety już dorosłych 22 i 18 . Przeszłam już wszystkie fazy rozpadu i jestem po tej stronie przegranej.Walczyłam bardzo mocno niestety. Mój mąż (bo jeszcze nie mamy rozwodu) znalazł szczęscie u mojej młodszej o 10lat "koleżanki". Mąż wyprowadził się trzy temu. Zostawił mnie z dorosłymi chłopcami, którzy mają swoje życie , a ja? no cóz jestem sama jak palec. Wiecie doskonale ze znajomi są do pewnej chwili a póżniej są już zmęczenie naszymi problemami. W mięedzy czasie straciłam pracę więc jestem na łasce męza i jest mi z tym okropnie żle. Szukam codziennie czegos ale..........Mam do Was pytanie: czy można zbudować szczęscie na czyimś takim nieszczęsciu?Całe zycie byłam mocną kobietą a teraz jestem wrakiem człowieka. Zamknęłam się w sobie i sama siebie się boję. Daję radę z codziennością dla chłopców żeby nie widzieli jaką mają słabą mamę. Mąż w tym czasie pokazał mi że jestem zerem i teraz bardzo trudno jest mi zacząc wszystko od nowa. Za duzo tego odejście mężą , brak pracy , i dorosłość chłopców i świadomość że ktoś dla kogoś żyłam jest szczęsliwy to zabija od środka. To jakiś koszmar.....................piszcie dużo na tym forum bo na pewno jest dużo dziewczyn , które nie piszą ale czytaja.......
  13 Grudzień 2012    07:34

 nika
   Miki, fajnie że jesteś i się wypowiadasz :) Aż wróciłam do Twoich dawnych wpisów. Ta strona jest moim stałym punktem programu. Można ciągle tu wracać i wciąż coś nowego odkrywać w czytanych przecież wpisach. Albo przypomnieć, bo często lubimy zapominać o ważnym... Dobrze mieć przykład, wsparcie i móc czerpać z doświadczeń innych :) U mnie jednak przeciwnie, niż u Ciebie - męża niechybnie wyrzuciłabym z domu, gdyby nie, to że poczytałam o tej "chorobie" a w szczególności szczere wypowiedzi facetów w trakcie lub po... Zaczynam budować mozolnie swoją własną przestrzeń, której zrzekłam się dobrowolnie już jakiś czas temu. Chciałam się oderwać od tego wszystkiego, zająć się sobą - i nagle odkryłam jaką pustkę wytworzyłam wokół siebie (a może i w sobie). Sporo trudu muszę włożyć teraz, aby cokolwiek wybudować na moim własnym poletku. No cóż, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo ;)
  12 Grudzień 2012    15:33

 agunia12a
   Miki - nic dodać nic ująć- cała prawda o KWŚ a to ostatnie stwierdzenie dotyczące POCIĄGAJĄCEJ NIECODZIENNOŚCI - strzał w dziesiątkę :). Drodzy Panowie , jedno pytanie , czy zastanawialiście się kiedyś nad tym , dlaczego żadna z nas nigdy nie stanęła przed problemem dot. zmiany partnera? Ciekawa jestem waszych odpowiedzi . Pytanie pomocnicze :) nie dlatego , ze jesteście tak wspaniali ? :) i nie dlatego , że brak dla nas propozycji ?:) , pozdrawiam wszystkich zagubionych :) i buziaki dla dzielnych dziewczyn .
  12 Grudzień 2012    14:05

 miki
   mc, to co opisałeś jest popprostu dla mnie straszne. Gdybym przeczytała ten list w trakcie kws mojego męża, czyli dwa lata temu wykopałabym go z domu. Takiego kogoś nie zniosłabym obok siebie, ale... no właśnie ale... tu pojawia się to co napisał MARS, on ma po prostu rację. Mój mąż najprawdopodobniej przeszedł to co mc, ale zachował się tak jak opisuje MARS. Teraz to do mnie dociera. Mój mąż postawił na kontakt z dziećmi i okazało się, że one już nie chcą żyć w takiej rodzinie, gdzie służą tylko za argumenty na to, które z małażonków jest lepsze. Gdy jasno powiedziały mu że chcą i żądają byśmy się rozwiedli bo one potrzebują świętego spokoju, małżonek przyleciał z tym do mnie oczywiście z pretensjami, że to moja wina ale ja spokojnie mu odparłam że też chcę się rozwieść. Przysiadł. Od tej pory rozpoczął mozolne odbudowywanie relacji z dziećmi. Najpierw to trochę wyglądało jakby chciał je przeciągnąć na swoją stronę, ale ja pozwoliłam mu na to i czekałam co z tego wyniknie. Nie byłam już zdesperowana by utrzymać to małżeństwo. Dzieci powoli przekonywały się do niego i zaczęły przekonywać mnie. Czułam, że to co mu do tej pory przeszkadzało, co go tak strasznie kręciło, odstawił (zapewne bardzo cierpiąc). Tak jak pisze MARS , zajął się pracami domowymi, a przez te lata nazbierało się. Naprawa płotu, budowa szopki na narzędzia, rąbanie drewna do kominka i to już poczynając od wiosny! MC, obecnie wydajesz się jak dziecko we mgle, ale ja, inaczej niż Miła, myślę, że nie tylko nie wybrałeś, ale z tyłu głowy masz jasny obraz tego, że czar drugiej kobiety ma tylko rację bytu, kiedy tak naprawdę masz rodzinę. Myślę, że doskonale wiesz, że wejście z nią w związek zbudowany na miejsce rodziny, okaże się niewypałem. Powietrze, które ją otacza, nasyci się codziennością, sprzątaniem, chorobami, zmęczeniem, a przecież to co Cię w niej pociąga to tylko niecodzienność. Pozdrawiam. Ukłony dla Marsa.
  12 Grudzień 2012    09:40

 Miła
   Mc... Twój list tak prosto pokazuje to o czym mowa cały czas na tym forum... na czym polega to co nazywamy tu w skrócie kwas-em...kryzysem... jak nazywasz to i "nie-kochaniem - się - już".... I mimo że jestem porzuconą byłą żoną, to współczuję Ci burzy, która szarpie Twoją duszą... nie wiem... list to tylko słowa... ale ja czuję że Ty już wybrałeś, że ta druga strona ciągnie Cię tak bardzo, że pierwsza już nie cieszy i staje się powoli ciężarem... nie znam sposobu na wybranie tego co dobre i właściwe i pozostawienie tego co nęci... widać, że poszukujesz - jak np. na tym forum, to, że walczysz sam ze sobą i to się chwali, ale... pamiętaj że decyzja która już chyba podjąłeś też niesie za sobą ryzyko,.... że się nie uda, że zostaniesz z niczym...
  11 Grudzień 2012    23:12

 MARS
   DO MC Osłem nie jesteś.Po prostu cię dopadło.Kilka rad ze strony praktyka w temacie. 1.Omijaj szerokim łukiem kobietę "która cię tak dobrze rozumie".Nie szukaj powodu aby się spotkać.Będziesz o niej myślał-przeganiaj myśli,zmieniaj temat. 2.Myśl często o dzieciach to pomaga.Zaangażuj się w ich wychowanie,problemy.Przebywaj z nimi częściej. 3.Tego dziewczyny mi nie wybaczą,ale nie rozbieraj waszego związku na czynniki pierwsze.Nie analizuj.Będziesz czuł paskudną pustkę ale tak naprawdę musisz przejść kws sam.Powiedz żonie aby częściej zajmowała się sobą swoimi pasjami.Niech nie mówi wciąż że cię kocha- nie tędy droga.Samodzielność twojej żony w tym trudnym dla was momencie moze bardzo pomóc.Jeśli wasze relacje są wciąż dobre poproś ją aby nie odpowiadała na twoje prowokacje-będziesz nieznośny. 4.Znajdź sobie hobby jako odskocznię,jeśli nie masz zrób w domu remont.Przejmij na siebie część domowych obowiązków-jeśli potrafisz ugotuj obiad w tygodniu. Wrócę do tematu dzieci.To właśnie one bardziej niż żona przywrócą ci jasność myślenia ,koniecznie zbliż się do nich.I nie siedź na tyłku,rusz się rób coś.Jeżeli przez to przejdziesz,to już nic cię nie złamie.Pamiętaj nie jesteś sam,zaglądaj na to forum,udzielaj się ,jestem przekonany,że to ci pomoże.
  11 Grudzień 2012    21:09

 nika
   mc - serce mi się kraje gdy czytam, co napisałeś... jakbyś był moim mężem... ten schemat u wszystkich taki sam, kropka w kropkę... ja nie wiem, nie potrafię już mu więcej pomóc niż o tej pory.. nie wiem czy ma sens walczyć, starać się... powoli tracę wiarę, nadzieję, miłość... i siły :(
  11 Grudzień 2012    18:36

 mc
   Chciałem napisać parę słów do dziewczyn odwiedzających to forum. Zadaję sobie pytanie: "Dlaczego zastanawiam się czy kocham żonę". Straszne. Napiszcie mi proszę czy to oznacza że już się nie kochamy? Jesteśmy 20 lat po ślubie. Mamy kryzys, chodzimy na terapię, ale....... no właśnie...... czemu tak często jak o tym wszystkim myślę pojawia się słowo "ale". Ale czy damy radę, czy warto, czy za rok znowu się nie powtórzy. Nie ukrywam, pojawił się ktoś. Nie 20 letnia dzierlatka, która zawróciła mi w głowie swoim brzoskwiniowym ciałem. Ale ktoś kto pojawia się w moim życiu dokładnie wtedy i dokładnie w sposób jaki tego potrzebuję. Spędziliśmy razem kilka chwil, jak jest obok oddycham powietrzem, które ją otacza tak łapczywie że w głowie mi się kręci. Potem rozum podpowiada: daj spokój, zwolnij. A potem słyszę w radio: Na życiowym torze Wybierz swoją drogę, Ale ufaj swej fantazji, Daj się ponieść wyobraźni, Wtedy każdy Twój dzień Stanie się słonecznym dniem, Jesooo tak często.... w najmniej oczekiwanych momentach. To diabeł czy anioł tak podsuwa. Boję się. żona jest świetną kobietą, ładna, pociąga mnie, uwielbiam się z nią kochać, uwielbiam jej ciało, jest mądrą osobą. Wyczuwa że coś jest nie tak, często się łapię na pustce w moich myślach. Ona próbuje do mnie dotrzeć, rozmawiamy, mówi że mnie kocha, że nie chce bym odchodził. Ale jak rozmawiamy o sexie, o nas, mówi: przecież jest nam dobrze, lubimy przebywać razem, w łóżku jest nam fajnie, jak zapytam się :"fajnie"? (fajnie to jest kurna napić się dobrej kawy na tarasie restauracji) wtedy korekta: nie no super, było mi naprawdę dobrze, jesooo pukaliśmy się wieczorem i potem rano jak młodziki. ......fajnie....... :-( Widzę te próby dotarcia do mnie, ja też się staram, jakiś sms w ciągu dnia, przytulamy się do siebie, kwiatek niespodzianka, patrzę jej w oczy i uśmiecham się ..... ale...... znowu to ale. Jesteśmy bardzo różni, mamy inne podejście do rodziny, ona jest bardzo rodzinna ja raczej nie, inne zainteresowania inne sposoby spędzania wolnego czasu. Myślę że to "ale" wynika też z tego. Nie wiem co mam robić, nie wiem co tak naprawdę czuję, za nic nie chce jej już okłamywać, nie wolno mi..... ale.... znów to ale. Przecież jak powiem: kocham cię ...ale..... będę ostatnią świnią. Ona mi powtarza walczmy o nas ale nie na siłę, a ja boję się ją skrzywdzić. chyba nie ma odwrotu skrzywdzę ją tak czy tak, jeżeli przełamię się i pozostanę z nią będąc w rozterkach będę ją ranił. Jak odejdę, też będzie rana..... Ludzie..... porąbany jestem..... do tego 2 córki, ale czy nie lepiej przestać je narażać na rodziców, którzy już się nie kochają. Raz wyszedłem z domu po jednym przykrym zdarzeniu, na jeden dzień, nie wiem dlaczego ale czułem ulgę, wróciłem na drugi dzień, chyba trochę przestraszony smsami córki mówiąc że chce o nas walczyć. Potem dwa tygodnie później żona powiedziała że chce żebym się wyprowadził bo jej jest źle jak jestem obok i cierpi czekając na mnie a ja jestem nie do końca obecny, wtedy trochę żal, że czegoś nie będzie ale też raczej ulga, potem jednak zostajemy razem z postanowieniem że będziemy walczyć. Już kilka dni, jest ok...... ale....znowu to ale. diabeł/anioł :wtedy każdy twój dzień stanie się słonecznym dniem. Znowu myśli biegną gdzieś indziej. Mam wrażenie że odjeżdża mi jakiś ważny pociąg. Jestem osłem
  11 Grudzień 2012    09:47

 nika
   A ja nie wiem jak długo mamy siedzieć w tym kryzysie. Niby mąż się stara, "wybrał mnie", a ja wciąż jestem podejrzliwa, nie potrafię w pełni zaufać, bo a nuż za chwilę znowu w w jego mózgu zacznie się wytwarzać "naturalna amfetamina" ...? :/
  10 Grudzień 2012    17:04

 Jolanta
   Już nie mam siły walczyć i czekać. Doszłam do wniosku ,ze to wstyd mieć takiego męża, który nie umie powiedzieć prosto w oczy - słuchaj nie wiem co się stało ale nie możemy już dłużej być ze sobą. A te kłamstwa, robienie z żony nikogo, ta dziwna agresja, osobne łóżko. Te poniżania że niby jestem mało warta a tamta to cud. Tylko ten cud nie wie jaki na codzień jest ten macho. Ile je, czy siorpie przy obiedzie, czy puszcza przodem kobietę, czy chodzi na wywiadówki. Ona mu wpiera że jest lepsza od nas. A on robi wszystko aby nas upokorzyć, doprowadzić do łez. 21 stycznia 2012 r mam sprawę rozwodową i nie wiem czy będę miła. Myślę,że nawet jak zabraknie mi odwagi aby powiedzieć mu co mi zrobił to los i jego sumienie zrobi to za mnie. Życie mamy jedno, nie warto tracić go dla takich dupków , którzy świadomie tracą dom, obiadek na czas, wygodne ciepłe łóżko , szacunek sąsiadów miłość dzieci i oddanie osoby, która jak anioł stróż stoi i dba aby włos nie spadł mu z głowy. Nie myśli,że choraby to ludzka sprawa, że robienie krzywdy najbliższym to gorzej niż morderstwo obcego. Cóż już nie czekam, nie wierzę nie chcę . Zamykam ten rozdział a co dalej czs pokaże. Pozdrawiam serdecznie.
  7 Grudzień 2012    11:47

 Miła
   Miki możesz mieć rację z tą zabawą naszym kosztem, swego czasu myslałam tak o Izabel, ale o Johnym nie, uwierzyłam mu. Staśka ingoruję, nie tego typu relacji tu oczekuję. Ale nie wiem czy masz rację w tym, że "wszystko" można zapomnieć swemu mężowi.... dla mnie próba poukładania tu w domu była ogromnie trudna, nie do pokonania jeśli chodzi o zaufanie. Mimowolnie nie wierzyłam i cierpłam na komórkę w jego ręce nawet w drodze do toalety. Oszustwo i kłamstwo prosto w oczy - to ciężkie do ominięcia wspomnienia. Zresztą, u mnie już "po herbacie", więc to dywagacje bezprzedmiotowe. Ale ja cieszę się, że to już za mną... że mój Ktoś ma u mnie "czystą kartę" i że mogłam zostawić kilkuletnią traumę za sobą. Nie jestem piewczynią rozwodów, ale ja już nie żałuję że to za mną. Wrócić się nie da, trzeba iść naprzód. Wierzę w kws, ale myślę że musi trafić na podatny grunt u faceta - znudzenie, zmęczenie, rutyna, itp. I wierzę w rozum... nie zawsze należy podążać za głosem serca, to dobre dla nastolatek, ale człowiek dorosły powinien trzymać się swoich priorytetów. Dlatego też trzymam kciuki za Marsa. A jeżeli facet odchodzi jednak - to powinien z klasą i uczciwym postawieniem sprawy. Moj eks na końcu trochę się zrehabilitował brakiem walki o pierdoły, ale wcześniej wyszło z niego to co najgorsze i tego niestety nie mogłabym zapomnieć. Więc moim zdaniem - skromnym zresztą - nie da się pewnych rzeczy zapomnieć, wszystko zależy od indywidualnej sytuacji. Johny - jeśli robiłeś sobie z nas tzw. "jaja" to proszę, przestań.
  6 Grudzień 2012    16:32

 miki
   Nie wierzę w żadną miłość na tym forum. Johny Bravo to tylko postać z kreskówki. Pajac po prostu. Ktoś tu bawi się naszym kosztem. Podobnie jak stasiek. Nie znajduję celu tego typu wpisów tutaj. Jeśli zaś chodzi o Marsa i walkę jaką toczy o rodzinę, to jestem w stanie w to uwierzyć bo podobne zachowania znajduję u mojego męża i zaczyna mi on imponować. Może można zapomnieć te wszystkie przykre rzeczy jeśli się kogoś kocha? Troche przeraża mnie wizja kryzysowej pięćdziesięciolatki, ale do tego momentu jeszcze mam czas;) Pozdrawiam wszystkie kobietki z tego forum i Marsa.
  6 Grudzień 2012    10:36

 MARS
   Do "Też kobieta" Proszę nie generalizować.Znaczny odsetek mężczyzn jednak walczy.Zieje Pani jadem,a ja na pewno sobie na to nie zasłużyłem.Nie uważam również aby kryzys był wyłącznie winą mężczyzny.Nie podzielam zdania Johnego w tej kwestii.Bagatelizuje Pani problem kws choć jest on również udziałem kobiet (może kilka lat później).Nie życzę żadnej z Pań takich przeżyć.Kilkukrotnie byłem świdkiem "niecodziennego" zachowania Pań dobiegających 50-ogólnie niesmaczne. Mam świadomość kryzysu,wiem co mogę stracić,walczę i na pewno nie tylko ja jeden.Ten jazgot jest zupełnie niepotrzebny.Rozumiem,że ktoś Panią bardzo skrzywdził,ale nie można za to obwiniać wszystkich mężczyzn. Swoją drogą jak nazwać zachowanie tej Pani "zakochanej" w naszym erudycie?Pozdrawiam
  5 Grudzień 2012    19:30

 stasiek
   Dokładnie to jest najgorsze - wystarczy jedno słowo, jeden uśmiech, jeden komplement ze strony obcej kobiety i lawina leci. Ja rok temu byłem tez odpowiedzialny ojciec rodziny a dziś jestem gimnazjalistą nękającym smsami swoją "księżniczkę". To bez sensu.
  5 Grudzień 2012    11:37

 Julcia
   oj Johny,Johny, poczytaj Ty sobie swoje wcześniejsze wpisy i nie zwalaj już wszystkiego na kwś., ja Ci naprawdę żle nie życzę,ale to nic dobrego nie wróży.
  4 Grudzień 2012    16:01

 Bianka
    Johny przerazasz mnie! A juz myslalm ze jestes inny...haha
  4 Grudzień 2012    13:36

 stasiek
   dziewczyny wysyłam już tylko 5 smsów dziennie Boże co za obsesja ona nadal nie odpisuje
  4 Grudzień 2012    13:18

 też kobieta
   Witam. To teraz już wiecie - panie oczarowane miłym Johy Bravo i inne piszące tutaj - co mają w głowach panowie z tzw. kws. Siano. Poziom rozwoju psychicznego równy 3-4 letniego dziecka - samolubstwo, interesowanie się tylko swoimi przeżyciami i uczuciami, dążenie do własnej przyjemności w różnych dziedzinach - po trupach. Ślepota na uczucia innych. Ignorowanie wpływu siebie na innych i odpowiedzialności za nich, swoich najbliższych z racji bycia mężem i ojcem. A przy tym dla obcych pań milusińscy, żartobliwi, tacy entelygentni, szarmanccy i tacy trochę do przytulenia - no bo przecież ONI TAK CHCĄ to i tamto z rodziną, ale.... wystarczy jedno słowo obcej baby i lawina leci... i od nowa tłumaczenie - no ale co oni na to mogą poradzić ? Hormony ? Testosteron robi z nimi co chce ? Natura ? Albo PO PROSTU JEST TO TAKI RODZAJ MĘŻCZYZN, TAKA ICH NATURA I TAKI ZAKRES MOŻLIWOŚCI MORALNYCH CZY ETYCZNYCH I TYLKO TAKIE POTRZEBY I AMBICJE. Jedni nie kryją swoich celów a inni obracają kota ogonem i kręcą jak Johny. Skoro tyle ma ich kosztować bycie po prostu w porządku - to ja podziękowałam. Nie mój poziom. Nie ma o co walczyć i za czym tęsknić.
  4 Grudzień 2012    11:54

 Miła
   Jolanto, z tym piekłem to nie przesadzaj.... Johny to duży chłopiec, on sam powinien wiedzieć co dobra a co złe.... problem w tym, że sfera emocji nie jest taka łatwa do poskromienia. Natomiast po to mamy rozumy, by sobie nie pozwalać na taki rozwój sytuacji. I teraz Johny ma tu zadanie dla siebie. Nie zgodzę się jednak z osądzaniem tu kogokolwiek, bo jak wiemy jako kobiety po przejściach - nic nie jest tylko czarne albo tylko białe. Ja tam daleka jestem od rzucania słów typu "ja nigdy"... jednak powiem tylko Jonhemu osobiście : szkoda że tak się podziało :-( Człowiek to jednak nieprzewidywalna istota......
  4 Grudzień 2012    10:42

 Jolanta
   To nie może być prawda. Kobieta która szukała pocieszenia na tym portalu robi Twojej żonie to co zrobił jej mąż. Johny Brvo pójdziecie do piekła. Dziewczyno która napisała do niego - dlaczego?
  4 Grudzień 2012    07:50

 nika
   Szkoda, że didle się już nie pojawia. Chętnie wymieniłabym się z nią doświadczeniami i przemyśleniami....
  4 Grudzień 2012    07:06

 Miła
   ej Johny, nie gadaj nawet, coś Ty? No to ten kws to chyba wzmożona podatność na zabujanie bez względu na okoliczności?.... hmmm.... nie rozczarowuj mnie Chłopie! Mimo wszystko trzymam kciuki za Ciebie, przekonała mnie ta opisana przez Ciebie scena z synkami na kolanach....
  3 Grudzień 2012    10:21

 nika
   Johny, nie żartuj - przez maila się zakochałeś?? Chyba w wyobrażeniu JEJ osoby ;)) To ile tych zakochań trzeba wytrzymać w tym całym KWŚ???
  3 Grudzień 2012    09:58

 Johny Bravo
   Nie dwóch tylko podałem maila, jedna z Was do mnie napisała, zaczęliśmy sobie gadać no i się zakochałem. I to bardzo. Więcej!!! Wiem, że i ona we mnie. Mam już wszystkiego dość...
  30 Listopad 2012    14:27

 Julcia
   Wiesz Johny,ja też mam ostatnio wrażenie że jest was dwóch :-)))
  29 Listopad 2012    21:05

 Miła
   Jolanto... też czytałam te mądre słowa, ale już nie mam przekonania, że warto czekać, aż mu przejdzie... 5 lat jego kryzysu to też i 5 lat naszego - kobiet - życia....szkoda tych lat.... a i przeprosiny na koniec tej męki to kwiatek do kożucha, naprawdę... Mój eks też mnie przeprosił po rozwodzie... ale mimo że nie jestem osobą złośliwą ani upartą, to nie poczułam nic... NIC!... po tych przeprosinach. Chciałam tylko by już sobie poszedł i zniknął z mojego życia bym mogła je na nowo posklejać. Powtórzę się - już to napisałam tu parę miesięcy temu - czasem nie warto sklejać rozbitego garnka. Ja już teraz jestem o tym przekonana. Johny - wiesz, że jestem fanką Twoich wpisów i uważnie czytam Twoje słowa, trzymając za Ciebie kciuki.... więc wprawiłeś mnie w osłupienie tym tekstem o kolejnym zakochaniu... nawet miałam wątpliwość czy to na pewno Twój wpis....? Poza tym nie piszesz już nic na temat obecnej sytuacji, czy "powrót" się udał, czy obchody rocznicowe pozwoliły odbudowąć naruszone zaufanie? czy Twój "garnek się skleił"? Pozdrawiam :-)
  29 Listopad 2012    08:46

 Jolanta
   Przepraszam ale muszę to dodać, bo moja koleżanka powiedziała że niekoniecznie pomoże mu się podnieść , może podepcze więc samemu lepiej?
  29 Listopad 2012    07:39

 nika
   5 lat???? W życiu tyle nie wytrzymam!!!! Schudłam już tyle, że więcej nie mogę, piję coraz więcej i więcej też nie dam rady... Może chociaż nie przez cały ten okres objawy są tak nasilone, co?
  28 Listopad 2012    14:56

 Jolanta
   Dawno już tu nie pisałam ale cały czas na bieżąco śledzę ten portal oraz inną literaturę na ten temat. Wyczytałam gdzieś,że w momencie kiedy dotyka faceta ten kryzys jego mózg produkuje jakieś substancje które działają jak narkotyk i on sam ma niewiele do powiedzenia. Sami rozumiecie naćpany facet raczej mądrze nie postępuje. Potem to mija kiedy w organiźmie brak już tych substancji. Nie wiem tylko ile to może trwać- podobno do 5-u lat a potem facet jest normalny i barbzo żałuje tego co robił. Pytałam o to moich starszych kolegów ale nie chcą na ten temat rozmawiać. Mówią tylko,że jrdnego dnia to przychodzi i w ciągu jednego dnia odchodzi. Może Panowie na forum powiedzą coś więcej. Mojego męża trzyma już piąty rok ale wierzę ,że wróci do równowagi i chociaz przeprosi mnie za te przykre słowa, zdrady i wszelkie zło , które mi uczynił. Wracać do mnie nie musi. Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Dzaś przeczytałam,że w życiu we dwoje jest lepiej. Jak jedno upadnie to drugie pomoże mu się podnieść a samemu trudno.
  28 Listopad 2012    09:57

 Johny Bravo
   Stachu... Jest na to sposób :-) Przestań pisać smsy, zajmij się czymś ... Ja chodzę na siłownię do tego staram się bardzo aktywnie spędzać czas. Po prostu nie myśleć . Oczywiście wiem co powiesz. NIE DA SIĘ. Ten głos z nieba który usłyszałeś mówiący : " Stanisławie !!! Jesteś cool kobiety będą cię uwielbiać i możesz mieć każdą !!! " to nie był głos Boga:-)))) Tez go usłyszałem :-))) gdy podlewalem kwiatki na balkonie :-))) Widzisz jest tak ze w życiu wszystko zależy od Ciebie. To Twoje wybory. Ale niestety i Twoje będą konsekwencje tych wyborów . Niestety wiem co czujesz. Ty po prostu siłą chcesz tej panienki. Gdybyś trafił do więzienia ukradlbys klawiszowi komóre i napisał do niej strasznie cię kocham kwiatuszku niedługo się spotkamy. Niech nikt za to nie krytykuje Staśka !!! Ludzie w depresji skaczą z okna i zostawiają żony i rodziny, ludzie z KWŚ robią troszkę inaczej ale finał ten sam. Wszyscy na tym cierpią. No i krytykujcie kogoś za depresję. Na KWŚ nie dostaniemy leku w aptece. Człowiek musi poradzić sobie z tym samiutki jak paluszek. Stachu przejdź przez tą rzekę tak żeby się nie utopić . Głownie w gorzale gdy ta młoda dupeczka już Cię zostawi a żona wyrzuci z domu :-))). A w ogóle Stachu to ja Cię lubię. Mogę Ci napisać milion mądrych zdań i rad a sam jestem głupi jak but. Hahahaha a jeśli chodzi o rady chyba najłatwiej by mi było dać Ci wskazówki jak uwieść tą laskę:-))) Zakładam ze nie masz 150 cm wzrostu i klaty jak osmiolatek. Zresztą... To nie jest najważniejsze.
  28 Listopad 2012    08:12

 Johny Bravo
   Nika... Bo ja bylem madrym facetem... Kiedys... A teraz... znowu sie zakochalem. I to w jednej z Was. Zwariuje!!!!
  27 Listopad 2012    19:51

 nika
   Oh, Johny.. ;) Jak się cieszę, że Cię widzę. ;) Twoje wpisy są dla mnie tak cenne, bo ukazują KWŚ z drugiej - męskiej - strony. Pozwala nieco zrozumieć ten problem. To jest wręcz nie do uwierzenia, żeby "takie coś" potrafiło tak kręcić, omotać i pozbawiać rozumu każdego faceta. Cały czas patrzę na to z niedowierzaniem jak na jakiś film, wiem jednak że to dzieje się naprawdę...
  26 Listopad 2012    13:18

 stasiek
   Johny ile to zauroczenie może potrwać? ja czuję się jakby mi walnęła młotkiem w łeb jak jakiś durny gimbus
  26 Listopad 2012    12:24

 MARS
   Stasiek weź się w garść.Pomyśl,że ona jest miła z natury,potrafi słuchać ale niekoniecznie jest na ciebie napalona.Postaw się w jej sytuacji.Czy aby na pewno ona chce rozbijać małżeństwo lub chociażby sypiać z żonatym facetem.Kobiety są inne.Może nawet uda ci się ją uwieść,tylko co z tego.Co z tym zrobisz?Powiesisz trofeum nad łóżkiem?Pomyśl o niej jaką krzywdę jej zrobisz.Jestem facetem i radzę jak facet,bo świetnie cię rozumiem.Zaciśnij zęby i walcz.Nic innego nam nie pozostaje,bo inaczej już po nas.
  26 Listopad 2012    04:07

 Julcia
   Miodzio agunia,obiecaj mi proszę tylko jedno, że znajdziesz coś do poprawki : -)
  25 Listopad 2012    21:39

 Johny Bravo
   Cześć :). Dawno mnie tu nie było. Z ciekawości a może sentymentu postanowiłem poczytać . Stasiek !!! Ja Cię tak dobrze rozumiem że gdy piszesz czuję jakby to były moje wpisy kilka lat temu. Napisz maila do mnie to napiszę Ci krok po kroku co będzie dalej. To zawsze kończy się tak samo. To co czujesz teraz to zauroczenie. Masz szansę jeszcze przestać. Fascynacja ciałem młodej dziewczyny... No tak... Oczy, uśmiech i ta radość życia dziewuszki... A wiesz co zrobisz? Zatrujesz życie jej - będzie za rok szara na twarzy, sobie - będziesz brał antydepresanty gdy dojdzie do wyboru dzieci i żona / tamta, żonie - będzie płakać całymi dniami, dzieciom - nie dasz rady im poświęcić czasu, zawalisz pracę- nie skupisz się, a może nawet zaczniesz pić bo Cię to tak przytłoczy. Idź do agencji jeśli musisz. Kilka razy. To nie odbije się na Twoim życiu. Na moje małżeństwo okazało się za późno . Nie tylko dlatego ze mam czy miałem KWŚ. Może na Twoje nie jest. Choć po treści Twoich postów wnioskuję że masz w dupie czy zmarnujesz komuś lata i siłą chcesz spróbować swoich sił na tym polu. Troszkę jak dziecko które musi się oparzyć :) No ale jeśli podjąłeś już decyzję to chociaż nie pisz tego na tym forum. Są inne fora dla Casanowów , tulipanów :)))))) Napisz maila do mnie :). Może zmienisz zdanie:) Jako starszy kolega poczułem się w obowiązku.... :)
  24 Listopad 2012    07:53

 Basia
   jestem 37 lat męzatką, robiłam wszystko przez cały czas dla rodziny, pracowałam, zajmowałam się domem, wychowywałam 2 dzieci, opiekowałam siwe ę przez 10 lat chrymi teściami, robiłam wszystko na ile miałam sił, aby ta rodzina była jakas w przeciwienstwie do mego męża na pierwszym planie było jego hobbi i koledzy, były lata kiedy wogóle nie pracował, nie interesował sie tym czy dzieci mają ubezpieczenie itd, tlko jego hobbi najpierw wędkarstwo potem jeszcze doszłó myśliwstwo, ciągle robił jakieś interesy który nie wypalały i cała rodzina musiała cierpieć.Zrobił interes który nie wypalił i musiał dużo płacić dopiero zaczął pracować ale po 4 latach uległ wypadkowi ma 50 procent kalectwa dostał rente wypadkową ale po tym wszystkim zajął się tylko myślistwem i obecnością kolegów, nie ma czasu dla domu , nie ma czasu dla dziecci jak przyjadą w odwiedziny, wsszyscy mają sę dostosować tylko jego hobbi i obecności kolegów , opróvcz tego nie ma ważniejszej rzeczy w życiu. dzieci niechętni przyjeżdzają, bo nie ma normalnego życia bo tylko hobbi polowanie i jego koledzy, wszyscy mają się do tego dostosować. Ja dalej pracuje ale nie mam sił dalej tak ciągnąć, chciałby żeby wszystkie oszczędności przeznaczać a jego hobbi a nie na mieszkanie bo to nie trzeba, nie wiem co mam robić jestem bezsilna i wyczerpana wszystkie moje wysiłki nic nie dają , prodze o rade
  23 Listopad 2012    17:29

 miki
   stasiek! Do mnie też ktoś wysyła jakieś chore smsy. Wierzę, że to nie ty, bo właśnie zgłosiłam to na policję.
  23 Listopad 2012    09:18

 agunia12a
   Julcia masz rację , mnie moje pasje pozwoliły nie myśleć o tym koszmarze . Postanowiłam , że muszę czymś się zająć i przeczekać te najgorsze chwile. A wierząc , że czas jest najlepszym lekarzem , zatraciłam się w swoich pasjach :). I jakoś przeleciały te prawie 3 lata. No i żyję :). Zgadnijcie , kto robi mi remont w tym starym domu , który kupiłam ? I zobaczcie jak można się dogadać nie będąc w związku :) . Jest tak jak ja chcę a eks nie ma nic do gadania, tylko po prostu robi. Taki zawód , takie życie . Trzeba zacisnąć zęby i nauczyć się pokory ( to oczywiście tyczy męża - eks ). Nie ma pracy trzeba brać co leci :). Zobaczymy jak dalej ta współpraca się ułoży. Mam nadzieję , że będzie czysto zawodowa , bez emocji. Sama jestem dumna z siebie , że potrafię mieć taki dystans do tego wszystkiego. Trochę się obawiałam naszych relacji ale widzę , że i on zachowuje dystans i potrafi się kontrolować ( a jednak można ! ). Zobaczymy jak będzie dalej ....? Pozdrawiam też cieplutko , buziaki .
  22 Listopad 2012    18:47

 stasiek
   Zapanować? Jak ona jest miła, uśmiechnięta i słucha co mówię? Bez żartów. Na szczęście nie odbiera tel. nie odpisuje na smsy nadal. Trzymajcie kciuki dziewczyny!
  22 Listopad 2012    16:39

 nika
   Stasiek, opanuj się! Póki masz jeszcze czas. Przeczytałeś choć część wypowiedzi? Naprawdę nie da się zapanować nad tym? Polecam zwłaszcza to co napisał Johny Bravo.
  22 Listopad 2012    06:46

 Julcia
   Dzięki dziewczynki jesteście kochane,mnóstwo nerwów,mój mąż niestety książkowy przykład hipokryty.Tak jak przypuszczałam dostał białej gorączki-jakim prawem podałaś mnie do sądu!!!jakby rozwód można było dostać w hipermarkecie na dziale z tasakami-rąbnąć w miejsce grubej kreski i po wszystkim, a wy latacie po sądach.Ja już nie wiem czy ja naprawdę byłam do tej pory ślepa, że nie widziałam jego draństwa, czy mu naprawdę odbiło czy to jakaś choroba dwubiegunowa.Za dwa tygodnie face to face w sądzie.Wiesz agunia uderzamy w podobny temat, ja natomiast przygotowuję się do pracy z osobami niepełnosprawnymi, mogę powiedzieć że też powoli realizuję swoje marzenie,chociaż łącząc to teraz z moim galimatiasem życiowym ledwo zipie, ale to chyba nie pozwala mi zwariować.Ja jestem zmarzluch więc gorąco Was pozdrawiam :-)
  21 Listopad 2012    19:59

 nika
   Witajcie. Super strona. Artykuł to dopiero wstęp. Wasze komentarze to prawdziwa kopalnia wiedzy. Świetnie, że mężczyźni również tutaj trafili i opisują ten problem ze swojego punktu widzenia.
  21 Listopad 2012    12:08

 stasiek
   od czwartku się nie odzywa do mnie ja tylko do niej wysyłam smsy dziewczyny trzymajcie kciuki może zmieniła nr
  19 Listopad 2012    13:30

 Miła
   Zgadzam się z agunią. Ja po rozwodzie poczułam WOLNOŚĆ. I to nie chodzi o wolność formalną a o wolność duszy. Poczułam ulgę. I tak jak agunia pisze - zabrało mi w sumie 3 lata pożegnanie się z tamtym życiem. I naprawdę eks jest już daleko poza moim kręgiem zainteresowań. Jak go widzę to jest może na moment, drgnienie w środku, ale to mija.... Tylko trzeba przejść to wszystko. Agunia jesteś giganciara! Pozdrawiam i powtarzam za agunią : Dziewczyny dacie radę, tylko dowiedzcie się czego Wy chcecie i zróbcie to.
  19 Listopad 2012    12:32

 agunia 12a
   Julcia , przepraszam , nie wczytałam się w posty . Powodzenia :)
  19 Listopad 2012    10:44

 agunia12a
   Julcia , :) nie wiem o co chodzi ale jasne , że trzymam kciuki :). Dziewczyny , pierwszy raz w życiu wszystko co robię , robię dla siebie. Nie dla męża , nie dla dziecka , tylko egoistycznie dla siebie :). Realizuję siebie na maxa. Wyleczyłam się z męża ( na to trzeba czasu i nie da się tego przyspieszyć , i tak jak adwokat mówił ok 3 lat i to z wielkim samozaparciem ale da się zrobić ). Pomagam zwierzakom , rejestruję fundację, dużo ćwiczę , spotykam się z przyjaciółmi , kupiłam w kredycie stary dom do remontu z dużą działką i tam będę dalej spełniać swoje marzenia- tz dalej będe zbierać bezdomne zwierzaki :). Mam nadzieję , że fundacja pomoże mi to zrealizować. Wiem , że przy mężu nigdy bym tego nie zrobiła a to jest chyba moje przeznaczenie :). Moja córka bardzo mi pomaga i wspiera we wszystkim co robię - to bardzo miłe. A mąż ? jakie to fajne nie pytać go o pozwolenie czy akceptacje :) . Drogie panie pomyślcie trochę o sobie bo nikt za was tego nie zrobi , nikt nie doceni tego dobrego co robicie. W danym momencie jest fajnie ale za jakiś czas nikt nie pamięta już o naszym poświęceniu :(. Życie jest krótkie i nie warto przeleżeć go w łóżku płacząc ;) POKOCHAJCIE SIEBIE A INNI POKOCHAJĄ WAS . Pozdrawiam . Miła , co u Ciebie ? xD
  16 Listopad 2012    20:14

 Miła
   sie wie Julciu! Jesteśmy tu, zaraz za monitorem... a jakbyś potrzebowała "pogadać" to : [email protected] Ja jestem już po drugiej stronie lustra, pomogę i potrzymam za łapkę.
  16 Listopad 2012    08:06

 Julcia
   Trzymajcie za mnie kciuki, bardzo tego teraz potrzebuje :-)
  15 Listopad 2012    13:35

 Magda38
   Witajcie wszystkie Panie (i Panowie). Tak jak piszecie to bardzo pomaga i pozwala być silniejszą kiedy czyta się wpisy. jak to jest? Kiedy "doradzałam" moim koleżankom, przyjaciółkom wszystko było takie proste i oczywiste a kiedy mnie to dotknęło to już rok prawie a nie potrafię sobie poradzić..
  7 Listopad 2012    18:19

 Katarzyna
   Witajcie dziewczyny! Dziekuję Wam za to, że nawet po burzy tu zagladacie i opisujecie - co dzieje się dalej. Ja jestem juz po rozwodzie, długim, wyczerpującym i kosztownym. Jego wina, wysokie alimenty. I co? I nic. Alimentów nie płaci, a na sprawie majatkowej (założył) sędzia podzielił nas SPRAWIEDLIWIE (!!!!) mieszkaniem po połowie. To, że odszedł, zostawił mnie z 2 dzieci nie miało znaczenia. Ze kochanka, że bezwzgledny, nie płaci. Nic nie ma znaczenia. Sedzia powiedział, prosze pani szkoda łez, tu jest MATEMATYKA. Dajecie wiarę? Spłacam fiutka, muszę wziąć kredyt. Trudno. Niech spieprza. Czekałam na niego, mogląc sie i żebrząc o powrót, dwa lata. Teraz -basta. Wstawajcie z kolan dziewczyny, zepchnijcie te walce z siebie. Jesteście zbyt mądre i piekne, żeby ktoś mógł wam marnowac zycie. Ja juz nie czekam na nikogo, przytulam sie do moich dzieci i zaczynam lubic i doceniać siebie. Pomogły mi w tym ksiązki, które za grosze mogę wam odsprzedać, jakby co. Lista jest obszerna, ale podstawa była ksiązka pod która piszemy komentarze. Jak chcecie to piszcie na mejla [email protected] I głowa do góry! naprawdę kiedyś gorzko za nami zapłaczą. Może już co poniektórzy to robią? Ściskam Was!
  4 Listopad 2012    16:28

 Miła
   Dorocia, damy radę :-)
  31 PaŸdziernik 2012    09:35

 DOROTA
   witam Was dzielne dziewczyny. Trudno mi nawet tu pisać , choć czytanie bardzo dużo mi daje. Wstyd mi że Wy jakoś dajecie radę z tym cholernym życiem a ja codziennie cofam sie o krok. To nie chodzi już o męża , bo to już skończone , ale chodzi o mnie , to właśnie ja nie potrafie się wziąć w garść. Sama siebie nie lubie to jak mam kogoś przekonać do siebie. Życie mnie przejechało czołgiem i nie bardzo umiem wstać. A Wy dzielne kobietki jesteście super i widzicie światełko w tunelu. Ja jak zobaczę takie światło to okazuje sie ze to pociag:( piszcie cos fajnego bo naprawdę to pomaga:)
  30 PaŸdziernik 2012    15:26

 Julcia
   Witaj Stasiek- nie chyba bierze, Ty już siedzisz w tym po uszy (zakładam że masz dom, rodzinę)- nieśmiała? NIKT wstydliwy, nieśmiały....- nie pcha się w cudzy związek to się po prostu wyklucza!!!!
  30 PaŸdziernik 2012    08:14

 stasiek
   no dziewczyny chyba mnie to bierze mam nadzieję że nie dojdzie do łóżka ona jest śliczna młoda ale trochę nieśmiała trzymajcie kciuki
  29 PaŸdziernik 2012    12:57

 Miła
   no właśnie Aguniu, Ciebie miałam na myśli :-) Ostatnio przeczytałam taką "złotą myśl" : "Czasami jednak wszystko dobrze się kończy. Czasami naprawdę tak jest".... i przedtem nie uwierzyłabym w nią... na pewno nie. Ale czas jest lekarzem.... o i same też powinnyśmy poleczyć siebie, pomóc sobie, dać sobie szansę. By nie powtórzyć przy kolejnym męzczyźnie tych samych błedów, by być lepszym partnerem. Nie jestem tu piewcą rozwodów, ale uważam po tym wszystkim, że czasem może lepiej nie walczyć za wszelką cenę, za cene siebie. No i jeszcze jedna prosta prawda : nikogo nie zmusi się do miłości. Męzów którzy nas zostawili też nie. Zważcie zatem w sobie punkt życia, w którym, jesteście i podejmujcie życie w swoje ręce póki macie siły.
  24 PaŸdziernik 2012    15:37

 Miła
   jestem zaszczycona że Was poznałam i że jestem z Wami. I dziękuję za wsparcie, mnie to forum też pomogło i pomaga....
  24 PaŸdziernik 2012    10:21

 agunia 12a
   Witajcie dziewczyny , Miła ma rację , nam też się od życia coś dobrego należy i ....marzenia się spełniają, mnie też to spotkało , trwa 1,5 roku. Miejcie więc nadzieję . ŻYCIE niesie niespodzianki nie tylko złe :) a może tak miało być ? Szczerze zaczęłam wierzyć w przeznaczenie. Co do sytuacji po rozwodzie , to zauważyłam , że eksmąż zmienił swoje postępowanie i stosunek względem mojej osoby o 180 stopni. Jest grzeczny , uprzejmy i zaczął się ze mną liczyć . Ostatnio stwierdził , że bardzo tęskni i....takie tam. Pozdrawiam wszystkie kobietki.
  24 PaŸdziernik 2012    07:44

 miki
   Miła!Chciałabym żebyś wiedziała, że imponuje mi Twoje podejście do życia. Znam Twoje losy na tym forum od początku i stwierdzam, że jesteś Pięknym Człowiekiem. Życzę Ci żeby się wszystko poukładało tak, jak na to zasługujesz. Czyli pięknie.
  23 PaŸdziernik 2012    15:56

 Miła
   tak Julciu, nie zapeszajmy, ale dajmy nadzieję innym tutaj obecnym, wszystkim nam nawzajem. TO się zdarza i wiem że nie tylko u mnie. Ale trzymanie kciuków się przydaje, ojjjj tak :-) I z moich spostrzeżeń wynika, że nikt tak nas nie zrozumie jak ktoś kto przeszedł podobne doświadczenia, nikt aż tak nie doceni że jesteśmy. Facetom też się "dostaje" od życia. W każdym razie przesyłam Wam trochę ciepełka, które mnie się niespodziewanie dostało i jeszcze raz mówię Wam : walczcie o siebie przede wszystkim. A za tym okropnym zakrętem pojawi się prosta droga i los może przyniesie coś dobrego.....
  23 PaŸdziernik 2012    06:51

 Kachna
   Ilona35, podaj swojego maila, jesteśmy z jednego przedziału wiekowego (chyba), więc może będę mogła służyć Ci radą. Pozdrawiam i trzymaj się!
  22 PaŸdziernik 2012    18:33

 Kachna
   Kochane, wszystko co tutaj piszecie, jest prawdą, czytam Was i jakbym słyszała swój dom, powiem Wam, bo wiem, że zaglądają tu nowe babki, które szukają ZROZUMIENIA tego, co się dzieje, więc opisuję to, co możecie zaobserwować u swoich mężów, nie dziwcie się temu, a więc: -złość, rozdrażnienie, irytacja-oczywiście w stosunku do Ciebie, -cokolwiek byś nie zrobiła, wszystko będzie źle, -będzie gadał o zniewoleniu, pasjach (nierzadko "młode" one są), -będziesz oskarżana o manipulacje, zniewalanie go i hamowanie jego zainteresowań, staniesz się złem wcielonym, wrogiem, choćbyś chodziła jak szwajcarski zegarek i cichutko jak zefirek, - mąż albo się wyniesie z domu, bo "się wypaliło uczucie", albo-jeśli zostanie, to tak ci zatruje życie, że będziesz miała wszystkiego dość. Twoje uczucia: na początku żal, bezradność, niedowierzanie (jak to, po tylu latach, dlaczego?a dzieci?), potem stopniowo irytacja, złość, obojętność. Konsekwencje: separacja, rozwód (u mnie oczekiwanie na sprawę). Boli jak cholera, ale tylko na początku, potem stopniowo przechodzi (piszę to po 7 miesiącach od pierwszych objawów wariactwa). Ale jakoś daję radę. Jest coraz lepiej.
  22 PaŸdziernik 2012    18:27

 Julcia
   Kurczę Miła, ale tajemnicza jesteś, jeśli to jest to o czym ja myślę powiem Ci cichutko aby nie zapeszyć- oby to było to!!!!!!!!!!!!!
  22 PaŸdziernik 2012    17:28

 miki
   Mój mąż pewnego dnia objawił się spowity od stóp do głów w czarną skórę wzmocnioną jakąś czarną masą, czarny kapturek na głowie i czarny kask z czerwonymi płomieniami. Dosiadł wielki motor i odjechał... Po czym się wypierdzielił, bo wcześniej był po prostu słodkim misiem. Oczywiście była to moja wina. Teraz łazi w wyciągniętych dresach. Schemat. Jak to przetrwać? Ilono, żyć swoim życiem. Po raz kolejny na tym forum piszę, że to mija. Myślę, że mnie pomogło poczucie humoru. Bo tak na dobrą sprawę śmieszne jest jak taka pierdoła myśli, że schowanie obrączki, lub jej pokazanie, coś zmieni w jego życiu. Ostanio obserwowałam takiego delikwenta w sklepie z garniturami. Jak to się napuszyło przed młodą ekspedientką. Wnet kupił dwa garnitury, tak mu skoczył testosteron. Do czasu... Do czasu gdy dziewczę nie pochwaliło jego wyboru, dodając, że taki sam garnitur kupił jej tata. Tak więc kobietki nie lękajmy się i śmiejmy się z tego. Tak długo jak się da.
  22 PaŸdziernik 2012    14:43

 Miła
   mój eks nie miał takich odpałów widocznych na twarzy i ciele, ale za to psychicznie : mur i wredota. Ale czas mija i przeszło zarówno to co złe i rozwód jakoś i tyle mogę powiedzieć Moje Dzielne Kobietki, że trzeba patrzeć przed siebie. Bo wtedy może... zobaczycie że jeszcze coś czy Ktoś tam na was czeka... coś nowego, coś dobrego... dla jednych to jest daleko przed, dla niektórych blisko... ale zaczynam wierzyć w te słowa które mi tu dobra dusza napisała : że coś się kończy i coś się w to miejsce może zacząć nowego... Czasem trzeba przejść to wszystko, odpuścić już, nie sklejać rozbitego garnka jak ja przez tyle lat, i dać sobie szanse.... Jeszcze niedawno nie wierzyłabym w to, a wątpiła na pewno... ale dziś mówię Wam : skoro nas już to spotkało to stawmy temu czoła bo może wszystko dzieje się po coś....
  22 PaŸdziernik 2012    08:31

 Julcia
   Witaj Miki- żyjesz 21 lat z normalnym facetem, aż tu pewnego dnia wchodzi ci do domu wypastowany macho z przewagą czerwień meksykańska można było głupawki dostać. To było 2 lata temu. Dzisiaj- niektóre z Was pisały- zdziadział nie bardzo rozumiałam o co chodzi, bardziej kojarzyło mi się to z kloszardem tylko jak facet który dba o siebie może zdziadzieć? Teraz już domyślam się co miałyście na myśli- zdziadział, na czole ma napisane że w tej głowie coś nie styka.Pozdrawiam :-)
  21 PaŸdziernik 2012    20:29

 ilona35
   u mnie zaczelo sie od niedawna moj maz jest okropny i nie wiem jak sobie z tym poradzic biorac pod uwage symptomy wieku sredniego to jest to strasznie sie boje ze sobie nie poradze czy ma ktos zlota rade na takiego faceta co robic zeby nie zwariowac...
  19 PaŸdziernik 2012    21:38

 miki
   Hej Julcia! Może opisz to nowe wydanie małżonka, to wszystkie się pośmiejemy;)
  17 PaŸdziernik 2012    14:14

 Julcia
   Witaj Kachna, jak piszesz nic na siłę, są sprawy na które nie mamy wpływu, choć byśmy bardzo chciały, więc najlepiej to chyba jednak złapać jakiś dystans, żeby nie zwariować. Mnie to trochę więcej czasu zajęło.U mnie to córka stwierdziła-mamuś on tak zgłupiał że ty byś się tylko męczyła. Jak zobaczyłam go w ,,nowym wydaniu,, dosłownie-dostałam ataku śmiechu. Powodzenia :-)))
  16 PaŸdziernik 2012    21:07

 JohnyBravo
   Starego pierdołę??? 40 lat to nie stary pierdoła :( . Johny nienawidzi Kachna !! Johny nie jest pierdoła !!! Młódka się znalazła !!! Foch !!!
  16 PaŸdziernik 2012    16:34

 kropeczka
   oj znamy, znamy... "nie kocham cię" to podstawa.
  16 PaŸdziernik 2012    08:52

 Kachna
   Zapomniałam dodać, że już powiedział (tak, tak), patrząc mi prosto w oczy, że mnie nie kocha. WYPALIŁO SIĘ (pewnie to znacie, co?). Jestem obecnie na etapie "oswajania samotności". Czasami chce mi się płakać, ale już rzadziej. Coraz częściej myślę, że z moim mężusiem, w takim wydaniu, jakie prezentuje, nie wytrzymałabym ani godziny. Trzymajmy się, "Lejdis"!
  15 PaŸdziernik 2012    19:28

 Kachna
   Witajcie Kochani, dzięki za słowa prawdy. Już powoli przyzwyczajam się do samotności. Powiem Wam szczerze, że mój psycholog mówi to samo, więc przygotowuję się na najgorsze, ale trudno. Nic na siłę. Powolutku staję na nogi, jestem bardzo silna, a przy tym niezależna. W przypadku mojego męża w grę wchodzi jeszcze prawdopodobnie depresja. Widzę, że nie zachowuje się normalnie (wyobraźcie sobie, że pracujemy razem, więc widujemy się codziennie!!!), naturalnie, spontanicznie. Ale, ale ...zrobił sobie tatuaż, gra na gitarze, wypady do nocnych klubów są na porządku dziennym, szasta kasą na prawo i lewo, a przy tym..siedzi w kościele i się modli!!! Doszły do tego papieroski i alkohol. Facet ma 40 lat!!! Wyobrażacie to sobie? Wygląda tak, jakby się miotał od Boga do diabła, z jednej skrajności w drugą-byle szybko, na oślep, byle coś zmienić, byle coś się działo. A ja spokojnie patrzę na tego starego pierdołę i zastanawiam się, czym mnie jeszcze zaskoczy (ostatnio mówił o porzuceniu pracy, może wstąpi do klasztoru, może wyjedzie na misje do Afryki?)-mnie już nic nie zdziwi.
  15 PaŸdziernik 2012    19:19

 Julcia
   Oj Elunia tak się składa że wiem ile masz lat, więc wiekowa to jest ale Statua Wolności - a i tak wszyscy ją podziwiają. Dzięki Klara ze zdrówkiem już dobrze( na szczęście skończyło się zbiorowe dokarmianie), jeśli chodzi o art. 207,jest tego trochę, ale jeśli zeznania moich świadków nie wystarczą- co jest dużo prawdopodobne, wiadomo działo się to raczej w czterech ścianach- i dzieci musiałyby iść do sądu nie ma takiej opcji zostawiam to jego sumieniu. Z moim mężem nie wiem czy była to ignorancja czy bardziej instynkt przetrwania, przestałam wchodzić z nim w jakąkolwiek dyskusję, aby nie rozwijał tematu, a ja nie musiała wysłuchiwać jego chorych zwierzeń, z resztą nie potrafię prowadzić głupich pyskówek, a wiem że on odbierał to jako lekceważenie go. Wiesz Johny z moim mężem to nie tak że on drań, on jest bardzo fantastycznym facetem( fuj już nie lubię tego słowa), jemu tylko trafiła się żona-ostatnia franca.Muszę to z siebie wyrzucić, przyznaje się ja już w 45-tym planowałam jak mu życie zmarnować :-))
  14 PaŸdziernik 2012    21:34

 Elunia 1960
   Cos mi urwało co najmnie połowę wpisu do Kachny.Takie samo życie, te same uczucia i odczucia Czy ty byłas u mnie w domu, czy ja u ciebie? I ten tekst "coś mi pękło" To taki schemat? Julcia, Miła. mam taką wełenkę lila-róż z odrobinkami złota, jako że jestem wiekowa to czyba jeszcze z Pewexu. Chetnie się podzielę. Johny, dzięki za wpisy, cokolwiek to jest to kobieta chce ogarnąć i zrozumieć
  11 PaŸdziernik 2012    22:30

 Wilana
   Kachna chyba mu nie wierzysz? Mój po 34latach wstał z fotela nawet nie zauważyłam kiedy wziął kilka ciuchów i się wyprowadził nic mi nie mówiąc.Po dwóch dniach powiedział że do mnie nie wraca że nie ma takiej opcji bo jak by wrócił to bym mu na głowę wlazła.Nawet w kancelarii zarzekał się że nikogo nie ma a już od tygodnia z nią mieszkał w swoim domu na wsi. Dzisiaj po 3 miesiącach oficjalnie z nią się pokazuje bo dupek myśli że jak podpowiedziała prawniczka że dam mu kiedyś rozwód bez orzekania o winie /ha,ha,ha/ bo po co mamy udowadniać sobie jakieś winy.Ja już tego nie muszę bo sam dostarcza mi dowody zdrady jak na tacy. Ostatnio ta k...wa wysłała ze swojego konta alimenty dla syna , no dwa bezmózgowia. Ale ja za rada tej samej prawniczki spokojnie,spokojnie czekam na rozwój wydarzeń, podobno na jakiejś ostatniej imprezie już przyprawiała mu rogi,i trzymam kciuki żeby tak robiła dalej.Musisz być przygotowana na to że jeszcze nie raz tak Ci słownie dowali że z nóg powali i jeżeli masz przyjaciół blisko to niech Cię wspomagają , ja miałam przez 3 tygodnie przyjaciółkę i tylko dzięki niej jakoś funkcjonuję.Dzisiaj usłyszałam kilka bardzo miłych komplementów jak super wyglądam mimo tego co mnie spotkało.Ja to dobrze wiem i myślę że on to też zauważył bo stara się mnie unikać i na mnie nie patrzeć.Ale to nie koniec ja mu jeszcze pokarzę kto tu rządzi.
  11 PaŸdziernik 2012    16:05

 Elunia 1960
   Kachna, to trochę nie tak . To my, dziewczyny jesteśmy samotne, dlatego nam tak ciężko oni odchodzą do Lady I i nie są tak samotni jak my, choć nie jesteśmy same. W tym momencie jest im łatwiej.Ich ktoś głaszcze do ostatniego włoska. (Dzięki Julcia)Oni odsuwają się od wszystkiego. My mamy cały czas swoje przyjażnie, znajomych....Ale czasami to nie wystarcza, bo też chcesz żeby ktoś cię wygłaskał....do ostatniego włoska
  10 PaŸdziernik 2012    19:42

 Renia
   Witajcie. Niestety Kachna. Musi być inna... Bardzo przykro mi to mówić, bo wiem jak to boli. Cholernie boli, te kłamstwa, wykręty... A Ty wtedy cały czas masz nadzieję, że to niemożliwe, nie Twój mąż, on taki nie jest, nigdy nie dał Ci powodów... Prosto w oczy jeszcze Ci powie, że Cię już nie kocha. Bądź na to przygotowana, o ile można... Kiedy mój mąż powiedział mi prosto w oczy, ja Ciebie już nie kocham, zwaliło mnie z nóg. Nie mogłam uwierzyć, że słowami można zabijać. Przed Tobą jeszcze ciężkie dni, przede mną jeszcze też...
  10 PaŸdziernik 2012    18:26

 klara
   Julciu masz we mnie bratnią duszę !!! Trafiłyśmy na podobne typy))))napisałam dużo i wszystko mi))))zniknęło.Pisz o ile potrzebujesz .....dbaj o siebie bardzo .....o swoje zdrowe !!!!!koniecznie nie okazuj tego że się go boisz ......a wręcz przeciwnie olewaj!!!Przemoc psych. art.207 jest karalna....Johny Piotrku gratulacje.....szanuj żonę i dzieci one sa naprawdę bardzo pogubione w takich chorych relacjach.Miła trzymam tez za ciebie kciuki damy radę....a nasz pan wnosi ciągle apelacje i sąd trwa b. b . dlugo...........a szczęścia po zakochanym czlowieku nie widać ....a my powiedzmy sobie świetnie radzimy .Jedziemy w podróż moich marzeń już niebawem i w intencji Siły mojej i równowagi do Rzymu.....Pozdrawiam.
  10 PaŸdziernik 2012    18:08

 JohnyBravo
   Witam :) Kachna - jestem PRAWIE pewien że inna baba JEST. Mąż skrzętnie to ukrywa, żeby mieć tzw furtkę na wypadek gdyby nie wyszło albo w głębi serca wie, że gdy już mu się znudzi ta druga to sobie bezkarnie wróci (żeby nie zaznać piekła samotności). Gdy nie ma innej baby rozwijanie pasji sprawia największą przyjemność u boku żony i dzieci. Rodzina przeszkadza tylko w momencie gdy ma się pasję w postaci rozwijającej się miłości. Nie piszę tego żeby dokuczyć czy sprawić przykrość. Cholera z doświadczenia to wiem. Sam mam swoje pasje i zawsze miałem. Moja żona pomimo, że nie angażowała się w nie bezpośrednio to jednak mnie w nich wspierała i MOŻE udawała że się interesuje moimi osiągnięciami. Udawała czy nie ale nie przeszkadzała na pewno. Dopiero gdy pojawiła się pasja ileś tam lat ode mnie młodsza żona zaczęła mi przeszkadzać. Pytanie gdzie byłeś sprawiało że musiałem rozmowę kontynuować z toalety bo wiedziałem jak wyglądam w takim momencie. Po jakimś czasie zacząłem unikać wszelkich konfrontacji. W końcu też miałem pomysł żeby się wyprowadzić bo sytuacja była okropna. Nie miałem siły zrezygnować z romansu... Z drugiej strony te spojrzenia w domu... W pracy coraz więcej kłopotów. Starszy syn pytający tato co z tobą. Młodszy oddalający się coraz bardziej. Tak to Kachno jest... Facet nie odchodzi ze szczęśliwego związku, nie zostawia dzieci żeby zająć się np profesjonalnie snowboardem :/. Miła - wypad to świetny pomysł. Tak zrobię :) Wezmę ją na cztery dni w góry. Baseny, spacery, duże wygodne łóżko :)))) Róże w zębach też będą :)
  10 PaŸdziernik 2012    08:28

 Miła
   Witaj Kachno... nie chcę Cię dołować i nie zjadłam wszystkich rozumów ale... mój eks też tak mówił, że nie ma innej. patrząc mi w oczy powiedział że na pewno gdyby coś to uczciwie się przyzna. A już wtedy od paru miesięcy był zakochany a fizycznie zdradzał od miesiąca. Więc absolutnie w to nie wierz... historie na tym portalu i naokoło mnie pokazują, że w 99% to chodzi o kryzys oparty o inną kobietę (jako jego skutek bądź przyczyna). Trzymaj się.
  10 PaŸdziernik 2012    08:14

 Kachna
   Kochane, czytam wpisy i widzę w nich siebie. Jesteśmy 16 lat po ślubie, ludzie sukcesu, nigdy się ze sobą nie nudziliśmy, seks na piątkę z plusem. Nagle mąż wstaje i pewnego pięknego dnia oznajmia mi, że coś w nim pękło, że nie widzi sensu życia, po pół roku szarpaniny, nerwów i kłótni staję się WROGIEM NR 1. Mąż wyprowadza się, ale uwaga! Nie ma innej baby! Po prostu musi być SAM, chce realizować swoje pasje, nie chce się przed nikim z niczego tłumaczyć. Zostawia żonę, dzieci i ma w dupie cały świat. Bez pomocy psychologa rozsypałabym się w drobny mak. Ale powiem Wam coś- niech on zakosztuje tego piekła samotności. Smacznego! A my musimy się trzymać, kobity, nie ma innego wyjścia.
  9 PaŸdziernik 2012    20:06

 Miła
   myślę, że lila-róz jako bardziej obrzydliwy będzie stosowny z takiej okazji Julciu ;-) Samotność... to stan który dopada nawet takich "otwartych" jak ja... wieczorami, niedzielami, świętami i jak się coś zepsuje w domu albo w aucie. Oj, wtedy tak. JohnyP. - cieszę się, że tu jesteś. Mimo że i ja przeczytałam na ten temat wiele, to są cenne słowa,, nie siedzimy w głowie drugiej osoby, a już na pewno nie pojmiemy płci przeciwnej. Co do propozycji rocznicowej - ja bym wybrała wypad tylko we dwoje, nawet weekendowy ale tak by było zupełnie inaczej niż dotąd w Waszym życiu. Coś "nowego" także jako symbol. Pozdrawiam Was.
  9 PaŸdziernik 2012    07:50

 Julcia
   Nie ma sprawy Miła,tylko kolor ja proponuję indygo bądz lilaróż. Kochana jesteś sama ale na pewno nie samotna i tego się trzymaj ,,mniej pozytywne myśli a dojdziesz do celu,, Dzięki Johny-cokolwiek spektakularnego wymyślisz to pamiętaj róża w zębach być MUSI!!!!:-)
  8 PaŸdziernik 2012    19:02

 JohnyBravo
   Hej :) Kati ja nie bardzo wiem ile czasu ten stan trwa. Ciężko stwierdzić kiedy się zaczyna. Jeśli to od momentu gdy facetowi podobają się inne niż żona dziewczyny ale nawet nie myśli o tym, żeby coś wiesz... to chyba długo. Jeśli od momentu kiedy zaczynało mi przychodzić do głowy że fajnie by było się zakochać i przeżyć coś takiego to gdzieś od 3 lat. Jeśli od momentu gdy się zakochałem w innej to sporo krócej. Jeśli od momentu gdy poszedłem z nią do łóżka to jeszcze krócej :-) To był u mnie pierwszy raz. Nie wiedziałem jak to będzie, nie wiedziałem że to ten kryzys i nie myślałem o konsekwencjach. Nikt mi nie powiedział, z nikim nie rozmawiałem o tym. Później gdy zacząłem się nad tym wszystkim zastanawiać i zacząłem szukać wyjaśnienia swojego postępowania znalazłem publikacje o kryzysie. Większość przypadków była identyczna. W końcu zajrzałem i na to forum. Przypadki Waszych mężów też są z grubsza podobne. Pojawia się znużenie małżeństwem, przemyślenia o własnym szczęściu, inna kobieta. Tu dopiero są różnice. Jedni potem lubują się w dręczeniu żony, jak mąż Julci, inni odchodzą jak mąż Wilany. Może u części facetów KWŚ trwa długo i nasila się czasem a czasem słabnie. Nie wiem. Znam tylko swoje odczucia z przebiegu kryzysu. Reniu i pozostali użytkownicy forum tak jak mówiłem ten kryzys u mnie trwa. To, że nauczyłem się z nim walczyć nie oznacza że jestem superhero. Mimo to chętnie podzielę się doświadczeniami. Mój adres mailowy: [email protected] Mam nadzieję, że pytania nie będą bardzo kłopotliwe :-)
  8 PaŸdziernik 2012    10:18

 Renia
   Witam, jestem tu nowa. Męczę się tak już ok. rok, kiedy problem jest. Kiedy to zaczęło się dokładnie u mojego męża, czy wcześniej, nie wiem. Cieszę się, że wspomaga tę stronę swoimi doświadczeniami i przemyśleniami Johny. Właśnie Johny, miałabym do Ciebie kilka pytań. Dałoby radę...? Może jakiś kontakt?
  7 PaŸdziernik 2012    19:44

 Julcia
   Witaj Miła mi nie chodzi o pielęgnowanie złości, czy poczucia satysfakcji.Rozwód i satysfakcja w moim pojęciu się wyklucza nawzajem.To mój mąż stwarza problemy, chodzi mi o to że ja jestem tym wszystkim potwornie zmęczona i pragnę tylko o tym aby trwało to jak najkrócej.Chociaż tak żal mam-w jaki sposób traktuje dzieci, ale to nijak ma się do satysfakcji,co Ci będę mówić sama jesteś matką i wiesz co mam na myśli i nie ma to znaczenia czy dziecko ma 10,15 czy 20 lat szacunek mu się należy.Gorąco pozdrawiam:-)
  7 PaŸdziernik 2012    18:12

 Kati
   JohnyBravo, jak długo ten stan trwa, przynajmniej u Ciebie...?
  6 PaŸdziernik 2012    20:44

 JohnyBravo
   Julciu masz w zupełności rację, z tym tylko, że może nie różne odmiany kryzysu tylko różne odmiany facetów. Ja też mówiłem żonie "dziwne" rzeczy, ale nie takie. Głównie "nie gadajmy", "nie mam nastroju".. no czasem "odczep się". Brało się to z poczucia winy. Wiedziałem że ją krzywdzę i po prostu nie potrafiłem spojrzeć w oczy.Zresztą. U mnie to było wszystko inaczej... Moja żona gdy np cokolwiek się stanie w pracy i wracam do domu - zanim otworzę usta pyta co się stało. O kochance wiedziała kiedy się z nią spotkałem pierwszy raz. Kłamanie mi nie wychodzi :-/ może dlatego że zawsze mówiłem prawdę. Z tego co piszesz wnioskuję, że Twój mąż Cię krzywdził i jeszcze czerpał z tego przyjemność a po tym jak piszesz, że jesteś fajną, miłą, wrażliwą dziewczyną. Nie rozumiem Twojego męża a wydawało mi się że pozjadałem wszystkie rozumy co do tego KWŚ. To chyba drań i tyle. Gdzieś są granice ludzkiej wytrzymałości. Współczuję Ci szczerze i bardzo szczerze życzę, żebyś poznała faceta który będzie Cię kochał, dbał o Ciebie i przy którym kiedyś zapomnisz o tym co Cię spotkało... W sumie to jestem pewien że poznasz :-) I Ty miła również. Kiedy jest tak jak piszecie nie ma innego wyjścia niż rozwód. Macie rację. Trzeba wybrać mniejsze zło a takim jest właśnie rozwód. Zawsze to lepsze niż sytuacja w której dzieci obserwują zachowanie taty. U mnie dziewczyny coraz lepiej :-) Zbliża mi się rocznica ślubu i planuję wymyślić coś spektakularnego... Może coś poradzicie :-) KWŚ ciągle mnie dręczy ale nauczyłem się z nim walczyć. Skąd wiem że nadal mam KWŚ? Już czuję, że za bardzo Was polubiłem... :-))))))) No i powodzonka... Cały świat stoi przed Wami otworem i to tylko kwestia czasu kiedy jakiś mądry, wartościowy facet nachyli się i poda dokumenty które wypadną Wam na ulicy albo poda rękę gdy kałuża będzie zbyt duża żeby ją przeskoczyć :-)
  5 PaŸdziernik 2012    09:14

 Miła
   Dziękuję Elciu :-) ale Julcia - położyłaś mnie na łopatki tym moherowym berecikiem!!! Proszę wydziergaj dwa! dla mnie jeden. A najlepiej trzy - sprezentuję naszej forumowej Dorotce - a mojej najlepszej przyjaciółce! Pozdrawiam Was wszystkie (no może poza Lady I.) i Panów szanownych też. A co do początków.... strachów do pokonania... mimo że dwa lata już jestem sama to rozwód jest traumą, która trochę przywraca dawne bolączki i trzeba przegryźć się przez to i przez swoje emocje na nowo. Ale próbuję. Cieszę się, że tu jesteśmy na tym forum. "Rozmowa" z osobami o podobnej wrażliwości i przeżyciach też pomaga.
  5 PaŸdziernik 2012    06:52

 Elunia1960
   Julcia, mogę poradzić ...coś. Szkoda że Miłej, a może nie, może dobrze że tak się potoczyło. Mimo że na forum mnie nie widziałyście, z tobą Miła byłam całą duszą i sercem. Ta wrażliwość, te spojrzenie na życie..to coś, takie też moje. Ja po 31 atach małżeństwa...no właśnie jestem w sprawie...bo znalazła się Pani Dobra Izabela Rada. Julcia moje emaila. [email protected] Wygrałam pierwszą bitwę wszystko zależy co chcesz osiągnąć
  4 PaŸdziernik 2012    21:36

 Julcia
   Tak Johny być może mojemu(jeszcze) mężowi kiedyś zabraknie tej codzienności,rutyny(w tej chwili jest całkowicie bez rodziny),zjadł mi tyle zdrowia, że to będzie już tylko jego problem,ja go naprawdę nie chce.Dzieci za dużo widziały i słyszały,więc nie wiem co by musiał zrobić, aby w tym wcieleniu odzyskać szacunek-przykre.Być może są różne,,odmiany,,kryzysu te do przełknięcia i te które niszczą rodzinę.Mój mąż kiedy już się zakochał miłością prawdziwą i tą jedyną chodził za mną po domu i syczał do ucha jaki on to jest teraz szczęśliwy,jaką ma piękną i fantastyczną panią,a ja jestem taka beznadziejna,głupia,tępa,brzydka,całkowicie do niczego.Żeby przypadkiem nie przyszło mi do głowy jemu podskakiwać bo dopiero zobaczę na co go stać.Trzęsłam się na jego widok wszystko leciało mi z rąk co też powodowało u niego niepohamowany śmiech. Słowem normalny wcześniej facet teraz psychopata.Nigdy gruba nie byłam ale wtedy to nie miałam własnego cienia potem anemia,psycholog,psychotropy.Miałam wrażenie że najbardziej męczyło go iż nie był w stanie sprowokować mnie do awantury nigdy mu nie ubliżyłam.Dzisiaj wiem na pewno chcę rozwodu i kijem z mostu go nie tknę, tak boję się, ale jest powiedzenie-zrób to czego się boisz, a strach minie-tego się trzymam. Tak mnie skrzywił że oberwało się niewinnemu.. .Lady Izabell mojego męża mieszkała u nas pod łóżkiem i też widziała jak przez 21 lat,365 dni w roku,dzień po dniu poniżałam i poniewierałam moim mężem,więc ją sobie wymodlił.Idąc do ślubu miał pistolet między żebrami.Niech głaszcze go po tej łysiejącej głowie, niech wygłaszcze go do ostatniego włosa,być może wtedy zatęskni za dziećmi.Wtedy ja sprezentuje mu moherowy berecik z antenką ,choćbym go miała sama wydziergać-niech ma chłopina,niech nie marznie.
  4 PaŸdziernik 2012    16:57

 Miła
   ja też Cię pozdrawiam Johny-Piotrze i naprawdę mocno trzymam kciuki. Za to "bezpieczeństwo" codziennej kawy i zabaw z synem, za poranki leniwe i za wspólne wieczorki. Ale jedno muszę doprecyzować co do Twojego listu. Choć bardzo, bardzo potrzebuję dowartościowania i podziwu w męskich oczach, to ja akurat chcę mieć jeszcze rodzinę. Nie "faceta" ale Faceta który ze mną i moim dzieckiem, może jego dzieckiem (dziećmi) stworzy rodzinę. Ale wiem że już nie będzie łatwo.... minęły lata, jesteśmy starsi, obrośnięci w nawyki i oczekiwania. Ale dla mnie celem jest nowa rodzina. Za to trzymajcie kciuki. Julciu... może adwokatka miała rację na tle Twoich okoliczności. Jak już powiedziałam - my wcześniej wiele rzeczy ustaliliśmy zgodnie (jednak po wielu niemiłych negocjacjach) i dlatego było raz. I mała rada... choć my - kobiety zostawione i źle potraktowane mamy w sobie ocean żalu, nie ma co go w sobie pielęgnować. Nie wyjdziemy z tego jeśli będziemy dochodzić satysfakcji, roztrząsać przeszłość. Trzeba przełknąć żabę i spojrzeć przed siebie, bo inaczej utopimy się w tym oceanie niestety....
  4 PaŸdziernik 2012    09:21

 miki
   Witaj Miła. Życzę Ci szczęścia. Jak ktoś już wcześniej napisał na tym forum: życie jest serią początków. I tego się trzymajmy :)
  4 PaŸdziernik 2012    08:05

 Julcia
   dzięki Miła,wiem że niby chodzi o to samo, ale każda sprawa jest inna.Byłam tylko zdziwiona bo rozmawiając z adwokatką mówiła mi że na jednej sprawie to się raczej nie skończy, a jednak jest to możliwe.
  3 PaŸdziernik 2012    19:19

 JohnyBravo
   Kurde piszecie tak o różnych rzeczach... Chyba najbardziej na tym wszystkim cierpią dzieci :/ Kobieta znajdzie sobie z czasem innego faceta, facet zanim zmądrzeje i stwierdzi że to była pomyłka przeżyje sobie tą niby miłość życia. A dzieci? Nie wiecie jak bardzo się cieszę że udało mi się ocknąć w porę. Patrząc co rano jak jeden syn szykuje się do szkoły i wychodząc mówi cześć tato, drugi wskakuje mi na kolana i pyta czy pogramy w piłkę po południu dziękuję opatrzności że zostało mi troszkę rozumu w głowie. No i żona, która uśmiecha się rano i mówi zrób kawę :) Jakie to fajne... Takie normalne, spokojne życie. Bez stresu, poczucia winy, nerwów, krzywdzenia i świństw. Nadal miewam chwile kryzysu. Wiem że nie mogę napisać nawet smsa do tamtej dziewczyny. Nawet takiego "co słychać". Koniec to koniec. W chwilach tego kryzysu przychodzi taka ochota. Nie na seks. Na szczęście coraz rzadziej. Na początku było mi okropnie ciężko. Teraz coraz częściej cieszę się każdym porankiem i robieniem tej kawy. Jestem już pewien że mi się uda. Moja żona Magda na pewno pamięta to wszystko ale udaje że nie myśli o tym. Dziewczyny i chłopaki!!! Jestem przekonany że KWŚ to fakt. Teraz z dystansu patrząc na to wszystko widzę jakie są jego etapy. Więcej. Gdybym poznał Waszych mężów jakiś czas temu podejrzewam że udałoby mi się uratować Wasze małżeństwa. Schemat przebiegu KWŚ jest zawsze taki sam. Tylko uwaga!!! Są faceci którzy przez całe życie robią takie rzeczy. Nie można mylić KWŚ z postawą typowego ku.... rza. Ku...rz to charakter. KWŚ to chwilowe wariactwo. Poradzicie sobie bez problemu po Waszych rozwodach. Zapomnicie za jakiś czas. Ucierpią tylko dzieci. Pozdrawiam:-)
  3 PaŸdziernik 2012    12:45

 Miła
   już... miałam z orzeczeniem o winie, pół godziny i po wszystkim.... po kawale życia i serca. Nie wiem czy mam prawo coś radzić, ale żeby to przeszło w miarę łagodnie to trzeba dojść do porozumienia wczęśniej. Duże znaczenie ma rozpad więzi - emocjonalnej, finansowej, wspólnego gopsodarstwa, może być rozdział kont, czy podział majątku. No i brak sporu o widzenia z dziećmi, o opiekę nad nimi. U mnie wina eksa była ewidentna i na tyle był uczciwy że się do niej przed sądem przyznał, pomimo że wcześniej miał do mnie wiele zarzutów. Część z nich przyjęłam - nie zaprzeczam że zawsze gdzieś każdy z nas w czymś nawala, popełnia błędy. Jednakże nie zasłużyłam aż na taką "karę" i takie potraktowanie, na kłamstwa, oszukiwanie, na brak szacunku... zresztą, wszystkie to znacie. Jeśli mogę coś poradzić : jeśli się już zdecydujecie to bądźcie stanowcze, poradźcie się prawników (nawet jeśli potem będziecie same w sądzie) i nie stawiajcie spraw na tzw. "ostrzu noża". Rozwód to zawsze porażka obojga - bez względu jakie będzie orzeczenie o winie, wysokość alimentów i te inne kwestie... Rozpada się małżeństwo - często długotrwałe i długo dobre, rozpada się udana rodzina, traci się poczucie sensu, bezpieczeństwo itd.,.... Boli bardzo, samotność dopada jeszcze bardziej, taka mentalna, głęboka. Ale cóż... nic na siłę się nie da....
  2 PaŸdziernik 2012    12:32

 Julcia
   Kurcze Miła już ?Miałaś z orzeczeniem ? Skończyło się na jednej sprawie? pozdrawiam :-)
  1 PaŸdziernik 2012    16:52

 JohnyBravo
   Witam :-) Pani Izabelo lubię słowne potyczki i dyskusje na różne tematy. Zwykle gdy powstaje różnica zdań a sprawa jest tego warta dochodzi do ostrej wymiany słów. Fakt- troszkę się uniosłem i nazwałem Pani wpisy "kretyńskimi" z czym zgodziło się większość osób na tym forum. Tak uważałem. Nigdy natomiast nie obraziłem Pani w żaden sposób. Pani natomiast ciągle mi ubliża. Nieładnie. To że używam nicku JohnyBravo nie znaczy że jestem dziecinny. Jestem poważnym dorosłym facetem. Bardzo łatwo Pani idzie ocena innych. MARS jest bogiem wojny więc jest agresywny a miła pewnie nimfomanką. Ile jest Pani winy w rozpadzie związku Pani obecnego partnera Pani wie najlepiej. KWŚ to nie starcze skretynienie. On istnieje. Nie oznacza że ktoś jest złym człowiekiem. Nie ma służyć wybieleniu się. Dziewczyna ta "druga" też wcale nie musi być zła. Może po prostu się zakochać a przy zapewnieniach faceta ( jak Pani partnera) jak to mu źle w małżeństwie trwa w tym związku. Bo istnieje takie pojęcie jak uczucia Pani Izabelo. Pani partnerowi szczerze współczuję. Niewierna żona zniszczyła mu pół życia. A teraz? No cóż ... Z deszczu pod rynnę... Szkoda chłopaka... MARS!!! fajnie że jesteś jeszcze. Masz dużo szczęścia że w porę zauważyłeś problem. Pewnie jesteś mądrzejszy ode mnie. Ja zwariowałem. Poszedłem dalej. Uwierz że później gdy zrobi się ten krok jest coraz gorzej. To nie jest tak że powstaje jakaś romantyczna cudowna miłość. Przychodzi poczucie okropnej winy, dylematy, wybory... Im dłużej to trwa tym trudniej z tym skończyć. Człowiek chodzi jak pijany i głowę ma nabitą wyrzutami. Koszmar. A właśnie!!! Pani Izabelo!!! Pani bym przecież nie wysłał żadnego zdjęcia. Żartowałem z Julcią ale Julcia jest inteligentna i wiedziała że to żart:-) I jako żart to potraktowała :-) No Pani oczywiście nie... Cóż... Kropeczko ja wiem skąd takie zachowanie Twojego faceta. Miałem podobne odruchy. Poczucie winy. On boi się spojrzeć w oczy. Boi się Twojego spojrzenia, rozmowy, wyrzutów... Dokładnie wiem co on teraz czuje. Miła życzę dużo szczęścia w "nowym" życiu :-) Pozdrawiam wszystkich :-) Wredną Izabelę która mnie tak obraża też!!!
  28 Wrzesień 2012    14:57

 Miła
   pozdrawiam Was, już rozwódka......
  28 Wrzesień 2012    13:17

 Izabela
   Dziękuję za psychoterapię:) czytam forum, ponieważ dopiero niedawno zetknęłam się z "problemem" rozpadu małżeństw z długim stażem. Ostrzegano mnie przed kryzysem wieku średniego mojego faceta, skoro odszedł od żony, chciałam zatem dowiedzieć się, co to jest. Trafiłam tu. Jego była żona akurat zniszczyła mu życie i relacje z dziećmi (przed poznaniem mnie, sama miała kochanka wcześniej-dowody są, piękne fotki, mojej winy tu nie ma). Sądziłam, że coś takiego jak kryzys to wymysł kobiet- cwaniar, natomiast opisy "cierpień" zdziecinniałego tatuśka sprowadziły mnie na ziemię, lecz nadal twierdzę, iż to skretynienie starcze, a nie kryzys, który stanowi wymówkę dla podłości. Jeśli Panie na forum zderzyły się z takim typem mężczyzn, cofam moje przekonania - nikt nie jest nieomylny. Byłam pod wpływem sytuacji mojego partnera, którego dzieci kryły matkę i kochanka, przyznacie, że to obleśne. Za zdjęcia Pana-dzieciaka dziękuję, chyba rzeczywiście ma Pan problem. Pomimo złośliwości ze strony Pań, uważam za owocne moje dochodzenie do istoty "kryzysu". Winni są ci, którzy krzywdzą bez względu na płeć, czy była żona mojego faceta ma kryzys? Jaka matka wplątuje dzieci we własny romans? Zapewniam, że nie czuję się winna rozpadowi ich małżeństwa, nie mam podstaw, poza tym nie weszłam w "romans" tak, jak Pana kochanka, najpierw wyprowadził się z domu i podjął kroki prawne, a później się związaliśmy, tylko mało wartościowa kobieta pozwoli sobie na bycie "tą drugą", jak wspomniana była żona romansująca w dodatku z żonatym. Myślicie, że teraz, gdy jest wolna związał się z nią? Żyje z żonką i ma młodsze kochanki, ta się już nie nadaje, może mieć oczekiwania:) Pozdrawiam wszystkich zdradzających i zdradzanych, życzę powodzenia w szukaniu usprawiedliwień i w wybaczaniu. Moja zjadliwość ma uzasadnienie- jak można robić z miłości taki cyrk?Kto nie jest wierny, nie zasługuje na miłość, oto mój wniosek z "pobytu" na forum.
  28 Wrzesień 2012    08:28

 Julcia
   no dobra Johny wierze Ci :-)
  27 Wrzesień 2012    13:56

 Mati
   Witaj Wilano, moje małżeństwo trwało 35 lat i też znalazłam się w podobnej sytuacji. Jeśli zechcesz to skontaktuj się ze mną. Podaję swój e-mail [email protected] Pozdrawiam wszystkich!!!
  27 Wrzesień 2012    11:33

 Wilana
   Johny Brawo.Piszesz tak jak mówi wielu znajomych wspólnych naszych znajomych.Ale są rzeczy które rozwiewają tę możliwość. Trzy dni po wyprowadzce cofnął pełnomocnictwo do konta, a w dwa tygodnie złożył pozew o rozdzielczość majątkową, myślę że to robi pod presją tej K..y. Słyszę też że chce go wyczyścić z pieniędzy/ tj. z pozostawionego przez rodziców majątku- gospodarstwa/. Czekam na pozew z sądu. Są zawarte ugody w kancelarii prawnej co do spłaty kredytów na samochody które są obecnie w jego posiadaniu, oraz alimenty na syna/ śmiech na sali/. Po miesiącu opieki nad matką, chociaż zwalał to na dzieci kochanki chcą ją oddać do domu opieki nie patrząc na koszty. Powiedział mi że za 2 tygodnie ma się wyprowadzić ze swoimi dziećmi do wyremontowanego mieszkania/ chyba on to sponsorował chociaż zaprzecza/ i niby ma mieszkać tam sam/ he,he,he./ chata wolna ,bo teraz siedzą na przysłowiowej kupie bo domek ma 3 małe pokoiki w tym jeden zajmuje babcia a jest ich razem 6-tka. Ostatnio go pytałam dlaczego? dalej nie powiedział , pytałam dlaczego nie dał nam szansy też cisza.Wiem że ostatnio był z tą K.. w sądzie rodzinnym bo jak wcześniej pisałam to patologia i co to mu teraz odpowiada? zajmowanie się cudzymi dziećmi? Zapytałam dlaczego nie rozmawia z własnymi synami, to powiedział coś w tym sensie że ma teraz nowe dzieci t to mnie strasznie zabolało.Jak długo wytrzymam taką sytuację nie wiem, co jeszcze wymyśli żeby mnie zranić? Jak ktoś patrzy na nas z boku jak rozmawiamy to odnosi wrażenie że rozstają się w amerykańskim stylu. Ja rozmawiam spokojnie nie sprzeczam się on również stara się zachować spokój ,oczywiście przyjadę porozmawiam z synem, pomogę. Odwraca się odchodzi i zapomina co mówił obiecał.Mam wrażenie że chce żebyśmy to my byli do jego dyspozycji kiedy mu pasuje.Oczywiście jest wręcz odwrotnie jak dzwoni że jedzie do nas to nas nie ma w domu.Jest mi ciężko, jeszcze tak nie dawno mówił że jestem dla niego jak to powietrze potrzebne do życia, że nie umie beze mnie żyć i co? Dostałam od niego takiego kopa jakiego bym się w życiu po nim nie spodziewała. Piszesz że przylezie na kolanach ,że to ja będę rozdawała karty a da się zapomnieć co zrobił? a zaufać?. Nie wiem co zrobię różne myśli kłębią się w głowie , no chyba że wymusi na nim pozew o rozwód. Na pewno napiszę
  27 Wrzesień 2012    10:54

 kropeczka
   Cześ Wam dziewczyny. Dziękuję za miłe słowa (Miki, Też kobieta, i Miła). Jakoś się trzymam. Choć nie jest łatwo. Teraz mam „ciche dni”. Tzn. w ostatnich dniach zauważyłam, iż mimo, że widujemy się ok. 4-5 godzin tygodniowo (od poniedziałku-do piątku) to wolny dzień stanowi dla niego problem. Ciągle się próbował urywać, wychodził nawet na zakupy żeby tylko nie być w domu. Kiedy o to zapytałam czy to problem dla niego przebywać jeden dzień w tygodniu ze mną i z dziećmi odpowiedział, że tak . Duży problem, choć dzieci nie są problemem. Czyli ja. Największe zło tego świata.Zaproponowałam żeby zrobić tak żebyśmy się nie widzieli. I tak teraz jest. Nawet jego rodzice widzą że mnie nienawidzi jak psa. Choć tez nie wiedzą czemu, skoro do tej pory zawsze był zadowolony ze swojego życia i swoich wyborów. Powiedziałam mu, że widzę że jest nieszczęśliwy. On to potwierdził. Więc zaproponowałam, żeby do cholery zmienił w swoim życiu coś, marzenia trzeba spełniać. Jak mu źle, niech spada do niej… i zaczyna wszystko od nowa. A on na to: że jest nieszczęśliwy ale chce być nieszczęśliwy i nie zamierza nic zmieniać w swoim życiu. Porażka. Więc od takiej rozmowy zakończonej jego – nie chce mi się z tobą gadać – już nie rozmawiamy. W ogóle. I chyba mu z tym dobrze.
  27 Wrzesień 2012    08:04

 MARS
   Witam! Pod wpływem emocji Pani Izabela nieco się otworzyła.Mam wrażenie,że ze wszystkich kobiet na tym forum to Pani najbardziej obwinia siebie za rozpad poprzedniego związku.Wizyty na stronie traktuje jako formę terapii,dowartościowania.Trzymam za Panią kciuki,aby przede wszystkim siebie przekonała że nie jest do niczego.Z wieloma Pani wpisami się utożsamiam,zwłaszcza teraz kiedy wiem co Panią kieruje.Uważam jednak że wizyty na tej stronie Pani nie pomogą. Do wszystkich Pań - uwaga Johnego Bravo nie dotyczyła Izabeli wystarczy uważnie przeczytać wpisy
  26 Wrzesień 2012    16:20

 JohnyBravo
   Julciu ale ja zaklinam się na wszystko... :-D Nie mam płaskiego... Dawaj maila wyślę Ci zdjęcie!!! :-) Czekajcie pójdę w lustrze zobaczyć nogi :-D Nie no też są chyba ok :-D KWŚ nie bierze się z kompleksów. Fakt, że dowartościowanie się jest jednym z elementów ale nie jest tak, że to jakieś stare kompleksy z dzieciństwa typu dziewczynki śmiały się w podstawówce że mam chude nóżki. To raczej pierwszy siwy włos i załamka że skoro jest pierwszy to zaraz wszystkie takie będą. No i jak już będę siwy to zostanie głaskanie wnuków po głowach i chodzenie do toalety 20 razy dziennie żeby wydusić z siebie cokolwiek... Miła nie na darmo nazwałaś się miła :-) Nie rezygnuję. Na pewno nie z próby odbudowania związku. Z forum też jednak nie. Przychodzą chwile kryzysu gdzie Wasze wpisy przynoszą dobry efekt. No jakie to oczywiste. Przecież czytając Wasze posty jestem zszokowany jak oni mogli takim fajnym dziewczynom coś takiego zrobić!!! A idąc dalej moja żona też jest właśnie fajną dziewczyną. Ja nie wiem czemu na chwilę przestałem to zauważać. Dzięki że jesteście i dzięki że życzycie mi dobrze:-) Jeśli zmarnuję swoją szansę umieszczę ostatni wpis z nickiem PłaskaD..a zamiast JohnyBravo ( choć Izabelo i Julciu takiej nie mam ). Póki co jestem chyba zbyt miły dla mojej żony. Powiedziała mi że dziwnie się z tym czuje bo jestem lepszy niż kiedy się poznaliśmy :/ No ale ja tak bardzo chciałbym jej to wynagrodzić... Wilano kiedy przeczytałem Twoje wypowiedzi jestem pewien że on przyjdzie i to na kolanach. Wtedy będziesz panią sytuacji. Zobaczysz!!! Facet po tylu latach małżeństwa ma swoje nawyki. Szybko przejrzy na oczy i przylezie. Zgodzi się wtedy na wszystko> Jeśli będziesz chciała będziesz mogła go nawet batem wychłostać a on będzie dziękował. Na razie jest zmęczony teściową. Za miesiąc będzie całą tą sytuacją. Tylko nie daj po sobie poznać jak Ci ciężko. W takich sytuacjach nie da się na litość. Zrób nową fryzurę, pomaluj paznokcie, wyjdź z kumpelami :-) Zobaczy że Twoje życie nie zmieniło się na gorsze a jego tak:-) Okaże się że nie jest niezastąpiony,. Już schudłaś :-) Wyglądasz rewelacyjnie :-) Idź tym tropem a kiedy już wróci to zrób jak podyktuje Ci serce.. Chyba nie ma sensu przekreślać tylu lat bo tak trzeba. Wcale nic nie trzeba. Jeśli będziesz uważała że będziesz z nim szczęśliwa to mu wybacz.. Mojej żonie też wiele koleżanek doradzało żeby mnie kopnęła w ( niepłaską ) du...ę :-) Tak mi się wydaje... Pewien nie jestem i wiem że łatwo się komuś radzi... No ale to chyba najlepsze rozwiązanie. Pozdrawiam patrząc w lustro na swój tyłek :-))))))))))))))))
  26 Wrzesień 2012    13:34

 Julcia
   Oj Jony co się tak tłumaczysz przecież płaski tyłek to nic takiego, żaden wstyd. Lepiej mieć płaski tyłek niż mało atletyczne nogi :)
  25 Wrzesień 2012    13:52

 Julcia
   Izabelo ,sumując twoje wpisy mam wrażenie,że aż ociekasz jadem.
  25 Wrzesień 2012    13:33

 też kobieta
   Wilano, współczuję Ci. Wiem jak boli doświadczanie obojętności najbliższego człowieka. Jak patrzysz i widzisz, że ta osoba przejawia totalny zanik uczuć w stosunku do swojej najbliższej rodziny - tutaj do ciebie, syna i jego rodziny oraz do matki... Bo teraz ważne jest zauroczenie, ten seks, taki jak nigdy dotąd i pochwały, podziw nowej kobiety, wielkie starania, aby jej się przypodobać. Żałosne po prostu... ale boli bo jest wręcz nieludzkie... Życzę ci mądrości i dużo siły. Rozumiem, że w twojej sytuacji finansowej masz utrudnione pole działania , finanse są bardzo ważne, to podstawa poczucia bezpieczeństwa.
  25 Wrzesień 2012    10:12

 mIŁA
   Johny - Piotrku! Nie rezygnuj... nawet jeśli nie chcesz już pisać... mnie też Izabela tak wk...wiła kiedyś że zamilkłam na jakiś czas. Ale nie warto się przejmować Panią WszystkoWiemNajlepiejIzabelą bo jest tu dużo innych fajnych osób.... a że nieufność i poczucie skrzywdzenia przebija... to zrozumiałe... Ja Cię nie oceniam, bo nic nie jest takie jednowymiarowe. Kibicuję. Tobie - byś wytrwał i Twojej zonie - by Ci ponownie zaufała. POWODZENIA :-)
  25 Wrzesień 2012    09:19

 Wilana
    witaj też kobieta. Chyba emocjonalnie jednak nie daję sobie całkowicie rady,wiem że to jest krótki okres bo 2i1/2 miesiąca,że na to potrzeba czasu ale nie potrafię na chwilę obecną przekreślić tych 34 lat.Od tygodnia mam taka załamkę syn tego nie widzi staram się ją ukrywać. Jestem w tej chwili na bezrobotnym, u mnie w regionie o pracę znikome szanse i to mnie dobija jak również strach jak dam sobie radę potem.Całkowicie mnie rozwala jak syn prosi go o wsparcie finansowe i ten jego pogardliwy wyraz twarzy, nie powiem coś tam da jałmużnę ale nie wiesz jak to boli że tamte całkiem obce dzieci zabierają to co powinien dać swoim i swojemu wnukowi. A on właśnie swoje traktuje jak obce.Wczoraj wpadł na moment żeby dać swoja połowę na podatek za dom, zapytałam jak teściowa to powiedział że jest nią / po miesiącu dopiero/ tak zmęczony że będzie się starał oddać ją do domu opieki albo rodzeństwo będzie musiało po miesiącu się nią zająć. Widzę to jako przegrany scenariusz,bo już wcześniej lata temu powiedzieli,że babcia ma dożywotnio zapisany pobyt w domu a poza tym to on zagarnął majątek to na nim spoczywa opieka nad nią. Widzisz? do dnia kiedy odszedł to ja wszystkim się zajmowałam i ja nie mogłam być zmęczona.Chociaż byłam to się nie odzywałam bo kiedyś teściowa dużo nam pomogła i chciałam chociaż w ten sposób odwdzięczyć. Jak widzę to tej k....wie ona przeszkadza i nie chce się nią zajmować / opiekunka z opieki społecznej/. Wiesz chyba tak naprawdę to mam cichą nadzieję że wróci.Myślę że chciałabym się przekonać na własnej skurze jak to by wyglądało i może gdybym to ja wystawiła mu torbę za drzwi to by było inaczej? Rozmawiamy ze sobą bardzo spokojnie nie wiem skąd biorę tyle siły nie daję się ale potem jak nikt nie widzi ryczę jak głupia może to mi trochę ulży.Wiem, pisałaś, że "ta żałoba z czasem minie" ale to tak bardzo boli, bo te 34 lata były naprawdę bardzo dobre a tu z godziny na godzinę taki szok.
  25 Wrzesień 2012    07:28

 JohnyBravo
   Przepraszam Izabelo. Ale mnie obleciało. Nie mam kompleksów. Przepraszam za "kretyńskie"- zbyt się uniosłem w ocenach a przecież każdy ma prawo do własnego zdania na każdy temat. Sam wychowałem się z matką a ojciec odszedł. Wiem jak to wpływa na psychikę dziecka. Rozprawy alimentacyjne w sądzie, tatuś jest zły a od tatusia mamusia jest zła itd. Mało ludzi rozchodzi się "z klasą". Nie trzeba udowadniać że dzieci z rozbitych rodzin mają trudniejszy start i gorzej radzą sobie emocjonalnie. Nie wszystkie. Nie uogólniam. Moje wypociny to szczere wypowiedzi jak to wszystko wygląda z męskiego punktu widzenia. Myślałem że może to pomoże Wam spojrzeć we właściwy, inny sposób na problem. Pani Izabelo zgadzam się tym razem prawie ze wszystkim co Pani napisała. Też współczuję żonie i tej drugiej osobie, tak- kierowałem się jak zwierzę penisem i prymitywnymi instynktami. Szczęśliwie staram się już tego nie robić. Dla kogo szczęśliwie? Dla moich synów, mnie, a może i mojej żony. Myślę że postępuję teraz słusznie. Będąc na tym forum nie oczekiwałem współczucia typu biedny facet tylko poznawania Waszych odczuć co miało być dla mnie wsparciem w dążeniu do celu. Pisałem już o tym. Też kobieto to system wartości sprawił że teraz jest jak jest. Nigdy nie wyrzuciłem żony z głowy. Miałem takie poczucie winy, że nie mogłem funkcjonować. Żona ma wyższą rangę. Poczucie straty i tęsknoty nie wynika z doznań (łóżkowych czy innych). Zauroczyłem się( może zakochałem). Minie bo musi minąć. Kwestia czasu. Żona ma najwyższą rangę wśród kobiet a dzieci są najważniejsze. Z samcami alfa i testosteronem to chyba strzał w dziesiątkę. Masz dużo racji. Wszystkie macie dużo racji. Izabelo!!!!!! Ale jesteś złośliwa!!! :-D Nie powrót z powodu płaskiego tyłka tylko poczucia odpowiedzialności, przeżytych wspólnie lat, prawdziwej miłości, dzieci i wielu innych spraw!!! Powtarzam jeszcze raz!!!! NIE MAM PŁASKIEGO TYŁKA!!!! :-D Dzięki elle i cieszę się, że masz tyle siły. Julciu będę otwierał okno i nasłuchiwał ryków Twojego skunksa :-D Myślę, że nie powinienem dłużej pisać na tym forum. Jestem przedstawicielem tego złego gatunku który Was skrzywdził i wywołuję tylko złe emocje. Życzę Wam powodzenia i wszystkiego najlepszego:) Piotrek.
  24 Wrzesień 2012    10:23

 Miła
   Brawo Johny! nie na darmo nazwałeś się "Bravo", aż się uśmiałam jak podsumowałeś te wpisy - cytuję - "kretyńskie" które też nas zabolały i to nie raz. I jakoś dziwnym trafem adresatka od razu wiedziała, że o nią chodzi i Cię zaatakowała! Mam nadzieję że nie odbierzesz tych jej komentarzy osobiście i ja oraz wiele innych - trzymamy za Ciebie kciuki. Ja nie jestem zwolenniczką widzenia świata : tylko czarne albo białe. Każdy może popełnić błąd i dla mnie wielką sprawą jest to, że Ty to dostrzegłeś i chcesz naprawić. Trzymam za Ciebie kciuki. Tylko taka refleksja - po co szczęśliwej mężatce z 2-letnim stażem takie forum? żeby się jej lepiej zrobiło? a może pisze pracę doktorską z psychologii? Ależ ja Cię szczerze nie lubię Izabelo i bardzo żałuję, że trafiłaś na nasze forum....Pewnie mnie teraz nazwiesz taką czy inną albo jeszcze mnie subtelnie podsumujesz moje słowa robiąc mi analizę - ale niech tam, nie lubię Cię i już. Zatem Johny, Julcia, Dorotka, Klara, Agunia, miki i wiele innych "poturbowanych" życiowo - trzymajcie się i trzymajcie za mnie. Mój rozwód już niedługo....
  24 Wrzesień 2012    07:13

 Julcia
   Witam:)podjęłam już konkretne kroki w kierunku rozwiązania swojego małżeństwa, jeśli za jakieś 1,5-2 m-ce usłyszycie ryk wściekłego skunksa to tylko mój mąż będzie czytał pozew rozwodowy.
  23 Wrzesień 2012    12:01

 Izabela
   Powrót do żony z powodu wstydu przed brzuchem i płaskim tyłkiem świadczy o kompleksach i asekuranctwie, kobieta, która kocha, nawet młodsza nie zwraca na to uwagi, a facet wciągający brzuch jest śmieszny. Dobrze, że czytam to forum, ponieważ znalazłam Pana wpis. Jako kobieta poradziłabym sobie z "kryzysem" faceta w takiej formie, jak Pana: Wynoś się z mojego życia. Raz tak zrobiłam i nie żałuję, bo spotkałam właściwą osobę. Poprzednik również miał kompleksy i leczył je w taki sposób: inne kobiety (on miał akurat kompleks mało atletycznych nóg i miał 30 lat).
  22 Wrzesień 2012    18:44

 Izabela
   Dodam, że po przeczytaniu Pana postu przyznaję się do błędu. To,że mojemu facetowi trafiła się podła kobieta, nie oznacza, iż zawsze kobieta jest winna. Czytałam z uwagą Pana "wypociny" i serdecznie współczuję żonie, tej drugiej osobie także. Człowiek ma rozum i serce, nie tylko penisa, a Pan kieruje się prymitywnymi instynktami, oczekując wsparcia od kobiet, które przypuszczam, miały do czynienia z "czymś" takim. Współczujmy wszystkie: żony, kochanki biednemu wstrzymującemu się przed żądzą samcowi. żałosne. Mężczyzna, który kocha lub chociaż kochał zostaje lub odchodzi.
  22 Wrzesień 2012    18:37

 Izabela
   Wypraszam sobie określanie przez Pana o idiotycznym, dziecinnym pseudonimie mojego wpisu kretyńskim. Zważywszy na fakt, iż wrócił Pan do żony i żali się, że tak trudno mu powstrzymać się, gdy widzi ładną dziewczynę, zbiera mnie na wymioty. Chyba dzięki Panu bardziej przyjrzę się mojemu "kryzysowemu" mężczyźnie (zbyt idealny od 2 lat), już małżonkowi. Pozdrawiam
  22 Wrzesień 2012    18:28

 elle
   Wierze ,ze Ci sie uda Johny. Nie oskarżam i nie oceniam. Jestes juz dojrzalszy o swoje doświadczenia, wierze, ze kiedys bedziesz szczesliwy z kimkolwiek zechcesz. kazdy z nas ciagnie bagaz swojej przeszłości. Choc starałam sie bardzo chyba zaraziłam nia swoje dzieci. Ale wychodze na prostą. Cokolwiek mnie spotka nie ma we mnie strachu. mam jakies takie przeswiadczenie ,ze dam rade, że jestem cool i umiem przystosowac sie do kazdej sytuacji, a poza tym chyba NIEBO mi sprzyja.Jestem pełna podzowu dla swoich ukrytych talentów, które dopiero teraz rozwijam. Kiedy mnie obleci strach , mówie sobie....dam radę no i daje. Podnieca mnie przekraczanie nowych granic. mam wrażenie ,ze jeszcze tyle przede mną, że kazdy dzień jest tak soczysty, jak dojrzałe mango. Lubie sie budzic i patrzec na okryte rosa pajeczyny, na nowe przyrosty na drzewach...to wszystko jest za darmo, ale tylko "bogacze" potrafa to dostrzec, dla "ubogich: to zakryte skarby
  21 Wrzesień 2012    19:03

 też kobieta
   "ale czy da się to z głowy wyrzucić tak po prostu? Musi sporo upłynąć..." JohnyBravo - śpieszę się teraz i nie mam zbyt wiele czasu, ale zwróciłam uwagę na ten fragment i zaraz pytanie: A żonę i dzieci można było wyrzucić tak po prostu ? Bo ja widzę jednak różnicę w wartości, w randze osoby, z którą ma się dzieci, wspólny kawałek życia a osoby nowiutkiej, nieznanej. Ale domyślam się, że ta druga może DOSTARCZYĆ TOBIE najzwyklejszej przyjemności nieporównywalnej z tym, co daje ci żona. I stąd uczucie straty, tęsknoty... Jak to teraz ugryźć, bo wszyscy zaraz wołają o jakichś wartościach moralnych, etycznych, odpowiedzialności itd. A może dla ciebie byłoby dobrze mieć ciastko i zjeść ciastko? Nie wiem, czy to tylko hormony. Chociaż czytałam kiedyś ciekawy artykuł o wpływie poziomu testosteronu na osobowość mężczyzn, a właściwie na ośrodek w mózgu odpowiedzialny za zdolność do nawiązywania trwałych więzi. Ci z wysokim poziomem testosteronu to ci urokliwi ale bezwzględni, bez problemu interesujący się nowym łupem, poligamiczni, a ci z niższym to ci mniej atrakcyjni ale rodzinni i wierni. Chodzi o podział mężczyzn na samce alfa i samce tzw. opiekuńcze - nawet w stosunku do potomstwa tych alfa. Ale to tak żartobliwie... chociaż może jest w tym dużo prawdy.
  21 Wrzesień 2012    14:46

 JohnyBravo
   Cześć dziewczyny. Też kobieto wiem z doświadczenia że wszelkie uproszczenia prowadzą do błędnych tez. Jeśli chodzi o ludzką psychikę jest wiele książek. Pewnie w każdej troszkę prawdy. Gdyby to było takie proste. Dawcy i biorcy. Rozumiem to ale weź pod uwagę sytuację gdy pan dawca w umiarkowanym stopniu poznaje panią również dawcę ale o bardzo rozwiniętym instynkcie czy skłonnościach dawcy. Pan staje się chyba siłą rzeczy biorcą w tym związku. Wiesz, może przeczytam tą książkę i wtedy się zastanowię nad problemem bo bez lektury błądzę we mgle :-D. Choroba... Nie jestem biorcą... Myślę że ten cały KWŚ jest wynikiem zmian poziomu hormonów. To jak kryzys wieku dojrzewania, przekwit u kobiety. No zgódź się że one występują. Młodzież w pewnym wieku robi co robi pomimo że dotąd była wzorowa, kobiety przechodzące przekwit są okropne ( wiem bo obserwowałem teściową :-D ). Tak samo chyba jest z KWŚ. Facet który był typowym dawcą ( nie przeczytałem jeszcze książki ale myślę że dawca to ten który znajduje szczęście w dawaniu szczęścia innym ) staje się najpierw zamyślony potem dochodzi do wniosku że nigdy nie był szczęśliwy jako dawca, staje się biorcą i na koniec dochodzi do wniosku że jako biorca jest jeszcze bardziej nieszczęśliwy :-D. Nie liczyłem chyba na komentarze pisząc tutaj. Oczywiście zdania co do mojej osoby byłyby podzielone. Ktoś by powiedział świnia, ktoś o ! mądry facet ! potrafił w porę poradzić sobie z problemem. Wiesz, chyba bardziej liczyłem na jakieś wsparcie czy pomoc. Wcale nie jest mi fajnie w tym wszystkim. To zauroczenie nadal trwa. Nie napiszę i nie spotkam się nigdy z inną kobietą ale czy da się to z głowy wyrzucić tak po prostu? Musi sporo upłynąć...Czytam Wasze wpisy często i to mi pomaga wybijać sobie z głowy hormonalne huśtawki. W większości jesteście bardzo inteligentne i odnosząc się do Waszych postów lepiej mogę zrozumieć odczucia własnej żony. No fakt. Zdarzały się kretyńskie wpisy dziewczyny która twierdziła że odejście faceta z domu służy usprawiedliwieniu późniejszych niepowodzeń pozostałych domowników czyli zawalenia roku studiów na przykład.
  20 Wrzesień 2012    09:20

 też kobieta
   Wilana, witaj. Tak myślę, co jest rzeczywistym powodem twoich rozterek. I będę strzelać - jak zostałabyś oceniona, gdybyś nie przyjęła go z powrotem ? Wiesz, to tylko moje domysły. Podejrzewam jednak, że czujesz, że to byłoby dla ciebie najbardziej korzystne i słuszne. Pomijając żal, żałobę, która byłaby po całym wspólnym życiu. Jednak żałoba minie jak każda żałoba a przed tobą jeszcze wiele lat TWOJEGO ŻYCIA. Moje zdanie jest takie - to byłaby słuszna i sprawiedliwa decyzja, uważam, że miałabyś do tego zupełne prawo, on sam ci je dał. Chyba, że jesteś siostrą miłosierdzia albo kobietą uzależnioną emocjonalnie czy finansowo od niego... Powodzenia i dobrych wyborów życzę.
  19 Wrzesień 2012    12:40

 Wilana
   Na stronkę trafiłam całkiem przypadkowo,ale to szczęśliwy dla mnie traf. Przeczytałam wszystkie wpisy i teraz całkowicie nie wiem co mam zrobić.Może od początku.Przeżyłam z moim "papierowym mężem" 34 lata ,do lipca tego roku uważałam,że jesteśmy szczęśliwym małżeństwem tak też uważali wszyscy znajomi mówiono o nas wzorowe małżeństwo / muszę zaznaczyć że pierwszy skok w bok był niecałe 2 lata po ślubie- wybaczyłam, przyjęłam- małe dziecko/. Nigdy później nie żałowałam tej decyzji.W połowie lipca zostawił mnie z godziny na godzinę nic nie mówiąc wyszedł z domu, wsiadł w samochód i pojechał, jak się później okazało na wieś do domu który zapisali mu jego rodzice wraz z całą gospodarką rolną na jego wyłączną własność.Od stycznia czułam że jest coś nie tak ale jak zaczynałam coś mówić to były zarzuty że go niesprawiedliwie podejrzewam i mu nie ufam.A od czego to się zaczęło? Mam teściową chorą na alzheimera ujawnił się na dobre w 2 lata po śmierci teścia.Nie muszę chyba pisać,że przez 25 lat jak otrzymał gospodarkę to zap...łam rezygnując z dziećmi w urlopów wypoczynkowych- wczasów.Powodziło nam się w miarę dobrze,dbał o dom, o dzieci - zawsze powtarzałam że gdyby coś mi się stało to on swoim dzieciom nie da zrobić krzywdy- jak bardzo się myliłam to dzisiaj wiem.Jestem po 9 operacjach ostatnią bardzo ciężką przeszłam w XII/11r. Siedział przy mnie po kilkanaście godzin ,pomagał ,sprzątał jak bez przerwy zwracałam jednym zdaniem ideał.Jak wcześniej napisałam mam chorą teściową i 6 lat temu jak zaczęła postępować choroba, a mieszkała sama po śmierci teścia załatwiliśmy w Ośrodku pomocy społecznej opiekunkę.Dwa lata temu został zamordowany jej mąż i została sama z 5 dzieci. Pomagaliśmy jej ile mogliśmy,wydawało mi się ,że jeżeli mam możliwość to tak trzeba poza tym że dzieci nie dostały renty po ojcu bo nie miał wymaganego stażu pracy.Jej opieka od tego roku była okropna,mówiłam że ona nie wykonuje swoich obowiązków , babcia jest nie myta itd,itd.Moim błędem na pewno było to,że pozwoliłam byśmy przeszli na TY.W kwietniu oddaliśmy babcię do szpitala ,no i chyba tak to się zaczęło bo przeglądnęłam bilingi rozmów.Babcia czeka na miejsce w ZOL-u i teraz ON niby się nią opiekuje ale do tego domu to w pierwszych dniach wprowadziła się "opiekunka już męża"wraz z dziećmi muszę nadmienić całkowicie nie złośliwie z 4-ką patologicznych dzieci /kurator/. Chciałam rozmawiać z nim żeby mi wytłumaczył co było źle ale nie chce w ogóle rozmawiać w cztery oczy ze mną i dziećmi. Oczywiście on rozwodu nie potrzebuje jak on to powiedział" żeby sobie pod...yć kobietę do rozwód do tego nie jest mu potrzebny.Teraz remontuje jej mieszkanie,na dożynkach ludzie się z niego śmiali że stary dziad a zachowuję się jak 18-latek. Afiszuje się z tą K nie zważając na uczucia swoich dzieci. Synowie mnie bardzo wspierają i nie chcą słyszeć że on wróci kiedyś do domu/mamy wspólny dom który w rozmowie u prawnika powiedział że swoją połowę przepisze na nich ale gospodarki to oni mu nie ruszą./ Wniósł pozew o rozdzielczość majątkową- nie wiem co jeszcze zrobię, prawnik mówi żebym się zgodziła.99% znajomych twierdzi że do końca roku wróci do domu jak pies z podkulonym ogonem, bo problemy dnia życia codziennego z tego co wiem to się już zaczęły.A ja tak naprawdę nie wiem co zrobię jeżeli taka sytuacja zaistnieje. Jedyna dobra sytuacja to to że w 1 1/2 m-cą schudłam 14 kilo, mam czas dla siebie i mogę zadbać tak jak zawsze chciałam,wiele osób znajomych nie znając sytuacji twierdzi że wyglądam rewelacyjnie, a ja sama wiem że ona nie dorasta mi do pięt. Mam duże wsparcie przyjaciół bez nich nie dałabym sobie rady pozbierać się w miarę szybko. Ale są chwile załamki i chciałabym żeby wrócił, ale też zastanawiam się jak to by miało wyglądać.
  19 Wrzesień 2012    10:11

 też kobieta
   "a gdy widzę w sklepie ładną dziewczynę staram się tak płacić żeby było widać obrączkę. No i walczę :-) " JonyBravo Wiesz, myślę, że na tym świecie są dwa rodzaje ludzi :Biorcy i Dawcy. Tu nie ma wyboru, ludzie rodzą się tacy albo tacy. Jest rewelacyjna książka o takim tytule, która naprawdę dużo tłumaczy z zakresu związków międzyludzkich a w szczególności związków miłosnych. Polecam każdemu, bo pięknie otwiera oczy i człowiek (tak jak ja -Dawca) przestaje chodzić we mgle. Dlaczego wkleiłam na początku ten cytat ? Otóż są ludzie, JonyBravo, dla których postawa, którą próbujesz teraz przyjąć jest oczywista i naturalna jak oddychanie powietrzem. Natomiast ty walczysz, jak sam napisałeś... Czy wygrasz ze swoją naturą? Ze swoim systemem wartości, w którym dotychczas to ty byłeś najważniejszy i twoja przyjemność, twoje dobre samopoczucie jako faceta. A kobiety wokół - czy to żona czy chociażby miła sprzedawczyni - były jednakowej rangi dostarczycielkami twojego dobrego samopoczucia, przyjemności, czy czegoś tam jeszcze.... Bo dokonywałeś takich wyborów, stąd moje domniemanie, że na takim systemie wartości się opierałeś. Ja nie mam nic do ciebie i życzę ci powodzenia. Próbuję tylko pokazać ci, jak całą tą sytuację widzę, bo myślę, że pisząc tu oczekujesz komentarzy.
  19 Wrzesień 2012    09:09

 miki
   Powodzenia Johny. Ja też bywam na tym forum i czekam na Twój optymistyczny wpis za pół roku.
  18 Wrzesień 2012    11:04

 Julcia
    Ja już wiem mój mąż nie ma kwś-on jest po prostu chory na nienawiść.Już nie mogę nie daję rady,mam DOŚĆ!!!!!!!
  17 Wrzesień 2012    18:59

 JohnyBravo
   Oj Miki... Przez swój uraz do męża a może wszystkich facetów każde słowo traktujesz jako atak. wybierasz z każdej wypowiedzi kilka słów które bez kontekstu zmieniają znaczenie. Nie mam płaskiego tyłka. Chodziło o tokowanie.. Porównanie do psów było skierowane w stronę facetów. To oni jak psy wskakują bezmyślnie... Stworzonka to dobre słowo. Miłe i czułe. Stworzonka nie w sensie głupiutkie tylko dobre. Miki nie chciałbym Cię oceniać ani dawać jakichś rad ale musisz chyba wyzbyć się tych urazów. Nie wszyscy faceci pisząc o kobiecie niunia chcą ją skrzywdzić. Nie wszyscy faceci są gwałcicielami, mordercami, nie wszyscy zdradzają, nie wszyscy krzywdzą. No a wśród tych którzy skrzywdzili są naprawdę tacy którzy tego żałują i chcą naprawić... Wiem że każdy przypadek na tym forum jest inny. Część z Was nie wybaczy nigdy. Część nigdy już nie zaufa. Ale ja szczerze wierzę, że istnieje na pewno kilka związków do uratowania. To chyba zależy od chęci. Wszystko tkwi w psychice. No i znowu. Najpierw decyzja faceta bo bez sensu próbować coś odbudować gdy w podświadomości tkwi jakakolwiek niepewność czy znowu nie odwali się świństwa. Potem po decyzji rozmowa z żoną. Szczera!!! No i potem prośba o pozytywne rozpatrzenie "oferty" przez żonę. Wiem Miki że nie spodoba Ci się słowo oferty. Jeśli nie znienawidziła jeszcze jak niektóre z Was to jest szansa. Myślę że ta decyzja żony powinna być też odpowiedzialna. To nie może być tak, że ok bo akurat nie mam dochodu ale za to co zrobiłeś umilę ci resztę życia a jeśli trafi się okazja to zrobię to samo i zobaczysz jak to jest. Wtedy lepiej się rozejść bo to doprowadzi wcześniej czy później do katastrofy. Oczywiście nie umniejszam winy faceta!!!! On jest winny. Zrobił świństwo. Zgłupiał. Kara musi być. Tą karą przynajmniej dla mnie największą jest poczucie winy. Co do żony. Podczas rozmowy powiedziała: " Okropnie się na tobie zawiodłam, zachowałeś się jak świnia, ja prasowałam ci koszulki a Ty w nich łaziłeś... ale dam ci szansę. Nigdy nie zapomnę o tym co było ale kocham cię i postaram się zrozumieć. Gdybyś kiedykolwiek chciał zrobić coś takiego to po prostu odejdź. Nie musisz tłumaczyć a ja nie będę pytała. " Tej szansy się trzymam a gdy widzę w sklepie ładną dziewczynę staram się tak płacić żeby było widać obrączkę. No i walczę :-) Każdego dnia od nowa i od nowa. Uda się...
  17 Wrzesień 2012    09:54

 JohnyBravo
   Julciu nie jest tak że było-minęło. Pisałem o tym. Ważna jest rozmowa. Jestem w tej dobrej sytuacji że z żoną często rozmawialiśmy. Spokojnie i bez awantur. Wiem, wiem. Pozornie spokojnie. To co jej mówiłem wtedy powoduje u mnie dreszcze. Teraz po tym wszystkim rozmowa jest kluczem do wszystkiego. Oczywiście nie da się przejść do porządku dziennego jakby nigdy się nic nie wydarzyło. Bardzo dużo się wydarzyło. Nie ma też sensu najmniejszego szukanie winnych całej sytuacji. To tylko ja jestem winny. Podjąłem rozmowę szczerze i bez żadnych oczekiwań. Z pozycji winnego. Wytłumaczyłem żonie jak to wszystko było skąd się wzięło. Co czułem, o czym myślałem. Powiedziałem też szczerze że gdyby ona to zrobiła nigdy bym nie zapomniał i wiem, że i ona nie zapomni. Ja ze swojej strony wiem, że ze wszystkich sił postaram się choć w części jej to wynagrodzić. Zrobię wszystko. Nie dlatego, że zostałem odrzucony przez inną, nie dlatego że mi się znudziła. Dlatego, że zrozumiałem co w życiu jest dla mnie ważne, co to jest miłość wynikająca z partnerstwa i fascynacji osobowością i intelektem a co to jest zauroczenie. Wiem, że w jej sercu już zawsze będzie tkwił pewien rodzaj niepewności i żal. Ona jest bardzo mądra. Bardzo dobra i wyrozumiała. Dziwię się że są tacy ludzie. Gdy wiedziała co robię nigdy moim synom nie powiedziała tata ma kochankę. Mówiła tata ma problemy w pracy. Ja jestem pełen podziwu dla jej postawy. Napiszecie to czemu jej to świnio zrobiłeś? Cholera nie wiem!!!! Pisałem jak to było. Może chciałem się dowartościować. Po co? Udowodnić sobie że jestem przystojny i fajny? Cholera nie muszę!!! No jestem :-D Rozmawialiśmy o uczuciach i priorytetach. Tak otwarcie. Wiem, że ona mnie kocha. To się czuje. Sądzę że da się w takiej sytuacji coś jeszcze zbudować. Może już nie pałac ale mały domek. Najważniejsze dzieci, potem my, potem nic. Tak musi być. Musi się udać. Gdybym w to nie wierzył nie próbowałbym. Aguniu miłość ma różne oblicza. Jest bardzo ważna. Ona ewoluuje. Od niesamowitej amplitudy uniesień na początku to dojrzałego uczucia potem. Ale musi być. Na niej można budować. Bez niej jest trudno. Takie życie razem bo dzieci, bo kredyty, bo coś jeszcze jest trudniejsze. Podsumowując ważna jest analiza samego siebie, decyzja ( męża) potem rozmowa, potem analiza drugiej osoby i decyzja (żony). No i na koniec walka męża o naprawienie wszystkiego. Bez któregokolwiek elementu nie zadziała. Mąż musi wiedzieć że zawinił i że chce naprawić ( nie na chwilę tylko na zawsze ). Żona musi zdecydować czy chce tych starań ( też na zawsze ). Tak myślę. Tak mi się wydaje. Będę jeszcze trochę na tym forum. Może napiszę czy to działa :-) . Może jeśli mi wyjdzie pójdziecie w nasze ślady i uda Wam się odbudować choćby dla dzieci Wasze małżeństwa. Tego Wam życzę :-) Pozdrawiam.
  14 Wrzesień 2012    10:21

 miki
   Oj, Johny, Johny...Olukrowałeś te swoje wpisy, a nadal wyziera z nich naga prawda. Nie doceniasz kobiet. Co więcej lekceważysz je na całej linii. Stworzonka, suka z cieczką, powrót do żony bo nie widzi Twojego płaskiego tyłka. Wybacz, ale na tym forum masz do czynienia z inteligentnymi kobietami. Proste pytanie Julci jest tu strzałem w dziesiątkę! Tyle Twoich słów, a żadne o tym co czuje Twoja żona.
  14 Wrzesień 2012    08:44

 Miła
   czytam listy od Johnego i zastanawiam się czy to jest możliwe, czy takie sytuacje zdarzają się naprawdę? Czy naprawdę może nadejść oświecenie dla faceta w kws? Tylko podziwiać i zazdrościć.... Faceci w kws rzeczywiście powinni przeczytać całe to forum, pójść do psychologa, pomyśleć, otrzeźwieć... ale w większości przypadków to walenie grochem o ścianę. Z doświadczenia wiem, że jak przyszło chwilowe oświecenie to ja nie byłam gotowa, a i mąż już inaczej podchodził do życia, "nabrał odwagi"... i w międzyczasie zauroczył się po raz kolejny... więc miki ma trochę racji - zaufanie to nić bardzo trudna do odtworzenia..... krzywdy trudne do wybaczenia.... Cięzką pracę muszą wykonać oboje partnerzy. A w obu nastąpiło pewne spustoszenie... wybaczcie ten pesymizm kobiety w trakcie rozwodu...
  14 Wrzesień 2012    08:10

 agunia12a
   Witaj JohnyBravo ale masz odpowiedzi od dziewczyn:) mam nadzieję , że u ciebie jeszcze nie jest za późno i że twoja żona nie usłyszała tylu nie fajnych (delikatnie mówiąc) słów co my. Moja cierpliwość szybko dobiegła końca. To co usłyszałam jak bumerang wraca do mnie od ponad dwóch lat i w uszach brzmi jak mantra. Mój rozwód jak wczesniej pisałam jest moją obroną żeby nigdy więcej nie pozwolić mu wrócić. Mój nowy związek na poczatku teź był z tego powodu. Podziwiam inne kobiety , które wierzą w zmianę czy nawrót - powrót swoich meżów. Ja nigdy w to nie wierzyłam.Mając lat 40 nie robi się takich rzeczy. JohnyB. my też nie raz mamy ochotę się się zatracić , zapomnieć o obowiązkach , kredytach , dzieciach i Bóg wie o czym jeszcze. To wszystko działa w dwie strony!!!!!!! Mamy te same potrzeby !!!! Twoja żona pewnie też nie raz miała dosyć ale jest zbyt odpowiedzialna żeby zrobić dzieciom i tobie takie świństwo. Ma więcej wyobraźni i wie , że takie chwilowe uniesienie jest tylko przez sekunde , że to nie to i nie jet to warte utraty rodziny. Człowiek bez rodziny jest niczym . Wraca do pustego domu ..... po co wraca , nikt nie czeka. JohnyB . to przestroga dla ciebie. Mój były mąż to zrozumiał za późno. Wiesz czemu nie chcę z nim być ? bo .... chciałabym żebyś to dobrze odebrał.Bo nie chcę jego powrotu tylko dlatego , że jakaś panna nie dała mu szczęścia , bo nie da :) to różnica pokoleń - nie czarujmy się :) Czuję się jak kryzysowa narzeczona . Powiem szczerze , że nie wiem co chcę, nie mam pomysłu co mogłoby się stać żebym go przyjęła , chyba naprawdę tak mnie zranił , że nie chcę go znać. Mam nadzieję , że twoja żona będzie bardziej łaskawa. I tu nie chodzi o miłość . W naszym wieku można nauczyć się żyć w róznych warunkach , chodzi o szacunek i zaufanie a tego nie można odbudować a miłość ? ... jest ślepa , powodzenia
  13 Wrzesień 2012    21:01

 Julcia
   JonyBravo mam pytanie jak w tym wszystkim dzisiaj znajduje się Twoja żona? Nie wierzę-było minęło.
  13 Wrzesień 2012    14:25

 JohnyBravo
   Cześć dziewczyny :-) Jolu nie wiem jak to jest. Czy i kiedy przechodzi. Mi nie przeszło. Tyle, że ważne jest to żeby coś u siebie zdiagnozować, przemyśleć, przeanalizować i w końcu podjąć decyzję. Jestem facetem. Nie wiem czy tylko czy aż. Jednak wiem, że w takich sytuacjach najważniejsze jest podjęcie męskiej decyzji. Czyli: Albo zostaję z żoną (jeśli ona jeszcze nie straciła wszelkich pozytywnych emocji), albo odchodzę, rozmawiam z nią i staram się jak najlepiej pełnić rolę ojca na odległość. Nie ma innego wyjścia. Dręczenie wszystkich dookoła, włącznie z sobą, oszukiwanie świadczy jedynie o tym że facet nie jest facetem. Świadczy o tchórzostwie. To strasznie ważna decyzja. Przychodzą myśli jak to by było gdybym był z tamtą, przychodził do dzieci itd... Ja zatrzymałem się w tym wszystkim i tą decyzję podjąłem. Koniec z odruchami psa który gdy suka ma cieczkę wskakuje i robi swoje. Skąd wiem że mi nie przeszło? Po przeczytaniu postów pierwszym odruchem było poproszenie Julci o nr gg bo jest inteligentna i sympatyczna. No i bajerowanie. I znowu. Usiadłem i pomyślałem. Stary to KWŚ!!! Znasz scenariusz!!! Co do decyzji. Ona musi być ostateczna. Albo tak albo tak. Ja wybrałem dom. Ostatnio kupiłem żonie różę, taką bez przybrania, czerwoną... Jak kiedyś tyle lat temu. Wtedy nie miałem na przybranie a teraz to miał być symbol. Nie wiecie ile szczęścia było w jej oczach. Potem, wieczorem zrobiłem pizzę, oglądaliśmy sobie filmy, trzymaliśmy się za rękę :) . Po 20 prawie latach małżeństwa. Było mi wspaniale.A łóżko? Też myślałem o tym :-) Rozumiemy się z żoną w tej dziedzinie i wiem teraz już na pewno. Nie będzie mi z nikim lepiej. Cóż przyjemnego we wciąganiu brzucha, wypinaniu klaty i stroszeniu się jak głuszec w tokach. Żona pamięta mnie takiego jak byłem 20 lat temu. A ja ją. Nie muszę nic udowadniać ani odwracać się zawsze przodem bo może mam za płaski tyłek. Jeśli mi nie wyjdzie żona uśmiechnie się i powie: oj staruszku, staruszku :-D Pośmiejemy się. W końcu nie to najważniejsze... Julciu spróbuję odbudować ten dom cegiełka po cegiełce. Pewnie lata to potrwa a zaufania nie odbuduję nigdy ale cóż... Przecież muszę spróbować skoro podjąłem taką właśnie decyzję. A faceci? To ludzie. Są wśród nich kanalie które całe życie będą zmieniać tylko cel i układać kolejne trofea na półkach. Nie podejmą nigdy DECYZJI. Pewnie każdy przypadek jest inny. Myślę że gdy facet odejdzie to chyba już powrotu nie powinno być. A może trzeba dać szansę? Ja mam za sobą przemyślenia z męskiego punktu widzenia. Wy jesteście kobietami. Musicie podjąć Wasze decyzje. Jolu!!!! Nie potrafię odpowiedzieć na żadne Twoje pytanie. Wydaje mi się że po pięciu latach bez niego już go nie kochasz tylko tak mocno sobie wkodowałaś to cierpienie i miłość do głowy że już jedziesz na przyzwyczajeniu. Spotkaj się parę razy z innym facetem. Wyjdź z koleżanką na spacer, uprawiaj sport... Zorganizuj sobie życie. Nie pod to cierpienie tylko pod przyjemności. Zastanów się czy gdyby on przyszedł taki wyskakany po tych latach to czy mogłabyś go jeszcze chociaż przytulić? Miki... Stworzonka pisałem w pozytywnym rozumieniu... Doceniam w kobietach zarówno urok jak i intelekt. Nie mam samczego podejścia :-) No tak... Teraz przyszło mi do głowy. Obowiązki, praca, rutyna. To trzeba polubić. Można polubić. Trzeba tylko umieć docenić efekty tej rutyny. Udane dzieci, miły wieczór, fajne wakacje, spokój, miła rozmowa, zrozumienie, świadomość że jeśli będę miał raka i będę umierał w szpitalu czy domu to będą koło mnie bliskie osoby.
  13 Wrzesień 2012    07:58

 Julcia
   JonyBravo Błądzić rzecz ludzka-miło się czyta kiedy człowiek potrafi przyznać się do błędu i przywołać do porządku na tym polega dojrzałość-chylę czoła. Obowiązki,dom, praca-rutyna.Żeby mieć za co jeść trzeba iść do pracy,żeby dzieci miały pracę trzeba je wykształcić być może na dłuższą metę jest to nudne,ale ktoś kiedyś tak ten świat wymyślił i do kogo te żale. Cała Twoja historia to jak szablon,foremka do której wsadziłabym swojego męża,tylko kiedy on w swojej głupocie zaczął puszyć się jak paw,a tu zamiast oklasków,których się spodziewał,same gwizdy i myślę że to go rozjuszyło najbardziej(przecież to on jest fantastyczny) i wtedy się zaczęło-agresja i to nie tylko w stosunku do mnie.To był ten moment kiedy powiedziałam DOŚĆ ,więc u mnie happy endu nie będzie.Z uporem maniaka niech sobie te psy na mnie wiesza,ale mając dwójkę wspaniałych dzieci, chociaż w stosunku do nich zachowa się przyzwoicie. Co jest najważniejsze dla mojego męża w tej chwili on sam,och ich dwoje i dookoła -nikt.
  12 Wrzesień 2012    16:58

 Jolanta
   JohnyBravo , pisałam tu wcześniej no i jak ja strasznie czekałam na taki komentarz na tych postach. Może jestem naiwna ale wierzę,że to zmiany w mózgu faceta doprowadzają go do takich nienormalnych sytuacji. Kiedy ja powiedziałam swojemu mężowi o tym że wiem wszystko o jego zdradach to powiedział " Boże jak ty musisz mnie teraz nienawidzieć". A ja kochałam go bardzo i chciałam mu to wszystko wybaczyć ale się nie udało. nie zmienił się , ranił mnie jeszce bardziej. Ale było to jakieś dziwne. Jednego dnia był słodki i opiekuńczy a drugiego mówił że nie będzie się mną martwił i że mam sama organizować sobie życie , już bez niego. Zaczął się piąty rok bez niego, a ja cierpię tak samo jak dawniej. Jest mi tak okropnie źle bez niego . Napisz mi proszę czy taki facet kiedy już się wyszaleje myśli o tym aby wrócić do domu. Co myśli, co czuje. Jak można mu pomóc? Czy potrzebuje tej pomocy a może odezwie się sam. Jak długo mogą trwać takie szaleństwa. Napisz, tak bardzo Cię proszę. Jolanta
  12 Wrzesień 2012    11:37

 miki
   Johny Bravo, w Twoich wpisach widzę jedno małe (wielkie) przeoczenie. Dziewczyna i żona to nie tylko stworzonka, które kochają, ale są one również istotami ludzkimi, które mogą znienawidzić. Nie wiem co wówczas czuje dziewczyna, natomiast doskonale wiem co czuje żona. Z jednej strony w sercu tli się miłość, ale z drugiej... Moją tragedią jest to, że nie ufam mężowi, jego obecność mnie odstręcza, mój umysł całkowicie go odrzuca, bo wie jakim to cierpieniem skończyło się poprzednio.Chciałabym się od niego odseparować, ale obecnie on bardzo się stara i dzieci są z nim szczęśliwe. Tak jak szczęśliwe są z nami, rodzicami pozornie tworzącymi pełną rodzinę. Serce nie sługa, przebywanie z takim oszustem jest nie do zniesienia. Czy kiedyś mi przejdzie wstręt do niego? Nie wiem.
  12 Wrzesień 2012    09:50

 klara
   Witaj Jony Bravo ! dziekuję za odwagę,zapewne znasz moje wpisy .....listy itp..piszę od dawna .......2007r od kiedy znalazłam portal....i cóż jest tak jak Ty to mówisz jestesmy pewnie tutaj rożne ale dzielne , mądre coraz bardziej .Znamy się juz też osobiście (różne strony Polski )i wiesz jak bardzo sobie pomagamy tym własnie ,że jesteśmy rozmawiamy ,bo wiesz nie było to łatwe na początku tej nowej drogi .....wszystko się wypaliło słowa Pana ....no cóż żeby tylko takie słowa .....donosy ,ubliżanie itp. Oczywiście ze strony męża ....sprawa o rozwód trwa .....długo .....ale dajemy radę....mam na myśli siebie i dzieci ....boli bardzo ...a mąż szczęścia po nim nie widać ...jedynie obłęd w oczach ......brak przyjaciół, rodziny tylko miłość ???????a może aż ....Czas pokaże ,dbam o siebie i o dzieci ....i gratulacje za przemyślenia.Powodzenia i ratuj siebie i rodzinę naprawdę szczęścia nie zazna i panienka i pan 4o plus lub 50 plus ......Pozdrawiam serdecznie.pa.pa
  11 Wrzesień 2012    20:07

 JohnyBravo
   Julciu!!! Dawaj tego swojego faceta. Niech przeczyta te wszystkie posty. Może pojmie co w życiu ważne i co daje prawdziwe szczęście.
  11 Wrzesień 2012    07:27

 JohnyBravo
   Droga Julciu :) Atak? Jaki atak? Gdybyście wszystkie razem albo po kolei dały mi w pysk to uznałbym że to mało. To jednak wszystko nie tak. Facet nie robi tego wszystkiego by krzywdzić tylko krzywdzi robiąc to. Moja żona jest wspaniałą wyrozumiałą kobietą. Piękną, inteligentną, wesołą i ma w sobie mnóstwo uroku. A ja? No cóż. Chyba byłem kiedyś dobrym mężem. Teraz na cały ten KWś staram się spojrzeć jak na coś co zatruło moją psychikę, było i nie wróci. Zaczyna się niewinnie. Rutyna. Codzienne obowiązki, praca, dom, dzieci... Zacząłem się zastanawiać czy ja w tym wszystkim jestem szczęśliwy. Czy to moje życie czy tylko wieloletnie dopasowywanie się do sytuacji. I właśnie chyba to myślenie to KWŚ. Późniejsze wybryki to już tylko konsekwencja tego myślenia. Przypomniałem sobie jak fajne jest poznanie kobiety i to pierwsze zauroczenie. Zaloty, zdobywanie, spacer za rękę, pierwszy pocałunek. Zamyślałem się coraz częściej. Marzyłem o czymś co wydawało mi się odskocznią od codzienności. W końcu doszedłem do wniosku że ja przecież mogę jeszcze coś przeżyć takiego a za 10 lat będę starym pierdzielem i jedyne co będę mógł to grać w szachy w parku z innymi dziadkami. No i zaczęło się. Miało być niewinnie. Chciałem tylko ( oszukiwałem sam siebie ) poznać dziewczynę i sobie tak z nią gadać o wszystkim. Taką przyjaciółkę. Wiesz pewnie Julciu i wszystkie wiecie że takie przyjaźnie możliwe są tylko w programach na Discovery :) Niby było fajnie. Przyjaźń powoli rozwijała się. Co było w tym fajnego? Chyba najbardziej to że dziewczyna mówi jesteś wspaniały, inteligentny, przystojny... Jesteś facetem moich marzeń. Co dalej? Wiadomo. Kochanka. Wtedy to co fajne stało się koszmarem. Mało która dziewczyna godzi się na taki związek gdzie żonaty facet spotyka się z nią i nic nie planują. Resztki rozsądku podpowiadały że przecież nie zostawię dzieci!!! A na czym polega koszmar? Oszukujesz dziewczynę że coś z tego będzie i krzywdzisz ją, oszukujesz żonę że wszystko jest ok a przecież żona to takie stworzonko które Cię kocha i nawet gdy pokłócisz się w sklepie to ona wie. Zna już dobrze swojego faceta i dokładnie wszystko wie. Kocha więc nie dopuszcza sobie do głowy że może coś takiego być. Ale WIE !!! Krzywdzisz i ją. Krzywdzisz dzieci bo je zaniedbujesz. Wszystkich krzywdzisz. Do tego ciągły stres. Czy nie przyjdzie niechciany sms? Czy idąc z kochanką nie trafisz na żonę? A może dzieci? A może koleżankę żony? Tak więc Julciu życie powolutku staje się koszmarem. Z tego zauroczenia zostaje tylko stres, poczucie winy, przemyślenia. Wtedy pomyślałem sobie: cholera gdzie ja jestem?? To jakiś obłęd!! Niby ciągnie do tej dziewczyny ale czy nie powstrzymam swoich facetowskich kretyńskich próżnych instynktów ?? Przecież ja wszystkich świadomie krzywdzę. Kim ja jestem? Jakimś potworem. Widzisz Julciu z perspektywy (niedługiego) czasu widzę to jak zbrodnię na innych ludziach. Podczas trwania tego wszystkiego tak dalece się pogubiłem że sam nie wiem co myślałem. Przepraszam. Wiem. Wcale nie myślałem. Na koniec powiem jeszcze że faceci podczas KWŚ obwiniają o wszystko kobietę. O rutynę, nudę, klatkę życia. Nie dajcie sobie wmówić. To facet jest od zabierania kobiety do kina, świec, kwiatów, romantycznych chwil, organizowania rozrywki, zabiegania, bycia wesołym. Musi zdobywać. To w jego naturze. Musi!!! Ale ale:) Powinien zdobywać ciągle na nowo swoją żonę:) Po co? Po to żeby jej do głowy nie przyszedł KWŚ :-D Pozdrowionka. Ja na analizowaniu KWŚ spędziłem tyle czasu że chętnie służę pomocą a może napiszę książkę :-)
  11 Wrzesień 2012    07:24

 Julcia
   Witaj JonyBravo, z tego co opisujesz i ja zrozumiałam-opisujesz to jako dziwny stan,dla mnie ciągle jest to pewnego rodzaju wynaturzenie,kto normalny celowo dla własnej satysfakcji z premedytacją,dziką rozkoszą krzywdzi najbliższych-własne dzieci? Z tego co piszesz macie przebłyski i co? nic z tego nie wynika dalej brniecie.Moja córka usłyszała okropne rzeczy (siebie pominę).które konia by zwaliły z nóg,być może padły one w amoku,dzisiaj zdziwienie dlaczego ona się do mnie nie odzywa-amnezja?Każdy z nas jest człowiekiem ma lepsze i gorsze dni,mi też zdarzają się dni,że z chęcią bym kogoś udusiła i co?biorę psa idę na spacer,idę na jogę.... .przede wszystkim nie krzywdzę nie poniżam.Jaki ma sens budowanie domu przez dwadzieścia lat aby pózniej podkładać pod niego bombę.Proszę nie odbieraj tego jako ataku na siebie ja tego w dalszym ciągu nie ogarniam :)
  10 Wrzesień 2012    19:38

 JohnyBravo
   Jeszcze raz ja. Tym się różni człowiek od psa że potrafi ocenić co dobre a co złe. KWŚ to zachowanie psa u człowieka. Nie pozwolę więcej żeby rządziły mną odruchy a nie umysł. Spróbuję wszystko naprawić. Kwiaty, rozmowa, kino. Nigdy więcej głupocizny !!! Dużo pomogły mi Wasze posty. Teraz wiem jak Wy to czujecie. Dzięki za nie. Pozdrowionka :-)
  10 Wrzesień 2012    17:13

 Gruszka68
   Witajcie, Do JohnyBravo - To co napisałeś o sobie widzialam w eks mężu. Jednak uprzedzam Cię, że dalsze kroki są równią pochyłą. Jest młoda wolna kobieta za którą jeździ po Polsce, jest nowa praca i adrenalina, plany nowego życia. Obserwuję chłopców (21lat i 18lat) mają ukryty żal i a ich miłość do ojca jest ogromna. Stracił w ich oczach szacunek i twarz. Pomyśl czy to nie za wysoka cena, bo Twoje życie może stać się samotnym koszmarem. Każda kolejna znajomość po fazie fascynacji dochodzi do powszedniości. W złudnej nadziei i starej miłości cichutko, siedzę obserwuję wzloty i upadki eks a życie toczy się dalej. Proszę byś walczył o rodzinę, hamował gniew i fustrację, bo przyczyny są w nas, nie w naszych połówkach. Szukaj pomocy nie sam lecz wspólnie i życzę Ci wiele wytrwałości.
  10 Wrzesień 2012    09:39

 klara
   Witam dziewczyny! Też kobieto dzięki za super słowa odnośnie niedorozwoju panów ...możemy sobie ręce podać ......Kropeczko trzymaj się dzielnie pamiętaj nie jesteś sama w tym (bagnie moralnym ) jak Ja to mówię...Pan nadal nie widzi swojego problemu czytaj mąż .....nie widzi też zła i podłości jaką nam czyni mam namyśli dziecko(jako (sublokator) smsy z miłością to jest jak pożywienie jego a marnie wygląda ....a Ja się rozwijam i do przodu.Pozdrawiam serdecznie .......Pa.pa
  9 Wrzesień 2012    20:14

 JohnyBravo
   Cześć dziewczyny. Jestem facetem i przechodzę właśnie ten cały kryzys. Uwierzcie mi, że to niełatwe dla faceta. On czuje, że rani, krzywdzi... Przychodzą jednak momenty że o tym zapomina. To jest gdzieś w psychice. Jak jakiś amok. Czuje, że niewiele zostało mu z młodości, że to ostatnia chwila na cokolwiek. No a tu żona i dzieci. Nie może zrobić tego na co ma ochotę i wpada w panikę. Krzywdząc liczy chyba że żona go znienawidzi i następny wybryk jej nie skrzywdzi. Analizowałem to wiele razy. Muszę przeczekać te okropne huśtawki nastrojów, poczucie winy i potem znowu nieodpartą chęć zrobienia czegoś okropnego. Niestety właśnie okropnego. Z punktu widzenia faceta wcale nie jest to łatwiejsze. W wieku 40 lat z przykładnego męża chodzącego w kapciach po domu i za pozwoleniem żony czasem na ryby staje się wysportowanym opalonym jakimś dżolerem który ma we łbie tylko pustkę, pustkę... Jeździ podpity samochodem, gwiżdże na panienki i puszcza głośną muzykę. A na 17 letniego syna się darłem że zgłupiał... Koszmar.
  9 Wrzesień 2012    17:30

 też kobieta
   "Żal mi po prostu patrzeć, jak fajny facet chce przekreślić całe swoje dotychczasowe życie, jak cały czas tylko użala się nad sobą. Chciałbym potrząsnąć nim i pokazać jak rani swoich bliskich." Satine, na podstawie twojego wpisu w mojej ocenie jesteś jedną z tych wielu, wielu kobiet, którymi kieruje w życiu przemożna a czasem wręcz chorobliwa i końcąca się dla nich źle - WIELKA POTRZEBA POMAGANIA BIEDNYM MISIOM. Na niej kobiety te opierają swoje poczucie wartości - tylko wtedy są KIMŚ. Biednym misiem może być dorosły facet, ale.... z czymś sobie w życiu nie radzący np. wrażliwy alkoholik, czarujący seksoholik, pokrzywdzony skazaniec w więzieniu albo po prostu wspaniały facet, którego żona nie rozumie. Jak myślisz, czy większość tych żon nie próbowała wielu naprawdę sposobów, aby w tego niezadowolonego czy nieszczęśliwego małżonka swego tchnąć życie - aby uśmiechnął się w końcu i docenił to, co ma w życiu, aby docenił swoje życie i poczuł się w nim nareszcie dobrze. Więc potrząsały nim i potrząsały. Bo zależało im na nim jako na człowieku, mężu i ojcu dla swoich dzieci ! A tu du.. blada. Następnym krokiem takich panów jest szukanie szczęścia dalej, gdzie indziej - bo nie wiedzą, że szczęście trzeba mieć w sobie, a jak się nie ma to SAMODZIELNIE na nie zapracować, aby je w sobie mieć. Jest taka zasada w życiu, do której doszłam przez takie właśnie doświadczenie - mam wpływ tylko na swoje życie, na siebie. Nie mamy wpływu na drugiego człowieka, choćby przyświecała nam najbardziej szczytna i humanitarna idea. Dodam, że panowie ci nie szukają pomocy u specjalistów, terapeutów. Dlatego zadam ci pytanie - JAK CHCESZ TEMU PANU POMÓC ? JAKIE ZNASZ METODY ? Dlaczego uważasz, że potrafiłabyś to zrobić ? Czy kieruje tobą tylko pseudolitość i chciałabyś pokazać mu jak wygląda prawdziwa miłość, bo z pewnością nigdy jej nie doświadczył i to jest przyczyną jego problemów ? Uwierz mi, że w wyniku swojej niewiedzy możesz stać się kolejnym eksploatowanym żywicielem. Chyba, że zdarzy się ten jeden przypadek na milion, jak w LOTTO, że będziecie żyli długo i szczęśliwie...
  6 Wrzesień 2012    10:06

 miki
   Satine, jak jasno widać w naszych wpisach nie uciekamy od pomocy z zewnątrz. Chodzimy do psychologów, gadamy z przyjaciółmi, kupujemy leki uspokajające czy w końcu piszemy na forum. Nikt natomiast nie odpowie na pytanie czy to Ty jesteś osobą potrzebną żonie przyjaciela. Czy jesteś godna jej zaufania? Czy żona jest osobą, która ucieka się do takiej pomocy? Możemy opowiedzieć o sobie, ale nie o niej. Zawsze przyda się pomocna dłoń, ale czy rzeczywiście jest pomocna? To zależy od indywidualnych okoliczności.
  6 Wrzesień 2012    05:47

 satine
   Witajcie! znalazłam dzisiaj ten artykuł i zaczęłam czytać wasze komentarze pod nim. Bardzo mnie zasmuciły wasze historie, a jednocześnie jestem pełna podziwu dla was za tyle sił. Weszłam tutaj, bo chcę zrozumieć Pana, który przechodzi kwś. Nie jestem jego żoną ale przyjaciółką. Nie zrozumcie mnie źle, nie mamy żadnego romansu. Żal mi po prostu patrzeć, jak fajny facet chce przekreślić całe swoje dotychczasowe życie, jak cały czas tylko użala się nad sobą. Chciałbym potrząsnąć nim i pokazać jak rani swoich bliskich. Napiszcie proszę, jak wy jako żony, patrzyłybyście na jakąkolwiek pomoc z zewnątrz. Widzę, że czas przechodzenia kwś jest bardzo bolesny zwłaszcza dla żony i nie wiem, czy od próby pomocy będzie po prostu usunięcie się. Nie chcę być dla jego żony źródłem dodatkowych cierpień.
  4 Wrzesień 2012    19:27

 Izabela
   Do kropeczki: aż nie mogę uwierzyć, że człowiek może być tak wstrętny jak Pani mąż, czytam to forum, gdyż zawsze byłam przekonana, iż to kobiety posiadają zdolność do manipulacji, ale coś takiego mnie zaskoczyło. Takiego mężusia raczej trzeba zrównać z ziemią. Nie rozumiem jednego, jeśli facet odchodzi, ok ma prawo, ale znęcać się psychicznie nad drugą osobą to chyba karalne: "nie kocham, ale chcę być z wami i buziaki". To nie żaden kryzys, potwór.
  4 Wrzesień 2012    17:55

 miki
   Kropeczko! Do adwokata marsz!
  3 Wrzesień 2012    15:50

 też kobieta
   Kropeczko - je uparłam się i postawiłam na swoim. Doprowadziłam do rozwodu, chociaż on nie chciał z tych samych powodów co twój. Po prostu WYGODA, ale tylko dla niego, bo powiedział, "a ty myślałaś, że ja cię jeszcze kocham ?". Wygoda i jeszcze raz wygoda: oficjalnie przed ludźmi on był w porządku, bo przecież nie zostawił żony z trójką dzieci (a jak myśmy żyli w czterech ścianach nikt nie musiał wiedzieć), miał za 1000 zł. opłacone wszystko - dzieci, rachunki, naprawy w domu. Jedzenie kupował sam i prał sam bo tego odmówiłam. I żył sobie jak wolny, szczęśliwy atrakcyjny pan podobający się młodszym kobietom, czym nie omieszkał się pochwalić i ciągle smsować. Z braku trzeciego pokoju ciągle spaliśmy na jednej wersalce !!! Czułam się jakby żerował na mnie pasożyt - o pozytywnym wizerunku przed ludźmi i dziećmi, ale okrutnie bezwzględny dla mnie. I też absolutnie nie chciał rozwodu. Po dwóch podejściach do rozwodu i nawet zawieszeniu postępowania na rok (też się wachałam i bałam) dopięłam swego. Trzeba spełnić 3 warunki do uzyskania rozwodu - udowodnić zanik więzi emocjonalnej, ekonomicznej i cielesnej. Po rozwodzie nadal na jednej wersalce przez pół roku ! I nie wiedziałam jak to długo potrwa ale i tak to było lepsze niż trwanie w tym piekle, bo bałam się, że mogę skończyć w wariatkowie. A tak zrobiła jakiś krok do przodu. Szczęśliwie sam wyprowadził się, mieszkanie nie było własnościowe. Materialnie nie jest łatwo, bo znów płaci minimum alimentów, które komornik i tak ściągnąłby z niego (60 % pensji ), zarabia oficjalnie 1000 zł. Ale i tak jestem zadowolona, że nie pozwalam już, aby ten pasożyt na mnie żerował ! Matce swoich dzieci i na dzieciach ! A takie dobre wrażenie robi na ludziach, pan projektant !
  3 Wrzesień 2012    09:13

 kropeczka
   tak mi się wydaje. bo teraz po niespełna roku to ja chyba mam jakieś dziwne zachowania. to ja chciałabym się wylogować z tego małżeństwa. po prostu męczę się. nie wiem czy liczę na olśnienie. wlaściwie czy ja na cokolwiek liczę? nie boję się samotności czy samodzielsności. moje małżeństwo nie było łatwe nigdy. ponieważ mąż pracuje zwykle tylko na nocki lub popołudnia widywaliśmy się 2-3 godziny dziennie a czasem wcale. wiec w zasadzie zawsze byłam sama popołudniami, wieczorami w nocy. Nie boje się też samodzielności bo.. mam pracę (póki co) i daje radę. nie o to chodzi. po prostu gdybym miała gdzie wierzcie mi już dawno bym się wyprowadziła. chce być sama i samemu odbudować swoją psychikę a przy nim nie daję rady. Niestety mieszkanie jest wspolne a on nie ma zamiaru się z niego wyprowadzać, sprzedaż też nie wchodzi w grę bo i to juz proponowalam. nie i koniec. Jemu jest tak poprostu wygodnie. Ma obsługę , żeby nie było ugotuje obiad, coś tam posprząta czy naprawi.. i czy nie wygląda to na udawanie zgodnego małżeństwa? wiec wezme rozwod i co? i sąd nam przyzna po 1 pokoju? z resztą ja trochę nie ogarniam tego kryzysu. Rzeczywiście na początku były te wszystkie objawy o których tu mowa na forum a teraz jest nicość. Jakis obcy człowiek mieszka ze mną gorzej śpi ze mną w łózku! z tego wszystkiego pozostał brak humoru albo jego zmienność, brak ochoty na seks (no chyba że fantazje erotyczne przez internet) no i oczywiście slowa: uczucie nie wróciło, nie kocham cię. Dziewczyny co robić? Na prawde wolalabym być osobno, ale on nie chce. Ale ratować związku też nie chce bo nic w tym kierunku nie robi. Zreszta co ja pisze, jakiego związku skoro pokochał albo zauroczył się inną to znaczy że tu już nic nie ma. Co tkwi w głowie takiego faceta?
  30 Sierpień 2012    17:42

 agunia12a
   Witaj Kropeczko , " teź kobieta " ma rację , może ujęła to bardzo ostro ale prawdziwie. Nie ma co żyć złudzeniami . Kropeczko uwierz mi , jeśli nie pogodzisz się z nową sytuacją , twoje życie będzie koszmarem. Ja też chciałam na początku wierzyć w to , że można naprawić nasze małżeństwo :) ale nie można :( . Ale nowe , inne nie oznacza gorsze :) głowa do góry , pozdr.
  30 Sierpień 2012    13:58

 też kobieta
   Kropeczko - czy mogłabyś rozwinąć twoją myśl: dlaczego rozstanie niczego nie rozwiązuje ? Czy przebywanie w zatrutej gęstej atmosferze i udawanie, że wszystko jest ok a potem zdziwienie i żale, że jednak jest się zatrutym jest racjonalne ? Czy wiesz, co to jest myślenie życzeniowe ? min. jest to myślenie, które pomija faktyczną rzeczywistość, bo z jakiś powodów człowiek nie chce oderwać się od swoich życzeń i marzeń. Czy widziałaś kiedyś kota bawiącego się żywą myszą ? On nie widzi jej przerażenia. Tak mi się skojarzyło z opisu twojej sytuacji. Przecież taka mysz jak tylko może ucieka od sadysty a nie udaje jak to napisałaś "zgodnego małżeństwa" bo nie ma myślenia życzeniowego. Ucieka i nie pozwala tak sobie robić. Pomyśl dlaczego ty na to się zgadzasz - na ranienie twoich uczuć, na zupełny brak szacunku do ciebie. Bo że on postępuje krzywdząco w stosunku do ciebie to jedno (właściwie on może robić jak uważa, ma prawo) ale dlaczego ty pozwalasz siebie krzywdzić ? Jaką masz z tego korzyść, która przewyższa twoje cierpienie ? Boisz się podejmowania decyzji, boisz się samodzielności, boisz się obniżenia standartu życia , boisz się walki z nim, bo tak by to musiało się odbyć albo boisz się stracić ten nieprawdziwy wizerunek ciebie i twojej rodziny przed ludźmi ? A może jesteś wygodna, bo teraz nie musisz nic robić - tylko to znosić. Tylko nie mów, że wierzysz jeszcze w cudowną zmianę w nim - oto nagle olśni go i zobaczy jak bardzo się mylił nie doceniając cię. Kolejne myślenie życzeniowe a nie realne. Proszę - jeżeli chcesz zastanów się nad tym, jezeli nie chcesz to nie, wiedź jednak, że piszę to z życzliwością, gdyż sama to wszystko przechodziłam i po 16 latach małżeństwa mam to już za sobą. Wybrałam szacunek do siebie i samostanowienie. Wiem jednak, że aby tak postąpić trzeba się wzmocnić psychicznie, poczytać trochę o takich sytuacjach. Trzeba podjąć ryzyko i pokonać strach. Powodzenia.
  30 Sierpień 2012    08:20

 Miła
   jejku, tak wytrwała to nie byłam... walczyłam 2 lata a nie 22 lata.... ale się zakręciłam... he he
  29 Sierpień 2012    10:01

 Miła
   Kropeczko, nikt nie może Ci doradzić co konkretnie masz zrobić, każda musi znależć swój sposób. Ale ja próbowałam dać szansę, walczyłam o małżeństwo i rodzinę. Ponad 22 lata. I takie mam przemyślenia : jeśli jest zdrada seksualna, skok w bok, jakieś szaleństwo tylko o takim podłożu... hm... nie wiem, ale może da się coś uratować, przepracować. Natomiast jeśli jest zdrada emocjonalna - a co gorsza - zakochanie się w kimś innym, to utworzenie z powrotem związku jest niesamowicie trudne, a na pewno niemożliwe w dotychczasowym kształcie. Niestety. U mnie się nie udało, bo po odejściu pierwszej "panny" mąż czuł, że ma dokąd wrócić, więc nie chciał - i teraz jest następna nowa "miłość". Musisz sama przemyśleć czego tak naprawdę chcesz w nowych realiach i czy potrafisz to zrobić, w każdą ze stron. No i jest jeszcze kwestia tego, że żyjąc we wzajemnych pretensjach zniszczycie siebie nawzajem i resztki tego co zostało. Trzymam kciuki, choć nie są to optymistyczne słowa, bo podyktowane doświadczeniem....
  29 Sierpień 2012    07:43

 kropeczka
   Bardzo ci dziękuję miki za ciepłe słowa. Liżę swoje rany jak tylko się da. Ale on albo sprawdza czy mnie jeszcze rusza sprawa z jego panną albo naprawdę chce mnie zranić. Udajemy normalne małżeństwo staram się nie wracać do tego co było, a codziennie dostaję jakieś baty. A to mówi mi (poprzedzając - tylko się nie denerwuj) że się z nią widział w pracy, następnego dnia robi sobie kawę w kubku który dostał od niej z napisem (bez ciebie wszystko jest głupie..) który schowałam głęboko żeby mnie nie drażnił - mogłam go wyrzucić. I tak codziennie 1:0 dla niego bo potrafi mnie zranić, zaboli. Łatwiej chyba rozstać się choć problemu to nie rozwiąże ale wtedy się tak nie rani. Nie potrafię jeszcze zbudować swojego świata jak on jest ciągle obok. Twierdzi że nie zdradził tylko się zakochał, ale już mu przeszło. ale ja wiem że to nie prawda. Najpierw mi mówił, że nie kocha, potem już zaczął mówić że kocha, że to nie jest tak, że nic nie czuje, a w wakacje powiedział, że niestety nie kocha. No jakaś masakra. Czytam ciągle forum i ono daje mi dużo siły i wiary. Czasem się pośmieje czasem popłacze. Niektóre wpisy znam juz prawie na pamięć. Dzieki że jestescie.
  28 Sierpień 2012    16:29

 miki
   Kropeczko! Opisana przez Ciebie sytuacja jest niewątpliwie denerwująca, ale cała sztuka polega na tym żeby się od niej oderwać . Jedyne co możesz zrobić to zdystansować się. Sukces tego będzie zależeć od tego czy zrobisz to dla siebie, dla swojego komfortu. Narazie cały czas popełniasz błąd, bo robisz to dla niego. Robiłam to samo. Stawałam niby z boku, ale cały czas podpatrywałam, czy on to widzi, jak reaguje. Dopiero gdy zaczęłam budować świat, który nie opiera się o niego, zaczęłam się uspokajać. Nie gwarantuję, że Twoje małżeństwo to uzdrowi, ale z pewnością pomoże to Tobie, a rację ma Klara pisząc byśmy o siebie dbały. Pozdrawiam. P.S. Z ploteczek, panna mojego męża wyszła za mąż! to dobra wiadomość dla podobnych jej panien. Gorsza, to komentarz mojego męża, jakim obdarzył to zdarzenie. W rozmowie z kumplem stwierdził, że "każda potwora znajdzie swego amatora". I taka jest historia panienek.
  27 Sierpień 2012    14:52

 Izabela
   Ostatnia historia jest najciekawsza:) Kto mając 24 lata wiąże się z dziewiętnastoletnim chłopcem? Jakoś nie dziwię się,że postanowił poczuć wolność, proszę nie brać tego za złośliwość (samo "wisienie" mu nad głową ze względu na magisterkę to matkowanie). Z pewnością znowu kryzys wieku średniego, podobno objawia się w każdym wieku, gdy mężczyzna ma dość i odchodzi. Czy on zdążył dorosnąć?
  24 Sierpień 2012    13:54

 kropeczka
   Dziewczyny czemu jest tak ciężko? Zgodziłam się na wspólne wakacje bo chciał jechać. Były jedną wielką porażką. Cały wyjazd smsował z kimś (no ciekawe z kim?) choć na moje uwagi twierdził że z kolegą. Malo tego robił to jeszcze w tak nieudolny sposób, że ciągle to widziałam. Częste wizyty w toalecie, na papierosa itd. a kiedy ja się pojawiałam na horyzoncie dyskretnie chował telefon. Z uporem maniaka twierdzi, że to nie z nią, że tamto już dawno skończone i choć podobno zdrady nie było (nie wierz w to głupia!) tylko „kretyńskie zauroczenie” to ja w to chyba i tak nie wierzę… Całe moje wakacje sprowadził do tego, że wpadłam w obsesję czy nie pisze, nie dzwoni. To po co chciał jechać z nami? W końcu nie wytrzymałam. Była awantura, wyzwiska i wniosek (mój): ja nie chcę już z tobą dłużej mieszkać. Ciesz się z tego wyjazdu i korzystaj bo to ostatni wyjazd w tym składzie. Więcej nie chcę takiej gehenny. Mam dość i dla własnego (egoistycznego) lepszego samopoczucia to robię – wynoś się. Nie chcę wiedzieć, na którą idziesz do pracy, czy zostajesz dłużej, nie chcę widywać jak piszesz smsy potajemnie, rób to już całkiem legalnie. „zakazany owoc smakuje najlepiej”- ale on nie jest już zakazany! Zabieraj się i układaj sobie życie na nowo. W odpowiedzi usłyszałam: jeśli tak chcesz… dobrze. Ja nie chcę sobie układać na nowo życia z nikim i powtarzam ci już setny raz że tamto to już skończone i do niczego nie doszło. Opamiętałem się w porę. Ale ciebie nadal nie kocham. Niestety uczucie nie wróciło. Już chyba nie wróci. Nic na to nie poradzę. Ale chciałbym być z wami. To jakiś koszmar! Od tego czasu się zmienił. Ale nie na gorsze i nie na lepsze – na inne. Wahania nastoju dalej są. Tylko ja nie chcę z nim nadal być. Zagaduje mnie, sam do mnie dzwoni, nawet w nocy jak przychodzi z pracy kiedy śpię daje mi buziaka. Ale nie kocha. Więc pytam o co tu chodzi? A ja? Nie sprawdzam już, nie kontroluję, zmieniłam swoje nastawienie o 180 stopni. Wręcz stwarzam takie sytuacje, w których jestem tajemnicza i niech nie wie do końca co robię… O tym napiszę innym razem. Ale jest ciężko. I co gorsze. Nadal chcę żeby się wyprowadził. Walczę tak już prawie rok. I nic.
  22 Sierpień 2012    09:57

 też kobieta
   Obawa - witaj (a czego się boisz :-) ) Wiesz, ja odnoszę wrażenie, że nastały czasy, w których jest coraz więcej takich ludzi, jak opisany przez ciebie twój były luby - ludzi młodych ale i starszych, którym odpowiada taki sposób życia. Mam na myśli nastawienie na korzystanie z przyjemności i wygody w życiu z minimalizacją odpowiedzialności i zobowiązań oraz ze spłyceniem więzi z najbliższymi i wogóle nieliczeniem się z ludźmi. Wiem, że nie każdy mężczyzna i nie każda kobieta musi pragnąć dzieci, ale odnoszę wrażenie, że obecnie nastała prawie epidemia i takie zrozumienie przez psychologów postawy - ja nie chcę dziecka, nie jestem gotowy a jak już się urodzi to ojciec często ledwo je toleruje, nie pomaga matce, bo nie zrezygnuje ze swojego dotychczasowego przyjemnego spędzania czasu np. przed kompem tłumacząc się np. zacharowywaniem się w pracy. W końcu powie - ale ja ci przecież mówiłem, że nie chcę dzieci. Piszę trochę chaotycznie, mam na myśli bardzo rozpowszechnioną wg mnie niedojrzałość ludzi i ich niechęć do ponoszenia w życiu jakichkolwiek trudów czy wyrzeczeń w bliskim związku, w rodzinie, w stosunku do własnych dzieci. Sama doświadczyłam tego po 16 latach małżeństwa. I widzę jakby taki trend społeczny, że w końcu o to w życiu chodzi aby z niego korzystać, aby być szczęśliwym... Tylko dlaczego ja czuję, że jest coś nie tak, gdy ojciec nagle stawia na siebie i sobie kupuje wszystko, co tylko chce
  18 Sierpień 2012    21:22

 Obawa
   Witam, trafiłam tu przez przypadek i przeczytałam artykuł wraz z waszymi wpisami. I choć moje małżeństwo rozpadło się po niespełna 3 latach a małżonek jest smarkaczem 27 letnim (jestem starsza o 5 lat) niestety pewne zachowania się powtarzają schematycznie, a nie można tu mówić o kwś. Odszedł 2 miesiace temu i nie chce się skontaktować. Zabrał rzeczy i samochód, zostawił mnie z kredytem za niego (choć narazie przelewa na niego) i opłatami za mieszkanie. Zostaje mi 200 zł na życie. Na szczęście nie mamy dzieci, a pies został mi w spadku z argumentacją, że jak zacznie zdychać zgłodu to coś podeśle. Przykrych słów na pożegnanie było wiele... to wybór pomiędzy mną a wolnością, że jestem aspołeczna bo nie chodzę pić z koleżankami, że on woli kolegów i alkochol. O zgrozo gdy się wyprowadził tylko dotarły do mnie strzępki dzięki fc co wyrabia. Stał się kalką jednego z swoich kumpli, i tylko widać wpisy o piciu i imprezach łącznie ze zdjęciami. Gdzieś tam jest oczywiście zaplątana jakaś 20tka, bo mam świadków na to że macał ją nawet w tramwaju. Jednym słowem to co opisała nie jedna z was "zero obowiązków tylko pełen spontan". I tak jest szczęśliwy i w 100% uważa że dobrze zrobił. A ja? mam dalej żyć... z kredytami na karku, dobrze że mieszkanie było mojej rodziny a nie nasze. Osoby starsze i ksiądz z którym rozmawiałam kazali poczekać... ale nie jestem głupia. Widzę to co się z nim dzieje, zawsze był nieodpowiedzialny i dzieciak wszystko ztreba było za niego planować. Moja wina zmienił jedną mamę na drugą. To była cała moja wina. A teraz ponoszę konsekwencje wyborów. Powiem tak teraz już wiem że jeśli birzesz kredyt na siebie to przedmiot kredytowy też ma być na siebie, nigdy wspólny. I rozdzielność majątkowa. A miało być tak pięknie biała suknia kochający mąż który tysiące razy przysięgał... jak w świteziance. Myślałam że to mi się nie zdarzy. Ale powiem tak każdy kolejny dzień bez niego jest łatwiejszy widzę jego wady, które poprzednio były za mgła. Najbardziej żal mi tylko tego co było, wspólnych marzeń i planów. 8 lat nie da się wymazać ot tak. Poradzono mi poczekać by następnie przy rozwodzie jak złoży orzekać o jego winie. Ale... czy to przetrwam czy mam szanse udowodnić kochanke? widzieli ją moi uczniowie, a ich ciagać nie będę. Uzależnienie od facebooka i kumplii? Porzucenie bez wyraźnego powodu? Bo nie chce się kłócić gdy prosiłam a wkońcu kazałam mu nabić klimę w samochodzie? Bo ma wiecznie czas na wszystko ile się można prosić? O to że półtora roku wisiałam mu nad głową by pisał magisterkę zamiast czatować z kumplami, grać i oglądać anime? To wszystko jest dla mnie bolesne...czuję się gorsza bo odszedł do młodszej. Małżeństwo i rutyna zabija... ale jak mi powiedziano skarpetki i tak trzeba wyprać.
  14 Sierpień 2012    15:15

 klara
   Czytam dziewczyny i piszę po raz kolejny dbajcie o siebie!!!!nie róbcie nic na siłę.....mam na myśli ratowanie (MALZEŃSTWA )a tak naprawdę to ratowanie panów.......Ja mam takiego który się podobno zakochał za ścianą ale szczęścia po nim nie widać a jedynie zlość, frustracje kierowane na wszystkich w pobliżu............ciekawe co z tą milością? czy w szpitalu psychiatryczn.też pana będzie wspierała? Przykre to dziewczyny bardzo ,ze człowiek tak nisko upada........depresja jak wiemy niszczy bardzo ale na wlasne życzenie .Mars gratulacje dasz radę bo tego chcesz i masz siłę,naprawdę robisz to dla siebie .Nikt z poczuciem krzywd wyrządzonych najbliższym nie będzie szczęśliwy.Dbajcie dziewczyny o siebie ,da się to przejść tylko czas i dbajcie o kochane nasze skarby dzieci które musiały szybciej dorosnąć.Pa.pa
  4 Sierpień 2012    20:20

 Izabela
   Witam, cieszę się,że jednak mają Panie odrobinę poczucia humoru podobnie, jak ja od czasu odwiedzenia tego forum:) Ciągle mnie Panie zaskakują sposobami radzenia sobie z poczuciem odrzucenia i bezsilności, to bardzo kształcące:)
  31 Lipiec 2012    10:58

 Miła
   witaj Mars, cieszę się, że znów napisałeś. Ja też chodziłam półtora roku do psychologa, niestety sama - bo mąż twierdził, że nic mu nie jest, tylko miłość się skończyła. Może i tak ale dziś wiem na pewno, że w tym "końcu" znaczenie miały wielomiesięczne i skuteczne starania koleżanki z pracy. Ja starałam się pomóc mężowi, ale na swój sposób - nie jego, bo jego wówczas nie rozumiałam z powodu tego że mnie oszukiwał i ukrywał swój romans. Masz rację w tym, że trzeba w takiej sytuacji czułości i otwarcia z obu stron. Ale każda sytuacja jest inna, indywidualna. Ja byłam oszukiwana mimo prób szerego postawienia sprawy. To jakby mąż chciał "mieć ciasto i zjeść ciastko", rajcowały go starania młodszej koleżanki, ale w odwodzie zostawiał rodzinę. O to mam ogromny żal, ocean żalu do niego. O brak szczerości mimo wieloletniego dobrego związku. Zatem żadna ocena - ani Izabeli, ani zrozpaczonych żon, ani Twoja - Marsie nie będzie dobra jeśli będzie jednostronna. I dodam na koniec, że jednym z zarzutów mojego męża było to, że byłam za dobra i za czuła dla niego... więc wszystko jest względne, zależy od małżeństwa.... Ja życzę Ci powodzenia i podziwiam to że chcesz walczyć. Bo mój mąż poddał się na początku i potem tylko "był" i czekał na rozwój sytuacji, prowadząc właściwie podwójne życie. I przez niego mam problem z zaufaniem chyba już po wsze czasy. Ale za Ciebie Mars trzymam wszystkie kciuki. Pozdrawiam Ciebie i Dziewczyny. Klara, Dorotka, Agunia, jestem z Wami.
  30 Lipiec 2012    07:33

 MARS
   Witam! Zaglądam tu czasami aby zobaczyć jak sobie radzicie w tym trudnym dla was momencie życia.Sam przeżywam kryzys wieku średniego i nie mam wsparcia żony pomimo że szczerze staram się z nią o tym rozmawiać.Nie podejrzewam aby którakolwiek z was przyznała że problemy małżeńskie to nie tylko wina mężów.Nie będę też mówił iż brak czułości żony wobec męża może mieć kolosalne znaczenie-od razu zostanę sklasyfikowany jako samiec pełen chuci,który nie rozumie potrzeb swojej żony.Jesteśmy inni ale nie jesteśmy potworami.Wbrew wszystkiemu wybieram się po niedzieli do psychologa.Kocham żonę i będę walczył.Myślę że i w waszych związkach była szansa by pomóc mężowi.Może akurat mój list pomoże komuś kto jest w podobnej sytuacji jak ja i żona go wesprze.
  29 Lipiec 2012    16:57

 klara
   Dziewczyny Ja też się ubawiłam nieżle,Miła moje rady na przetrwanie i inne życie,to też nowe sciany -kolor,może zmiany w oknach,nauka-kursy itp.i podróze zmiany środowiska,miejsc,rower i towarzystwo i innych ludzi(nie zamykajcie się kochne dziewczyny w domach)pa.pa
  28 Lipiec 2012    21:36

 Julcia
   oj agunia ubawiłam się:),a tak szczerze to mi się szczęka odbiła od klawiatury.Kochane czy można być aż tak głupim? Obserwując jako element doświadczenia pojedyńczą osobę,która występuje w życiu codziennym, ale jest niemożliwa do wyeliminowania- stwierdzam można. Stwierdzam również iż Izabela faktycznie dopięła swego i przedstawiła mi drugą stronę medalu. Siwiejący panowie porzucając swoje nudne żony,nudny dom, rozpoczynają nowe życie w tak wybornym towarzystwie, również mają ubaw po pachy. Tylko ten poziom nie wiem śmiać się czy płakać, chyba jednak im współczuje, na dłuższą metę to przecież piekło na ziemi.a tak na marginesie i oto chodziło w końcu się uśmiechamy :)
  27 Lipiec 2012    04:52

 Miła
   ha ha ha Izabelo
  26 Lipiec 2012    07:37

 agunia12a
   Izabelo , rozbrajasz mnie i chyba nas wszystkie, poczytaj między wierszami , bardzo cię proszę :( To niemożliwe żebyś była aż tak głupia :) , pozdrawiam cię Julcia , pewnie masz niezły ubaw z tej odpowiedzi. Dzisiaj Izabelo pierwszy raz nie mam ci za złe , że tu jestes bo doprowadziłaś mnie do łez tymi swoimi mądrościami . Chyba jesteś bardzo dumna z tego co napisałaś :) strach się bać , takie to mądre. Drogie panie miejmy się na baczności bo Izabela to nie byle kto :). Boziu , upłakałam się ze śmiechu , dzięki za tą rozrywkę , buziaki w dobrym nastroju i jeszcze lepszym towarzystwie . Teraz to dopiero poczułam się dużo lepiej :)
  25 Lipiec 2012    14:17

 Izabela
   Do Julci: To forum nie ma charakteru naukowego,zatem moje obserwacje można traktować wyłącznie jako elementy doświadczenia pojedynczej osoby (Zapewne ma Pani na myśli błąd indukcji enumeracyjnej niezupełnej, który występuje w życiu codziennym,ale jest niemożliwy do wyeliminowania). Moje uwagi odnoszą się do uogólnień,jakie Panie stosują do świata mężczyzn(to również potoczne określenie).
  24 Lipiec 2012    11:40

 Julcia
   Izabelo-trzeba było od razu napisać,że pracujesz w biurze badań opinii publicznej i zajmujesz się socjometrią.Tylko badania typu,jak to znajomej brat cioteczny szwagra,syn ciotki Wandy po kądzieli z czwartego małżeństwa bo jej pierwszy mąż się odkochał,drugi miał marzenia,trzeci potrzebę i dopiero z czwartym jej wyszło są bardzo niewiarygodne. W dalszym ciągu kłania się brak umiejętności czytania ze zrozumieniem bądz efekt nieróbstwa i lenistwa, więc będę pisać krótkimi zdaniami-jak chłop krowie przy rowie-mój mąż miał potrzebę....mogę powiedzieć że nawet otworzyłam mu drzwi, tylko że to on mi wykrzyczał że o niego nie walczę itp.!!!
  24 Lipiec 2012    05:34

 Izabela
   Dzieciństwo i życie miałam oraz mam udane:) Dziwią mnie jednak kobiety,ale zdziwienie powoduje,że człowiek się nie nudzi:) Przecież, jeżeli się coś kończy, zaczyna się nowa historia, lepsza, znowu nie wiemy jak potoczą się wydarzenia. żałować można odejścia cudownego człowieka, a czy Wasi mężowie tacy byli?Jeżeli tak,są łzy, jeżeli nie:nowe życie
  20 Lipiec 2012    15:39

 Izabela
   Witam Drogie Panie, rozumiem,że jestem irytująca,ale mam liczne obserwacje w podobnym temacie i zauważyłam,iż porzucający ojciec staje się wymówką dla niepowodzeń jego dzieci. Moja znajoma,dziś dorosła kobieta, wszystkie swoje problemy zrzuca na karb ojca, w czym utwierdziła ją rozgoryczona matka. Nie dostrzega swojego lenistwa i niedbalstwa:winny jest ojciec, znam nawet mężczyznę, który twierdzi,że nie zmieni swojego chamskiego zachowania, bo miał "takiego" ojca. To jest dopiero krzywda!! Swoją drogą lubię prowokować, jednak inne spojrzenie na sprawę nie musi oznaczać wojny, to forum było wyjątkowo jednogłośne,zatem zawitałam(faszyzm również nie znosił sprzeciwu:))
  20 Lipiec 2012    15:34

 Julcia
   witam rozhisteryzowane dziewczyny,pytacie na ulicy człowieka:która godzina? on wam odpowiada: tak, tak jutro też będzie padać ,myślicie sobie niedosłyszący albo głupi. Znowu kiedy dorosły człowiek gubi się w swojej głupocie (i ogarnia go histeria) i najprościej mu swoją złość wylać na drugą osobę/dziecko to,to jest już sięga dna,i nie ma żadnego,, albo,,.
  20 Lipiec 2012    15:27

 agunia12a
   Izabelo , chyba miałaś fatalne dzieciństwo a i teraz masz nie lepsze życie . Jednak mi ciebie żal :(. Twój brak pozytywnych uczuć świadczy o tym , że nie zaznałaś w życiu niczego dobrego. Z jakiegoś powodu musisz być twarda i takie tam... . Ale wiedz o tym , że kazdy wiek ma swoje prawa . Dzieciństwo powinno być beztroskie , młodość cudowna i tego kochający rodzice chcą dla swoich dzieci ( o czym nie wiesz , bo pewnie ich nie masz ), i nie widzę powodu dla , którego taki tatuś-egoista miałby własnych dzieci pozbawić tych przywilejów ? Pamiętaj , że zakładając rodzinę i decydując się na dzieci PRZESTAJESZ liczyć się jako jednostka ! Rodzina to jedność i odpowiedzialność . Ale ty chyba tego nie wiesz i dlatego piszesz te BZDETY. A i na koniec. Pozwól nam wychowywac NASZE dzieci po swojemu . Twoje dzieci będą z pewnością silne psychicznie ale nie koniecznie szczęśliwe no i z pewnością zarazisz je swoimi wirusami społecznymi jakimi są egoizm i znieczulica , które tak z ciebie wychodzą. Chyba jesteś bardziej nieszczęśliwa niż my. Sam fakt , że tu zaglądasz oznacza , że traktujesz nasze wpisy jak pożywkę dla siebie . Nie masz nikogo z kim możesz o tym pogadać? Kogoś kto odbiera na twoich falach? Bo jak zauważyłaś nasza częstotliwość fal jest nieco inna i zrozumienia tu nie będzie. No chyba , że nikt z twoich znajomych nie chce słuchac tych głupot , które wypisujesz- czemu się nie dziwię. Ale uwierz nam MY TEŻ NIE JESTEŚMY CIEKAWE CO masz do powiedzenia, POSZUKAJ SOBIE INNYCH WOLNYCH SŁUCHACZY !!!! my jesteśmy już zajęte :)Może zbyt brutalnie cię traktujemy ale nie jesteś tu mile" widziana". Może nie piszesz wszystkiego złośliwe jak sama zaznaczyłaś ale te twoje bzdurne wywody podnoszą nam już i tak " wysokie ciśnienie" ".
  19 Lipiec 2012    17:46

 klara
   Witam serdecznie wszystkie kobitki i też panów bywających tutaj.Do Izabeli ignoruję twoje wpisy ale już dzisiaj to przesadziłaś bardzo............czy Ty wiesz co to jest odpowiedzialność,dojrzałość ...dziecko, rodzina budowanie jej?jak widać nie masz żadnego pojęcia więc się nie wypowiadaj o studentach nierobach itd. i matkach niezrównoważonych ....dużo szczęścia ci Życzę...dziewczyno....i bardzo inteligentnych dzieci.Bo Ja takie dziecko mam i Pana niedojrzałego emocjonalnie.I co Ty na to kiedy Tatuś kochający nad .....wszystko podobno dziecko (mlode) upragnione ....po 15 latach małżeństwa zostawia samo w czasie wakacji aby miło spędzić swój czas z panienką z której się wcześniej śmiał...(czytaj teraz miłość jego życia .Podły egoista!!!!.panienka).....ha.ha..................kochane koleżanki i te stare)i nowe dbajcie o siebie swoje skarby -dzieci one są b. mądre ale wrażliwe bez względu na wiek.Piszcie dziewczyny co u was słychać ? Miejcie szacunek do siebie ,z perspektywy czasu będziecie patrzyły na kr,w,śr zupelnie inaczej.Pamietajcie jesteśmy wszystkie super dzielne!!!!!!i dacie rady wszystkie tylko do przodu i dbajcie o swoje zdrówko.Pa.pa.
  19 Lipiec 2012    15:28

 Miła
   jak dobrze, że masz patent na wszystko Izabelo, zobacz czy cię nie ma na innym forum. Moja córka też źle znosi to co się dzieje (pewnie jestem rozhisteryzowana a to i jej wina że jej źle prawda? ;-). Ja czekam na pozew, jest już dawno w sądzie, ale ciężko na duszy i ciężko z tyloma obowiązkami. Napiszcie jakie macie sposoby na doła - zrobimy mały poradnik dla następnych. Ja zaczynam : - malowanie ścian na inne kolory niż dotąd, - przemeblowywanie - głośna muzyka nieromantyczna - rower - lody i inne małe przyjemnostki.
  19 Lipiec 2012    07:15

 Julcia
   sorki Izabelo,przekonałaś mnie,słowo harcerza więcej nie będę-jesteś głupsza niż myślałam.
  19 Lipiec 2012    06:44

 Izabela
   A zawalony rok studiów jest winą studenta, utwierdzanie dziecka w przekonaniu,że jego nieróbstwo nie jest jego winą zaszkodzi mu w przyszłości. Zawsze znajdą się winni jego niepowodzeń, najpierw ojciec, później partner itd.
  18 Lipiec 2012    14:05

 Izabela
   z punktu widzenia dziecka gorsza od rozwodu jest rozhisteryzowana, porzucona i żałosna matka, nie piszę złośliwie, warto na ten aspekt zwrócić uwagę.
  18 Lipiec 2012    14:01

 agunia12a
   Julcia , wszystko co napisałaś to najprawdziwsza prawda :). Co do twojego męża to mam wrażenie , że piszemy o tej samej osobie. Rodzina mojego eks też jest po mojej stronie , nawet nie chcieli zeznawać w sądzie z jego strony. Z córką jest skłócony. Ona nie chce go znać . Unika rozmów na jego temat.Dzisiaj znów do mnie pisał . Dowiedziałam się ciekawej rzeczy , mianowicie , że mój mąż testował mnie ,wyprowadził sie po to żeby zobaczyć co ja zrobię . To jest świr!. No to teraz już wie co bym zrobiła. Szkoda , że nie wspomina swojej nowej przyjaciółki z którą tak zagorzale rozmawiał (pisał ) o życiu ( 900 esów w miesiącu za które ja zapłaciłam ) . Ciekawe czy przetestowanie mnie to jej pomysł ? Ach szkoda gadać. Mam dosyć poje....ów genetycznych , sorka za bluzgi ale tak idiotycznych stwierdzeń dawno nie słyszałam . I nie wyobrażam sobie jego powrotu więc na co on liczy , bo widzę , że liczy . Julcia mój eks jak się dowiedział o rozwodzie dostał spazmy a jak przeczytał pozew (orzeczenie o winie ) dostał szału ale tylko na chwilę . Dałam mu się wykrzyczeć i po jakimś czasie przeszło :). Rozwód w moim przypadku jest czymś w rodzaju" wolności słowa ". Nie pamiętam już kiedy mogłam tak sobie mówić jak on - co mi ślina przyniesie na język , bez strachu i wchodzenia w jego głowę i jego psychikę , żeby się nie obraził czy nie poczuł urażony czy nie doceniony czy Bóg wie co jeszcze :). Koniec moich zwierzeń , pozdrawiam was wszystkie , pa :)
  16 Lipiec 2012    18:50

 dorota
   hej Julcia! podpisuję się pod Twoim wpisie dwiema rękami i myślę że nie tylko ja. Jedyne o co proszę to nie reagujmy na głupie wpisy bo to im właśnie dodaje skrzydeł.Ciekawe dlaczego zagląda na ten portal jak jest jej tak dobrze?szkoda gadać..............Ja "już" wiem że na męża nie mogę liczyć.Ale moja głupota doprowadziła mnie w to miejsce że teraz nie mam się czego złapać.Małżenstwo padło firma ledwie zipie i mieszkam w domu który wybudował mój mąz w chorym stanie obiecując że damy rade.gó.... prawda poszedł sobie , pierdzielną drzwiami a ja zostałam w hurtowni (niektóre wiedzą o czym mówię).dziewczyny jeśli imacie mozliwość to tnijcie to jednym cięcięm bo wtedy wygracie inaczej będziecie się zastanawiać po jasną cholerę obudziłyscie sie codziennie rano
  16 Lipiec 2012    12:57

 Julcia
   oj kochane-Izabela jednak mało co rozumie,być może wynika to z faktu że po pierwsze jako dorosła kobieta nie potrafi czytać ze zrozumieniem,po drugie jak można nie rozróżniać egoizmu od marzeń?,,człowiek to człowiek,niezależnie od płci,światopoglądu...ma swoje marzenia,potrzeby...,,Kurcze Twój facet też miał swoje marzenia-pobrykać sobie-a Ty jak mogłaś być tak nieszlachetna i go tak poniżać!Klasyczny przykład punk widzenia z punktu siedzenia.Moim marzeniem jest zamieszkać w amazońskiej dżungli tylko wydając dzieci na świat przede wszystkim stałam się matką a nie pasożytem lęgowym,dziecko to też człowiek,ma swoje marzenia potrzeby,marzenia.Człowiek,który żyje tylko dla siebie,widzi tylko swoje potrzeby to człowiek niedojrzały emocjonalnie,pozbawiony uczuć wyższych.Ja nikogo na siłę nie trzymam i nie mam zamiaru,miał swoje marzenia,potrzeby proszę bardzo,tylko kto dał mu prawo poniżać mnie i dzieci Ty Izabelo w imię realizacji swoich marzeń?W/g Ciebie powinnam przeprosić męża za to że żyje,że urodziłam mu i wychowałam dwójkę dzieci,podziękować za to że córka była na psychotropach i zawaliła rok studiów(oczywiście to moja wina)Ja nie jestem święta nikt z nas nie jest ale wiem że trzeba żyć tak aby nikt nie musiał z mojego powodu płakać.,,Mają Panie także dzieci przy sobie,a oni zostają sami,,-wzruszające przecież zostawili Paniom zabawki w piaskownicy ,macie się czym bawić-żałosne.,, a dzieci muszą znać reguły wspólnego życia..,dzieci sobie poradzą są silniejsze od dorosłych...,,kobieto gdzieś Ty się uchowała jak żyje większej bzdury nie słyszałam,one tylko często cierpią w milczeniu.Dom to nie ośrodek szkoleniowy wpajający normy i zasady życia w społeczeństwie,dziecko musi-ale czuć że jest potrzebne,kochane i musi mieć bezpieczeństwa,a nie balastu,że zabrało komuś pół życia.A normy i zasady dziecko czerpie poprzez przykład jaki im dajemy swoim życiem.Jeśli my skupimy się tylko na swoich potrzebach ono kiedyś zrobi to samo,a to nic dobrego nie wróży.Próbujesz być orginalna ,czymś zabłysnąć,tylko skutek odwrotny.powiem ci dojrzały facet jak już nie ma czym zabłysnąć to obrabia żonie tyłek,jakie to miał ciężkie życie,jaki to on szlachetny,męczył się dla dobra dzieci,a to nazywa się metoda na litość. agunia piszesz dokładnie to co powtarza mi moja psycholoszka,przebrnąć przez rozwód i póżniej to już z górki.tylko u mnie to będzie się działo,jak tylko wspomniałam o rozwodzie z orzekaniem dosłownie dostał piany w ustach(agresja zastraszanie)więc narazie siedzę, cichutko i zbieram siły.Mam też rodzinę,która mnie wspiera,może to nietypowe,ale również rodzina męża ma dla mnie dużo serca,jest im po prostu wstyd za jego zachowanie,więc jestem sama(jak na razie z wyboru widocznie tak podziobana że nie gotowa na nowy związek)ale nie samotna.Wierzcie mi,nie wyzywam,mojego męża,nie życzę mu żle,jest mi po prostu przykro,żal mi dzieci,ale nie wierzę też że jest i będzie on tak naprawdę szczęśliwy,skłócając się z dziećmi i całą rodziną,jest to jak budowanie zamku na piasku.Jeśli takie życie mu szczęście to zupełnie przestał być w moim typie i szkoda mojego zdrowia żeby się szarpać.Do tej pory męczy mnie tylko fakt że mój mąż w tej chorej głowie zakładał powrót,za kogo on się uważa?,gdzie ta jego wielka miłość miałaby się podziać w przyszłości?to ponad mnie tego nie ogarnęłam do dzisiaj.Był moment,kiedy robił podchody,być może chciał mnie wyczuć,nie wiem,(też było to metoda na litość)myślał że zacznę go błagać,ale cóż przeliczył się,nie wierzę w cudowne powroty dla mnie ta furtka ma tylko jedno wyjście.Dorotka pięć lat nerwów,jesteś silniejsza niż myślisz,jestem pewna że teraz kiedy mąż się już wyprowadził będzie coraz lepiej.Ze mnie znowu krasnal w kapeluszu,który zaczyna nosić głowę coraz wyżej i dobrze mi z tym.Gorące uściski,kropeczka trzymaj się.
  14 Lipiec 2012    11:01

 też kobieta
   Witam :-) Tak sobie ostatnio myślę, że to czego u nas zabrakło to miłość do członków swojej rodziny, ale taka z serca nie z głowy. Mam na myśli to, że miłość z głowy to wypełnianie swoich obowiązków małżeńsko-rodzicielskich: urządzanie mieszkania, rodzenie i zajmowanie się dziećmi, praca i przeznaczanie zrobionych pieniędzy na rodzinę (całych - gdy nie ma ich zbyt wiele), odmawianie sobie tego czego chcielibyśmy dla siebie, bo teraz nas nie stać, to zawożenie i przywożenie gdzieś kogoś, to duże zakupy w supermarketach itd...Lecz jeżeli obowiązki te wykonuje się "z głowy" a nie "z serca" to takie wypełnianie obowiązków po jakimś czasie męczy i ciąży i człowiek czuje, że brak mu szczęścia i siły. Tak było myślę z byłym m. - po pewnym czasie zaczęła się u niego pojawiać refleksja - tak, pracuję jak wół na tą rodzinę ale co ja z tego mam ? ja nic z tego nie mam... i tu można sobie dalej dopowiadać - ja się tu nie liczę, jestem potrzebny tylko do zarabiania pieniędzy, ja też chcę coś z tego życia mieć... I zaczął korzystać z życia zrzuciwszy uprzednio balast w postaci rodziny... A ja nie umiałam tego tak długo zrozumieć...
  12 Lipiec 2012    15:01

 agunia12a
   Witajcie dziewczynki , faktycznie coś tu cichutko :). W poniedziałek uprawomocnił się mój rozwód :). Powiem tak , może nie ma czym się chwalić bo to bardzo nie miła sytuacja ale zamknęłam jakiś etap swojego życia raz na zawsze. Myślę , że jak się tego nie zrobi i nie zaakceptuje tej zmiany stanu to ciężko będzie rozpocząć nowe życie - a trzeba. Nie można żyć wiecznie wspomnieniami. Pewnie , że to nie łatwe . Muszę się wam przyznać i tylko wam , że mój rozwód to dla mnie jakby asekuracja dla przyszłych własnych decyzji. Cały czas się bałam , żeby nie ulec mojemu mężowi , żeby nie pozwolić mu wrócić. To bardzo ciężkie walczyć ze swoim sercem kiedy rozum ma inne zdanie :). Rozwód dał mi olbrzymie poczucie wolności i prawdziwego wyboru i powiem wam , że to naprawdę podziałało. Teraz wiem , że każda moja decyzja zależy tylko ode mnie . Żadna sytuacja nie jest zależna od jakiegoś powiązania formalnego. Co do mojego eks to w sobotę dostałam esa treści " :(ku...wa mać tęsknie za wami :( " i to dziewczynki jest to o czym mówiłam , to wszystko działa w dwie strony. To nie jest tak , że nam jest ciężko a oni są szczęśliwi . Dla mnie oni lepiej udają , jest im łatwiej bo nie mają styczności z domem , rodziną , dziećmi a co z oczu to i z serca :( . Wiem sama po sobie , jak mój mąż daje mi spokój to radzę sobie naprawdę fajnie , wystarczy , że złapie kontakt i znów spadek :(. Wolałabym , żeby był dla mnie zły , opryskliwy itp . wtedy naprawdę jest łatwiej ale on przeważnie jest miły oprócz tych jazd kiedy przybiera swoją drugą twarz i gada takie pierdoły , że żal czytać , czy słuchać :(- wtedy właśnie mi lepiej. Kochana Dorotko teraz do ciebie , czy myślałaś nad urlopem , może spędzimy go razem , pomyśl? A może odwiedzisz mnie w któryś weekend zapraszam cię serdecznie , zastanów się nad tym. Pomyślałam też o naszych córkach mogły by sobie pogadać , nic nie robi tak dobrze jak pogawędka z osobą o podobnym problemie - coś o tym wiemy dlatego tu jesteśmy i to nam pomaga :). Czekam na twoją decyzję . Ucałowania dla Ciebie , Miłej i innych kobietek ,pa
  12 Lipiec 2012    08:33

 DOROTA
   hej dziewczyny! czemu nikt nic nie pisze? czyzby wszyscy na wczasach? dawno nie pisałam , bo w sumie nawet nie ma co. już boję się mówić że gorzej być nie może , bo zawsze wtedy dostanę strzała w plecy:( u mnie to już trwa gigantyczne 5 lat. Wiadomo że to już koniec , ale nie do rozwiązania jednym cięciem.Dom - kredyt itd:( mąż wyprowadził się już 4 miesiace temu i wszyscy mówili że czas leczy rany itd. - niestety nie działa. Wszystko zostało na moich barkach( niby duża ze mnie baba:) ) ale i tak za dużo tego wszystkiego. Gdyby nie osoby (i "siostra")z tego forum to pewnie już by mnie nie było. dziewczyny piszcie bo to pomaga i tym co piszą i innym. Niech nikt mi nie mówi że życie przyniesie zapłatę za zło itd. bo to totalna bzdura. Mój "mąz" bawi się korzysta z życia a ja chodzę jak robot i staram sie nie zwariowac:( ot taka sprawiedliwość.trzymajcie się mooocno
  11 Lipiec 2012    14:10

 Miła
   jak sobie kobietki radzicie? Już nie wiem, która pora roku gorsza dla samotnych i życiowo poobijanych? Chyba lato.... rodzinne grille, wczasy, wszędzie spacerowicze za rączkę... kiedyś tak tego nie zauważałam.... wiadomo.... u mnie nie ciekawie. Ale jak może być ciekawie kiedy się zostało z wszystkich na własnych barkach.... Pozdrawiam i życzę... siły.
  11 Lipiec 2012    11:15

 Izabela
   Jeżeli mężczyzna odchodzi, a później wraca, ponieważ brakowało mu jedynie kobiecej rozrywki, nie warto w ogóle z nim rozmawiać. Byłam w podobnej sytuacji kilka lat temu, twierdził,że mnie kochał,a to,co mu się zdarzyło było głupotą, błagał o powrót, a w tym czasie pisał do niej (razem go zapędziłyśmy w kozi róg). Gdy odeszłam stwierdził,że przekreśliłam wspólne lata:) Dorosły człowiek podejmuje decyzje raz, odchodzi lub nie (każdy ma prawo, kobieta też),a dzieci muszą znać reguły wspólnego życia: zdradza- wynocha z domu, nie można za kimś takim płakać, a dzieci poradzą sobie, są silniejsze od dorosłych.
  28 Czerwiec 2012    05:48

 Bianka
   Kiedy zalatwilam adwokata oplacilam go moj maz zaczal balgac zebym przemyslala,wycofala ze ona zaluje,przeprasza,nie chce innej chce ze mna...blaga ,placze prosi.... Skad ja to znam... Ciekawe kiedy znowu mu sie zmieni.
  26 Czerwiec 2012    13:07

 agunia12a
   I tu Julcia masz rację , czego izabela nie zrozumie . Chodzi o ten " Balast ". Dla mnie moja córka jest wszystkim ale dla mojego męża jest ciężarem. Myślę , że gdybym zaproponowała mu zabranie dziecka odpowiedź mogłaby byc podobna jak u Ciebie. A w tej sytuacji tatuś nie patrzy na łzy swojej córki , złe nastroje. Nie denerwuje się kiedy późno wraca czy ma kłopoty w szkole itp . Zamknął za sobą drzwi i pozbył się problemów. I nie chodzi tu wyłącznie o relacje damsko - meskie - mąż -żona . Izabelo małżeństwo w dużej części przekracza te relacje i stają się one czasami drugorzędne ale żeby to dostrzec trzeba w takiej formacji być paręnaście lat , jeśli tego nie doświadczyłaś , nie zrozumiesz a więc b. prosimy nie zabieraj głosu na tematy o których nie masz pojęcia.
  25 Czerwiec 2012    12:15

 kropeczka
   Dlaczego? dlaczego ja? Nie mogę już wytrzymać. Po prostu wylogował się z naszego małżeństwa! Nie ma żadnych obowiązków, wychodzi kiedy chce, z kim chce, wraca kiedy chce i nawet nie raczy mnie poinformować. Dzieci go nie interesują, kłopoty też nie. I pije, pije i pije. Codziennie. Ciągle czuję od niego alkohol, w telefonie nosi zdjęcie koleżanki (nie żony czy dzieci) krytykuje mnie na kązdym kroku więc proszę niech mi ktoś powie dlaczego ja chcę z nim być? On nie chce się wyprowadzić a ja nie mam gdzie. Mieszkanie jest wspólne. Już nie mogę wytrzymać...Niech to już się skończy, proszę..
  25 Czerwiec 2012    10:29

 Julcia
   Witam:)otóż to i tu jest pies pogrzebany,powszechnie wiadomo dzieci rodziców nie słuchają,one je naśladują,więc przekaz pierwsza klasa.Zastanawiają mnie te wszystkie izabelki anioły od misji specjalnej,które MUSZĄ ratować biednych mężów od zimnych,oziębłych żon nie są tak wspaniałomyślne już i nie martwią się kto teraz przytuli te biedne dzieci-zimna i wyrachowana żona,która tylko ciągnie kasę?Czy to jednak bardziej chodzi o przytulenie się do cudzego portfela.Mój mąż w ciągu sekundy przestał mieć problemy z płaceniem na własne dziecko jak mu zaproponowałam,,ok,bierzesz syna do siebie i nie musisz płacić nic,,tyle warte jest dla niego dziecko,jak stwierdził muszę zacząć wszystko od nowa bez BALASTU!! i właśnie to od prawie dwóch lat dzwoni mi w uszach.pozdrawiam Was serdecznie
  24 Czerwiec 2012    21:23

 Izabela
   Niesamowite wrażenie wywołuje czytanie Waszych wpisów, które obserwuję od dłuższego czasu. Rzeczywiście żadna z Pań nie poczuwa się do odpowiedzialności za rozpad małżeństwa, jakie tworzą dwie osoby wnosząc swoje wady i zalety. Ktoś, kto odchodzi po wielu latach musi mieć poważne powody i nie jest tak, że porzucona osoba stanowi przykład świętego. Człowiek to człowiek, niezależnie od płci, światopoglądu itd. ma swoje marzenia, potrzeby, smutki i radości. Jeżeli są Panie tak wspaniałe i dobre, jak można wywnioskować z wpisów to znajdą się mężczyźni, którzy to docenią, zatem bez sensu szukać winy tylko w mężach. Zastanawiam się skąd w tych "wspaniałych" porzuconych kobietach odwołujących się do religii miłości i wybaczenia tyle jadu, w dodatku znane mi są przypadki zemst, nękania byłych mężów. Jeżeli oni są tak okropni, a Wy cudowne wystarczającą karą jest to, że nie są już z Wami i inne się "męczą". Mają Panie także dzieci przy sobie, a oni zostają sami. Piszę, bo polemika daje szansę znalezienia istoty sprawy, jednostronność rodzi patologie. Pozdrawiam
  22 Czerwiec 2012    15:03

 Bianka
   Witajcie Ciesze sie bardzo ze trafilam na ta strone.Przeczytalam prawie wszystkie wpisy i bardzo mi one pomogly.Stoje u progu rozwodu.Bylam 13 lat mezatka (wlasciwie 12 bo od sierpnia jestesmy w separacji)mamy dwojkie dzieci. Walczylam jak lwica.Przeszlismy terapie(tak bardzo na ta terapie liczylam) w trakcie ktorej on znalazl sobie babe na boku...ale nie to bylo najgorsze w tym wszystkim...przeszlam pieklo i a to jeszcze nie koniec. Najwzaniejsze miec plan: Psycholog,dzieci,praca cala reszta potem... pozdrawiam serdecznie Was wszystkie dzielne kobiety!
  20 Czerwiec 2012    13:07

 Gruszka68
   Witajcie, teraz jestem zaatakowana przez eksa zbieraniem świadków do rozwodu kościelnego po 20 latach, ma małe szanse przyjęcia wniosku do sądu ale to bardzo boli. Pewnie chciałby młodej Izie dać sakramentalny ślub - czy ta kobieta nie boi się gniewu Bożego?, czy eks siejąc burze i krzywdy nie zbierze żniw na sobie ? Poczekam, modlę się o miłosierdzie dla cudzołożników i cudzołożnic. Mam pewność że zło powiększone ich złem wróci do każdego w większej fali. Całuję serdecznie mądrą dziewczynę "też kobieta" i "katarzynę"
  20 Czerwiec 2012    09:26

 agunia12a
   Witajcie dziewczyny jestem już po i mam rozwód z orzeczeniem o winie :) Teraz 21 dni na uprawomocnienie. Mąż ku mojemu zdziwieniu szlachetnie wziął winę na siebie. Powiedział , że skoro żona tak chce to niech tak będzie. Ciekawe czy taki szlachetny czy jego "izabela" postawiła mu ultimatum albo masz rozwód albo wyp....laj. Tego na razie nie wiem ale pewnie życie pokarze . Na sali oczywiście się rozkleiłam . Po rozprawie mąż przytulił mnie , cały się trząsł , i powiedział żebym się trzymała . I znowu się rozkleiłam . Co on ma w tej głowie? Ale to było o 11 rano teraz jest 19 i już całkiem ok. Mąż na sprawie nie przyznał się do "izabeli" , skłamał , że mieszka u brata . Nich mu będzie nie prostowałam , wziął winę na siebie niech się wybieli. Za przyczynę rozpadu podał fakt ,że nie odzywałam się przez tydzień do niego. Sędzina uśmiechają się stwierdziła , że to dziwne żeby kończyć 20-letnie małżeństwo przez tygodniowe ciche dni:) I tyle co się dowiedziałam. Pocieszające jest to, że wszystko działa w dwie strony i jemu jest też przykro, wiem o tym choć każdy robi dobrą minę do złej gry , każdemu jest przykro. Dziewczynki idę spać , bo emocje opadły i jestem wykończona. Pozdrawiam i trzymam kciuki za następne odważne kobietki.
  18 Czerwiec 2012    17:16

 Katarzyna
   witajcie, pojechałam po rozwodzie leczyć rany. Wakacje są bardzo fajne, ale wiecie, omnia mea, mecum porto, czy jak to tam szło. Ze mną i dzieciakami pojechały tez smutki. Smutno jest. Choć tez jest dobrze, spokojnie...Jak to u mnie było? Wniósł sprawę o rozwod, dowiedziałam się na poczcie. Najpierw nie dawałam zgody, mówiłam, że go kocham, zgodnie z prawdą, modliłam się i czekałam na powrót. Naprawdę wierzyłam, że przypomni sobie, że mnie kocha. Naiwna kobieta, prawda? Rozsierdziłam go tym, zacząl wymyślać, że to moja wina, padały chamskie ciosy poniżej pasa, o których nawet nie chcę myslec, tak były przykre (mamy dwoje dzieci), że to moja wina. Zgłosiliśmy świadków, on też, ale dwóch mu sie wycofało, a kolejna dwójka zeznawała jak było. Potem - wskutek mojej niezgody sąd skierował nas na badania rodzinne, ale już w ośrodku wspólnie zrezygnowaliśmy z nich, żeby oszczędzić dzieci. Mój ex był i jest okrutny, ale jakoś dzieci(12 -syn i 16 -córka) udało nam się obronić przed grzebaniem od początku w naszym życiu. Bardzo, bardzo udanym. Dziewczyny, ja miałam jednak sytuację jednoznaczną, bylismy kochającym sie małżeństwem, a on odszedł i zamieszkał z inną. Mecenas(podstawa, naprawdę, inwestujcie w dobrych prawników) powiedziała, że sąd źle patrzy na takie wygibasy. Ale jednak- zrobiliśmy to, ja wciąż dawałam mu szansę, on nie chciał z niej korzystać, ale chciał więcej: podziału mieszkania. I załozył mi drugą sprawę. Pani mecenas pomaga mi przez nią przejść, bo to jest dopiero walka. W sądzie nikogo nie interesuje wasz ból, złamana przysięga, dzieci, które musicie wytulić, wyuczyc i wyposażyć w dorosłość. Wszystko idzie na pół. Bez sentymentów. Ta sprawa wciąż jeszcze trwa. Rozwód dostałam po 1,5 roku (dwa razy przekładał sprawę, były w międzyczasie wakacje) Na ogłoszeniu wyroku byłam sama. Płakałam. Pani sędzie przerwala czytanie orzeczenia, mówiąc"niech pani przestanie, naprawdę nie ma za kim płakać" Jestem juz po wszystkim. Bardzo bardzo mnie to wszystko boli. Nie wyobrażam sobie nikogo innego obok siebie. Mam dwadzieścia tysięcy zdjęć ze wspólnego życia. Wspaniałe dzieci, których nie zaraziłam nienawiścią do świata, przyjaciół. Fajną pracę. Jestem osobą publiczną, delikatną w środku, jak każda z Was. Bardzo pomógł mi Bóg, w czasie, kiedy nie mogłam spać, jeść, żyć- mówiłam sobie "Jezu, ufam Tobie". I naprawdę czułam, że wysyła mi przyjaciół, którzy są blisko. I że - choć zabrzmi to metaforycznie- podtrzymuje mnie, gdy nie chcę już żyć. Smutek często wraca, dziś na przykład, jest jak otchłań, wciąga. Wzięłam sobie Biblię i otworzyłam wprost na Księdze Hioba. Szczęśliwi, którzy wierzą, a ja pocieszam te z Was, które nie mogą dotknąć cudu zawierzenia. Znam Waszą ciemność. Pozdrawiam Was bardzo serdecznie, wiem, że nie wolno pytać dlaczego, ale to słowo jest we mnie, ze mną, obok mnie już trzeci rok.
  18 Czerwiec 2012    13:16

 też kobieta
   Witajcie, z żalem czytam o kolejnych niedorozwojach psychicznych i skutkach ich niedorozwoju. To nie żaden kryzys wieku średniego (chociaż wtedy ten niedorozwój ujawnia się jeżeli jest) ani "czy można być z kimś na siłę, z litości ? ja już cię nie kocham..." jedynie najzwyklejsza psychiczna i emocjonalna niedojrzałość. Zatrzymanie się w rozwoju na poziomie 8-10 latka, który chce coś z tego życia mieć, korzystać z niego! I gdyby nawet pominąć nas, porzucone kobiety i nasz ból, to zostają w całej tej sytuacji PORZUCONE DZIECI !!!!!!!! Jam myślicie, panowie (sorry wy nie myślicie) czy one coś czują? jak się czują ?????? Gdy własny ojciec woli towarzystwo młodszych dup wyrwanych gdzieś w jakimś pabie ? Gdy wymiksowuje się sprytnie (przerzucając winę na kobietę - że z nią to się przecież nie da żyć, bo...) z pełnienia roli OJCA, towarzysza dorastających, czasem trudnych i problematycznych nastolatków, które POTRZEBUJĄ GO DO PRAWIDŁOWEGO ROZWOJU JAK POWIETRZA!!!!!!!!!! Ale to by wymagało POŚWIĘCENIA swojego czasu i uwagi, kosztem przyjemności, które można mieć w życiu i spokojnej głowy ! Matka, która została porzucona i sama ma na głowie te odrzucone dzieci, czujące nieraz złość i smutek i przelewające je na nią...... czy ona może stanąć obok spokojnego, zrelaksowanego i zadowolonego ojca i .... jak wypadnie? Czy dzieci obchodzi, ile mama ma kasy i dlaczego jest tym ciągle zestresowana ? Tak panowie, wy macie kurze móżdżki i nie widzicie tego wszystkiego. Wasze pole widzenia obejmuje jakiś metr wokół waszej osoby. I nawet gdybyście chcieli to zrozumieć i tak nie zrozumiecie, dlatego wiem, że piszę w eter. Ta męska niedojrzałość, przejawiająca się czasem w postaci permanentnej rui i nieustannego okresu godowego, byłaby może i zabawna, gdyby nie była tak porażająca w skutkach w psychice i całym życiu ich dzieci !!! Czy dorastający chłopak będzie jako wzór dla siebie traktował matkę ? więc kogo ? kolegę z podwórka ? jakiegoś aktora alkoholika, seksoholika czy może maczo - mizoginistę ? Wiadomo, że ludzka psychika rozwija się i kształtuje na WZORCACH, jakie by one nie były. Więc, panowie za jakie wzorce przekazywane przez was czuje się odpowiedzialni ? Czy w ogóle czujecie się odpowiedzialni za to, że z waszych synów wyrosną podobne łajzy jak wy a córki będą pozwalały żle traktować się takim łajzom - BO TAKI WZÓR WIDZIAŁY W DOMU. Czasem trzeba lat pracy nad sobą, nawet terapii, aby ten zakodowany w sobie schemat przełamać. Oto wasze dziedzictwo, jedyne, na które was stać. Esencja bezmyślności, braku refleksji i świadomości oraz braku ODPOWIEDZIALNOŚCI za siebie i swoje życie, a w skutkach za życie własnych dzieci. Przepraszam czytających za taką dawkę złości, ale gdzieś musiałam to wypuścić. Może nie potrafię zaakceptować tego świata jaki jest i to mój problem, ale jako matka, która urodziła dzieci nie potrafię na to spokojnie patrzeć.
  18 Czerwiec 2012    08:11

 anetta
   ja zostalam z trojka synow, 18 wrzesnia rozwodzimy sie! 2 lata, 4 i 11! Tatus oszalal! Pozbywam sie zludzen, ale tempo jest zolwie! staje na nogach sama, w obcym kraju! ale daje rady! Mam nadzieje, ze wyrzuty sumienia nie zdaza pozrec mnie do konca zycia, bo i wyrzuty sumienia mam, ze powinnam wyprzepraszac nawet za to ze zyje i pozwolic dalej zyc wspolnie!
  17 Czerwiec 2012    12:34

 Julcia
   Witam:)oj błąka się ten mój wpis więc pisze ponownie.Nie agunia nie złożyłam jeszcze wniosku z pewnych względów muszę jeszcze poczekać więc składam dopiero pod koniec roku(nie czekam już i się nie łudze) i jak narazie u mnie wygląda to jak przedłużanie agonii.Trochę mnie to kosztuje ale dam rade po całym tym cyrku mam wrażenie że jestem jakby zaszczepiona albo zobojętniacze działają super.Wiem brzmi to idiotycznie ale nie marzą mi się wczasy na Bali tylko dzień w którym się w końcu rozwodzę,jest mi wstyd przed dziećmi że zafundowałam im takiego ojca,byłam z nim 23 lata!Jeśli chodzi o zdrowe odżywianie to toksyny w jedzeniu to pikuś, największy toksyn błąka się tu gdzieś poniżej,jakaś masochistka czy już nie wiem co,proponuje zignorować,no wiecie kogo imienia już nie będę wymieniać.agunia 18-ego trzymam kciuki ,pierś do przodu,głowa do góry,teraz czas na ich łzy.
  12 Czerwiec 2012    14:24

 Gruszka68
   Witajcie miłe Panie! Naprawdę daję sobie radę każdego dnia, choć jeszcze rok temu było to dla mnie niewyobrażalne, eks nie płaci na synów, ale wiąże koniec z końcem. Płacz, tęsknota i żal zostały na późny wieczór i noc. Modlitwa jest moją jedyną pomocą. Ale moim szaleństwem jest prośba o dar nawrócenia. Nadzieja umiera ostatnia. Pozdrawiam Was wszystkie ciepło i serdecznie.
  12 Czerwiec 2012    07:34

 klara
   Witam znowu serdecznie .syn mały kibic kibicuje,mam mozliwość z korzystania z komputera i cóż....moje drogie i moze drodzy ))) t.j naprawdę słuszne okreslenie Aguni tworzenie rzeczywistości pod wlasne potrzeby...a ja to nazywam niedojrzałością emocjonalna,chorą bardzo glową i nieszczęśliwym czlowiekiem.... My nadal mieszkamy razem))))pan ?powiedzmy mieszkanie traktuje jako noclegownię darmową.Dziewczyny tak sobie mysle ,ze wszystkie tutaj jestesmy już znacznie silniejsze i napewno madrzejsze i tak trzeba.Trzymam kciuki za wszystkie..te na poczatku nowej drogi i w trakcie spr. rozwodowej..Duzo spokoju ,(piłeczkę antystresową,walidol,Tik-taki miętowe,proponuję robić sobie notatki ze slow panów...bo się bardzo mylą.....! a to moze się przydać i badzcie tez gotowe na mamuśki w roli swiadków przeciwko wam,smutne to lecz prawdziwe.Trzymam kciuki.AGUNIU PAMIETAJ ,NIE JESTEŚ SAMA!18..tego.
  11 Czerwiec 2012    21:19

 Adam, W-wa
   ZDROWIE ORAZ DOBRE SAMOPOCZUCIE MUSZĄ BYĆ WYNIKIEM JEDZENIA, CZYSTEGO ORAZ ENERGETYCZNEGO POŻYWIENIA: Głównie bez toksyn i oczywiście nie powodującego; OTYŁOŚCI czy też CUKRZYCY typu 2. Zdecydowanie uważam, że konsumowanie różnych produktów spożywczych w oparciu o tabele tzw. INDEKS ŻYWIENIOWY, tj. IŻ produktu; wystarcza aby ANDROPAUZĘ lub nawet przejściowe osłabienia przechodzić sprawnym żwawym krokiem.
  11 Czerwiec 2012    20:30

 klara
   Witam,serdecznie wszystkich ......dawno mnie tutaj nie było ...a jestem z wami od 2006 roku i cóż postanowiłam się odezwać....jestem już po rozwodzie z orzeczeniem winy ze strony męża....dziewczyny co taki człowiek potrafi mówić jak manipulować....a przecież to jego ewidentny wybór ....a Ja i syn to wcielenia zła i wszystkiego co źle czyni ,wiecie brak słów .......ale przetrwałam a były mąż ......wrak emocjonalny i psychiczny człowieka..ale tego nie widzi ,wychudzony plus minus 2o kg....bez pracy...i wszystkiemu jesteśmy my winni.I pytanie czy warto było tak nisko upaść? i co dalej ? jak sądzicie będzie ?....Dzięki za e-mail od pana ....ostatni , tak to się zaczyna ale jak pisze Miła każdy ma rozum..Dziewczyny sprawa o rozwód t.j b. indywidualna....ale da się przejść...służę pomocą i wsparciem...miejcie szacunek dla siebie ...i wiem teraz ,że zbyt długo czekałam.Pozdrawiam serdecznie .Mila,Agunia.Dorotka..ketii.Tez kobieta...Miki.Ela,Evita,Jolanta i wszystkich szukających wsparcia.
  10 Czerwiec 2012    15:52

 joanna
   jak ja sie wkoncu zdecydowalam na zabranie glosu to wszyscy zrezygnowali???przeciez nie bede sie podkladala Izabelli :)
  10 Czerwiec 2012    00:27

 joanna
   raz..dwa..trzy..proba mikrofonu :)
  8 Czerwiec 2012    21:26

 joanna
   Witam .Szkoda ,ze tak pozno Was odnalazlam Tyle cierpienia i rozmyslan w samotnosci.Ale lepiej pozno niz wcale.Przeczytalam wszystkie wpisy od 2006 roku ryczac i smiejac sie jednoczesnie.Zabrzmi to glupio ale ciesze sie ze jestescie. Mojemu "Panu" tez otworzyly sie oczy po 23 latach i nie pamieta dlaczego sie pobralismy.Globalne ocieplenie to tez moja wina.Po 10-mcach zycia obok wyprowadzil sie z domu.Ja oczywiscie jak wiele z Was tutaj liczylam (ludzilam sie),ze sie opamieta.Nietety obrazil sie na mnie i przy okazji na naszego 15-leteniego syna.Jest juz ponad rok poza domem.Do syna zadzwoni przez ten czas 4 razy i to mnie boli( juz teraz) najbardziej.Tym dziewczynom ktore ,licza ze ich polowki wroca do domow radze jednego.I tak same bedziecie musialy zdecydowac kiedy przestac sie ludzic i rujowac wlasne zycie ale jezeli mozecie zebrac i trzymac dowody ich zdrady(sms,zdjecia e-maile )co tylko to zrobcie to.Jezeli przyjdzie czas zlozyc pozew o rozwod lub "pancio" zlozy --bedziecie mialy jak znalazl.Wiedza o czym mowie kobiety ktore sie rozwiodly i te ktore sa w trakcie.Panowie czesto" zapominaja" i przeinaczaja powody rozstania.Wiec nawet tym ktore sie rozwioda moga sie takowe dowody przydac.Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie i zycze sily i wytrwalosci
  8 Czerwiec 2012    00:50

 agunia12a
   Tak Kasiu ,napisz ile to trwało(rozwód) , jak sąd podszedł do tematu , czy musiałaś powoływać świadków , o co sąd pytał Ciebie i ewentualnie świadków. Moja sytuacja jest podobna , mąż wyprowadził się 09-04 2010 i tak ustało pożycie. 18 czerwca mam pierwsza sprawę i trochę się boję czy dam radę , też złożyłam pozew z orzeczeniem o winie . Podaję adres jeśli nie chcesz pisać na forum to napisz : [email protected] , pozdrawiam was wszystkie . Julcia ty też czekasz na sprawę?
  6 Czerwiec 2012    11:07

 Miła
   Izabelo, szczęsciaro, znowu Ty? co robisz w takim bredzącym towarzystwie? wsadzasz kij w mrowisko czy starasz się być przysłowiowym wrzodem na du..ie? Daj już nam spokój kimkolwiek jesteś...... Dziewczyny, widzę że procent rozwodów wśród nas jest duży, cholera.... trzymajcie się!
  6 Czerwiec 2012    06:45

 Izabela
   Nadal bredzicie:) wznoszę modły za Wasze dusze :)
  5 Czerwiec 2012    16:31

 Julcia
   Oj Miła zgadzam się z tobą w 100%.Kasiu wina mojego męża jest oczywista,napisz proszę ile trwa taki rozwód.Chciałabym zasnąć i obudzić się już po rozwodzie.:)
  5 Czerwiec 2012    16:29

 Miła
   Mars, dzięki za list. Mnie on dużo dał. Mój mąż "zaczął" podobnie. I potem naprawdę ciężko zawrócić.... Pamiętaj że obok serca dostaliśmy jeszcze rozum. I piękne są chwile, w których człowiek przeżywa motylki w brzuszku na nowo... ale nie są moim zdaniem warte tego piekła które potem zgotujesz swojej rodzinie i prawdopodobnie sobie. Trzymam kciuki by wygrała rodzina - nie dlatego że jestem zgorzkniała i się rozwodzę. Dlatego, że rodzina (a jak piszesz... fajna) jest najważniejszym dorobkiem życia.
  5 Czerwiec 2012    07:21

 Katarzyna
   Witajcie, towarzyszycie mi od dwóch i pól roku. Jestem już po rozwodzie, z winy męża, staram się stanąć na nogi. Tak samo jak Wy walczyłam, wyłam i błagałam o powrót. Walczył ze mną i walczy nadal. Mam do Was wielką prośbę: rozwodźcie się tylko z orzeczeniem winy, jeśli sprawa jest ewidentna. Trzymam za Was kciuki. Żebyście wiedziały, jak bardzo pomogłyście mi od 5 lutego 2010. Rozwód zapadł dwa tygodnie temu. Do końca niosłam swoje małżeństwo w rękach, złożyłam je do grobu, opłakałam z dwójką dzieci i idę dalej. Bądźcie silne! Damy radę...
  1 Czerwiec 2012    21:46

 MARS
   Witam! Chciałem podzielić się z wami moją historią.Mam atrakcyjną żonę , wspaniałego syna i ogromny problem.Zbliżam się do 40-tki mam stabilną pracę na stanowisku.Z dnia na dzień zupełnie niespodziewnie zadużyłem się w koleżance z pracy.Ona nic nie wie jest bardzo sympatyczna ale nigdy nie dała mi powodów aby traktować ją inaczej niż jako koleżankę.Jestem wściekły na siebie za to co mnie "trafiło",pełny wyrzutów sumienia wobec żony i rodziny.Z dnia na dzień problemy moich najbliższych odeszły na dalszy plan.Nigdy nie spodziewałem się po sobie że mogę tak postąpić.A jednak. Cała ta sytuacja jest niezwykle bolesna i obawiam się że mogę zniszczyć wszystko to co wraz z żoną budowaliśmy przez tyle lat.Ona jest naprawdę świetną dziewczyną dobrą matką,zawsze była dobrą żoną.Czytając wasze listy widzę ogrom smutku, zgorzknienia to zrozumiałe ale nie wińcie siebie.Kobieta którą jestem zauroczony jest raptem 3 lata młodsza od mojej żony i na pewno nie tak atrakcyjna(to raczej obiektywna opinia innych)a jednak "trafiło" mnie jak dwudziestolatka.Nie ma racjonalnego wytłumaczenia,nie mogę winić również koleżanki.Próbuję walczyć ale to niezwykle trudne.Może mój list w trochę innym świetle przedstawi waszych byłych,choć nie to było moim celem.Potrzebowałem po prostu komuś o tym napisać.Pozdrawiam wszystkie porzucone i trzymam za was kciuki abyście sobie poradziły.
  1 Czerwiec 2012    17:29

 kropeczka
   też jestem ta najgorsza, beznadziejna nic nie umiem i wogóle nie warto ze mną rozmawiać. Boże, jeszcze trochę i w to uwierzę. Dzieci też cierpią. Staram się nie spotykać z nim, na szczęscie pracujemy na różne zmiany więc jest szansa nie spotkania się. Teraz jeszcze słyszę dodatkowo, że jak mi się coś nie podoba to mogę wypier..... i że zawsze mogę się z nim rozwieść jak mi się nie podoba. Chyba zacznę się nad tym zastanawiać. Nawet już nie rozmawiamy ze soba...
  1 Czerwiec 2012    12:10

 Julcia
   No cóż,niby każdy przypadek jest inny,ale jakby zebrać do kupy wszystkie wpisy to mi wyłania się jeden typ faceta-fantastycznego-niech żyje wolność i zabawa.Oni nie zdają sobie sprawy że porzucając nas,porzucają rodzine.Tylko ile człowiek jest wart bez rodziny?na jak długo wystarczy im tej miłości?Najgorsze w tym wszystkim jest to że to my latamy po psychoterapeutach,psychiatrach trujemy się lekami.Jak spojrzy taka,,Izabelcia,, w oczy moim dzieciom,córce którą fantastyczny tatuś w swoim amoku potraktował tak iż też musiała łykać te dziadostwo(pawian ma chyba lepiej rozwinięty instynkt rodzicielski),ale to jest oczywiście moja wina i masz racje to jest chyba ta trzecia osobowość,gdyż syndrom ,,śmieciarza,, też go dopadł. Potwierdza się fakt iż ludzie reagujący agresją mają raczej słabą psychike.mam też syna i proszę Boga aby to tylko nie było dziedziczne:)
  31 Maj 2012    16:20

 agunia12a
   Och Julcia , mój mąż ma potrójną osobowość:( , bo oprócz tych dwóch o których wspomniałaś ma jeszcze jedną - mianowicie wpadł w jakieś wirtualne życie i wymyślił sobie własną wersję wydarzeń tz wygląda to w skrócie taK : to ja sobie znalazłam faceta , potem wyrzuciłam go z domu jak śmiecia ( oczywiśćie męża) a teraz chcę rozwodu . Terapeuta nazwał to fachowo zniekształcaniem rzeczywistości na własne potrzeby :(. Najgorsze jest to , że on w to wierzy i ostatnio najczęściej jest właśnie w tym swoim świecie. Próbowałam go kiedyś przekonac , że jest w błedzie ale jak on znajduje się w tym swoi świecie nic do niego nie trafia. Czasami rozmawia ze mna normalnie jak byśmy byli dalej razem , i w tedy jest łagodny i kojarzy , że to on dokonał wyboru itp. Ale im bliżej rozwodu jego stan jest coraz gorszy:(. Zaczynam się go bać bo człowiek zdesperowany jest zdolny do zrobienia wielu złych rzeczy. Jestem z moim meżem od 14 roku życia :) w podstawówce trzymaliśmy się za ręce pod ławką i myślę , że jesteśmy przez to uzależnieni od siebie . Z ta różnicą , że ja sobie z tym radzę a on nie. Czekam co będzie dalej ?:( Miła trzymaj się i wy wszystkie zdradzone dziewczyny :)
  30 Maj 2012    12:17

 Miła
   i ja się rozwodzę, z jego winy. Szkoda słów. Trzymajcie się mocno. I kciuki za nas.
  30 Maj 2012    07:05

 Julcia
   aguniu to jest podwójna osobowość czyli on sam ze sobą się męczy(bidulek).Mój mąż też poznał swojego anioła sorki to jest królowa aniołów która szeptała mu że jest fantastycznym facetem i...,więc przed nią zgrywa tego fantastycznego faceta,tylko że pan dżentelmen po przekroczeniu progu w domu pokazywał swoje drugie ja czyli to chore(gdzieś,kiedyś trzeba się wyładować jak głowa chora,więc na kim:na beznadziejnej żonie,niewdzięcznych dzieciach Bóg jeden wie czego to nie usłyszałam)stałam jak słup soli i widziałam obcego faceta pomimo 21 lat razem.Być może męczy go fakt że to Ty zrobiłaś ostateczny krok furtka się zamyka.Mój mąż sugerował w rozmowach powrót kiedyś tam,czyli ja sobie wyskocze poszaleć a ty w tym czasie tańcz jak ja ci zagram,tylko niestety napięłam się jak struna i właśnie wtedy to się zaczęło.Do tej pory cicha,spokojna podtykająca obiadki pod nos (czytaj głupia)stawia mu się.No cóż rozwód też mnie czeka zdecydowałam że będzie z orzekaniem o winie,więc będzie się działo,nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie abyśmy mogli być razem.trochę chaotycznie.:)
  29 Maj 2012    21:12

 agunia12a
   Witaj Mati , Ciebie też dawno tu nie było :) , ja zaglądam tu regularnie ale jakoś pogodziłam się z rzeczywistością i już nie mam takiej potzreby pisania . Myśle , że i Klara i Dorota i Miki i Miła i Juno i inne dziewczyny też zmęczyły się tą patową sytuacją. A tak w temacie to, 18-go czerwca mam pierwszą sprawę rozwodową. To co przechodzę z moim mężem nie jest fajne. Ten P....t , bo inaczej go nazwać nie mogę nie może znieść myśli , że się rozwodzimy. Raz mówi , że rozwód mi da od ręki , innym razem ,że mnie zniszczy i że nigdy się nie rozstaniemy. W piątek przyszedł do nas na osiedle , mnie nie było . Krzyczał pod balkonem , że nie chcemy go wpuścić do domu , źe on tu mieszka (przypominam , że wyprowadził się w kwietnu 2010 r) itp. Córka zadzwoniła po policję. W miedzy czasie mąż dzwonił do mnie setki razy , napisał kilkanaście esów. Nazwał naszą córkę suką a mnie k.... . Boże a ja jeszcze jakiś czas temu życie bym za niego oddała:( . Zastanawiam się o co chodzi mojemu mężowi?. Z tego co wiem on mieszka u tej swojej laski. Czyżby sielanka się skończyła? Pan mąż traci grunt? Z tego co widzę znalazł się w czarnej d....e. I na co on liczy , czemu ma służyć to co robi ?Może któraś z was to przeszła i rozumie ja nie . Ach szkoda gadać , czekam do sprawy może czegoś się konkretnego dowiem w sądzie .Pozdrawiam wszystkie forumowiczki i te stare i te nowe . Trzymajcie się :)
  28 Maj 2012    20:07

 bąbelek
   ja własnie zaczynam "przygodę" z kwś. Dzisiaj sobie to uświadomiłam. Nie potrafię powstrzymać łez. Czytając artukuł nabrałam nadziei że uda sie wszystko naprawić, ale czytając Wasze wpisy nie pozostawiam sobie złudzeń. Czy jest sens walczyć, czy bede miała tyle siły? Kilka lat? To jak wyrok za morderstwo. Nie wiem czy dam radę. Nie wiem czy potrafię zapomnieć. Czy kiedykolwiek będę jeszcze JA, a nie tylko ON. Ja tez mam ochotę rzucić wszystko i pojechać w siną dal po przygodę, ale powstrzymuje mnie poczucie obowiązku: córka, dwa psy. Świadomośc że pewien etap w moim życiu juz nigdy nie wróci (wolność , beztroska, high life) próbuję saobie jakos z tym poradzić, dlaczego mój mąz nie potrafi? Nie wiem czy dam radę ;(
  28 Maj 2012    17:12

 Mati
   Nie wiem dziewczyny kochane, czy Wam się poukładało pozytywnie, czy też położyłyście krechę na wszystko. Gdzie jesteście??? Jest tu totalny zastój. Czy to za sprawą Izabeli straciłyśmy sens pisania na tym portalu??? Pozdrawiam serdecznie wszystkie zdradzone, porzucone i upokorzone WSPANIAŁE kobiety- przez naszych chorych mężczyzn.
  26 Maj 2012    19:06

 Gruszka68
   Witajcie, po kolejmym miesiącu w samotności choć nie sama, bo dzieci dorosłe w domu, jest mi lżej. Obserwuję eksa na internecie i choć stracił pracę (razem z nią) już nie modlę się o jego powodzenie i nawet zdrowie. Modlę się o zmiany w nim tj. pokorę, wypalenie gniewu i próżności. Choć codziennie śnią mi się koszmary to już normalnie sypiam i to sukces. Teraz muszę znaleźć siły na zajęcie się nie tylko domem ale sobą i tym co lubię robić - kupię karnet na mecze siatkówki, bo portale randkowe to porażka. Jestem jeszcze nie ostatecznie zdesperowana . Tak czuję. Pozdrawiam Was Wszystkie !
  16 Maj 2012    12:12

 ja
   tak sobie czytam te "wszystkie" wpisy i sama nie wiem co myśleć... z jednej strony taki twór jak kwś - a z drugiej zgadzam się też z innymi wpisami - po prostu koniec miłości (czymkolwiek ona jest). Sama teraz przechodzę to samo, tylko co? Mój partner oświadczył mi - jak sądzę asekuracyjnie - że ma kryzys. Nie powiem, totalnie to zbagatelizowałam tylko tak myślę sobie - przyjdę z pracy i powiem, że miałam ciężki dzień i jestem zdenerwowana a potem będę jechała po nim jak po łysej kobyle - to taka sama sytuacja. Po prostu ASEKURACJA. Abstrahując od tego, że jest on - jak sam często przyznaje, cholernym asekurantem. Następnie przez kilka tygodni siedział przy kompie i pisał sobie z jakąś kobitką (o czym nie przez przypadek się dowiedziałam) i tylko dlatego się do tego przyznał, a raczej potwierdził co już wiem i usłyszałam, a prawdę mówiąc przeczytałam bo przez gardło by mu to chyba nie przeszło: "Tak... pisałem sobie takie pierdoły bo lepiej się czułem... czułem się dowartościowany... czułem, że jestem zauważalny... mówisz, że to zdrada... niech będzie, że tak jest... "i od tego czasu zaczęło się. Nie mam namacalnych dowodów ale raptem wyjechał na szkolenie do miasta gdzie ta kobieta mieszka zbieg okoliczności, miejsca i czasu? Kazałam się mu natychmiast wyprowadzić, potem wyłam niemożebnie kilka dni, zaczęłam go sama przed sobą tłumaczyć. Przez 2 m-ce chodziłam po ścianach aż pewnego dnia stwierdziłam – dość. Po tym czasie zaczął przyjeżdżać na weekendy "zrobić pranie"... Zaczęłam wychodzić – zapytał czy chcę w nim wzbudzić zazdrość, być radosna, uśmiechniętą. Pewnego dnia kiedy po kolejnej porcji wyżywania się psychicznego na mnie stwierdził, że jest w domu ostatni raz – a ja nic, z uśmiechem na twarzy coś sobie robiłam, wieczorem usłyszałam: nie bądź taka, co ja mam z tobą zrobić” – zaczynał mięknąc i tak jest przez większość czasu – agresja i otrzeźwienie. Teoretycznie się rozstaliśmy ale co to za rozstanie jak człowiek spędza ze sobą weekendy. Jest ciężko a ja sama też do końca nie wiem czego chcę - z jednej strony chcę aby było jak kiedyś - ale czy to możliwe?, a z drugiej go nienawidzę za to co zrobił. Rozumiem, że coś mogło się wypalić, ale wtedy się pakujesz (dodam, że nie mamy dzieci), wyprowadzasz i wtedy zaczynasz coś innego a nie ta cholerna ASEKURACJA!!! Kryzys wieku średniego - czy coś takiego w ogóle istnieje?????
  16 Maj 2012    09:43

 mima
   ...nie wiem od czego zacząć...wieczne pretensje ze za mało chodzimy do lóżka, że ciągle tylko nasz pięcioletni syn, że za mało czułości, że wiecznie jestem zmęczona - pracuje zawodowo...ale gdzie w tym wszystkim jestem ja, ja jako kobieta i moje potrzeby...mąż konczy w lipcu 40 lat może to ten dziwny etap, ostatnio zlapałam go na opublikowaniu zdjęc wiecie czego na portalu zbiornik.pl...i wiem ze zrobil to specjalnie..moja reakcja byla dosc ostra i glupia bo dalam mu otwarta drogą..powiedzialam ze skoro mu nie wystarczam to moze sobie kogos znalexc tylko tak zebym o tym nie wiedziala...tylko co dalej..? co robić?
  1 Maj 2012    07:47

 kropeczka
   Witam ponownie, u mnie nic nowego. Nie jest tak jak kiedyś i już chyba się nie łudzę że będzie. Niby jesteśmy obok siebie ale.. nie ze sobą. Poza tym że temat "koleżanki" już nie wraca i mój mąż uważa go za zamknięty to zmieniło się tylko tyle, że pije, pije i jeszcze raz pije. Wypił już chyba morze wódki o ocean piwa. Nie ma dnia żeby nie pił. Nie wiedziałam że można tyle wypić. No i wkroczyła agresja wobec mnie wobec dzieci. Liczy się tylko on i jego potrzeby. Czy można się tak diametralnie zmienić? ogląda gołe baby przez internet i filmy porno. Ciężko mi...
  23 Kwiecień 2012    12:48

 Gruszka68
   Witajcie, Bardzo pomaga mi czytanie waszych komentarzy, zbieram się i odbijam od dna. Jeszcze płaczę, tęsknie i "miotam" się ze sobą. Podobno nadzieja umiera ostatnia, ale moje życie jest bardzo ważne i podejmę walkę. Nie ma we mnie gniewu i złości, jest żal i smutek, to daje mi doła. Obiecuję sobie pokochać siebie i świat. Pozdrawiam wszystkie byłe żony
  5 Kwiecień 2012    06:39

 kropeczka
   Witam Was wszystkie i bardzo dziękuję za wsparcie (zwłaszcza Tobie nova). Żyję sobie jakoś, gdzieś… obok chyba bo nie można tego nazwać razem. Przeżywam strasznie wachania nastrojów męża, dużo go wspieram, choć rozmawiamy wiele to zwykle o jego problemach w pracy troskach i sukcesach… moje jakoś nie są tak ważne… walczę dla dzieci, bo widzę jak one to przeżywają… staram się nie żebrać o miłość choć to tak boli… teraz przechodzę jakąś dziwną fazę zobojętnienia… jakbym była na prochach… jest to jest, nie ma go to nie ma… najdziwniejsze jest to że potrafi powiedzieć coś przykrego (np. że on to nie ma szczęścia w miłości – przy innych) po czym idziemy do sklepu i kupuje mi prezent. Nie wiem co to miałoby znaczyć. Innym razem mówi, że jest lepiej między nami i wszystko idzie ku lepszemu (ja tego nie widzę – choć może mam spaczone spojrzenie) ale nie przytula mnie. Kiedy zapytam to mówi: oj to przytul się, przecież cię nie odpycham. Ja nie mam takiej potrzeby. „Ja” i „ja” – a ja? Smutno jakoś. Mimo wszystko dziękuję za wsparcie!!
  22 Luty 2012    12:21

 Elunia1960
   31 lat małżeństwa, i od 1,5 roku piekiełko na ziemi. Piszę pamiętnik, to bardzo pomaga. Są rzeczy i zdarzenia o których nie chcesz mówić nikomu. Stany emocjonalne, doły, góry itp... "Puść wolno co kochasz-jeśli wróci jest twój. Jeśli nie-nigdy twój nie był." Co zobaczę???? za parę lat, jak piszecie????
  21 Luty 2012    16:40

 agunia12a
   Witajcie kobietki ;) , po prawie dwóch latach przepychanek z mężem dorosłam do rozwodu. Dzisiaj odebrałam od mecenaski pozew i w poniedziałek idę go złożyć w sądzie. Rok temu marzyłam żeby rozwód odbył się szybko i bez orzekania o winie. Teraz jestem na tyle silna , że pozew składam z orzeczeniem o jego winie . Nie boję się jego kłamstw . Mam nadzieje , że prawda zwycięży i złapią go na jakimś kłamstwie , bo z pewnością uknuł sobie jakąś historyjkę o mnie. Cieszę się , że mam po swojej stronie naszych znajomych. Prawie wszyscy zgodzili się być moimi świadkami w sądzie. Miłe to:)Życzcie mi powodzenia.Pozdrawiam was wszystkie. ps I wiecie co? Nie wierze , żeby po kwś ( który w.g. mnie nie istnieje ;) ) mogło być znów dobrze w tym samym związku. Przepraszam za szczerość ale nie ma co się łudzić , szkoda czasu - ale to tylko moje zdanie.
  16 Luty 2012    20:51

 nova
   cześć Kropeczko! to smutne, że trafiłaś na forum kwś, bo to znaczy - masz problem, jak większość z nas tu piszących. wiem, że nie jest Ci łatwo, bo sama przez to wszystko przechodziłam (ciągle przechodzę, tak na prawdę moja sytuacja nie wyprostowała się do końca), ale wydaje mi się, że w niektórych "beznadziejnych przypadkach" cierpliwość i nadzieja (mimo wszystko) pomagają. ja do końca trwałam i wierzyłam, że to nie może być koniec naszego małżeństwa, ale życie było brutalne i w pewnym momencie, kiedy mąż mi oświadczył, że szuka miejsca, by rozpocząć nowe życie ze swoją dziewczyną, musiałam i ja zacząć godzić się z rozstaniem. jakież było moje zdziwienie, gdy pewnego dnia, zupełnie nieoczekiwanie, stwierdził, że dużo nad tym myślał i nie potrafiłby ode mnie odejść, że mnie kocha i nie umie uznać za kogoś byłego i zostawić. okazało się, że "koleżanka" znalazła mieszkanie i dopiero ten fakt oraz konkretny termin go otrzeźwił. uświadomił mu, że nie jest w stanie tego zrobić. pojechał do niej i zakończył znajomość (przynajmniej tak mu się wydawało - i mi też). przeprosił mnie za cały ten trzymiesięczny koszmar, podziękował za to, że wytrzymałam i poprosił o czas na pozbieranie się. byłam przeszczęśliwa. wiedziałam, że to nie koniec naszej udręki, ale wierzyłam, że jesteśmy w stanie pokonać wszystko. nie było lekko, były łzy, lepsze i gorsze dni, szamotanina uczuć, ale tego się spodziewałam. starałam się cierpliwie czekać, aż któregoś dnia zadałam pytanie, czy jeszcze się kontaktuje z dziewczyną i uzyskałam odpowiedź twierdzącą - załamałam się. wprawdzie mój mąż mnie uspokaja, że te kontakty (telefoniczne i mailowe) nie są częste i żebym się nie denerwowała, bo chce je skończyć, ale jeszcze na razie nie potrafi. prosiłam go, żeby odpuścił wreszcie, bo to nikomu nie robi dobrze, stwierdził tylko, że się postara, ale nie obiecuje, bo nie chce mnie okłamywać. ciągle tkwimy w zawieszeniu. wierzę jednak, że decyzja zapadła i, że się szybko pozbiera. musi jednak sam dojść do przekonania, że odcięcie pępowiny jest niezbędne, by odbudować między nami to, co brutalnie podeptał (straszny chaos w tym moim pisaniu). choć w moim życiu daleko jeszcze do happy endu, mam nadzieję, że on nastąpi. bądź dobrej myśli, Kropeczko, i, jak poradziła mi kiedyś "też kobieta", zadbaj o siebie, o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne oraz o wasze dzieci, bo rzeczywiście nie dasz rady tego wytrzymać (u mnie też było - i jest - ciężko, więc wiem, co piszę). jeśli Twój mąż chce się pozbierać, może zaproponować mu pomoc fachowca, który poradziłby Wam jak przez to wszystko przejść, choć wiem, że panowie są oporni na tego typu sugestie. bądź cierpliwa i nie odpuszczaj, staraj się być czuła i troskliwa, ale nie nachalna. bądź dzielna, trzymam kciuki. próbujcie poukładać Wasze życie, bo warto zrobić wszystko, póki jeszcze się da. pozdrawiam
  16 Luty 2012    18:03

 ola
   Nic na to nie poradzisz, to musi potrwać i nic nie da się przyspieszyć. Przeszłam przez to wszystko zgodnie ze schematem, jakieś 4 lata, tyle to trwało. Jak tak na to wszystko patrzę z perspektywy, to zrobiłam chyba wszystko żeby w tym okresie do mojego męża jakoś trafić, pomóc jemu i sobie, na próżno. Nie warto przepłacać tej historii zdrowiem, zajmij się sobą i zadbaj o siebie. Co ma być i tak będzie, może skończy się dobrze jak u mnie. Wszystko wracało stopniowo, powoli, w tej chwili mój mąż jest jak baranek, czuły i cierpliwy, wyciszony, ale... Mam wrażenie, że nie mam do czynienia z czterdziestoparolatkiem, a stulatkiem. Zero zainteresowania mną w sensie fizycznym, zero potrzeb na tym polu. Nie, nikogo nie ma. Takie zmiany w nim zaszły i tyle, koniec kryzysu. Ja na takie życie nie jestem jednak gotowa. Kto wie, co będzie dalej. Czasami próbuję o tym rozmawiać, zmienia temat, widzę w jego oczach przerażenie, może ból. Nie do końca to happy end..
  16 Luty 2012    17:07

 kropeczka
   Witam wszystkie dziewczyny (i chłopaków też). Jestem tu pierwszy raz i choć przeczytanie wszystkich wypowiedzi zabrało mi kilka dobrych godzin, byłam przerażona. Ten sam schemat, te same symptomy... czy ci faceci są jakoś zaprogramowani? Jesetśmy małżenstwem od 15 lat. Jakieś trzy miesiące temu mąż powiedział mi że mnie nie kocha. Nie było żadnej kłótni żadnych pretensji Tak po prostu. Nie mogłam zrozumieć. On zaczął topić smutki w alkoholu. Pytałam czy chodzi o jakąś kobietę. Mówił że nie. Pewnego dnia kiedy nabrał odwagi powiedzial mi że się zakochał. Twierdził że do niczego nie doszło (wierzę mu) i że ona też nic nie wie. Kocha ją tak platonicznie. Nie chce odejść ode mnie i od dzieci, chce naprawić to co w naszym zwiążku się zepsuło. Nie będe opisywać co mówił i jak się zachowywał bo większość zachowań jest identyczna jak tu opisano na forum. Co do jednego. IDENTYCZNA. Próbowaliśmy przez 2 miesiące naprawiać. Nawet wyjechaliśmy razem na weekend. Nic się nie udało. Jest jeszcze gorzej. Sam twierdzi, że mu "odwaliło" i nie umie sobie z tym poradzić a bardzo by chciał. Sam również powiedział że to chyba kwś. Podtrzymuję go na duchu, wspieram, ale też nie narzucam się. Wiem, że minęło za mało czasu jeszcze ale jak to wytrzymać??? To tak boli, że mnie nie kocha.... Może chcieliśmy za szybko wszystko naprawić... a jak czytam tu że walka trwa kilka lat... to ja chyba nie wytrzymam. Nie mam już łez żeby płakać, (nie płaczę przy nim) a jestem kłębkiem nerwów (schudłam już 10 kilo). Nie radzę sobie... naprawdę nie radzę...
  11 Luty 2012    18:07

 nova
   witaj "też kobieto"! przepraszam, że piszę dopiero dziś, ale miałam jakiś problem z wysłaniem komentarza. dzięki za słowa pociechy, wiele jest racji w tym, co piszesz. u mnie sytuacja bez zmian, mąż ciągle niezdecydowany i myślę, że sam zapędził się w kozi róg (i chciałby i się boi). ja z kolei, mimo jego braku skrupułów, ciągle mam nadzieję, że coś lub KTOŚ otworzy mu oczy. nie bardzo chcę i umiem sobie wyobrazić inne życie ( w końcu połowę jestem z nim). pewnie uznasz to za słabość, ale jeśli w grę wchodzą uczucia (a moje, mimo tego wszystkiego, co się dzieje, nie wygasło) nie działa się racjonalnie. ale czy da się to wszystko posklejać? mam nadzieję, że następnym razem napiszę coś bardziej optymistycznego, dziś mam raczej ten gorszy dzień:/ pozdrawiam wszystkich, którzy zaglądają na forum. do pogadania w lepszym czasie!
  13 Styczeń 2012    20:18

 Jolanta
   Boże. "chanelka" trzymaj się. Nawet mnie jest trudno to czytać ....armagedon.
  9 Styczeń 2012    09:57

 chanelka
   Witam, trafiłam przypadkiem. Za tydzień mam sprawę rozwodową. Mój mąż, lat za moment 48, oszalał dla 31-letniej nauczycielki muzyki, ale zasadniczo trudniącej się bardzo wyzywającymi koncertami, wystepami (m.in X-faktor!). Zmiana wizerunku(tragedia!), wspomagacze potencji, garście witamin, szampon na porost włosów, kilkanaście róznych kremów do każdego odcinka twarzy... Tenis, koncerty, wyjazdy.... Kupił jej samochód i wiele innych, nieco mniej drogich acz praktycznych prezentów. Ona jest mężatką z 10-letnim dzieckiem. Temu dziecku też kupuje co sie da. Ona ma dom w ogromnym kredycie, my mamy dom w ogromnym kredycie.... Tylko...my nie mamy dzieci, a on po 25 latach małżeństwa (a jesteśmy razem 28 lat) chce mieć dzieci i ona mu to obiecala. Szaleństwo trwa. Trzeci miesiąc. Tyle, że on jeździ do niej, wyjeżdża z nią, po czym wraca do domu, je to co ja kupiłam i przygotowalam, co jest w lodówce, kładzie się spać do wspólnego łóżka, wrzuca brudy do kosza.... Twierdzi, że jest i będzie moim przyjacielem, ale nie kocha mnie, nie chce ze mną być, wspomina różne złe chwile, mówi takie rzeczy, że mnie zatyka. Jest podły, wyrafinowany, a nigdy taki nie był. Nie chce się wyprowadzić, bo to jego dom, jego łóżko itd. Dodam, że jest posłem drugą kadencję. koszmar. Matrix...
  8 Styczeń 2012    18:58

 też kobieta
   Witaj nova! To smutne co piszesz... samo życie... piszesz "kryję go, głupia, przed wszystkimi, dopóki nie podejmie decyzji" pomyśl - kryjesz jego, czy was jeszcze, siebie ? On może tak długo trwac. I co wtedy, ile jeszcze wytrzymasz ? Myśl o sobie i rób to co dla ciebie dobre...
  3 Styczeń 2012    20:37

 nova
   cześć! piszę po raz pierwszy. trafiłam na Wasze forum dzięki przyjaciółce i aż mnie zmroziło, że jest nas tak wiele. nie twierdzę, że u mojego męża to faktyczny kwś (nie jestem fachowcem w tej dziedzinie), ale zostałam przez niego dotkliwie skrzywdzona. poznał kogoś, kto jest dla niego ważniejszy ode mnie i trwa w rozkroku od 7 tygodni, nie potrafiąc podjąć decyzji. ja z dnia na dzień coraz bardziej czuję, że oddala się ode mnie i nie mogę wiele na to poradzić. Dziewczę ma 21 lat, ja prawie 40, nic dodać, nic ująć. jestem załamana jego bezdusznością i brakiem skrupułów. starałam się dzielić z nim jego pasje (czasem rezygnując z własnych - błąd), wspierać go w trudnych chwilach, być z nim w tym, co dla niego ważne, dupa (sorry) i tak nie starczyło na to, by go zadowolić. myślę, że moje małżeństwo to przeszłość (16 lat, bagatela), mimo, że oficjalnie nie zakończone, jest martwe. to straszne, co piszę, samą mnie to przeraża, ale chyba powoli muszę się z tym pogodzić. początkowo myślałam, że mój mąż się opamięta, ale teraz bardzo w to wątpię. nie wiem, czy kogoś to wszystko obejdzie - potrzeba mi o tym pisać, bo nie mam z kim (poza jedną osobą) rozmawiać ( kryję go, głupia, przed wszystkimi, dopóki nie podejmie decyzji). to jest dla mnie toksyczna bańka, z której nie potrafię i chyba do końca nie chcę wyjść. niszczy mnie to tak bardzo, że jestem w tej chwili wrakiem człowieka, bez motywacji do życia. czuję się bezwartościowa i straciłam poczucie bezpieczeństwa. bardzo wiele bym dała, żeby uratować to, co nas łączyło (bo było to coś wyjątkowego), ale "do tanga trzeba dwojga", a tego drugiego już chyba brak .
  1 Styczeń 2012    22:52

 Mati
   Jest taki czas co łzy w śmiech zamienia. Jest taka moc co smutek w radość przemienia. Jest taka siła co spełnia marzenia... To właśnie magia Świąt Bożego Narodzenia! Zdrowych, pogodnych i radosnych (mimo wszystko) Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku, oby okazał się lepszy od mijającego dla Wszystkich wspaniałych dziewczyn z tego portalu!
  22 Grudzień 2011    21:58

 Miła
   Zaglądam. Czasami ;-) Dziękuję naprawdę serdecznie i też życzę wszystkim spokojnych świąt i Sylwestra. Wiem, że to trudny czas dla nas. Trzymajcie się Dzielne Kobietki.
  21 Grudzień 2011    11:15

 miki
   Rozmowa cudownego męża z nieudaną żoną (czyli mną). "Mąż: Trzeba kupić mamie choinkę. Żona: MY jeszcze nie mamy choinki. Mąż: To żaden problem. Pojedzie się i kupi. Mama potrzebuje takiej metr czterdzieści, nie za szerokiej u dołu, ale też nie kolumnowej. Czubek musi być dobrze wykształcony. Żona: (w myśli : g... mnie to obchodzi). To jedź i kup. Mąż: Jedź ze mną, bo chcę żebyś mi pomogła. Żona: Muszę zrobić śledzie, bo moczą sie od wczoraj. " Mąż wieczorem dzwoni do mamuńci i na jej pytanie odpowiada, że jeszce nie kupił, bo mu żona nie pozwoliła! My oczywiście nadal choinki nie mamy i żona w te pędy poszukuje forum nt. jak przetrwać uzależnienie męża od mamuńci. Znajduje dwie rady. Po pierwsze, nie walczyć z tym, bo przyniesie to odwrotny skutek. Po drugie, zaprzyjaźnić się z teściową. Punkt pierwszy - super, drugi - awykonalny. Ale wracając do tematu kwś, spróbowałam te rady przełożyć na nasze forum i ... punkt pierwszy - super. Punkt drugi? Zaprzyjaźnić się z kochanką męża ( tudzież kolesiami męża, jego komputerem, komórką, wyjazdami integracyjnymi). Już widze oczyma wyobraźni jak proponuję mężowi by przekazał ode mnie w prezencie nową bieliznę chantelle, którą właśnie kupiłam, ale okazała się na mnie za duża (conajmniej o dwa numery); dzownię do kolesia męża z pretensją, że tak mało czasu spędzają razem z moim mężem poza domem; po całej nocy ślęczenia męża w internecie, pytam go czy aby ma dobre światło, bo oczy zepsuje; po godzinnej rozmowie męża z panną , troszczę się czy miał dostateczny zasięg, bo przecież tu, gdzie jesteśmy na wakacjach, mogą być kłopoty; na dwa dni przed wyjazdem integracyjnym męża, jestem spakowana i oczywiście jedziemy razem! Nieźle. A wracając do forum o toksycznych rodzicach, trafiłam na wpis, gdzie facet pisze, że on okazał się toksycznym ojcem, bo córci zapewniał zimą narty, latem ciepłe kraje i ta w końcu uświadomiła mu krzykiem jaką krzywdę jej zrobił, bo zmuszał ją do tego wszystkiego. Sam zresztą też miał tosycznych rodziców, bo zamiast pozwolić mu leżeć w wyrze zabierali go do opery, albo pokazali kawał dobrej literatury, a przecież on w tym czasie mugł sobie zajarać szluga. Ale najciekawsze, również dla mnie jako bywalczyni forum o kwś, było jego końcowe przesłanie: człowieku, stań przed lustrem i zobacz jaką jesteś wartościową jednostką. Kiedy to już zobaczysz, to żadni toksyczni rodzice nie będą w stanie popsuć ci humoru. Zatem kobietki, stańcie przed lustrem, zobaczcie tę wartość jaką niesiecie światu i już żaden facet nie będzie wam w stanie zepsuć życia. Na koniec życzę wszystkim spokojnych i szczęśliwych Śwąt. Szczególnie dla Aguni, Juno i Miłej, bo wierzę, że zagląda tu czasami.
  20 Grudzień 2011    21:43

 też kobieta
   "Dlatego ja stawiałbym na jakość" - oczywiście "stawiałabym"
  13 Grudzień 2011    09:32

 też kobieta
   "mężczyzna niewie co się znim dzieje,zachowuje się jak 15-latek, który nie liczy się z nikim i z niczym..." "widzę że większość kobiet do myślenia nadal używa swojej biologi ". Czy to, o czym piszesz a szczególnie w pierwszym zdaniu to nie jest czysta biologia? Hormony? Tzw. wola boża? Dzięki temu ludzki gatunek nie wyginie. W zamian za to mężczyzna dostaje endorfiny, dopaminę, adrenalinę, więcej testosteronu. Tylko co z potrzebą długotrwałego wychowywania człowieka przez szanujacych się i kochających rodziców ? Taki człowiek jest dzięki temu dobrze przygotowany do zycia, szczęśliwszy i nieunieszczęśliwiający innych ludzi. Jak myślisz o czym rozmawiają rzesze nieszczęśliwych, użeleżnionych ludzi w gabinetach terapeutów ? Najczęściej o tym, że byli niekochani lub obojętni dla swoich rodziców, niedostrzegani, niedocenieni ... a rodzice nieszanowali się wzajemnie. Wg mnie dorastanie przy takich rodzicach to podstawowa przyczyna wszelkich "niedorobień", "poj*ebań" czyli wszelkiej maści niedojrzałości psychicznych czy emocjonalnych człowieka. Dlatego ja stawiałbym na jakość (spłodzić i dobrze wychować 1-2-3 dzieci) niż ilość - czyli ciągle szukać kogoś nowego do potencjalnego rozmnożenia, bo wiadomo człowiek strzela ale to pan Bóg kule nosi, czyli szansa, na poczęcie nowego życia jest a oto może naturze chodzi ? ;-)
  12 Grudzień 2011    17:50

 Julcia
   świadomy,raczej świadomy inaczej;chyba nie końca rozumiesz poruszanego na tym forum problemu<> nie musi trwać wiecznie, ale chodzi tu o szacunek dla drugiego człowieka,a tym bardziej jeśli jest to matka jego dzieci.Każda z nas rozumie słowo odchodze tylko dlaczego temu towrzyszy wyrabianie poczucia winy,obrażanie i poniżanie? Trudno mi pojąć w jakim świecie żyjesz jeśli rodzina dla Ciebie to patologia w której najczęściej są dzieci.Jeśli ma się takie poglądy nie powinno się nawet planować zakładania rodziny,gdyż w pewnym momencie stwierdzisz że Cię to wszystko przerosło,Tobie też się coś od życia należy a dzieci no cóż....i właśnie tu niejeden w Twoim mniemaniu osioł ma więcej rozumu i odpowiedzialności.Jedyna rzecz z którą się z Tobą to to że nie ma kwś,jest to moment od którego niektórzy panowie zaczynają cofać się w rozwoju.
  12 Grudzień 2011    15:06

 juno
   Jak tu trafił "pan świadomy" i czego tu szuka? Cieszę się pana szczęściem i życzę pomyślności w ŚWIADOMIE wybranej drodze życia. Proszę również nie zapominać o tym, że oprócz dwóch dorosłych osób ŚWIADOMIE (mam nadzieję) decydujących się na wspólne życie i założenie rodziny są jeszcze dzieci - niekiedy bardzo małe - niczego NIEŚWIADOME, ponoszące konsekwencje za ŚWIADOMY (jak mu się wydaje) wybór ojca - EGOCENTRYCZNEGO palanta.
  12 Grudzień 2011    09:25

 agunia12a
   "Drogi Świadomy " , nie wkładaj kija w mrowisko , to nasz portal i nasze narzekania . Z tego co piszesz niczego nie zrozumiałeś z naszych wpisów . Jesteśmy otwarte na zmiany i propozycje. Tylko , ze nasi egoistyczni mężowie mają wszystko w dupie. w większości przypadków zamknęli za sobą drzwi zostawiając nas z całym dotychczasowym , wspólnym dorobkiem ( kredyty , domy , dzieci , psy itp ) i poszli do lepszego jutra , bez zobowiązań i innych dupereli. I właśnie nad tym ubolewamy a nie nad odejściem naszych połówek - a to wielka różnica. Pozdr
  12 Grudzień 2011    09:13

 miki
   Boże...
  12 Grudzień 2011    08:52

 świadomy
   mężczyzna niewie co się znim dzieje,zachowuje się jak 15-latek, który nie liczy się z nikim i z niczym...Mnie pozostaje wiara, że klapki z oczą spadną ,i podobne komentarze to bardzo egoistyczne i subtelne więzienie stworzone przez biologię przetrwania kobiety ,może ktoś odpowie dlaczego ,miłość do kobiety ,małżeństwo ,rodzina, lub jakiekolwiek relacje MUSZĄ TRWAĆ WIECZNIE ,PRZECIEŻ TO PATOLOGIA!!!!,wygląda nato że dobry mężczyzna to osioł ;z pracy do domu ,z domu do pracy, zgodny z osądem kobiety[więzienia],nie istnieje żaden kryzys wieku średniego ,bo zmiana to naturalny rytm wszechświata ,kto tego nie rozumie będzie cierpiał ,każda relacja musi się okresowo rozpadać by powstawało nowe ,widzę że większość kobiet do myślenia nadal używa swojej biologi ,dobrze radzę akceptujmy się TAKIMI JAKIMI JESTEŚMY BO INNE POSTĘPOWANIE TO PROGRAMY ZNISZCZENIA.
  10 Grudzień 2011    17:22

 też kobieta
   "Tylko dwie jednostki o silnym morale mogą stworzyć małżeństwo. I tu Kościół ma rację." Podpisuję się pod tymi słowami i pod całą wypowiedzią Miki. Życie próbuje nas i wystawia na pokuszenie nasze zasady. A jaki wpływ może mieć żona na myśli swojego dorosłego przecież męża ? Zakładając, że "myśl jest źródłem wszystkiego" - z myśli (ukrytego pragnienia) rodzą się emocje, uczucia a potem czyny. Jakie mamy zasady na takie pragnienia sobie pozwalamy. I czasem nie złoto nam błyszczy...i za nim biegniemy zostawiając wszystko inne. Dlatego uważam, (upraszczając) że przyczyną rozwodów jest brak wartości wyższych. Po jednej, po drugiej albo po obu stronach.
  23 Listopad 2011    10:22

 miki
   Cześć Grześ. Jak widzisz z naszych wpisów wynika jedno: miłość mężczyzny jest g... warta. I to przesłanie jest radą jakiej mógłbyś doszukać się w moim życiu. Jeśli od początku podeszłabym z takim założeniem do małżeństwa, przetrwałabym wszystkie kryzysy męża, bo po prostu nie zauważyłabym ich. Co bym zrobiła gdybym mogła cofnąć czas? Gdyby to było 5 lat: znalazłabym sobie kogoś, 10 lat: nie budowałabym domu i nie pakowała się w kredyty, bo mieszkanie można sprzedać i adieu, 15 lat: nie zgodziłabym się na zmianę pracy przez mojego męża, pracy, w której podstawową płacą są wyjazdy, nazwijmy je integracyjne, gdyby to było lat 20: nie wyszłabym za niego za mąż! Cóż, do małżeństwa jak do tanga, potrzeba dwojga. Rady żon, ich desperacja i próby naprawienia zła niegdy nie wystarczą. Przeczytaj uważnie o czym piszemy. Nie tylko modlitwa, cierpliwość i psycholog, ale i wielokrotne i upokarzające próby rozmów z takim delikwentem. Zauważ, że oznaki nadciągającego kryzysu nie istnieją. Kiedy zauważasz kryzys, on już szaleje w najlepsze. Jesli chcesz wydać książkę, jak poradzić sobie z kwś w polskiej rodzinie, to próżny trud. Tylko niedopuszczenie do kryzysu jest jakimś sposobem. Tylko dwie jednostki o silnym morale mogą stworzyć małżeństwo. I tu Kościół ma rację. Na rynku jest wiele pozycji w tym temacie. Myślę, że każdy z nas w wieku przedmałżeńskim powinien się z nimi zapoznać i jasno odpowiedzieć sobie: chcę być w czymś takim czy nie. I tu, jak widzisz, na początku, pojawia się paradoks, ponieważ tylko niewielka garstka jest w stanie przez to przebrnąć. Jeszcze mniej może to zrozumieć. Kiedy patrzysz na to, co dla młodych jest ważne do ślubu, to co zobaczysz? Limuzyny, kreacje, muzyka, sala, goście... W tym kierunku to idzie, i tak już na początku tworzy się pożywka dla wszelkiego rodzaju kryzysów. Pozdrawiam.
  22 Listopad 2011    08:50

 Grześ
   Witam wszystkich czytelników tego forum. Trafiłem tutaj już jakiś czas temu szukając materiałów dotyczących kryzysu wieku średniego. Tyle się słyszy o tym dookoła, a 40-stka już na karku. Mało jest w sieci materiałów na ten temat, a do tej strony zachęcił mnie mały „suwak” w okienku przeglądarki, który wskazywał na niesamowitą długość tekstu. Niestety, po paru akapitach przygód Daisy, Bonnie, Winony okazało się, że to tylko zajawka książki, a prawdziwą wartością są Wasze opowieści i przeżycia. Trochę czasu mi zajęło, aby przez nie przebrnąć. Dziękuję Wam wszystkim za szczerość i głęboko współczuję tych tragedii, które przeżywacie. Nie zdawałem sobie sprawy, że zamiast tych „amerykańskich” imion można już wstawiać polskie. Przedstawione tu historie są naprawdę wstrząsające. Pisane głównie przez kobiety, dają wiele do myślenia mężczyznom, którzy zastanawiają się nad wyborem: „co dalej robić?”. Przemawiają głównie poprzez odstraszające przykłady. Niestety nie do końca znalazłem tego czego szukam. Rzadko która Pani podaje jakieś rady jak przetrwać kryzys swojego męża, dominuje głównie ton jak uciec od męża i jego problemów z jak najmniejszymi stratami (finansowymi i psychicznymi). Nie wierzę, że każdy kryzys mężczyzny kończy się rozwodem. Jestem przekonany, że nawet te osoby, których małżeństwo nie przetrwało, mogą teraz pomóc innym. Czy mogłybyście poradzić coś innym żonom i mężom, którzy być może niedługo będą przeżywać kryzys? Chodzi mi o ten moment, w którym nie doszło do zdrady, a pojawiają się pierwsze oznaki nadciągającego kryzysu. Co być może zrobiłybyście, gdyby można było cofnąć czas… Być może to forum także czytają osoby, które przetrwały szczęśliwie kryzys i mogłyby się podzielić swoimi doświadczeniami. Ja po przeczytaniu poniższych dyskusji znalazłem tylko takie pomoce: modlitwa, cierpliwość i pomoc psychologa.
  21 Listopad 2011    17:55

 Ketti
   Kiedyś tu już pisałam i własnie natrafiłam na swój wpis "niech już chociaż miną dwa lata" i co?.... nic.... powinno być lepiej a nie jest... próbowałam skupić się na sobie, próbowałam odnowić kontakty, próbowałam z kimś się związać... niestety nic nie pomaga... i mam takie nieszczęsne wrażenie, że niestety miłość życia to miłość życia i nie ma żadnej innej... bo albo ja nie potrafie kochać albo to kochanie miesza mi się z nienawiścią... nie potrafię pokochać, ale wiem, że nie potrafiłabym być z osobą którą kocham... wyżywam się na dziecku, co pogłebia moja depresję, ale nie potrafie tego powstrzymać, to jest jak napad szału, wściekłości, agresji.... na szczęście dla tego dziecka kończy się tylko na krzyku, który jest całkiem niepotrzebny... najlepiej byłoby poprostu zniknąć, rozpłynąć się... coraz częściej o tym myślę....
  16 Listopad 2011    13:56

 agunia12a
   Co u mnie ? Ano :) , życie toczy się dalej. Zdecydowałam się dać szansę drugiemu człowiekowi , innemu , który jeszcze mnie nie skrzywdził :). Niestety , nie potrafiłabym mężowi zaufać po raz następny :( . Czy dobrze zrobiłam ? Nie wiem . Może będę kiedyś tego żałować. Ale , tak jak piszecie kobietki , i ja tęsknie jeszcze za mężem. I choć staram się sobie tłumaczyć , że nie jest on tego wart , to rozum swoje a serce swoje. Jedno dobre co zauważyłam to to , że moje przyzwyczajenie do niego maleje z czasem i dlatego wierze w to , że czas jest najlepszym lekarstwem na wszystko. To niestety musi potrwać a szybko to można zrobić " gorący kubek " . A u mojego męża emocjonalna huśtawka nastrojów twa nadal z niekończącą się depresją w parze :(. Szkoda mi go ale nie mam na to wpływu, a zagłębiać się w jego psychikę już naprawdę nie ma siły i nie chce. Mam teraz nowe inne życie :). Zobaczymy , co dalej :) pozdr.
  10 Listopad 2011    12:54

 miki
   Co u mnie? Przed kwś wiedziałabym jak odpowiedzieć. "jest źle" albo "jest dobrze". Jednak po kwś ,kiedy to rzeczywistość w jakiej żyłam okazała się tak mało rzeczywista, nie potrafię ocenić mojej sytuacji. Mój mąż jest czuły, troskliwy, miły, ale... No właśnie. Dokładnie taki był przed kwś. Czy to oznacza, że za jakiś czas znowu zafunduje mi taką jazdę? Reasumując, straciłam poczucie bezpieczeństwa. Mam stany lękowe, stałam się podejrzliwa. Jak sobie z tym radzę? Tłumaczę sobie, że to wina listopada. Zajęłam się sobą: stomatolog, dermatolog (estetyczny;)), okulista, ginekolog... Dałam sobie czas. Muszę jeszcze jakoś przeżyć święta, potem już z górki. Narty w lutym i wiosna! Na wiosnę planuję początek nowego życia. Życia kobiety dojrzałej po kwś. No chyba, że facetowi znowu odwali ;). A co u Ciebie Aguniu i inne forumowiczki, także te które jedynie czytają? Co u Izabeli? Zaobrączkowana?
  10 Listopad 2011    08:34

 Jolanta
   Wcale sobie nie radzę. mija trzeci rok a ja tęsknię za tym światem, który miałam a który zniszczył mi bezpowrotnie mój mąż. No i co z tego,że nigdy mu nie wybaczę. Jest mi źle. Ciągle tęsknię i czekam aż się odezwie a tu nic martwa cisza. Nie pytam już nawet dlaczego. Na nic nie mam siły. Czuję jak z dnia na dzień robię się słabsza. I nie chcę już słuchać nikogo, ze jutro będzie lepiej bo nie będzie.
  10 Listopad 2011    08:11

 agunia12a
   Witajcie moje drogie , czyżby kwś naszych mężów przestał nam dokuczać :)? Piszcie jak sobie radzicie ? , pozdr.
  8 Listopad 2011    13:59

 juno
   Miki dobrze radzi - tylko maxymalne odcięcie sie od takiego chłopa pozwala zacząc normalnie żyć. Nie nastepuje to od razu, tylko powoli, bardzo powoli. Moje dwuletnie doświadczenia pozwalają mi wyciągnąc wnioski, że sens ma tylko i wyłącznie konsekwencja moich postanowień i zachowań. U mnie wygląda to tak, że odcięłam się zupełnie od wszystkiego, co jest z nim związane - jasno dałam do zrozumienia, że mogę z nim wymieniać informacje tylko i wyłącznie związane z dziećmi - wymiana informacji ma formę wojskową - żadnych emocji i przemyśleń - suche fakty, tylko te najistotniejsze. Tak wg mnie wygląda rozłączenie życia dwóch kiedyś najbliższych sobie osób. Pan były chciałby czegoś innego - żebyśmy razem z dziećmi chodzili na basen, do muzeum itp., a on później po odbębnieniu tych przyjemniejszych aspektów rodzicielstwa udawałby się do drugiego rozrywkowego życia. Ja sie na to nie zgadzam - nie chce i nie potrafię udawać, że nic się nie stało - tatuś sie przecież tylko wyprowadził. To boli, ciągle. Nie chcę wdawać się w żadne gierki, aby "pannie dobra dada" zagrac na nerwach, bo razem z dziećmi gdzieś się wybierzemy. Szkoda na to moich emocji i zachodu. To on chciała z tego wszystkiego zrezygnować, ja staram się tylko by konsekwentnie trzymać odpowiedni dystans. Z czasem jest co raz łatwiej. We wrześniu pan tatuś gdzieś wyjechał - podobno służbowo - nawet podał mi miejsce i nazwę konferencji, choć go o to nie prosiłam. Mogłam sprawdzić i się dowiedzieć, czy to prawda i czy panna też pojechała. Nie zrobiłam tego, bo mi się po prostu nie chciało - sama byłam tym zaskoczona. Poza tym robię dokładnie to, co opisała Miki - odnowiłam kontakty ze starymi znajomymi, poświęcam czas na to, co kiedyś mnie interesowało; jeszcze tylko zdjęć nie oglądałam ;-). Tylko wszystko to dzieje się powoli, a raczej "w swoim tempie". Pozdrawiam wszystkie już olewające bądź te, które dopiero zaczynają.
  18 PaŸdziernik 2011    09:43

 miki
   Jak przetrwać kwś męża? Zignorować! Z mojego doświadczenia pytanie tak postawione wypacza problem. Problemem jest "jak olać kwś męża". Dlaczego mamy "przetrwać" coś co w istocie jest problemem faceta? Nasz problem to czas i pieniądze na życie, dzieci... A więc zastanówmy się jak więcej zarobić i oszczędzić. PS. To takie, trochę inne spojrzenie na temat.
  17 PaŸdziernik 2011    10:25

 miki
   Iza, można się wyplątać, tak by wilk był syty (starszy syn) i owca cała (Ty). Wszystko o czym piszesz, Twój ból, zaczyna się w naszej głowie. Po to by Twój pseudomąż nie obniżał Ci jakości życia, musisz uświadomić sobie, że jesteś wartościowym człowiekiem, kochającym i pomagającym. Jesteś wartościową kobietą, matką. Boli nas tylko to co przyjmiemy do siebie. Nie poświęcaj już ani trochę energii na walkę z jego słabościami. Odetnij sie od informacji na temat jego podłości. Nie zaglądaj na żadne portale, gdzie może Cię zranić jego zdjęcie czy zdjęcie innych kobiet. Gdy jesteś na imprezie i facet zaczyna flirtować z kim innym, przynajmniej się odwróć, idź zrobić sobie kawy, zajmij się rozmową z kim innym. NIE ZAJMUJ SIĘ NIM! Kiedy ja byłam na opisanym przez Ciebie etapie, wmawiałam sobie, że facet zwany moim mężem to obca mi osoba. Obca, a więc nie raniąca - obojętna. Na początku jest to mega męczące, ale z czasem gdy uwolnisz się od uzależnienia od niego, zaczniesz poznawać i budować siebie od nowa. Przypomnij sobie siebie sprzed poznania męża. Co wieczór oglądaj swoje zdjęcia z tamtego okresu. Spotkaj się ze starymi przyjaciółmi. Potrzebujesz czasu, ale to przynosi efekty. Nie daj się!
  12 PaŸdziernik 2011    08:35

 Iza1056
   Mój mąż ma 35 lat, nie wiem czy to już KWŚ. Odkąd zmienił pracę prawie dwa lata temu zachowuję się conajmniej dziwnie, w naszym związku są wzloty i upadki, ze szczególnym natężęniem tych ostatnich. W sumie to nie wiem co robić, co pisać. Jego ciuchy - tylko oryginalne, portfel, okulary przeciwsłoneczne, nawet majtki. Imprezy i podrywanie młodych (dwudziestokilku letnich panienek) nawet w mojej obecności - tylko flirt. Ostatnio na basenie zgubił zegarek moja wina, chociaż nawet nie byłam w pobliżu, ale sam uwierzył w swoją wersję i ropowaiada, że to ja nie przypilnowałam jego szafki. Jest w ściekły i nie odzywa się do mnie przez co atmosfera w domu jest okropna. Statystycznie conajmniej dwa dni w tygodniu jest poza domem w delegacji, na ogół na targach, sympozjach, itp. ale do mnie ma pretensje że nigdzie go nie puszczam. Wydzwanają do niego w nocy jakieś kobiety, na facebooku ma profil ze zdjęciem z naszych ostatnich wakacji, na którym jest sam. Od jakiegoś czasu biorę tabletki uspokajające bo nie mogę w nocy spać, obwinia mnie już chyba za wszystko. Mamy dóch synów, młodszy właśnie poszedł do szkoły ma 6 lat, starszy ma lat 15 i jest z pierwszego małżeństwa mojego męża. Najchętniej wyprowadziłaby się i zbarała młodszego syna, ale jest jeszcze starszy syn, który przezył odejście rodzonej matki, jest też wspólny kredyt na mieszkanie i na samochód. czuję się jak w potrzasku, jak mam się z tego wyplatać dla świętego spokoju, bo tylko o tym mażę? Załozyłam, że dopóki starszy nie pójdzie na studia, a młodszy przynajmniej do gimnazjum to jakoś dam radę, ale mój mąż mnie psychicznie wykańcza. Ja jestem tą wariatką, która o wszstko się czepia. Czuję się fatalnie co robić?
  11 PaŸdziernik 2011    09:25

 klara
   Witaj Jonka i pozostałe mądre wszystkie dzielne ,kochane dziewczyny,panie.... Jonka jestem właśnie po kolejnej sprawie....a raczej farsie pod tytulem moja osoba)))))może moje , nasze życie i powtarzam moje słowa co mnie nie zabije to mnie wzmacnia....i tak też to jest....napisz o ile będziesz potrzebowała wsparcia, pomocy itd ...[email protected]
  4 PaŸdziernik 2011    15:31

 juno
   Witaj Jonka - i wszystkie pozostałe bywalczynie forum, które zagladaja tu by wsparcia szukac lub dac je innym. Piszesz, że za toba 3 miesiące - przygotuj sie na więcej - niestety dużo więcej. Z tego, co napisałaś - to twój mąż zachował sie (niestety) bardzo podobnie. I powód bardzo podobny - choć ja długo nie mogłam z mojego takiego wydusić. Co więcej - jego rodzice ciagle są przekonani, że jego panna to mój wymysł (ciagle im jej nie przedstawił), a swojej siostrze powiedział, że ma PRZYJACIÓŁKĘ. Moj były (po dwóch latach) zachowuje sie tak, jakby żadne obowiązki go nie dotyczyły, od dzieci nie wymaga niczego, pozwala im na wszystko, czyli rozpieszcza na maxa. Co do naduzywania alkoholu - myslę, że po dwóch latach ostrego picia juz sie uzaleznił, albo jest na najlepszej drodze do. Nie wiem, co moge ci powiedziec na pocieszenie - łatwo na pewno nie będzie, ale coraz częściej będzie lepiej, choc z własnego doświadczenia wiem, że ciosy od kogoś kiedyś tak bliskiego bolą ciągle, i to bardzo. Ja nie mogę zozumieć tylko dlaczego ja ciągle dostaje bęcki? Za co on sie na mnie wyżywa? Przecież dostał co chciał (wolność), więc powinien byc chyba w 7mym niebie, o ile jeszcze dobrze pamiętam to, co było 14 lat temu. Pozdrawiam wszystkie i życze powodzenia w codziennych zmaganiach.
  3 PaŸdziernik 2011    11:29

 Jonka
   Cisza??? Czyżby ktoś wreszcie wynalazł pigułkę na kwś? Jeśli tak, to dla mnie o parę miesięcy za późno. Pozwolicie, kochane dziewczyny, że też dorzucę swoją cegiełkę? W czerwcu mój mąż znienacka zażądał rozwodu (po 18 wspólnych latach), podając następujące powody: 1. w tym związku już mu się nic ciekawego nie zdarzy 2. ma wszystkiego dosyć, jest zmęczony i znudzony 3. nie chce mu się wracać do domu 4. chce jeszcze coś w tym życiu przeżyć 5. chce, żeby mu się alkohol lał strumieniami i żeby były imprezy do białego rana (generalnie nie pije i raczej stroni od hucznych imprez) 6. wszystko jest nie tak, jak sobie wymyślił i jak chciałby, żeby było 7. nie pasujemy do siebie, mamy różne charaktery i różne temperamenty 8. nigdy nam się nie układało i nigdy nie było razem dobrze 9. właściwie to nie wie, czy mnie kiedykolwiek kochał Ostatni, dziesiąty powód, wydusiłam z niego po tygodniu. Zgadniecie, jaki? Płci żeńskiej, starszy od niego o prawie 10 lat, po dwóch rozwodach, z dwoma prawie dorosłymi córkami. Jak wygląda sytuacja na dziś? Zostałam sama z córką i dwoma psami, w domu z kredytem; pracę mam kiepską i marne finansowe widoki na przyszłość. Przez trzy miesiące pan skrupulatnie płacił umówioną kwotę, boję się, że w przyszłym miesiącu powie stop. Wisi nade mną widmo rozwodu, niepewność jutra i konieczność przedzierania się samotnie przez każdy kolejny dzień. Nie jest łatwo, ale jakoś JEST. Dodam, że opcji "powrót pana" nie zakładam. To już dla mnie obcy człowiek. Żeby było śmieszniej, dodam jeszcze, że uparcie utrzymuje, że kochankę ma o 10 lat młodszą, nie starszą, kłamie na potęgę za każdym razem, gdy zdarza nam się rozmawiać przez telefon (średnio dwa razy w miesiącu) i twierdzi, że (tu cytat): "pozbyłam się go z domu jak śmiecia". A ja mam za sobą trzy wyjęte z życiorysu miesiące. Nie pamiętam ani jednego dnia z lipca, w sierpniu zanotowałam w pamięci krótki wyjazd córki, cała reszta to jedna długa niekończąca się noc. Pory dnia zaczęłam rozróżniać gdzieś w połowie września, potem było z każdym dniem lepiej. Wciąż mam doły, ale też i góry bywają, i gór jest coraz więcej :-) Miewam napady lęku, paniki, uczucie beznadziei i bezsensu, ale coraz rzadziej. Marzę, żeby wszystko skończyło się raz na zawsze, żebym już nigdy pana na oczy oglądać nie musiała i żeby było już PO. A to nie będzie łatwe, czeka mnie prawdziwa batalia w sądzie. Czy któraś z Was rozwodziła się kiedyś z adwokatem? Pozdrawiam wszystkie, które poznały na własnej skórze, co to kwś.
  30 Wrzesień 2011    08:49

 Jolanta
   Jolanta do ewy43 Przypomniałam sobie wszystkie Twoje wpisy- no cóż smutne jak u mnie. Napisz proszę czy mąż Cię przeprosił i czy zdaje sobie sprawę co Ci zrobił. Jak doszło do pogodzenia. Napisz trochę więcej o jego zachowaniu teraz i ile tak naprawdę trwał u niego ten kwś.
  21 Wrzesień 2011    07:29

 ewa43
   Po raz pierwszy pisałam tu dokładnie 3 lata temu, całe wieki... nie mogę uwierzyć, że to wszystko pisałam ja, zmieniło się wszystko... łącznie ze mną. Jesteśmy nadal "razem", mąż nie miał i nie ma innej kobiety ale dużo zajęło mi zrozumienie, że to koniec miłości najpierw z jego strony (od tego wszystko się zaczęło), teraz też i z mojej. Mało tego: jestem zainteresowana kimś innym i jeśli ktoś przerwie tę beznadzieję będę to ja, a nie mój pożal się Boże mąż (jeszcze). Odpychał mnie przez lata dosłownie i w przenośni, w końcu w 100% udało mu się. Nie czuję już nic... Smutne, trochę szkoda, nikogo nie można zmusić do miłości, zbyt późno to zrozumiałam. I teraz to ja już niczego nie chcę...
  20 Wrzesień 2011    16:31

 Evita
   hej wy trzecie łby macie nafaszerowane teoriami pozyskanymi z literatury najpierw przeżyjcie to co my a potem będziemy miały platformę do wysnuwania wniosków póki co to wiele zachowań naszych mężów ma wspólne cechy charakteryzujące kwś
  14 Wrzesień 2011    08:55

 Jolanta
   To oczywiste że pisałm do Miłej.
  14 Wrzesień 2011    08:48

 Jolanta
   Nie rób nam tego. Tak mało jest ludzi z którymi można tak swobodnie i szczerze pogadać. Na kogo jesteś zła - przecież nie na nas więc pisz dalej. Tamte nas nic nie obchodzą. Wiadomo gdyby nie one nasi mężowie byliby z nami dalej. Proszę Cię przemyśl to jeszcze. Nie zostawiaj nas.
  13 Wrzesień 2011    09:12

 Izabela
   I tu jest sedno sprawy: gdy brak logicznych argumentów, najlepiej obrazić się i zabrać zabawki do innej piaskownicy.Może to brak umiejętności prowadzenia polemiki doprowadził do wielu tragedii życiowych opisywanych na forum?Błędem jest oczekiwanie od ludzi potwierdzania słuszności własnych sądów, bo gdy są niewłaściwe tkwimy w mylnych przekonaniach do końca.Gdyby przyjąć założenie,że nie istnieją ludzie dobrzy i źli, lecz inaczej postrzegający pewne elementy rzeczywistości, można byłoby podjąć dialog z uwzględnieniem słabości ludzkich. Panie obrażają się na mnie, ponieważ szukają tu utwierdzenia się w poczuciu krzywdy. Kimkolwiek jestem, mam na celu wskazanie innego spojrzenia na problem. Chcą Panie szczęścia, każdy człowiek tego chce, ale czy drogą do niego jest ciągłe umartwianie się i wylewanie żalów?Jeżeli coś w życiu się kończy, nawet jeśli początkowo przeżywamy tragedię (nieistotne z czyjej winy,ale własną również należy uznać)następuje coś nowego,od nas zależy czy lepszego,jednak najpierw trzeba uwolnić się od starych problemów.Najłatwiej szukać winnych własnych niepowodzeń w osobach postronnych,jednak sami kształtujemy swój los.Życzę Paniom odnalezienia szczęścia w sobie:w ciszy i zadumie, żeby później stało się możliwe rozpoczęcie nowego etapu.Sądzę, że personalnie nikogo tu nie obrażam,jednak mam świadomość wzbudzanej niechęci oraz agresji,zatem nie dodam już nic na tym forum ku uciesze wielu z Pań. Pozdrawiam serdecznie
  13 Wrzesień 2011    07:56

 Miła na pożegnanie
   wiecie co? Dziękuję Wam za wywód naukowy i psychologiczny i życiowy. Weszłyście z buciorami na nasze forum i chcecie nas do czegoś przekonywać. I wiecie jeszcze? Przekonałyście mnie Izabeli o Ta i inna "trzecia". Macie rację, ja jestem be, brudna, gruba, wszystkiemu jestem winna. Więc idę się powiesić na pierwszej lepszej latarni a Wy kochajcie naszych mężów miłością prawdziwą. Taką jak była nasza. Do momentu aż się i ta skończy. Ale ja mam już dość Was i Waszych morałów. dotąd Cię nie obraziłam Izabelo ale teraz to zrobię. Zwykłe z Was suki i tyle. I to był mój ostatni wpis na tym forum, bo mam dość takich piedolencji. Czemu nie zaóozyćie sobie forum dla tych trzecich kojaących naprawdę? Dziewczyny : miki, dorotka, klara, agunia i juno. Dziękuję Wam za te miesiące. Macie mojego maila, piszcie, ja stąd spadam, przez te mądre i kochające baby, nie łykam już tego sorry. Życzę Wam powodzenia, odezwijcie się do mnie. Powodzenia wszystkim porzuconym, nie dajcie się życiu, nie dajcie się zgnębić. Źegnam.
  12 Wrzesień 2011    09:45

 ta trzecia
   Izabelo,napisałaś,to co ja już dawno chciałam i miałam na myśli! Tym grzeszkom na sumieniu tez radziłabym się przyjrzeć.Mojego kochanego małżeństwo rozpadało się już praktycznie od chwili,gdy żona przyznała mu się,że miała romans.On jej starał się wybaczyć,próbowali to wszystko posklejać do kupy.Potem my się poznaliśmy i zakochaliśmy w sobie.Czysta miłość,prawdziwe uczucie,a nie żaden seks! I co? I ona histerie odstawia,po rodzinie lata,że on taki niedobry,zły a ona taka biedna,do świadomości nie przyjmuje,że to ona zniszczyła swoje małżeństwo,a on młodą siksę sobie znalazł,zgłupiał,odgraża się i za wszystko obwinia mnie.A ja proponuję wziąć lustro do ręki i wyznać wszystkie grzechy jak na spowiedzi.I tak od niej odszedł,mimo że walczyła jak lwica.Ja z nim nie jestem z wymienionych parę miesięcy temu powodów,mimo to mieszkają oddzielnie,a my jesteśmy w kontakcie ,"przyjaźnimy" się,nic nie mogę więcej mu ofiarować ,poza platonicznym uczuciem.Mimo tego,wiem,że kocha mnie całym sobą.I to nie jest kryzys wieku sredniego.To bezgraniczna miłość,która przychodzi w obojętnie jakim wieku.Nie jest regułą,że mając 20 parę lat,to wiek na założenie rodziny,bo to już czas i z kim się wtedy jest,z tym się tą rodzinę zakłada,czy się kocha szaloną miłością,czy tez mniej szaloną.Niekoniecznie prawdziwą,bądź tą jedyną.Podejmuje się ryzyko w danym momencie na całe życie,nie wiedząc,co go czeka w przyszłości.A w przyszłości pojawia się to wyczekane uczucie,osoba ta jedyna,ale dla niektórych jest już za późno,niektórym nie pozwalają na to zobowiązania wobec innych ludzi.Ale są i odważni,którzy zacynaja wszystko od początku.Więc proponowałbym zrezygnować z bzdur o kryzysie wieku średniego,bo faceci,to nie przedmiot naukowy,nie wariaci,nie świry,którym odbija po czterdziestce.a wy tylko szukacie naukowego wytłumaczenia na stan uczuć waszych mężów.I jeszcze nazwijcie to chorobą.
  11 Wrzesień 2011    22:27

 Izabela
   Uważam,że inne zdanie w dyskusji jest konieczne,ponieważ kobiety potrafią oczerniać mężczyzn robiąc z nich wariatów w kryzysie, żeby ukryć własne błędy. Jeżeli mężczyzna odchodzi do innej kobiety(nawet w wieku średnim) i bierze z nią ślub, zwyczajnie szukał miłości,której w małżeństwie nie było.Jednak w oczekiwaniu na dorosłość dzieci oddalają w czasie odejście,za co kobiety ich potępiają. Sądzę, że wzajemne utwierdzanie się w poczuciu krzywdy nie pomoże Paniom w rozpoczęciu nowego życia, a jedynie uniemożliwi uniknięcie tych samych błędów w przyszłości. Czy kobieta odchodząca w średnim wieku od męża również ma kryzys? Człowiek jest człowiekiem niezależnie od płci,patrzy na swoje życie z perspektywy lat i może potrzebować zmian - na lepsze dla wszystkich,bo życie w kłamstwie przed samym sobą i partnerem jest pozbawione sensu.Odejście boli, niemal każdy to przeżył, jednak porzucenie rozpaczy i rozpamiętywanie tego faktu stanowi jedyny środek do realizacji siebie. Obecnie psychologia poczyniła ogromne spustoszenia w psychikach, każdy posiada mechanizmy obronne, wszelkie terapie utwierdzają porzuconych w niewinności, co przeczy logice ludzkiego istnienia:nie ma ofiar i katów w związkach (poza przemocą fizyczną i psychiczną), nie można mazgaić się jak dziecko:dorosła,silna osoba podnosi głowę do góry i podejmuje nowe wyzwania nie będąc żałosną w oczach byłego partnera. Każdy ma życie tylko jedno,swoje własne-nie dzieci,męża itd. Można mnie obrażać,tak jest najłatwiej,ale moje komentarze są pisane w dobrej wierze, ponieważ sama mam podobne doświadczenia:związek,zdrada,porzucenie,związek,która z nas tego nie przeszła niezależnie od wieku?
  9 Wrzesień 2011    10:31

 miki
   Izabelo! Przeraża mnie jad, jakim ociekają twoje wpisy. Racz zauważyć, że kobiety, które piszą na tym forum starają się wspierać innych. Rady jakie dajemy poparte są naszym doświadczeniem. Piszesz nasze historie, których nie możesz znać. Ględzisz i krzywisz twarzyczkę niepotrzebnie. To nikomu nie pomaga, a szkodzi przede wszystkim tobie. Bardzo chciałabym ci pomóc, ale nie mam pojęcia jak. Przypominam, że tematem tego forum jest kwś. Rozumiem, że głosem w dyskusji jest to, że twoim zdaniem kwś nie istnieje. No i ok. Zauważ jednak, o czym słusznie pisze Miła, że pod tym pojęciem kryją sie pewne zachowania, w tym opisywane przez ciebie odejście męża do innej kobiety. Żadna z nas nie napisała, że jest to wyłączna wina mężczyzny, bo nie o winie piszemy, ale o tym jak sobie radzić w sytuacji, gdy runęło małżeństwo. Co komu po twoich wpisach? Nie wiem.
  8 Wrzesień 2011    16:09

 Miła
   Jolanto - dziękuję, pewnie wiele z nas tak sobie pomyślało czytając te inwektywy Super-Izabeli - kochanki wyrozumiałej, idealnej i nie-ględzącej. ... Ale obawiam się że tylko ją to wkurzy i spowoduje pyskówę, której nie mam zamiaru podejmować. W przeciwieństwie do niej rozumiem słowo "spadaj", zresztą rozumiem też sowo "odchodzę", tylko okoliczności i klasy odchodzenia nie rozumiem, ale może się nie znam, żona jestem.... Najważniejsze żebyśmy Dziewczyny skupiły się na tym by się podnieść, wesprzeć, wbrew światu, łzom, by wspierac nasze dzieciaki i by po prostu dalej żyć... chcieć żyć....
  7 Wrzesień 2011    10:03

 Jolanta
   MIŁA SUPER - pisz tak częściej, może te które powinny zrozumieją co nam zrobiły. Miejmy nadzieję,że i ich to nie ominie .
  7 Wrzesień 2011    07:42

 Miła - Nie jędza
   Hej Dziewczyny. Nie wiem czy to wszystko co nas spotyka ma jakąś nazwę. przyjęto mówić kws, ja mogę powiedzieć : świństwo, nazwa nie ważna. Ważne kłamstwo, zdrada, oszukiwanie. Przyjęło się w społeczeństwie że jak męzczyźnie zmienia się widzenie około 40 to jest to kryzys wieku średniego. Jak kobieta - to już zahacza o kur... Więc jak dla mnie nazwa nie ma znaczenia. Skoro mężczyzna byłby odpowiedzialnym, poważnym i rzetelnym człowiekiem - i się zakochał, to najpierw powiedziałby : odchodzę, a potem dopiero w nowy związek. Ale czesto jest to długoterminowe oszukiwanie żony i siebie samego. Izabelo! w języku kobiet : "spadaj stąd Izabelo", znaczy po prostu "spadaj". Widzę że Ty też masz problemy z językiem polskim. Więc ja mówię Ci miło i serdecznie : spadaj. Powinnam się podpisać : "jędza ze skrzywioną twarzyczką" ale wolę swoją "miłą" ksywkę. I nie mów do nas "Drogie", jeśli możesz... właściwie w ogóle nic do nas nie mów. Pozdrowienia dla wszystkich kobiet które spotkało coś złego od męża, co od dziś nie nazwę kryzysem... :-)
  5 Wrzesień 2011    10:54

 miki
   Witaj Evito!
  3 Wrzesień 2011    05:47

 agunia12a
   Cześć dziewczyny , witaj Evito i dzieńdoberek Mati - nasza podporo:) dawno cię nie było , choć wiem , że duchem tu jesteś :). Jadę w sobotę na urlop , mam nadzieję , że odreaguję. Ostatnio doszłam do fajnego wniosku , podobnego do wpisu Miłej , mój mąż stracił wielkiego przyjaciela jakiego miał we mnie , i to dla niego jest to duża strata , bo jak zauważyła Miła , kochanke znajdzie ale o przyjaciela trudniej :). Co do twojej sytuacji Evito - 10 lat w podwójnym związku? Dziewczyny przekonajcie mnie , że kwś istnieje , bo to następny dowód dla mnie , że kwś to dobra wymówka. :( pozdrawiam
  1 Wrzesień 2011    20:45

 klara
   Witaj Evita! dzielna,mądra kobieto masz rację tutaj jest zawsze łatwiej przejść (nasze problemy z panami kryzysowymi)głowa do góry ! małymi kroczkami do równowagi.Pozdrawiam serdecznie. Życie samo napisze dalszy dla nas scenariusz i panów słabych i dalej się trzymam teorii chorych na głowę......mam takiego na co dzień -aż brak słów w tej młodości 40 kilkuletniej ha,ha ........................przykro ale ???daję radę sąd niebawem......pozdrawiam.
  1 Wrzesień 2011    20:41

 Evita
   Dzięki kochane za reakcje cieszę się że będę mogła z Wami pogadać.Pozdrowionka Mati wejdż na pocztę
  1 Wrzesień 2011    16:46

 Evita
   do Mati witaj wejdż na pocztę
  1 Wrzesień 2011    16:29

 Izabela
   Drogie Panie,prawda jest taka,że kryzys wieku średniego to wygodne hasło. Mężczyźni, którzy zostali "złapani" na dzieci lub wizję szczęśliwej rodziny,gdy byli jeszcze młodzi w pewnym wieku patrzą na to co ich otacza, czyli:żona niezadowolona z jego dochodów, charakteru, lenistwa itd., dzieci oczekujące finansowania,lecz niezwracające uwagi na rodziców, praca,praca,praca,praca i zrzędzenie Pani Domu, której rozrywki sprowadzają się do oglądania telewizji, rozmawiania o remoncie, zakupach i rosnących potrzebach. Można zasłaniać się "trudami" życia codziennego uniemożliwiającymi żyć romantycznie,ale przecież są kobiety nieporzucane przez mężów.Przecież nie zostawia się dobrej, czułej i miłej osoby, a raczej jędzę ze skrzywioną twarzyczką. Trudno uwierzyć w "niewinność ofiar" płaczących na tym forum:oni źli - my dobre :) A mężczyzna, który twierdzi, że chce mieć dwie kobiety zwyczajnie kłamie:boi się histerii żony i mówi to,co chce usłyszeć w danej chwili,aby to ona zdecydowała się na "porzucenie" go, wtedy da mu spokój:) żaden człowiek nie zniesie gderania,od jakiego właśnie ucieka.Proponuję lądowanie na planecie ziemia,jeśli mężczyzna mówi:"odchodzę", to w dosłownym tłumaczeniu na język kobiet: "odchodzę".
  1 Wrzesień 2011    11:26

 Mati
   Evito, małe sprostowanie do mojego e-maila [email protected] PRZEPRASZAM
  31 Sierpień 2011    17:42

 Mati
   Evito, chyba jesteśmy w podobnym wieku, z takim samym stażem małżeńskim i borykamy się z tymi samymi problemami, więc jeżeli masz ochotę to proszę napisz do mnie [email protected] Pozdrawiam Wszystkie dzielne dziewczyny, głowy do góry.
  31 Sierpień 2011    16:56

 Jolanta
   Jolanta wita EVITę w naszym gronie. No cóż począć, żadna to dla nas pociecha że Ciebie spotkało to co nas. Ale przynajmniej rozumiemy co czujesz. Ja jeszcze się nie pozbierałam a mijają już trzy lata od mojej tragedii. Myślę,że nie minie mi nigdy. Prawdziwa miłość jest jest cierpieniem. kończę bo wkurza mnie to co piszę i to ,że jestem taki mazgaj. Wstyd mi. Pozdrawiam
  31 Sierpień 2011    08:31

 Miła
   Witaj i Ty Evito. Przeczytałam Twój list uważnie i muszę powiedzieć że przykro że spotykamy się w takich okolicznościach. Rzeczxywiście jednak w kupce raźniej... no , dopóki nie dopadnie nas jakaś "trzecia" i nas tu nie poobraża, ale przeżyłyśmy zdradę to i takie inwektywy przeżyjemy... może te "trzecie" trafią tu kiedyś do nas, tylko już same zostawione i pod innym przezwiskiem, czasem los bywa przewrotny.... Mogę tylko powiedzieć : trzymaj się mocno. Staż rzeczywiście długi, zawiedziona miłość, zaufanie i co bardzo ważne - przyjaźń to coś z czego trudno sie pozbierać, a jak się człowiek pozbiera (jak piszesz o osobie i jak czasem o sobie sama tak myślę, jak mam lepszy nastrój) - to potem znowu go dopada. Faceci chcialiby "mieć ciastko i zjeść ciastko" - jak to się mawia, mieć kochankę w obcej, nowej i przez to atrakcyjnej i tajemniczej, a przyjaciółkę w domowych kapciuszkach z ciepełkiem i dobrą radą.... kompletnie się wtedy nie rozumiemy.... nie mam jednak dla Ciebie, dla nas dobrej rady... aktualnie mam ten "gorszy" nastrój... Jednak masz rację, raźniej nam tu razem... Pozdrawiam Dziewczyny.
  31 Sierpień 2011    08:15

 Evita
   Pozdrawiam Was wszystkie dzielne kobitki przeczytałam dziś wszystkie Wasze wpisy od 2006r jeśli pozwolicie przyłączę sie do Waszego grona W kupce lepiej i bezpieczniej pogadać z kimś kto przechodzi podobne tragedie Witaam się z Wami Klaro,Agunioa12a,Didle,MiŁa,Miki,Dorota,Juno,Jolanto,Sorento,Ewa i wszyskie inne których nie wymieniłam
  30 Sierpień 2011    14:53

 dorota
   do oli.Oleńko pokaż mamie to forum i sama zdecyduje czy masz się czego obawiać.Na pewno nie możesz sie z tym borykać sama.Mama dobrze będzie wiedziała która z Was ma rację.Trzymaj się mądra dziewczynko.Jak trafiłas tu w ogóle? :)
  30 Sierpień 2011    13:06

 Evita
   trafiłam tu przypadkiem i widzę że to co przeżywam jest udziałem wielu kobiet.W lutym dowiedziałam się że od 10 lat mój obecnie 62 letni mąż ma kochankę.Pewnie to dziwne ale ja niczego nie zauważyłam mimo,że byłam dość czujna.Uśpił mnie swoją cukrzycą na którą zwalał m.in brak seksu.Trochę zdziwaczał,stał się daleki ale myślałam że to starość,że tak się starzeje.Zawsze był mężczyzną dbającym o swój wygląd,ubiór,higienę,dobre wody.....wyjeżdżał często w delegacje(taka praca tłumaczyłam sobie).A teraz mam świadomość,że wtedy jak się zamartwiałam jego stanem zdrowia czy dojechał szczęśliwie to on był z nią.Wyjeżdżali razem nawet zagranicę on służbowo a ona z nim.Wszystko wyszło przypadkowo,kiedy przyznał się że ma podwójne życie prosił abym zaakceptowała taką sytuację i pozwoliła mu się z nią dalej spotykać bo on ją kocha ale ja również jestem dla niego bardzo ważna (40 lat razem).Zawalił mi się świat,człowiek za którego oddałabym życie moja miłość od 45 lat oświadczył mi że mnie nie kocha i nie zrezygnuje ze swej kochanki.Nie będę opisywała stanów jakie przeszłam bo każda z Was po takim przeżyciu doskonale wie jak czuje się odrzucona kobieta.Wytrzymałam z nim do czerwca,nie chciał się wyprowadzić bo czekali na mieszkanie(oczywiście kredyt wzięła ona)oglądałam przez ten czas jego romans już jawny,nie krył tego że do niej wychodzi,wyjeżdżali razem na weekendy,dłuższe wolne dni i święta wielkanocne.Bolało,jak cholera wreszcie po terapi stanęłam trochę na nogach i zaczęłam w tym wszystkim dostrzegać siebie.Zarządałam kategorycznie (choć wbrew swojem u sercu) żeby się wyprowadził.Nie kryłam swoich emocji widział co się ze mną dzieje i jemu też było trudno się wyprowadzić powiedział że chciałby mieć nas obie i że nie chce mnie krzywdzić ale to uczucie do niej jest bardzo silne i nie może mu się oprzeć.Za mnie czuje się odpowiedzialny i chce utrzymywać ze mną kontakty.Wiem że w ten sposób chce wyciszyć swoje sumienie ale ja też tych kontaktów potrzebuje,choć często kończą się kłótnią i jego ucieczką.Jestem już na tyle silna że potrafię na tę sytuacje patrzeć inaczej nie tylko przez pryzmat swojej porażki ale ciągle są emocje ktore trudno opanować.Myślę sobie że w sumie ja będę miała lepiej od niego w przyszłości bo mam rodzinę - dzieci dorosłe(nie chcą z nim utrzymywać kontaktu - on to bardzo przeżywa) trójkę wnuczków a on kiedyś zostanie sam bo miłość przemija zmienia się w codzienność i rutynę my też kiedyś kochaliśmy się szaleńczo i cóż ja zostaję z tym co mi najdroższe a on to wszystko stracił życie pokaże czy było warto.Kocham go miłością dojrzałą i przyjacielską jego los nie jest mi obojętny bo był dobrym mężem i ojcem,trafił go kwś żal mi go ale do mnie powrotu już nie ma.
  30 Sierpień 2011    09:04

 Olaa
   Witajcie jestem Ola Mój tata ma 46 lat. Zawsze był zabawny i rozgadany. Osttnio zaczął się inaczej zachowywac... jest skryty. Gdy przychodzi do domu nawet nie odpowiada mi na zwykłe `hej` boje się , że to jest kryzys wieku średniego , ale boję się powiedzieć o tym mamie ;( . Mama też mówi , że jest inny . Jednak odpowiada mi że `tata ma swoje ciche dni` . Tylko że mnie to nie uspokaja . SZukam u was pomocy jak mam pomóc tacie i czy mam poiwedziec o tym mamie proszę pomóżcie !! ;((
  28 Sierpień 2011    17:20

 Miła
   rzeczywiście cisza w eterze, ale to na pewno dlatego że kws zniknął z tego świata, a raczej z powodu urlopów... Jolu - faceci potrafią być "świniami" jak piszesz, ale i takie kobiety się zdarzają. Jednak jak wynika z moich obserwacji i doświadczenia ponad dwuletniego w temacie kws, po pierwsze facetom zdarza się to częściej i po drugie bardziej im się to wybacza, albo patrzy z pobłażaniem jako zjawisko im przypisane. Niestety. kobieta w takiej samej sytuacji jest postrzegana o wiele, wiele gorzej - tak mi się wydaje. Psycholog jednak by Ci się przydał, albo ksiązki w tym temacie, bo to forum Ci nie pomoże. Można tu sobie pogadać, ale jest się narażonym na ocenę publiczną, w tym ostrą i przykrą ocenę tych "trzecich". Dlatego polecam Ci nawiązanie rozmowy z kimś doświadczonym - jak nie psychologiem, to osobą która przeszła kws męża i zrozumie Cię jak nikt spoza tego świata, wiem co mówię. Pozdrawiam z mojej krainy samotności wszystkie znane mi i nieznane dotknięte kwsem czy każdym innym kryzysem Kobietki.
  22 Sierpień 2011    09:08

 agunia12a
   Jolanto , no jasne , że facet to świnia :)- ale nie każdy , tylko nam się warchlaczki trafiły :):):):):) - światełko w tunelu jednak jest , więc głowa do góry, pozdrawiam :)
  5 Sierpień 2011    15:04

 Jolanta
   No kochane piszcie coś. Nie mam kasy na psychologa a Wy milczycie. Napiszcie w końcu że facet to świnia- ulży mi. Pozdrawiam
  5 Sierpień 2011    08:08

 miki
   Jolanto, myślę, że nie można budować obrazu świata na tym, co opisujemy na forum. Zauważ, że tutaj piszą osoby, którym przytrafiło sie właśnie nieszczęście w postaci ran jakie zadała najbliższa osoba. Myślę, że większość małżeństw mimo kryzysów pozostaje bez większych ubytków. Wynika to z tego, że mężowie nie stawiają żon przed taką ścianą. Są też żony, które aż tak bardzo nie przeżywają tego co wyprawia ich mąż. Bądź przymykają oko, bądź nie widzą specjalnie potrzeby rozpaczania po jakimś dupku. W którymś z dużo wcześniejszych wpisów, któraś poradziła, by w wypadku kwś męża, ogolić go z aktywów do zera i pożegnać. Tak też można. Czy wróżka powiedziała Ci kiedy wróci Twój mąż? Jeśli to ma nastąpić za parę, paręnaście (kilkadziesiąt) lat, to może lepiej zająć się w tym czasie czym innym niż tylko czekaniem. Trzymam kciuki za szczęśliwe powroty. Również , a może przede wszystkim, powroty do równowagi psychicznej. Życzę tego wszystkim i sobie.
  26 Lipiec 2011    14:21

 agunia12a
   Hejka dziewczyny . Jolanta , ja tez się nad tym zastanawiam. Powoli buduję coś nowego , spokojnie , bez emocji . Nie zależy mi bardzo na tym nowym związku, jest jak jest . I co zauważyłam ? Podziele się z wami moimi obserwacjami. Role jakby się zamieniły. To ja stałam się pępkiem swiata. Terapeuta powiedział mi bardzo fajną rzecz , logiczną , nad którą nigdy się nie zastanawiałam. Otóż , jeśli czegoś chcesz i dostajesz to bez przerwy nie daje to frajdy , natomiast jak dostajesz to raz na jakiś czas , to ma smak . I tak było w moim małżeństwie , mąż jeszcze dobrze nie pomyślałam o czymś a ja już spełniałam jego zachcianki :(. Teraz ja jestem w podobnej sytuacji , na razie mi się podoba ale jak długo ? Zobaczymy. Ale do męża nie wrócę , tego jestem pewna , pozdr.
  22 Lipiec 2011    11:40

 Jolanta
   Hej , samotna co u Ciebie. A co słychać u dziewczyn, które pisały tu w latach 2006-2010. Napiszcie co się zmieniło. Pewnie już Wam lepiej i nie zaglądacie na ten portal. Napiszcie - Wiola, ewa, anna45, mariola, Maria, Ela, drachma, mimwonka, kobieta 33, anna45 agapi13 i wszystkie inne. Proszę Was napiszcie jak zmieniło się Wasze życie. . Czekam z niecierpliwością.
  22 Lipiec 2011    10:44

 Jolanta
   Słuchajcie, dlaczego tak się dzieje ,że jak jest fajna babka, która dba o męża, rodzinę dom, uciechy , siebie itp. to zaraz jej się trafia taki fircyk a jak nie to zaraz umiera albo ginie w wypadku. Facet to samiec i musi ciągle gonić i zdobywać więc może jesteśmy za dobre dla nich. Może te kobiety, które dopiero co zaczęły jakiś związek na starcie poniewierają tych samców , dla zasady , za nas i nasze cierpienie. Już sama nie wiem co robić. Byłam u wróżki i powiedziała mi że mój dupek do mnie wróci. Od razu wu wsadzę w gacie nasiona z szyszki- żartowałam, pozdrawiam,pa. Ale jak wróci napisze wam.
  22 Lipiec 2011    08:02

 miki
   Masz Miła rację w 100%. Jolanto, oczekiwanie na jakiekolwiek wynagrodzenie krzywd ze strony zdrajcy, jest nieporozumieniem. Przede wszystkim wierz mi, ale w pojęciu naszych mężczyzn, to nie nam, ale im wyrządzono wielką krzywdę. Taką, że aż musieli być niedobrzy i zgrzeszyć. Choć to brzmi niedorzecznie, to takie jest właśnie ich myślenie, co usłyszałam na własne uszy od mojego męża. Niespecjalnie nastawiaj się na szczęśliwy powrót. Nawet jak już wróci i będzie się "starał" to zawsze z tyłu głowy będzie siedziało to, że nadużył Twojego zaufania, upokorzył, poniżył i obraził. Nie wiem czy nie powinnaś się cieszyć, że pozbyłaś się dupka, który poleciał na gwizdnięcie jakiejś wariatki. Niestety, jeżeli chodzi o mnie, to jestem na etapie odbudowywania zaufania, ale nie jest to łatwe. Mąż "stara się". Nawet bardzo, ale robi to, bo zrozumiał, jak ważna jest rodzina. I proszę zauważ tę subtelną różnicę, nie ja, ale rodzina. Myślę, że jak raz wyrzekną się nas, jako swoich kobiet, to już nigdy nie będziemy dla nich tymi jedynymi. Mój mąż zapewnia, że mnie kocha i pewnie tak jest, ale to z pewnością nie jest to uczucie co sprzed jego wyskoków. Widzę w nim olbrzymią desperację, by zbudować szczęśliwą rodzinę. No właśnie d e s p e r a c j ę. Wolałabym, żeby tu było więcej uczucia, emocji, a nie rozumu. Bez przerwy łapię się na strachu, że za chwilę mi coś wypali w dawnym stylu. I wiesz co? Jak się czymś mocno zdenerwuje, albo wypije za dużo, to wypala! Jakby gdzieś głęboko w nim tkwiła złość i żal do mnie, że w czymś go ograniczam. Po tym wszystkim jest we mnie jakiś smutek i żal. Czasami zazdroszczę mojej przyjaciółce, która mieszka sobie w małym, słodkim mieszkanku, sama. Córka odchowana. Grono fajnych przyjaciół, w tym jeden "bratnia dusza". Swojego czasu, gdy dziecko było maleńkie opuścił ją mąż. Drugi, dużo starszy zginął w wypadku, też już dobre kilkanaście lat temu. Przeżyła sporą traumę, ale teraz jest szczęśliwa, spokojna i spełniona. Nikt jej nie zawraca głowy, nikt nie marudzi i nie krytykuje. Nie zastanawia się czy może za chwilę, znów jakaś inna nie okaże się tą ciekawszą.
  20 Lipiec 2011    15:32

 agunia12a
   Lalka , trafiłaś w 100% , ja to nazywam ," za dużo w dupsku" :). No i dobrze . U mnie minął rok i 3 m-ce jak się mąż wyprowadził. Z perspektywy czasu widzę , że to prawda , że co z oczu to i z serca. Trzeba tylko ograniczyć kontakty do minimum :). Mam czas dla siebie :) i wcale nie piszę tego na swoje pocieszenie. Po prostu mój mąż przestał być dla mnie pępkiem świata , teraz ja jestem i to jest bardzo miłe :), buziaki dziewczynki
  20 Lipiec 2011    12:39

 też kobieta
   Jolanto, piszesz: "Mimo,ze wiem iż to iluzja czekam nadal" Sama sobie robisz krzywdę... Trzy lata powinno wystarczyć, aby się pozbierać , przeboleć (wiem, jak to boli...) i spojrzeć na życie nowymi oczami. Trzeba zbudować w sobie wszystko od nowa: nowe myśli, nowe widzenie świata a przede wszystkim siebie samej... Trzeba się o to starać, szukać, czytać, działać... co kto potrafi, bo samo nie przyjdzie.... A może być lepiej - lepiej niż jest i lepiej niż było, czego bardzo ci życzę... i wszystkim, które są w podobnym punkcie swojego życia. POKOCHAĆ SIEBIE. Jest książka o znamiennym tytule "Pokochaj siebie, a nieważne z kim się zwiążesz".... Wiem, że to kawał cięzkiej roboty, lecz robimy to w końcu i nareszcie DLA SIEBIE.
  20 Lipiec 2011    09:08

 Jolanta
   Wielkie dzięki Miła- przeczytałam ten pouczający materiał. Już go pewnie czytałam ze cztery razy ale jak widać jeszcze nic do mnie nie dociera. Już trzeci rok łudzę się nadzieją,że wszystko wróci i będzie jak dawniej. Mimo,ze wiem iż to iluzja czekam nadal. Czekam także na wpis, kogoś kto to przeżył i wrócił do żony i wynagrodził jej ten koszmar. Ale czy to możliwe. Pozdrawiam serdeczne, piszcie lubię czytać wszystko o czym piszecie, to takie pouczjące i czuję się raźniej.
  20 Lipiec 2011    05:55

 Miła
   czyli miki chyba mamy rację, co?... niestety...
  19 Lipiec 2011    20:11

 LALKA
   Dlaczego tak robią?? Odpowiedz jest prosta. Praca nudzi. Dupy nigdzie nie chce się ruszyć. Żona właściwie wszystko poda, załatwi, ale ciągle ta sama. I jeszcze coś wymaga... o coś prosi. A myśli ...nic nie osiągnąlem, jestem stary, niedługo będę chory, wszystko mnie boli. A może trzeba się ruszyć: pogram w piłkę z chłopakami. Zapał organizacja, eee... to nudne. Zmieniłbym pracę.... no ale na jaką.. przecież ja nic nie umiem. Gdym wczęśniej nie poświęcił się rodzinie to na pewno byłbym kimś, nie musiałbym robić ciągle tego samego.... Nie pracy nie zmienię... bo na jaką???? To wszysto wina mojej żony... dziecko też jakieś niewdzięczne. To może piwko.... albo wódeczka. O fajnie jest. Pójdę do knajpy. O rany ludzie się bawią, Poznają nowych przyjaciól .... a ja co?? Gdybym teraz miał 25 no 30 lat. to inaczej bym żył. Pracy nie zmienię, ... porsche nie kupię, ...żona zołza ciągle ma pretensje, a ta kierowniczka ze sklepu taka miła, a sekretarka prezesa to uśmiechała się do mnie. Trzeba spróbować... i co najłatwiej zmienić... ŻONĘ. A po jakimś czasie okazuje się, że nowa Pani, te same problemy, jeszcze większe wymagania. A sex już mi się dzisiaj nie chce... Jestem zmęczony.. Obejrzał bym film w TV. Myśl, że wrócił bym do domu, ale jak.....
  19 Lipiec 2011    12:21

 miki
   Hej Miła. Właśnie zbierałam sie by odpowiedzieć Jolancie, ale Twój wpis wyczerpał wszystko, co chciałam powiedzieć.
  19 Lipiec 2011    06:40

 Miła
   Jolanto - sięgnij do wpisu didle z 04.02.2010r. - tam jest list od faceta po kws. I okaże się że nic do nas nie czują i że zwykle jest "ta trzecia". Całe to forum próbujemy znaleźć odpowiedzi na Twoje pytania - dlaczego tak łatwo zrezygnować z tylu lat (choć jak się wczytasz są tu wpisy tych miłych "trzecich" które powiedzą ci że to Twoja wina - te pomijaj proszę). Ale odpowiedzi jest tyle ile związków. Bo u jednych prawda leży pośrodku, wina po obu stronach, u innych winę ponosi rutyna dnia codziennego, u jeszcze innych znudzeni faceci którzy byli zbyt głaskani przez swoje żony.... Domyślam się, że pytania te postawiłaś po to by otrzymać nadzieję, że to przechodzi, że będzie lepiej że jest jakiś sposób. Moim zdaniem nie ma sposobu. Albo przejdzie, albo nie. Ale zawsze zostaną gruzy, brak zaufania i skopane ego zwykle zdradzonej kobiety. Nadziei musisz szukać tylko w sobie i nie na poprawę związku - ale na to że jakoś Ty wyjdziesz z tego bagna. Niestety, zwykle najprawdopodobniej sama... Ale wiele osób Ci powie - by to przetrwać postaraj się skupić na sobie, nie na facecie.
  19 Lipiec 2011    06:04

 Jolanta
    A może znalazłby się ktoś taki kto ten kryzys ma już za sobą. Niech wyjaśni co tak naprawdę czuje się wtedy do żony i w ogóle. Dlaczego tak łatwo opuszcza się rodzinę i dom. Dlaczego nic nie warta jest przeszłość. Po jakim czasie wraca rozum i żal po takich decyzjach. Czy jest wstyd - ponieważ kiedy zaproponowałam mojemu mężowi aby wrócił do domu powiedział ,że nie bo wszyscy by popękali ze śmiechu. Niech nam powie jak powinnyśmy się zachowywać. może takie informacje chociaż trochę zmniejszą nasz ból. A może powie co powinny robić żony aby do takich sytuacji nie doszło. Może to jest niezależne od nikogo - tylko taka jest biologia faceta,że całe życie musi szukać i wydaje mu się że cały czas ma 20 lat. Czy te żony naprawdę są takie okropne ? Tak pięknie być kochaną, mieć wsparcie i bezpieczeństwo przy mężu. Dlaczego nie chcecie tego dawać to przecież rola męża.
  15 Lipiec 2011    08:24

 Jolanta
   Do "krzycha". Nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi. My opisujemy naszą rzeczywistość taką jaka ona jest. Nic nie koloryzyjemy. To właśnie nas spotkało i co mamy robić.
  7 Lipiec 2011    07:49

 Miła
   chyba masz rację Krzychu, dużo o tym myślałam także na swoim przykładzie, gdzie nigdy bym nie powiedziała, że mój mąż to zrobi... wczoraj psycholog mi też powiedziała, że w 90% przypadków to co zwiemy kryzysem wieku średniego to przede wszystkim "inna kobieta", co jest także przejawem kryzysu, ale podstawowym niestety. Ostatnio przeczytałam świetny cytat z polskiej komedii w której facet żali się przyjacielowi w związku ze zdradą kobiety : "dałbym sobie za nią rękę odciąć.... i co? i teraz k...wa ręki bym nie miał!". I mój przypadek to właśnie "klasyczny kws" i jeszcze "ręki bym nie miała". Niestety... to burzy jednak wiarę w człowieka - ale nie dlatego że uwieszamy się na swoich mężach i zakładamy że tak już będzie zawsze (a często tak robimy), ale dlatego też że co to jest za świat, kiedy najbliższej osobie już nie można zaufać... co to za życie, w którym założymy że ktoś może nas zdradzić? Ja się wypisuję... ale, ale chwila! nie mogę się wypisać. Mąż teraz kawaler używa życia a kto się zajmie dziećmi, psami i domami? No właśnie.... to już wiadomo czemu nasz żal jest AŻ taki duży... nie tylko o faceta, miłość i seks chodzi.... Walizeczki do rączki, baj baj, piwko, dziewczyna i życie jak w Madrycie. A ja muszę zawieść dziecko do... i do... dać śniadanie... pieniądze na to... i tamto... wyprowadzić psa... kanarka i zrobić zakupy... a przydałoby się jeszcze zajrzeć do fryzjera i pomalować paznokcie bo teraz samotna kobieta i zaniedbana to towar na odrzut. Przepraszam za te słowa goryczy, ale taka jest prawda. Oczywiście jest to moja prawda i rzuconych żon. Bo jest jeszcze prawda "Izabel" i innych "trzecich" (NARAZIE kochanych i pożądanych przez naszych mężów) i tzw. g.. prawda. Więc idę gotować zupę, dać psu żarcie i pomyśleć jaka jestem głupia, że płaczę za mężem i swoim dawnym życiem.... Miłego dnia życzę - ale tylko wszystkim Byłym Żonom.
  7 Lipiec 2011    07:05

 miki
   izabelo. Niestety nadal nie rozumiem w czym tkwi twój problem. Kochanek ma problemy z żoną. Zrzuca ci te problemy na głowę. Jak można ci pomóc? Nawet jeśli usłyszysz od nas, że jesteś fajna, bo życie to nie czerń i biel ale również odcienie szarości, to co ci to da? Jesteś dorosła i twoje życie to twój wybór. Stanąć przy drodze czy iść do zakonu, jest decyzją odpowiedzialną ,ale na tym polega dojrzałość. Bez względu na to ile odcieni szarości dostrzegasz w życiu, czarne pozostaje czarne. Zdrada to zdrada. Nie chcesz żyć dalej w związku, to załatw to po męsku. Rozmów się z drugim człowiekiem, odejdź. Tak jest uczciwiej (grafitowo). Niestety zdecydowana większość przypadków, i o takich jest tu mowa na tym forum, to kłamstwa i siadanie z dupskiem na dwóch weselach. Często dochodzi dręczenie. Dlaczego kochanek czeka z odejściem, aż znajdzie się ktoś, kto go przygarnie? Czyżby to był dopiero moment, kiedy żona staje się zołzą? O tym jest tutaj mowa. Ja nie obarczam winą panny mojego męża. Mogę jedynie ubolewać nad jej głupotą. Jeśli była z moim mężem, to dała się nabrać na jego kwś. Jak pokazało życie, była tylko odskocznią. Wiedziała, że facet ma żonę, dzieci, dom. Po co babrała się w takim układzie? Nie wiązały ją dzieci, kredyty, lata wspomnień, przysięga małżeńska. Dała się zwieść ułudzie. Dla mnie szczęśliwy związek, to związek uczciwy. Jeśli wierzysz, że twój kochanek jest szczery i gra fair, to po co zawracasz sobie swoją śliczną główkę naszymi wpisami?
  6 Lipiec 2011    13:52

 krzych
   tak sobie to wszystko czytam i zastanawiam się, kto w takim wypadku jest szczęśliwy w tym drugim zwiazku? jak to sie dzieje, że jednak są rozwody i mężczyzna, czy kobieta jest szczęśliwa w tym drugim związku. Gdyby wszystkiemu winien był "kryzys wieku średniego" to świat wygladałby jak jeden wielki dom wariatów - małżeństwo, rozwód i samobójstwo bo okazało się że ta nowa to jednak nie ta osoba. W życiu nic nie jest tak proste jak tu drogie Panie opisujecie i wypowiadacie się. Nic nie jest czarne i białe, życie to paleta barw i odcieni szarości. Gdyby to wszystko było tak proste i objawy tak zrozumiałe to nie byłoby problemu.
  5 Lipiec 2011    10:56

 juno
   "moja izabell dobra rada" też zna się na wszystkim najlepiej na świecie, a juz na pewno lepiej ode mnie; szczerze przyznam, że wali mnie to już całkiem równo; nie dziwi mnie to, że zna się doskonale na metodach wychowawczych sama będąc z domu dziecka i własnych pociech nie posiadając. KLASYKA. Próbuje też ingerować w sprawy finansowe i mówi mi (oczywiście ustami ojca dzieci) jaka kwota jest wystarczająca na potrzeby dzieci; aha i jeszcze rarytasek - ostatnio dowiedziałam się, że ja czerpię korzyści z wychowywania samotnie dwójki dzieci; jak słyszę cos takiego staram sie nie śmiać, ale coraz trudniej zachować mi powagę. A jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny, to sam pan ojciec, jak go na początku zapytałam która go tak omotała - powiedział: "wygląd zewnetrzny nie ma żadnego znaczenia". I to było jedyne prawdziwe zdanie jakie wypowiedział prawie 2 lata temu. Na zakończenie będzie trochę liturgicznie: "panie boże jeśli kiedykolwiek uznasz, że godna jestem być RADOSNA, spraw bym nie była IZABELL". Ciał!!!
  29 Czerwiec 2011    13:53

 Didle
   Cokolwiek tu piszecie powiem Wam jedno... najfajniejsze uczucie jakie mi ostatnio towarzyszy, to uczucie samowystarczalnosci. jest maz ok, ale gdyby go nie było tez byłoby ok.... juz swoje przeszłam teraz czas na działanie. Terapia czyni cuda. jestem nowa osoba. Myslałam ,ze bedzie to polegało na grzebaniu sie w dzieciństwie, w przeszłosci, a tu nie. całkiem łatwo i lekko doszłam do stanu w którym teraz jestem. moze miałam szczeście do psychologa. kupie jej ogromny bukiet kwiatów na koniec terapii. zasłużyła. teraz pomagam innym z tym samym problemem i wierzę ,ze dadza radę. W zyciu nic nie jest constans. Wszystko płynie, to cudowne jak wszsystko sie zmienia. Mam takie samo przeświadczenie co do dorastajacej córki i wszystkiego co mnie jeszcze spotka. Kocham siebie i ludzi. Tak dobrze zauwazyc pozytywy w ludziach i umiec sie od nich uczyc, ale nie doszłoby do tego bez bólu, bo wszystkie wazne zmiany rodza sie w bólu , inaczej nie bylibysmy zmotywowani aby isc na przód.
  29 Czerwiec 2011    13:36

 miki
   izabelo. To co piszesz nie bardzo mnie dziwi. "Wlazłeś w cudze buty to ci nogi śmierdzą" jak mawia wujek dobra rada. Niestety nie potrafię cię wesprzeć, bo moim zmartwieniem, będąc takim dziewczęciem jak ty, było jedynie to czy z mężem będziemy mieli fajną pogodę na wakacjach. Myślę jednak, że żona twojego kochanka ma głęboko w poważaniu to jak oceniasz jej zachowanie. I na koniec historyjka podsłyszana wczoraj na spotkaniu przyjaciółek: właśnie jedna z nich po 6 latach rywalizacji z żoną swego pana, złapała okazję pracy za granicą i ucieka... Jak stwierdziła "by uporządkować swoje życie emocjonalne". Niestety pan się tym specjalnie nie przejął.
  29 Czerwiec 2011    11:39

 Izabela
   dawno nie dawałam o sobie znać Drogie Panie i muszę przyznać, że bardzo nieobiektywne są nadal wypowiedzi. zgadzam się,że kobieta będąca w związku wchodząca w romans ma problem,ale u mnie nie ma takiej sytuacji. "On" odszedł od żony,a ta od kilku miesięcy nie chce się odczepić,teraz walczy o kasę, żałosne, oddał już wszystko licząc na spokój,a jej mało. Gdy mężczyzna odchodzi trzeba mieć honor i pozwolić odejść.
  28 Czerwiec 2011    15:10

 miki
   A u mnie zaczyna się kwś żony. Ciekawe co mój mąż ma na sumieniu;) Czy można zapomnieć i normalnie żyć po tym co przeżyłam i usłyszałam przez poprzednie lata? Z ciekawością przeczytałabym co mają do powiedzenia w tym temacie "ci trzeci", bratnie dusze, które pojawiają się w takim momencie życia kobiety. Co słyszą od cudzych żon. Czy mają coś do powiedzenia na temat monogamii kobiecej. Czy znajdzie się jakiś Zenek, Krzysztof, który odważy się o tym napisać? Wielką radością jest gdy taki kryzysowy małżonek wraca na łono rodziny, ale... No właśnie. Nie jesteśmy z kamienia. Kiedy walczymy o małżeństwo, rodzinę słyszymy od różnej maści izabel, jakie to jesteśmy głupie i same sobie winne. Co usłyszymy od tych trzecich gdy znajdziemy pocieszyciela? Że jesteśmy dziwkami? A tak ma marginesie, dla mnie nigdy "koleżanka" męża nie była partnerem do rozmów o moim małżeństwie.
  28 Czerwiec 2011    14:03

 Jolanta
   Brawo radosna, piszesz tak dojrzale, ale trudno pododzić się z tym że 15 lat jesteś naj i nagle tylko dlatego że On powąchał tą trzecią źle gotujesz, źle wyglądasz i nie podniecasz Go. Ksiądz na kolędzie powiedział mi abym nie płakała bo mąż i tak wróci jak sobie pobzyka. Oni tacy są. Potem powroty ze łzami. Ja wszystko rozumiem tylko dlaczego oni sa tacy niemili w momencie kiedy zjawia się ta trzecia. I dlaczego ta trzecia nie chce rozmawiać z żoną aby dowiedzięć sie prawdy. Może sobie iść do innej tyklko dlaczego nas tak rani. Mój mąż teraz jest sam, leczy się po próbie samobójczej i straszy mnie że znów to zrobi. Ja i tak go już nie mam więc wszystko mi jedno co zrobi. Tylko gdzie jest to szczęście do którego tak gnał. Po doświadczeniach wiem ,że wie wolno wierzyć - jak zatem żyć. Nikt tego nie wie nawet wróżka. Mówi,że za dobro wraca dobro a za zło- zło. Tylko jak się to ma do naszych przeżć. Nie wiem co dalej, nikogo nie chcę a samej tak trudno i źle. Pozdrawiam serdecznie. Trzecim źyczę takiego piekła jak przeżyłam ja przez aprobatę dzikiego popędu mojego męża , który ona odebrała jak miłość.
  27 Czerwiec 2011    07:33

 Miła
   ok, Radosna, ja się nie sprzeczam, masz dużo racji. Tylko co dalej mamy zrobić? Pochlastać się? Niemonogamistyczny mężczyzna idzie z walizką w świat (i jest wspaniałomyślny bo wszystko zostawia eks żonie, prawda?), a my? dzieci, szkoła, zwierzaki, rachunki, katary, składki, basen o 15.00 dla dziecka, korepetycje z matmy o 19.00, zapomniałam zapłacić prąd, a nie wspomnę już o cholernym maniciure i kładę się czując się niepotrzebna, brzydka, niekochana i mam sama przed sobą przyznać : tak już jest... takie życie? W wyobraźni widzę MOJEGO faceta z inną, bo przecież mózgu nie da się wyłaczyć - przynajmniej mojego... wiem, że tak jest, ale to trudne zaakceptować, pogodzić, przyjąć na tzw. klatę i ciągnąc ten cały bajzel a potem czytać inwektywy jak tej "trzeciej" czy jakiejś tam "izabeli". Ja osobiście mam doła jak stąd do Meksyku.... co do mnie samej, płaczącego dziecka, rosnącego debetu, czasem omijam to lustro o którym była mowa bo nie mogę już na siebie patrzeć. I nie o brzydotę mi chodzi czy piękno... tylko o to że ktoś zabrał mi poczucie własnej wartości... Już słyszę komenty że powinnam je mieć w sobie, niezależnie od męża, itd, itp. Ok, ok... nie mam się za kuchtę i kurę domową. Ale jako kobieta podupadłam na duchu. I naprawdę szczerze codziennie rano żałuję, że znów otworzyłam oczy i jest kolejny dzień... i dlatego tak bolą ICH komentarze. Ja winię i Koleżankę i męża. Oboje a nawet bardziej męża (nie usprawiedliwia go ta cholerna płać moim zdaniem) - ale zostałam tu i teraz. I generalnie dupa. Więc myslę, że przed tym się bronimy czytając te komentarze. Przed dołowaniem do reszty. A gdzie tu wspominać o potrzebie ciepła, bliskości i miłości... zapomnij....
  22 Czerwiec 2011    15:58

 didle
   U mnie chyba z meżem wszystko wraca do normy. Przełomem był dzień kiedy tak narzekał na mnie, a ja mówie... jak juz jestem taka okropna i taka jedza to złóz pozew o rozwód , podzielimy sie majatkiem i opieka nad dziećmi , tylko mi formalnosciami głowy nie zawracaj, powiedz mi kiedy mam przyjść i złozyc podpis. mam dosć. Juz dłuzej nie mogę. mam dośc..... Usiadłam sobie na sofie. Po chwili dotarło do mnie,ze nawet jak do tego dojdzie, to ja rzeczywiscie mam dośc i lepiej mi bedzie samej. szkoda zdrowia. A mój małżonek widze poczerwieniał , zacisnał wargi i mówi... tak chciałabys tego. Acha i tu Cie mam pomyślałam....Potem usiadł na fotelu obok i załaczył film z płyty. Mówię.... chodź usiądź koło swojej zony póki jeszcze ja masz. No i usiadł. Wiec wiem ,ze mu zależy. jest coraz lepiej. czasem miewa doły, ale te to juz pryszcz. Coraz czesciej okazuje mi czułosc i kochamy sie ostatnio codziennie. Ach czy to jekies odrodzenie? zaczynam czuc, ze dopiero teraz dorośliśmy do bycia mezem i żoną. Jeszcze troche mamy do przepracowania, ale tak jak mówi moja psycholog... szybkie zmiany, to zadne zmiany. jeżeli sa powolne, to jest szansa, ze sie utrwalą.:)
  22 Czerwiec 2011    14:32

 Radosna
   sama byłam w takiej sytuacji jak wy...i niech to dotrze do was dziewczyny że nie istnieje coś takiego jak solidarność kobieca. ta trzecia w moim małżeństwie była tak "głupia" że nawet nie chciała wysłuchać jak wygląda moje małżeństwo i że jest też oszukiwana przez mojego partnera. Bardzo bolało mnie że po 15 latach małżeństwa dowiedziałam się że to nic nie znaczy dla mojego męża. Fascynacja nową kobietą była silniejsza. Prawda jest okrutna choćbyśmy nie wiem jak były dobre, tolerancyjne, piękne.....nie istnieje coś takiego jak mężczyzna monogamistyczny. To mit. Dlatego rozumiem stanowisko Trzeciej -stan zakochania powoduje że widzi się wszystko w różowych okularach...Nie osądzam Trzeciej tak ostro jak wy bo uważam że nie ma ludzi idealnych...natomiast dziwię się że Mężatki i "te trzecie" nie widzą że prawda jest pośrodku. Wygodnie jest nam tkwić w znanym układzie...Trzeciej w złym małżeństwie i sięgać po cudzego partnera , "mężatkom" w chorych związkach gdzie miłość i fascynacja minęła...i łatwiej jest zwalić winę na romans niż to że tak naprawdę nie potrafimy zaakceptować wad u partnera i tego że miłość już jest tylko przyjaźnią, przyzwyczajeniem.
  22 Czerwiec 2011    07:53

 miki
   Drogie "TE PIERWSZE", zauważyłyście, jak te trzecie, radosne, izabele mają parcie na to byśmy je zauważyły? Cały czas nie mogę nadziwić się jak dobrze działa schemat, o jakim pisałam w październiku ubiegłego roku. One cały czas podnoszą rączki do góry "tu jestem, zobacz mnie! jestem fajniejsza, ładniejsza, łagodniejsza!". Intuicyjnie wiedzą, że często nie mamy pojęcia o ich istnieniu dopóki same się nie ujawnią. Nie zapomnę jak na jakiejś imprezie w firmie męża, jego izabela usiadła naprzeciwko nas, a ponieważ ten, przezornie ją pomijał w swej uwadze, wyjęła jakieś plastikowe, białe barbiklapki z torby i zaczęła mi nimi machać przed nosem ze znaczącym uśmiechem skierowanym do swego ukochanego (mojego męża) z tekstem: " A ja przyniosłam na zmianę takie obuwie. Niektórzy twierdzą, że bardzo seksowne". Żal.
  20 Czerwiec 2011    17:47

 agunia12a
   Do "trzeciej". Chyba mi ciebie jednak żal :) Miałam nie reagować na te twoje bzdurne wpisy ale się nie da. Nie dosyć , że spotykasz się z żonatym facetem , to okłamujesz swojego faceta , krzywdzisz własne dziecko bo domyślam się , że atmosfera w twojej rodzinie nie jest fajna , twoje kłamstwa na pewno wyczuwają domownicy. Twoje życie to jedno , wielkie oszustwo. Ja jestem skrzywdzona ale nie krzywdzę i mogę spojrzeć samej sobie w twarz czego ty o sobie nie możesz powiedzieć :( . I powiem ci jeszcze jedno , to co piszesz o sobie :) czytałaś to ?. Kim ty jesteś ? Na pewno nie jedną z nas i dobrze. Brak ci pokory a twoje zachowanie jest tak samo egoistyczne jak naszych mężów. A co do Doroty to małe pytanie : widziałaś ją w realu ? Pewnie nie , bo gdybyś ją zobaczyła nie było by twojego wpisu. Moja rada : nie oceniaj jeśli nie masz pojęci o kim mówisz :). W jednym się z tobą zgadzam to nie jest portal dla ciebie , nic z niego nie rozumiesz :)to , więc jeśli nam nie pomagasz to chociaż nie przeszkadzaj :) oki /
  20 Czerwiec 2011    09:02

 miki
   Niektórzy to potrafią skomplikować sobie życie...
  20 Czerwiec 2011    07:27

 Miła
   proszę Was Dziewczyny, nie dajcie się sprowokować tym listem "tej trzeciej".... ona w tym co pisze ma wiele racji o naszych mężach, tyle że spojrzenie jest z tej drugiej strony...i dotyczy stanu zakochania w którym jest obecnie, to nie nasz etap i jeszcze nie jej... ale naprawdę TEN "kop" od niej nie jest nam tu potrzebny do dyskusji, nie denerwujcie się tylko piszcie co u Was. Najlepsze co możemy z nią zrobić to zignorować. Niech czyta sobie te swoje wiersze i poprawia atrakcyjność przed swoim lustrem. Krzyżyk na drogę. Jak tam Dziewczyny plany wakacyjne bezmężowskie? Pozdrawiam Was.
  20 Czerwiec 2011    07:15

 ta trzecia
   Oj kobiety,mój kochany nie ma kasy,bo jest na niewielkiej emeryturze i dodatkowo dorabia,ale jakby miał płacić alimenty na dzieci,to chyba ja bym musiała nas utrzymywać.Ale brak kultury podziwiam,żeby od "suk" wyzywać na publicznym forum? No tak,wychowanie bierze się z domu.Poza tym,jestem bardzo atrakcyjna,uwierz,zawsze miałam bardzo duże powodzenie i mam do dziś,po prostu nie mam kompleksów,to może dlatego mam gdzieś to co piszesz,że nie mogę sobie znaleźć wolnego faceta,tylko żonatego:) mogę mieć jakiego chcę,ale kocham tego jednego,który jest wyjątkowy,jedyny w swoim rodzaju.Pamiętasz za co pokochałaś swojego mężczyznę? Nie dziw się,że inna kobieta tez potrafi to dostrzec.A chłopcy w moim wieku nie bardzo mnie interesują.Odkryłam,że wspóny język znajduję z dojrzałym mężczyzną.Wierz mi,chcilelibyśmy całemu światu ogłosić jak bardzo się kochamy,w sumie ogłosiliśmy to,ale tylko naszym rodzinom.Mój kochany jest w stanie być przy mnie za 5 sekund,jeśli tylko mu powiem:tak chcę być z Tobą.Chce mieć ze mną dziecko,rodzinę-wszystkim o tym powiedział,także jego żona o tym wie,a nadal o niego walczy.To jest jakieś chore.A dlaczego ja nie mogę się z nim związać na stałe? Bo też mam rodzinę,mam małe dziecko,któremu nie wytłumaczę,dlaczego jego tatuś znika z naszego życia,dlaczego mama wprowadza do domu obcego pana.Nie mogę tego zrobić mojemu dziecku,a także mężowi,który życie by za mnie oddał.Jestem naprawdę w bardzo ciężkiej sytuacji,ale o tym nie na tym forum.A mój ukochany ,mimo że zakończyłam z ciężkim sercem nasz związek i tak do mnie dzwoni,pisze nawet wiersze,prosi,żebym nie odchodziła,że jest w rozsypce.Prosiłam,żeby skupił się na żonie,na odbudowie relacji.W końcu posłuchał,ale tylko ją oszukuje,bo ona i tak co jakiś czas dowiaduje się,że on się ze mną kontaktuje.Ale dalej walczy.Naprawdę nie rozumiem.Ile razy trezba dostać kopa w dupę,żeby się opamiętać? Warto być z takim facetem,który Was nie kocha,kocha inną? Pożąda jej pragnie,kocha się z nią? Chce dla niej rozwalić wasza rodzinę? Macie kobiety godność? Nawet jak wszystko wróci do normy,to jak potem odbudujecie zaufanie? Skąd będziecie wiedziały,żeon dalej nie myśli o tamtej? Że kochając się z Wami nie wyobraża się,że kocha się z tamtą? Mój mi tak robi.Będzie z Wami fizycznie,ale psychicznie z inna? Czy warto? Miejcie swoją godność,zaczniejcie żyć,a im dajcie spokój,skoro taką drogę wybierają.Niech Was nie trzymają przy mężach kredyty,wspólne domy i przyzwyczajenie dwudziestoletniego wsplłnego życia.Otwórzcie oczy!.Droga Doroto,czytałam wszystko od początku,każdy wpis.Więc mnie nie żałuj ,tylko spójrz w lustro.
  17 Czerwiec 2011    11:26

 Jolanta
   Witam Was wszystkie porzucone- szacuneczek. Dziasiaj chciałam się podzielić z tymi , które mogą być niebawem porzucone. Dziewczyny , nigdy nie bierzcie kredytów na siebie. Myślcie od początku związku tylko o sobie- czy mam się w co ubrać, czy mam jakieś zaskórniaki, czy dam sobie radę gdyby mnie opuścił. My oczywiście nie dopilnowałyśmy tego ale Wy jeszce szczęśliwe , które może z ciekawości zagladacie tutaj powinnybyć przezorne. Ja za namową córki na starcie zdrady złożyłam w sądzie pozew o rozdzielczość majątkową. Wygrałam - dało mi to tyle że nie boję się jego kredytów ,które wydał na kochanice. Nie wiem dlaczego kobiety zgadzają się być tą trzecią nie myślą, że robią komuś taką krzywdę. Ale z zasadą, że dobro powraca będziemy jeszcze szczęśliwe a one do piekła. Buźka, nie rozpaczajcie po zdrajcach. Ja wiem jakie to trudne. Płaczę już trzeci rok i mam nadzieję,że doczekam się zupełnego spokoju. Prawdziwe szczęście jeszcze przed nami. Pozdrawiam serdecznie. Do jutra..A tak na marginesie to każdy facet to samiec i żeby to dokładnie zrozumieć nalęży oglądać filmy przyrodnicze. Tam jest dobitnie pokazane o co tak naprawdę chodzi samcowi. Jak go dopadnie to koniec- mamiana , utopiona marzanna. Należy ratować tylko siebie. Myślę,że byłoby nam lepiej gdybyśmy umiały nie wierzyć facetom. Oni wiecznie kłamią.
  17 Czerwiec 2011    06:48

 agunia12a
   Witaj Jolu i witajcie dziewczyny. Ja też umówiłam się z terapeutą. Może nie tyle co chodzi o mnie ale o mojego męża . Boję się jego zachowań a podobno ludzie w depresjach działają wg pewnych schematów .Może ta wizyta pomoże mi przygotować się na jego następne ruchy , bo zaczyna robić się niefajnie. Od dłuższego czasu , wieczorami mąż pisuje do mnie monologi w których odkrywa swoje myśli. I powiem wam szczerze , że jestem załamana tym co siedzi mu w głowie. Coraz bardziej utwierdza mnie w tym , że ma ze sobą duży problem. I mój interes w tym żeby albo mu pomóc albo się przed nim zabezpieczyć. Teraz myślę egoistycznie tylko o sobie , choć to ciężkie bo to nie moja natura ale cóż takie życie.Pozdrawiam was mocno :)
  16 Czerwiec 2011    09:07

 Krzysztof
   Żona twierdzi, że mam typowe objawy kryzysu wieku średniego i mam to sobie sprawdzić na Internecie, więc sprawdzam. Niestety( a może stety) nie odnajduję tu żadnych moich zachowań?! Więc jak mam teraz postąpić ?! W jaki sposób mam ją przekonać do tego, że to nie w tym tkwi problem ?! Doradźcie drogie Panie
  16 Czerwiec 2011    08:52

 Krzysztof
   Żona twierdzi, że mam typowe objawy kryzysu wieku średniego i mam to sobie sprawdzić na Internecie, więc sprawdzam. Niestety( a może stety) nie odnajduję tu żadnych moich zachowań?! Więc jak mam teraz postąpić ?! W jaki sposób mam ją przekonać do tego, że to nie w tym tkwi problem ?! Doradźcie drogie Panie
  16 Czerwiec 2011    08:50

 klara
   Witaj Jolu! Dzięki za bardzo mądre slowa.....to już jeśli chodzi o mnie to słowa ,że dobrze robię...czyli kolejna sprawa rozwodowa...trzymajcie kciuki za mnie .....kochane koleżanki .pozdrawiam aczkolwiek sił ubywa ale nie podaję się ....i tak trzymam..a Pan ex? marnie ......ale to już nie moja bajka.Miła .....dbaj o siebie!!Pa.pa
  16 Czerwiec 2011    06:40

 Miła
   witaj Jolu :-)
  15 Czerwiec 2011    19:59

 Jolanta
   Moje cudowne kobietki ! Czytam te wszystkie wpisy od września 2008 roku. Dzisiaj postanowiłam opowiedzieć Wam o moim przypadku. Ale zanim zacznę , chcę Wam powiedziec,że wszystkiemu winne sa te trzecie. Bo gdyby one na srarcie znajimości z facetem zapytały- no koleś jesteś żonaty ? krzywdzisz kogoś - jeśli tak to ja ci dziękuję, ale nie one tylko na to czekają. Oto moja historia: poznałam miłość mojego życia w momencie kiedy byłam na pierwszym życiowym zakręcie tj. zostawił mnie mój pierwszy mąż dla innej okropnej baby od której nie mogę uwolnić się do dzisiaj cociaż on nie żyje- ale to potem. Mój drugi mąż nazwijmy go kotek poznał mnie kiedy byłam w głębokim kryzysie po utracie pierwszego męża. Jest duż młodszy ode mnie ale to nie miało wpływu na nasze relacje. Na początku naszej znajomości traktowałam go z pewną rezerwą ale on szalał. Cztery razy prosił mnie o rękę- prawdziwe zaręczyny z różami i pierścionkiem. jEDNYM SŁOWEM SZAŁ . gOTOWAŁ, SMAŻYŁ MI NALEŚNIKI, SZLAŁ PRZEZ 14 LAT. aPOTEM JEDNEGO DNOA KIEDY NA NASZEJ KLASIE ODNALAZŁA GO KOLEŻANKA Z KOLONII wszystko się zmieniło. Skończył akutar 41 lat. Jednego wieczorupowiedział mi ,że nie kocha mnie już - powód -spóż w lustro. Zostawiał mnie na wekendy, jeździł do niej( ona mieszka w Wiedniu więc spotykali się w Krakowie lub Cieszynie) zaciągał kredyty i nie przejmował się tym co dzieje się ze mną. Wytrzymałam rok takiego traktowania po czem wygoniłam go z mojego domu. On wynajął sobie mieszkanie, zabrał mi naszego psa po czem po roku był taki szczęśliwy że usiłował popełnić samobójstwo. Przy okazji opowiem jak to było ale ja uratowałam mu życie. Teraz leczy się w szpitalu psychiatrycznym. Po dawnym romansie oczywiście nie ma znaku. Odwiedza mnie czsem w nocy ale trudno mi się z nim porozumieć. Żałuję,że płakałam, rozpaczałam , umierałam z tęsknoty. Taki facet jest stracony. Więc nie płaczcie kochane kobitki. Bądzcie szczęśliwe że zostało wam trochę czasu na inne życie, lepsze życie. Ja wiem ,zę brzmi to groteskowo ale tak jest. Wiem dzisiaj, że jeżeli facet dopuszcza się takich czynów o jakich piszecie nie jest nic wart. Nie rozpaczjcie za nimi. Niech sobie idą w świat a my , no cóż zapraszajmy facetów do nasch domów tylko na romanyczne kolacje pod warunkiem,że mają dla nas super prezent. Będę teraz jedą z was . Pa
  15 Czerwiec 2011    11:23

 Miła
   zostawiając już ten kolejny, przykry wpis "tych trzecich", muszę przyznać, że psycholog to dobry krok dla kobiet w naszej sytuacji. Ja celowo szukałam kogoś z doświadczeniem a nie młodych, prężnych z nowoczesnymi metodami. Więc wiem Dorotko o czym mówisz... i taka terapia pomaga - jeśli nawet nie naprawić tego co się stało z naszymi małżeństwami (bo powiedzmy szczerze : na to nie mamy wpływu), to pomaga zrozumieć nową sytuację i poznać siebie samą. Polecam.
  15 Czerwiec 2011    07:53

 miki
   Oczywiście, że facet może się zakochać na "stare" lata i z pewnością jemu od życia się wiele należy. Nic w tym złego,że dziewczyna jest dużo młodsza. Czy to jakiś grzech? Złamanie jakiejś reguły? Tak, jeśli facet ma żonę i dzieci. Tak, jeśli to rozwala rodzinę. Naprawdę tego nie czujesz? Musisz być bardzo głupia, bo nawet trzynastolatka powinna to wiedzieć. Odnosząc się do dalszej wypowiedzi tej trzeciej, mogę jedynie pomyśleć co miała na sumieniu ta trzecia mojego męża, że go straciła. Widziałam ją ostatnio. Nieszczęsna, żałosna stara panna. Pośmiewisko w firmie. A jeszcze kilka lat temu pouczała mnie jak żyć, by mężczyzna był ze mną szczęśliwy.
  10 Czerwiec 2011    16:59

 DOROTA
   JESZCZE JEDNO , ON MOJEJ PSYCHOLOG WARA. TO JEST KOBITKA KTORA MA 30 LAT PRAKTYKI , DOMYSLAM SIE ZY TY NIE MASZ NAWET TYLU LAT , WIEC WIECEJ SZACUNKU MALENKA.MAM NADZIEJE ZE BEDZIESZ ZA 30 LAT W JAKIEJS DZIEDZINIE CHOC W JAKIMS PROCENCIE TAK DOBRA JAK ONA ( I NIE MOWIE O SEKSIE)
  10 Czerwiec 2011    06:57

 dorota
   hej droga trzecia to ja niejaka dorota.nie wiem jaka masz sytuacje zyciowa , ale wiem ze troche masz racji ,ale nie masz prawa wypowiadac się na zaden z tych tematów na tym forum jak jestes za bardzo leniwa zeby wszystko przeczytac. rozumiem ze ludzie sie rozchodza bo nie urodzilam sie dwiescie lat temu,ja ciagle tu wyje w jaki sposób.jesli tak bardzo nasi panowie kochaja te trzecie to dlaczego nie odchodza do nich z honorem tylko nie maja odwagi i tu skubie a tam udaje macho.kochana ta trzecia o ktorej u mnie chodzi tez ma meza i co on tez jest dupkiem zyciowym? dlaczego nie maja odwagi poprostu wziac sie za rece i powiedziec calemu swiatu odwalcie sie od nas kochamy sie i bedziemy razem?bo co bo wtedy juz ta oaza ktora budowalismy przez 20 lat runelaby i napewno jego decyzja bylaby wyrokiem na nasz zwiZEK?SKARBIE SZUKAJ SOBIE CHŁOPAKA W SWOIM WIEKU I ODWAL SIĘOD ZONATYCH FACETÓW BO NIEMA MOCNYCH BEDZIESZ ZA 10 LAT TAK SAMO WYLA TU NA TYM FORUM JAK MY.NIE MASZ PRAWA NAS OCENIAC NIE PRZECZYTAJAC WSZYSTKICH WPISÓW I JAK NAS NIE ZNASZ NA ŻYWO.MAM NADZIEJE ZE JAKO TA TRZECIA BEDZIESZ CIERPIEC I KTOS SIE ZNAJDZIE WTEDY OJ PRZECIEZ NIC SIE NIE STALO NIE ROB PROBLEMOW , ON MA PROWO DO ZYCIA...........WIESZ NIE KONCZE BO MNIE PONOSI I MAM OCHOTE NAPISAC CI DUZO ZLYCH RZECZY.NIE CHCA CIE WOLNI PANOWIE TO ZABIERASZ SIE ZA BIEDUSIÓW NIESZCZESLIWYCH , ALE Z PELNYM PORTFELEM???DZIEWCZYNY NIE KOMENTUJMY TEGO CO TA ( O MOJEJ TRZECIEJ MOWIE SUKA:)) ..................TU WYPISUJE.ZAL MI CIE SKARBIE
  10 Czerwiec 2011    06:51

 Didle
   hej trzeciA naiwna albo wyrachowana...bywaja wyjatki...ale zazwyczaj facet po 40 stce , albo blizej 50 tAki najlepiej gdyby łysine przykrył fajnym porche.....powiedz kumpele ci zazdroszcza jak z niego wysiadasz??? Powiedz szczerze gdybys miała do wyboru biednego 25 latka powiedzmy przystojnego i prawie 50 latka bez kasy którego bys wybrała. Ach miłosc nie wybiera prawda...serce nie sługa.... no cóz nie czekam na odpowiedz bo ja znam))))))))))))))))))))
  9 Czerwiec 2011    10:56

 Miła
   osz... kurde, następna... jak mnie wkurzają te wszystkie "trzecie" które chcą nas do czegoś przekonać? A kochaj sobie i daj to co mu się "należy" nawet na stare lata... przecież my porzucone żony nie prosimy by nas przekonywać i robić nam tu psychoanalizę naszych błedów. My tu sobie narzekamy i nic Wam do tego "trzecie" zakochane w naszych mężach. Do zobaczenia tu ewentualnie jeśli... okaże się, że i przy Tobie za jakiś czas stwierdzi, że jeszcze mu się coś od życia należy... no, chyba że wtedy zmienisz pseudonim? wkurzacie mnie kobiety jak nie powiem co. A tak poza następną zakochaną ważniarą, co u Was kobietki? Cicho tutaj..... chyba wiosna nie pomaga... u mnie na pewno nie... Pozdrawiam.
  9 Czerwiec 2011    07:24

 ta trzecia
   Czytam z uwagą kobiety wasze wpisy i jedno,co mnie zastanowiło,to to,jak pewna dorota pisze,że jej pani psycholog,która sama powinna pójść do psychologa,mówi,że jej mąż zachowuje się jak wariat i tak go trezba traktować.Co za bzdura,to facet nie może się już zakochać na "stare" lata,to jemu od życia już nic się nie należy? A co w tym złego,że dziewczyna jest dużo młodsza? Czy to jakiś grzech? Złamanie jakiejś reguły? Miłość możliwa jest w każdym wieku i nie ważne jaka byłaby różnica lat.Mój mężczyzna kocha mnie niesamowicie,widzę to,słyszę i czuję.Wiem,że to jest prawdziwa miłość,a nie jakieś fanaberie,których,jak pisze dorota,na pewno żałuje ,ale nie może się do tego przyznać.Bzdura.Poza tym pomyślcie kobiety,tracicie mężów,ale dlaczego? Czy rzeczywiście im "odbija"? Czy może macie coś na sumieniu,co zniszczyło uczucia waszego męża do was?Tylko o tym tu nie piszecie.
  8 Czerwiec 2011    07:26

 Miła
   dzieki Miki, zaraz tam zajrzałam, zalogowałam się i poczytałam sobie. Masz rację, są "kwiatki" na tym świecie. Pozdrawiam Was wszystkie z mojego cholernego jakiegoś kosmosu....ciężko bardzo, ale znacie to prawda?
  31 Maj 2011    06:48

 miki
   Miła! Na poprawę humoru odsyłam Cię do tekstów na www.bylezony.pl, rarytasiki jakie tam można przeczytać rozśmieszają, chociaż na ułamek sekundy.
  27 Maj 2011    17:08

 agunia12a
   Witajcie dziewczyny i ty Nutko :). Ostatnio dużo rozmawiam z mężem i powiem wam o czym marzy mój mąż i myślę , że większość waszych panów ( tych , którym odebrano ich przywileje ) . Mój mąż marzy o spokojnym wieczorze , o niedzielnym obiadku , o wczasach na które w tym roku nie pojedzie , a zapytany o plany na przyszłość - odpowiedział : dobra praca z w miarę rozsądnym wynagrodzeniem. Problemy bardzo przyziemne , nigdy ich nie miał. Zawsze ja wszystko brałam na swoje barki :) - to wiadomość dla RADOSNEJ , która uważała , że jesteśmy ze swoimi mężami dla wygody i kasy - pudło moja droga :). I znów w tym wszystkim zabrakło jego sfery duchowej i romantycznej "IZABELLI " . Bo to już tak jest , że młodym PANIENKOM nie chce się słuchać o kłopotach dnia codziennego , wydaje im się , że życie jest dla nich i świat kręci się w okół ich osoby. Czar pryska wraz z pojawiającymi się pierwszymi kłopotami. Proza życia. Ja czuję się tak zraniona i niedoceniona jego odejściem , że nawet nie myślę o jego powrocie. Było ciężko ale jest dużo lepiej . Dziewczyny , nie wierzę w powroty, nie teraz , może za parę lat jako zupełnie inni ludzie z innymi doświadczeniami ( chyba , ze ułożymy sobie życie inaczej ).Powrót teraz niczego by nie zmienił , a nawet inaczej , myślę , że dał by przyzwolenie do takiego traktowania mnie. Mam swoją godność , która mi została i jestem z niej dumna. Nie pozwolę traktować się jak 0 lub coś co mu się należy albo jeszcze gorzej zostało podarowane za kare. Ale to oczywiście moje zdanie i już ....... MIŁA trzymaj się mocno , ten zły stan naprawdę przejdzie. Rok temu myślałam , że to niemożliwe ale .... jak bardzo się chce to możliwe. Podaję adres jak potrzebujesz się wygadać pisz o każdej porze , jestem sama więc nic mnie nie ogranicza :) [email protected] . NUTKO jesteś nowa więc jeśli chcesz to i ciebie zapraszam i wszystkich potrzebujących wsparcia i pogaduchy , która działa jak najlepsza terapia .Głowy do góry i życzę wam moje drogie panie aby i wasi mężowie zatęsknili za nudnym niedzielnym obiadkiem w domowej atmosferze :)
  23 Maj 2011    10:22

 Miła
   Dorotko mój mail to [email protected] Zapraszam na pogaduchy. Masz rację ja też tak myślę że nie po to zakłądałam rodzinę i kilkanaście lat ją tworzyłam z powodzeniem by teraz pokazywać światu jaka jestem dzielna. Ja akurat nie narzekam na brak zainteresowań ani na kaę, u mnie nie ten problem. Po prostu miłość... i uważam po wielu tygodniach przemyśleń i zaznajomienia się z tematem, że nawet dobre małżeństwo to może spotkać, wystarczy kryzys nawet ogólny jednej ze stron, zazwyczaj męża. Kiedy wydaje mu się że jest do dupy. Dlatego myślę że to kws jest często przyczyną tego, że te "radosne" żmije docierają do serc mężów. Bo oni czują się niewaqrtościowi. Nie dam sobie wmówić, że nawaliłam, że to moja wina. Uważam, że mężów zjada rutyna, tkwiąca często w nich samych. JUno masz rację - to kwestia "nowości". KObiety mają mniejsze szanse na kws bo są bogatsze wewnętrznie i mają na głowie tysiąc problemó domowych, w tym wyręczanie swoich zmęczonych życiem mężów. I nie przeskoczymy tego. To że jesteśmy wtedy zmęczone, opatrzyły się nasze twarze i cycki to jest właśnie przyczyna. Często w lużnych strojach, w chorbie z siatami.... a te wspaniałe przyjacielskie zwykle koleżanki z pracy zawsze wystrojone do roboty, mające czas i rozumiejące... są z boku. Dlatego często faceci po jakimś czasie trzeźwieją bo okazuje się, że tam jest podobnie, gdy już zaczynają żyć z razem. Kwestia czy zawrócą z tej drogi jak u Aguni, czy nie. A nasze podeptane "ego" i dzieciaki są naprawdę na którymś tam planie... Nutka - witaj i napisz. Trzymajcie się.
  23 Maj 2011    07:51

 nutka
   Witam serdecznie, przeczytałam wszystkie posty od samiutkiego początku i nie mogłam uwierzyć, bo moja historia jest identyczna. Może jednak ten kwś istnieje? Byliśmy bardzo dobrym małżeństwem, wspólne zainteresowania, wyjazdy, wyjścia, wielka bliskość... i szystko nagle się skończyło, bo zakochał się w koleżance z pracy. Mieszkamy osobno już 8 miesięcy. najpierw wyprowadził się do swojej mamy, później wynajął mieszkanie, nikomu nie mówiąc gdzie się ono znajduje. Odizolował się zupełnie zarówno od rodziny, jak i znajomych. Nie zabiega o kontakty z synem, chociaż wcześniej byli bardzo związani. Powoli dochodzę do siebie, ale bardzo żałuję, że dopiero dzisiaj Was znalazłam. Myślę, że byłoby mi lżej. Pozdrawiam cieplutko.
  22 Maj 2011    15:49

 dorota
   Miła napisz jeszcze raz prosze swojego maila , bo cos nie wchodzi:( i trzymaj sie dziewczyno. Wszystko jedno co piszą niektóre oszołomy , nie byłoby nas tu tak dużo , jakby nie było czegoś na rzeczy. Ja żyje z człowiekiem pod jednym dachem i mam wrazenie ze on jest w jakiejs bance szklanej i nie dochodza do nie go rózne bodzce.żyje sobie sam i ma wszystkich w nosie. Nie jest to łatwe ale co zrobic . Jeśli ktoś mówi ze my jesteśmy materialistami to rzeczywiscie nic nie rozumie. Po co było to całe zycie po 20 lat żeby teraz wszystko sie rozsypało żeby znów wszystko zaczynać od nowa??????? nie po to zakłądałam rodzine zeby teraz udawadniać całemu swiatu ze sobie poradze. Pewnie tak ale to znaczy ze to co robiłam prze tamte lata nie miało kompletnie sensu? to mogłam tą energie i starania poswiecic swojej osobie , a nie patrzyć w niego jak w obrazek i ciagle wszystko robić jakby nie było życia bez niego.Zyczę wam mimo wszystko przyjemnego weekendu
  21 Maj 2011    09:39

 zraniona inaczej
   Dziękuję za słowa otuchy.Co najgorsze nie mogę o tym nikomu powiedzieć a raczej wstydzę się.Sama siebie oszukuję, że to był jeden raz-może chciał spróbować jak to jest....Przez kolejne lata małżeństwa o tym nie myślałam bo nie dawał powodów ku temu, lecz ostatnimi czasy intuicja i serce podpowiada inaczej - wszystko wróciło....Co robić!!?? jak sobie z tym poradzić!!?? Mam już umówioną wizytę u bioenergoterapeuty może on też pomoże. Szukam gdzie tylko mogę aby wyrwać się z tego amoku,bo uwierzcie taka niepewność doprowadza mnie do szału.Straciłam nawet poczucie własnej wartości.Jakaś psychoza mnie dopada, bo są momenty, że myślę "tak on na pewno jest bi a za chwilę że to niemożliwe" Toczę ogromną walkę ze sobą aż się w tym wszystkim gubię.ON widzi że coś jest nie tak, lecz mi tego nie ułatwia-tylko milczy i też cierpi..Myślę, że nie dam rady z nim tak żyć na dłuższą metę, bo jak piszecie to może trwać latami.U mnie dopiero START*** META gdzieś daleko za horyzontem. Czy dam radę!!?? ("miłość wszystko zniesie i przetrwa") sęk w tym, że ja nie wiem czy go nadal kocham, pewna jestem tylko tego uczucia - ŻAL!!!! Pozdrawiam
  20 Maj 2011    07:15

 Miła
   witajcie, miki dzięki za pamięć... klara, juno kochane - pozdrawiam.... no cóż, prawda jest taka, że sobie nie radzę. Zaczynam leki, ale mam strasznego doła, a raczej jestem w czarnej rozpaczy. Nie umiem się pozbierać, pożegnać z moim życiem i zaakceptować tego co mnie spotkało. Jedno na pewno czuję : brak miłości w mężu. Raczej poczucie winy, troskę o nas, może trochę pomieszanej z żalem za swoim domem. Ale czuję, że jest przekonany że już tego nie chce, że nie ma mowy o zmianie, poprawie, przebaczaniu. Już widzi "przed" a nie "za". A ja czytam te wszystkie mądrości i o d... za przeproszeniem to rozbić. Samotność jest straszna, szczególnie jak człowiek zatraci w tym wszystkim SIEBIE SAMEGO.....
  20 Maj 2011    06:40

 też kobieta
   "...Dawno temu na początku małżeństwa wyznał mi że spał z facetem...", "Czy w KWŚ może się zmienić orientację". Tak napisałaś zraniona inaczej. Czy można spać z facetem nie będąc bi- lub gejem? Trudno masz, ale nie bój się. Nawet najgorsza prawda jest lepsza niż nieświadomość lub kłamstwo. Prawda może boleć, ale w efekcie oczyszcza. Jeżeli już jesteś na tabletkach tzn. że czujesz niepokój, coś intuicyjnie wyczuwasz, czego może nie chcesz lub nie potrafisz zaakceptować. I możesz albo chować się za lekami i np. depresją albo stawisz czoła prawdzie o swoim zyciu, co najpierw boli, ale później wyzwala. Daj sobie czas, nie obwiniaj siebie broń boże, bądz dobra dla siebie...Pozdrawiam. A tak na marginesie to myślę, że tym osławionym KWŚ zbyt wiele próbuje się wytłumaczyć. Wpisy radosnej pomijam, o nie mam potrzeby polemizować z nimi.
  19 Maj 2011    21:24

 miki
   Ukłony dla Didle! Co tam u Ciebie? U mnie etap "oddzielamy przeszłość i zaczynamy od nowa". Czytając to co pisze Agunia, wydaje się, że jej mąż także chciałby znaleźć się na tym etapie. Współczuję Zranionej Inaczej. Wygląda na to, że wyjście z impasu w jej przypadku to dopiero początek długiej drogi. Trzymam kciuki. Miła! Jak sobie radzisz? Pozdrawiam Was.
  19 Maj 2011    16:27

 sorento
   Radosna niech zgadnę.... masz 17 lat...wiecej...18... nie ??? 20??? no chyba nie wiecej... twoje wypowiedzi i zachowania sie tak niedojrzałe, ze nie mozesz miec 35)))
  19 Maj 2011    12:55

 Didle
   Miki.... serio uważasz ,ze "nasza" znerwocowana radosna jest tak załosna???? Daj kobiecie spokój pewnie dostała kopa od niejednego faceta, a teraz nawet mysli jaj jeden z nich.....psychologia dałaby na to wyjasnienie. Kobietki w góre spódnice:) do licha ze wszystkimi którzy mówia nam jak zyc... jestesmy dorosłe i niekomu z niczego tłumaczyc sie nie musimy.... jeżeli uważasz,ze postepujesz słusznie, to najwazniejsza opcja... nikogo sie nie pytaj, przed nikim sie nie kul, to ty jestes dla siebie sedzia i wyrocznią. ....
  19 Maj 2011    12:54

 zraniona inaczej
   Czuję się jak Wy. Mąż przechodzi KWŚ od jakiegoś roku ja chyba też!?Mało tego to mam podejrzenia o zdradę i to nie z panienką lecz z facetem. Lecę na lekach lecz jak długo tak żyć!? w takiej niepewności na rozdrożu dróg!? Straciłam wiarę i chęć naprawy,zastanawiam się czy nadal Go kocham.Czy warto!? *****ŻYCZĘ WSZYSTKIM DUŻO SZCZĘŚCIA I MILOŚCI*****
  19 Maj 2011    10:22

 zraniona inaczej
   Ot co....wiele nas jest pozdrawiam cieplutko. Mam też taki problem a może i dwa nie tylko Pan lecz i ja przechodzę taki stan(chyba się od niego zaraziłam-współuzależnienie)Jesteśmy 18 lat po ślubie,mamy po 40 lat i 3 dzieci(17,14,7) i w żaden sposób nie możemy się dogadać od jakiegoś roku,oddalamy się od siebie coraz bardziej.Na początku walczyłam z tym aby żyło się nam lepiej i dzieci....lecz na moje prośby,rozmowy tylko milczenie..zostało tak do dziś.nie mam już siły,straciłam nadzieję na lepsze.Zaczęłam być obojętna a raczej taką udaję co prawda z trudem mi to przychodzi lecz może to go coś nauczy!!??Napiszę jeszcze że stał się agresywny i jakiś czas temu mnie dotkliwie pobił wyzwał itp.okłamuje mnie,jest milutki a zaraz obojętny.Myślę że to właśnie KWŚ.Dawno temu na początku małżeństwa wyznał mi że spał z facetem jakoś to przetrawiłam i żyliśmy szczęśliwie.W obecnej chwili wszystko wróciło zaczynam się martwić bo zauważam że mężczyźni mu.....lubi przebywać w ich towarzystwie, ma jednego ulubionego (rozmawiałam kto to przeprowadziłam wywiad no cóż ten facet mógłby być geyem,lub bi)na ulicy nie ogląda się za panienkami tylko za facetami i to ich zawsze komentuje,na temat kobiet np. w telewizji jak coś oglądamy wypowiada się raczej negatywnie itp itd.Rozmawiałam z nim również na temat orientacji sexualnej twierdzi że nie jest bi i nie chce o tym rozmawiać-lecz ja mu nie wierzę.Gdzieś podejrzenia i intuicja biorą u mnie górę. Pomóżcie, bo sama nie wiem co myśleć. Czy w KWŚ może się zmienić orientację? Opisałam to na tym forum ponieważ boję się tego wszystkiego- kryzysu zdrady jeszcze co nie daj Boże z facetem....przerosło mnie to wszystko.... jestem na lekach,ale jak długo można tak żyć!? ****** Wszystkim życzę szczęścia i dużo miłości*****
  19 Maj 2011    09:50

 radosna
   zamiast mnie zignorować to wy uznałyście was nie rozumiem, doskonale Was rozumiem tylko mam inny punkt widzenia....ale ok mogę być waszym "złem"
  18 Maj 2011    12:11

 agunia12a
   Hejka kobietki i co, znów ożywienie - kij w mrowisko ? A swoją droga skąd tu ZENEK czy Radosna -inaczej ( bo chyba nie taka radosna skoro tu zajrzała)? U mnie w miarę możliwości spokój . Mąż widzę , że chce być ze mną na stopie przyjacielskiej , dlaczego on nie rozumie , że tak się nie da.? Brakuje jeszcze żebym za jakiś czas doradzała mu w sprawach sercowych , bo teraz streszcza mi swoje dni jak za starych czasów :). Moje spostrzeżenie ? Brakuje mi tam - " IZABELI" czyżby już po miłości ?, pozdr
  18 Maj 2011    09:47

 miki
   Cześć radosna. Właśnie wróciłam z fajnego zabiegu SPA (polecam tobie, również rozluźnia). Mój mąż zapłacił mi za pięć dni nad morzem. Myślę, że po powrocie zadzwonię do "izabeli" mojego męża (radosnej przed pięcioma laty), że mają również program na zrzucenie 15 kilo tłuszczyku, jakiego dorobiła się gapiąc w sufit po nieudanym romansie z żonatym facetem. Ciekawe czy będzie umiała "wyciągnąć konsekwencje" (twoja polonistka chyba by zemdlała). Życzę szczęścia w poszukiwaniach sponsora.
  17 Maj 2011    10:29

 zenek
   brawo radosna a Wy Szanowne Panie nie nakręcajcie się wzajemnie bo to nie doprowadzi do niczego dobrego,zastanówcie się nad wydawaniem pieniędzy na psychologa który Wam mówi to co chcecie usłyszeć ,czy poszłybyście do niego gdyby było inaczej ?
  17 Maj 2011    09:41

 klara
   RADOSNA! Dziewczyno czytaj znacznie uważniej teksty nasze ....fryzjerzy ,spa, pieniądze to w dużej a czasem tylko nasza zasługa ....widzę,że jesteś sama nastawiona materialnie do życia i nie rozumiesz o czym tutaj piszemy jak się wspieramy i powiem ci ,ze wiele z Nas tutaj zagląda pisze ,czyta aby się wzmocnić i może spotka tutaj jakiś złoty środek))), i usłyszy ,że komuś się udało ......i będzie dobrze....Zapewne każdy ma jakieś kryzysy ale zachowania naszych partnerów ,mężów , ojców to przechodzi granice norm ludzkiego postępowania bardzo często....uwierz mi i bardzo cię proszę nie rań i nie oceniaj innych i sytuacji o których jak widać nie masz pojęcia....i oby ciebie i może twoich dzieci taki kryzys ze strony pana))))nigdy nie spotkał....pozdrawiam super dziewczyny dbajcie o siebie......pa.pa (((((a Radosna dużo szczęścia )))))
  16 Maj 2011    17:26

 didle
   radosna to nie twoje forum spadaj
  16 Maj 2011    17:05

 Miła
   przepraszam za wyrażenie... o ja pierdolę.... nie skomentuję tego. Nie jestem zbyt radosna.
  16 Maj 2011    15:30

 radosna
   Mam wrażenie że to forum dla osób które nie umieją wyciągać konsekwencji ze swoich błędów. Fiaska małżeństwa, zdrada to niestety zwykle wina obojga ludzi. Bardzo mądrze pisze o tym Izabela. Mam wrażenie że Wam dziewczyny żal jest przede wszystkim majątku...często noszone byłyście przez lata na rękach, rozpieszczane finansowo(spa,dobrzy fryzjerzy -piszecie o tym). Ta druga strona -mężczyzna nie umiała przez lata wyartykułować słów krytyki...po latach jednak ciągłego wykorzystywania finansowego i emocjonalnego sterowania zdradziła....i teraz macie pretensje a może zamiast latać po psychologach i utyskiwać o mężach wariatach czas przyjrzeć się trochę sobie i popoprawiać co nieco. Czasem wystarczy kryzys przeczekać, naprawić błędy, zmienić spojrzenie na świat i dalej próbować żyć razem. Niestety większość was tu na forum pławi się w histerii i nie dostrzega swoich błędów. To trudne zderzyć się z otaczającą rzeczywistością ale nieuchronne. Płacz o zdradę przez kilka lat jest dla mnie niepokojący i świadczy o tym że nie umiecie zacząć żyć na nowo...może i biedniej może i trudniej ale na nowo. Ta druga strona jest tu przedstawiana bardzo jednostronnie...i to martwi ten brak spojrzenia krytycznego na siebie dziewczyny...czy wy nie macie kryzysów nie miałyście?
  14 Maj 2011    09:55

 klara
   Do Miłej.,Juno,Dorotki,Aguni....i wszystkich... Miła mądre słowa kierowane są do Ciebie i uwierz ,ze powoli będzie lżej....jesteś super ,wartościową dziewczyną i tak powtarzaj sobie.....los się do Nas uśmiecha w różny sposób pamiętaj....te nasze kłopoty)))pewnie są też w jakimś celu , spokój i dystans i czas do całej tej sytuacji ...są potrzebne i prawdziwi przyjaciele ((Ja tutaj takich poznałam)dzięki wam kochane dziewczyny ...ciesz się każdą chwilką ,ludżmi , słońcem tak jest łatwiej.Mnie ostatnio przyplątały się jakieś problemy zdrowotne ....i tak sobie myślę t. j problem ZDROWIE ! a reszta boli ale coraz mniej.....Ja patrzę na faceta chorego)))sublokatora każdego dnia mieszkanie razem t. j tragedia ...bo tak się nie da (razem a osobno słowa pana).Niebawem kolejna sprawa i też boli ale już mniej ....muszę być silna, i udowodnić i sobie i facetowi słabemu , podłemu że wygra dobro, rozum i sprawiedliwość. Dorotko pamiętaj jesteś bardzo wartościową, super kobitką!!!!!Pa.pa
  12 Maj 2011    15:31

 agunia12a
   Dorota , twoja samokrytyka jest okropna , już ja coś o tym wiem :) . Nie będziesz sama , chyba , ze na własne życzenie i to będziesz musiała się postarać , żeby być sama ze sobą :). Do Miłej , głowa do góry dziewczyno , wiem , że to nie wiele teraz pomoże ale zobacz na nas , po roku pogodziłysmy się ze zdradami naszych mężów , żyjemy , uśmiechamy się i wcale nie jest tak źle. I dla ciebie zaświeci słoneczko , wiem to ja i wiele innych tu piszących. Zobacz na Samotną , nawet już tu nie zagląda :).Buziaki dla wszystkich
  12 Maj 2011    12:24

 dorota
   ja tez nie wyobrazam sobie ze mogłabym jeszcze komus tak zufac jak mojemu niby mezowi. jesli chodzi o odpowiedz dla juno to ta kobitka do ktorej chodze powiedziala zebym traktowala go jak wariata ( i to działa:)).chodzi jej o to ze ten maly prosty czlowieczek niby byl taki bardzo uczciwy przez caly czas do tej pory.jezeli byłby jakims lowelasem to byłoby mu latwo, a to niby co sie stało, czyli suka ktora sie napatoczyła w najmniej fajnym momencie i on polazł jak cma do swiatła.i to go przeroslo ze to on zrobil cos tak nieuczciwego. któras pisze ze oni się nie zakochuja wtedy , to samo mówi ta moja pani. prawdopodobnie to już nie liczy sie dla niego.ale zeby jakos z soba zyc musial sobie wytlumaczyc biedaczek ze to przeze mnie wszystko to sie stało , ze to ja go "wepchnelam"w ramiona suki. i wtedy jakos ten jego ciezar mu juz mniej ciazy .no to wyzywa sie na mnie wlasnie za to. faceci w depresji prawdopodobnie wypieraja uczucia i dlatego oni wogole zamykaja się przed najblizszymi.tylko pytanie ile razy biedaczysko w zyciu bedzie mialo taka depresje????mam to gdzies nie jestem lekarzem psychiatra i nie mam ochoty juz plakac z powodu jego fanaberii.obiecywalam ze bede z nim na dobre i ina zle ale nie bylo mowy ze bede kidys trzecia itd.on tez obiecywal uczciwosc i co????.dziewczyny kurcze wiem ze to potwornie trudne i banalne jednoczesnie ale musimy myslec o sobie. ja juz mam duze dzieci i chcialabym teraz wlasnie korzystac z zycia a nie analizowac z ktorej str.dostane znow kopa od niego.pewnie nie bylo nam pisane stworzyc fantastyczna rodzine i tyle. trzeba to potraktowac jak nowa nauke , musimy tez lubic siebie.moj maz skutecznie przez całe zycie sprawil ze moja samoocena jest ponizej jakiejkolwiek skali.i teraz musze jakos to ponaprawiac.pewnie bede sama juz do konca , ale trudno to tez nie jest złe .......dziewczyny uszy do gory:)
  12 Maj 2011    05:20

 też kobieta
   Miła - przechodziłam przez to samo... Cóż mogę więcej napisać... bądź dla siebie dobra i wyrozumiała jak najlepszy przyjaciel.... a czas naprawdę leczy rany tylko my musimy mu trochę pomóc. Ja inaczej już patrzę na wiele spraw. Rzeczywiście byłam w jakimś innym świecie niż on, inaczej czułam i myślałam a jego postępowanie otworzyło mi oczy na to z czego wcześniej nie zdawałam sobie sprawy. Korzyścią tych bolesnych bardzo przeżyć okazało się moje otwarcie się na samą siebie (akceptację i przyjaźń, które tak bardzo chciałam dostać od niego i nie dostałam, uczę się teraz dawać sama sobie). Wróć do 11 stycznia 2010 i przeczytaj, to, co napisał Krzysiek2 i co odpisała mu Bea. Będzie dobrze. Za jakiś czas...
  11 Maj 2011    21:11

 Miła
   dziekuję Wam Kobietki.... zdradza bliski - a właściwie najbliższy..... a do tego oszukuje, kamufluje i chce zatrzymać co tam i co tu. Czemu byłam taka naiwna? klapki na oczach, kurczę, chciałam mu pomóc przejśc przez kws, a tu okazuje się, że to nowa wielomiesięczna miłość - nie tylko zdrada, plany na przyszłość poważne.... już od dawna. Jak człowiek może drugiemu robić coś takiego? Wszystko na co patrzyłam było kłamstwem. Jak te kobiety, jak ta nasza polemiczna Izabela, mogą potem spokojnie spać? W moim świecie tak się nie robi. Idealistka cholerna ze mnie. Nie mogę się pozbierać - i serce i zaufanie i sens związku z drugim człowiekiem, dane słowo, wielka przyjaźń, wszystko to marność... Runął nie tylko mój świat uczuciowy i dziecka. Runął mi cały świat.... to jest bardzo okrutne. I wiecie co? okoliczności w których to wyszło były idiotyczne. Jedno Wam powiem : kłamstwo zawsze wyjdzie na jaw, wtedy gdy się nikt tego nie spodziewa. Wiem, że trzeba czasu, wiem że trzeba się skupić na sobie, ale jak dalej lubić istotę ludzką, co?
  11 Maj 2011    10:30

 juno
   Dorotko - jeśli możesz to rozwiń prosze swoja ostatnia wypowiedź, bo nie rozumiem - jak to poczucie winy nie pozwala mu wrócić? wrócić do kogo? Znaczy - nie potrafi przyznac się do błędu, o to chodzi? A jeśli chodzi o depresję - to ja, na samym początku mojego udziału w kwś mojego chłopa, zapytałam psychiatrę, czy to nie jakaś depresja, czy może inna przypadłość, no bo przeciez on był taki dobry, muchy by nie skrzywdził, a tu takie coś... Powiedział mi, że człowiek w depresji NIE zakochuje się, nie chodzi jakby nażarł sie dopalaczy. To, co spotkało mnie i Was wszystkie, to objaw NIEDOJRZAŁOŚCI w czystej postaci (ze strony chłopa, żeby było jasne). A czy kiedykolwiek taki człoweik dojrzeje - tego nie wie nikt.
  11 Maj 2011    09:06

 juno
   Miła - nie zapominaj, a może sobie przypomnij o tym, że Ty byłaś fajną i szaloną dziewczyną ZANIM go poznałaś. I taka jesteś. I taka masz być. Dla siebie i dla dziecka. I dla tego, co się jeszcze wydarzy. Wiadomo, coś takiego boli - boli jak nic innego (u mnie przynajmniej), ale to MIJA. Tylko trzeba czasu. Ja rok temu nie bardzo w takie paplanie wierzyłam. A teraz mówię wszystkim, że to prawda! Sie uśmiecham, zmieniam kolor włosów, maluje paznokcie. Jasne, nie jest lekko, ale nie narzekam. A pana tatusia olewam. Nic tak nie boli jak olanie podmiotu. Nie zasługuje na moją uwagę. Pozdrowienia!
  11 Maj 2011    07:42

 miki
   Do Miłej. Trudno znaleźć pocieszenie, gdy ktoś bliski zdradza. Niestety, jak widać po naszych wpisach, cały kwś naszych panów sprowadza się do dwóch słów "ktoś inny". To bardzo boli. Mimo wszystko trzymaj się. Szokuje, że to, co przychodzi tak powszechnie, z drugiej strony tak bardzo rani. Dramat.
  10 Maj 2011    17:51

 DOROTA
   Miła , nie załamuj sie , gdzies w tyle głowy wiadomo było o co chodzi. Ja chodzę do Pani psycholog i powiem , że jestem w szoku co ona mi próbuje wytłumaczyc. że to on ma depresję i że jest biedny i ze kochanica dla niego nic nie znaczy , a ze poczucie winy nie daje mu wrócić i takie tam. Moze to i prawda , ale ja juz nie chcę analizować co jemu jest , ja chce sama stanąc na nogi , chcę sie usmiechać itd.Miła dalej jestes miła tylko trafiłas na dupka jak my wszystkie.Pamietaj to nie Twoja wina i nie jestes sama.Pozdrowionka dla wszystkich:)
  10 Maj 2011    13:39

 Miła
   Kochane... jednak się przypadkiem wydało... jednak zdrada... jednak uczucie... cóż tu dodać...to definitywne rozstanie. czemu jeszcze słońce dziś świeciło?
  7 Maj 2011    22:13

 Didle
   jaki natłok poczty i to tak od rana... zadziwiajace ,że w temacie zdjetym ze strony dawno temu)))))))))))))))) czasem wydaje mi sie ,że jakis moderator steruje tymi postami...pojawiaja sie po kilku dniach...a tu normalnie z predkoscia światła po godzinie..zmiany, zmiany, zmiany)))
  6 Maj 2011    11:12

 miki
   Super z tą Kalifornią. Ja mam Thelmę i Luise niedługo w Paryżu! Ale wystarczą i Mazury, a nawet kafejka pod domem byle w dobrym towarzystwie. Czego Wam życzę!
  6 Maj 2011    07:11

 sorento
   albo jeszcze lepiej trzymaj sie z dala od mojej DUPY))))))))))
  6 Maj 2011    06:09

 juno
   Ja właśnie sie do tego, co napisała Miki stosuję. I wiecie co? Jest mi coraz z tym wszystkim lepiej - doceniam wolność i to że mogę z niej korzystac nie oglądając się na nikogo. Im ja wyglądam i czuję się lepiej, tym druga połówka gorzej, to obserwacje osób trzecich. Dziewczyny wiosna w pełni zaraz lato, trzeba się cieszyć. A ja - juz wkrótce powiem - witaj Kalifornio - to bedzie wyprawa życia, coś ala Thelma i Luise ;-). POZDRAWIAM WAS!!!
  5 Maj 2011    15:20

 miki
   Witam. Brawo Sorento! To jest kwintesencja przedstawiona w krótkich żołnierskich słowach. Rozszerzę i dodam, że szczytem szczytów jest to, by mieć w dupie, to, że się ma w dupie kwś partnera. Innymi słowy żyć własnym życiem, a nie jego. Oczywiście trudno to zrealizować, kiedy się taką postać ma za ścianą, w odwiedzinach u dzieci, czy bombardującą telefonami; ale i na to jest sposób - natychmiastowy, jasny protest: "nie zawracaj mi dupy!!!". W tym rubasznym tonie, nie chcąc nikogo obrazić, pozdrawiam Was moje przyjaciółki. Jak mawiała panna mojego męża CIAŁ.
  5 Maj 2011    09:48

 Miła
   to tak chyba jest... oni nie widza wtedy nic więcej poza swoim światem i swoimi bolączkami. My analizujemy słowa, gesty, sytuacje, spojrzenia i mierzymy temperaturę związku a oni za chwilę nie pamiętają co mówili do nas i kiedy. To różnica podstawowa między kobietami a mężczyznami a na pewno radykalna między mężczyzną szczęsliwym w związku - a mężczyzną w kryzysie. Własnie skończyłam tu polecaną książkę "Jak przetrwać kryzys...". No cóż statystyka nie rysuje się zbyt różowo... ale jest dużo dobrych rad i opisów róznych kolorów tego stanu. Ale co z tego, to JA ją przeczytałam, nie mój mąż. I ja wiem co mu jest i jak próbować pomóc. Ale on - "sam sobie poradzi" albo nie, nie chce rad (nooo chyba że Pani Dobra Rada, w co nie wątpię), nie chce współczucia, niczego nie chce poza zostawieniem w spokoju. Także seksualnym. I taki może być objaw kryzysu... nie kochanka - ale totalny opór do ludzkiego dotyku. Niech każdy znajdzie tu coś dla siebie :-) wiecie co mi doskwiera? (poza tym że wszystko...) - poczucie bezsilności. I kalendarz, którym mimowolnie odmierzam czas w kryzysie, w większości zmarnowany czas i ludzie, którzy mi o tym dobrotliwie przypominają. Ja zaczynam czuć chyba swój własny kws, bo chcę by mnie zostawiono w spokoju. Oh te wszystkie : "jak Ty świetnie sobie radzisz"... "on nie jest tego wart"... "bez miłości nie można żyć"... "ja to bym to i tamto"... a człowiek w środku wyje i chętnie by trzasnął drzwiami. Może nie jestem taka "miła" choć Miła... pozdrawiam Was... wiosna ma inny kolor jak człowiek jest nieszczęśliwy, prawda?
  4 Maj 2011    15:33

 klara
   AGUNIU! Trzymam kciuki za Twoją córcię na pewno ok! Ty też myśl pozytywnie ,stres ale każdy musi przez to przejść.... a Tatuś egoista ,niedojrzały emocjonalnie do faktu posiadania i odpowiedzialności za dziecko ...tacy nam się trafili -..........tylko dlaczego ? rozsądne ,mądre ,inteligentne ,atrakcyjne dziewczyny trafiają tak żle? To jest pytanie , które wałkujemy od lat...pozdrawiam i dużo serdeczności i siły wszystkim na początku , w środku kryzysu i tym już mądrym na końcu drogi....Sorento super słowa i reakcje Twoje pozdrawiam.....pa.pa
  4 Maj 2011    15:20

 agunia12a
   Witam dziewczyny po majowej przerwie. Dziś moja córka pisze maturę,:) no i co? tatuś nawet nie zadzwonił do niej , bo po co ? Nawet nie wiem czy pamiętał , taki to już typ z niego . I znów wychodzi jego czubek nosa , rano napisał mi pare słów ale o córce nie wspomniał - bałwan.Jego zachowanie utwierdza mnie w tym , że moja decyzja była słuszna :)Pozdrawiam was mocno :)
  4 Maj 2011    11:25

 sorento
   a ja mojemu po wielu miesiacach dołowania sie ,ze nie działam na niego tak jak przedtem (depresja, kwś co tam chcecie) powiedziałam moze kup sobie jakies pigułki na to bo już mi sie spac chce kiedy ja jestem dawno po a Ty daleko w lesie)))) a co nie bede oszczesdzac nieboraka...w 20-latki wlepia sie bez kitu... nie patrzy na to jak mi wtedy z tym jest.....a ja podczytuje ksiazki, pełna zrozumienia...w dupie to mam....powiedziałam mu ,ze pora sie pogodzic z upływem czasu, jest bardziej łysy... no to co nie ty jeden mówie, masz problemy z dojściem...to co nie takie mucho w tym wieku maja....to wiek mój drogi pogódz sie z tym lepiej nie bedzie....i kurde nie wiem jak jemu ale mi było lżej...dosyc zabawy w niewidomą...wiem co jest na rzeczy i niech nie sciemnia chorego na łeb)))))))))))) wczoraj mielismy udany seks w srodku dnia.....ale co sie człowiek nameczy aby go przekonac,ze to nic ,ze dzieci zaraz wróca....mamy od cholery pokoi jest gdzie sie zabunkrować... mój chłop nie ma za grosz fantazji....za to maruda i meczybuła do kwadratu.... ale olewam to dzieki terapii ....jest ok daje rade. Teraz świeci słońce wiec mam z górki...przerabane przy barycznej pogodzie))))))))))))))
  29 Kwiecień 2011    11:07

 sorento
   a ja mojemu po wielu miesiacach dołowania sie ,ze nie działam na niego tak jak przedtem (depresja, kwś co tam chcecie) powiedziałam moze kup sobie jakies pigułki na to bo już mi sie spac chce kiedy ja jestem dawno po a Ty daleko w lesie)))) a co nie bede oszczesdzac nieboraka...w 20-latki wlepia sie bez kitu... nie patrzy na to jak mi wtedy z tym jest.....a ja podczytuje ksiazki, pełna zrozumienia...w dupie to mam....powiedziałam mu ,ze pora sie pogodzic z upływem czasu, jest bardziej łysy... no to co nie ty jeden mówie, masz problemy z dojściem...to co nie takie mucho w tym wieku maja....to wiek mój drogi pogódz sie z tym lepiej nie bedzie....i kurde nie wiem jak jemu ale mi było lżej...dosyc zabawy w niewidomą...wiem co jest na rzeczy i niech nie sciemnia chorego na łeb)))))))))))) wczoraj mielismy udany seks w srodku dnia.....ale co sie człowiek nameczy aby go przekonac,ze to nic ,ze dzieci zaraz wróca....mamy od cholery pokoi jest gdzie sie zabunkrować... mój chłop nie ma za grosz fantazji....za to maruda i meczybuła do kwadratu.... ale olewam to dzieki terapii ....jest ok daje rade. Teraz świeci słońce wiec mam z górki...przerabane przy barycznej pogodzie))))))))))))))
  29 Kwiecień 2011    11:07

 sorento
   a ja mojemu po wielu miesiacach dołowania sie ,ze nie działam na niego tak jak przedtem (depresja, kwś co tam chcecie) powiedziałam moze kup sobie jakies pigułki na to bo już mi sie spac chce kiedy ja jestem dawno po a Ty daleko w lesie)))) a co nie bede oszczesdzac nieboraka...w 20-latki wlepia sie bez kitu... nie patrzy na to jak mi wtedy z tym jest.....a ja podczytuje ksiazki, pełna zrozumienia...w dupie to mam....powiedziałam mu ,ze pora sie pogodzic z upływem czasu, jest bardziej łysy... no to co nie ty jeden mówie, masz problemy z dojściem...to co nie takie mucho w tym wieku maja....to wiek mój drogi pogódz sie z tym lepiej nie bedzie....i kurde nie wiem jak jemu ale mi było lżej...dosyc zabawy w niewidomą...wiem co jest na rzeczy i niech nie sciemnia chorego na łeb)))))))))))) wczoraj mielismy udany seks w srodku dnia.....ale co sie człowiek nameczy aby go przekonac,ze to nic ,ze dzieci zaraz wróca....mamy od cholery pokoi jest gdzie sie zabunkrować... mój chłop nie ma za grosz fantazji....za to maruda i meczybuła do kwadratu.... ale olewam to dzieki terapii ....jest ok daje rade. Teraz świeci słońce wiec mam z górki...przerabane przy barycznej pogodzie))))))))))))))
  29 Kwiecień 2011    11:07

 Ewa
   Jesteśmy po 40-tce, po ślubie 19 lat, mąż ma typowy kryzys wieku średniego, przeszłam w czasie ostatnich trzech lat różne etapy tego wszystkiego aż dziw, że jeszcze nie zwariowałam, tego się nie da zrozumieć już nawet nie próbuję. Najgorsze jest to, że on nie widzi problemu w niczym, nie chce w ogóle ze mną rozmawiać...
  29 Kwiecień 2011    09:47

 juno
   Dodatkowo do przyczyn niechęci seksualnej dorzuce źle dobrana antykoncepcję (mam na myśli tabletki albo plastry, czyli hormony w każdej postaci), które znacząco moga wpływać na spadek libido. Idąc dalej - trzeba by sprawdzić gospodarkę hormonalną. Poza tym znam niestety takie przypadki jak opisała Ewa, chłopu po prost sie odechciało, moim zdaniem to takie zachowanie jest "w pakiecie" z depresją. A tak z własnego podwórka, to zaczęłam zauważać spadek aktywności męskiej (może nie chęci, ale bardziej mozliwości) w przedłużającej się stresowej sytuacji. Podobno jak chłopu kilka razy nie wyjdzie tak, jak wtedy gdy był 20-to latkiem, to bardzo stresuje, no i wiadomo - błędne koło.
  29 Kwiecień 2011    06:13

 Didle
   Przeciętniaku jak kobieta nie chce gadać o tym ...to moze jest problem w jej pierwotnej rodzinie... moze ojciec alkoholik, albo znecał sie psychicznie nad zona.... moze ona była nadodpowiedzialna i teraz jest osoba unikajaca bliskosci. Tak czy siak na terapie mozecie sie udac. Moze cos ja rozczarowuje w zyciu z tobą. Moze nie umie tego powiedzieć w oczy. Nieraz to sie zaczyna od durnych drobiazgów. Nie tam rzucone skarpetki, nie tak jesz, zbyt głosno mlaskasz itd:) No ale wziawszy pod uwage fakt,ze miłosc przykrywa wiele błedów, to to byłoby dziwne... po prostu przymyka sie na to oczy. A czy przed slubem miałes uczucie,ze jestescie swoim dopełnieniem, ze tworzycie jedno, czy raczej to Ty o nia ciagle zabiegałes, a ona była ksieżniczka na ziarnku grochu. czy była to miłośc mimo wswzystko, czy pasowaliscie do siebie społecznie, kulturowo , finansowo itd. A moze zwyczajnie po mesku troche ja poolewaj, jej humory i kaprysy, wynos sie czesciej z domu z kumplami itd. przestań zabiegac... niech goniacy zamieni sie w uciekajacego. To działa na kobiety:)
  28 Kwiecień 2011    17:20

 Przeciętniak
   Ewa, a ile jesteście po ślubie i po ile macie lat?? sorry że o to pytam, ale zawsze wydawało mi się, że to kobitki mówią nie tak bez powodu lub mają jakiś powód ukryty, nie koniecznie z powodu jakiejś innej miłości (czytaj zdrady). A tu proszę... facet, który nie zdradza i z własną żoną nie sypia, do tego nie z powodu innej kobiety tylko ot bo nie i już? może coś innego go pochłania, jakieś hobby, fijoł na jakimś tam punkcie??? są tacy faceci co lubią przed kompem siedzieć całymi dniami i nocami, a żona idzie w odstawkę, bo granie np. jest dla nich ważniejsze i dostarcza im większych emocji, są i tacy co wola się "pobawić", np. kolejką dla dzieci, stają się dużymi dziećmi i wtedy jest problem bo też kobitka i wszelakie przyjemności z seksem związane idą na bok...
  28 Kwiecień 2011    08:35

 Przeciętniak
   dzięki Didla, powiem Ci, że... obserwuję chyba wszystkiego po trochu, chociaż dodam, że taki stan rzeczy jak "raz na pół roku" istnieje od... dnia naszego ślubu, przed ślubem było inaczej, ja staram się jak mogę, co do akceptacji swojego ciała, moja żona jest jak osa ;), zgrabna, wszystko na swoim miejscu, jak z obrazka malowana, najbardziej może podchodzi tu praca, może zmęczenie, w każdym razie kilka razy próbowałem przedyskutować z nią co jest faktycznie grane, ale bez rezultatu, zawsze oczy w podłogę, moje nerwy itd... dziwnie jakoś, sam już nie wiem. Seks niestety u nas jest rzadkością od zawsze, mimo to mamy dzieci które wszystko trzymają do kupy, my się też jakoś trzymamy, ale jak długo tak?? nie wiem jak dalej to będzie ehhh Pozdrawiam dzielne kobitki
  27 Kwiecień 2011    19:45

 Ewa
   Seks? a co to takiego? Trzy lata temu mąż wyniósł się z naszego wspólnego łóżka, od tamtej pory koniec i już. Nie, w grę nie wchodzi inna kobieta, on nie ma żadnych potrzeb w tym zakresie. Smutne.
  27 Kwiecień 2011    11:38

 Didla
   Drogi Przeciętniaku:) pół roku bez seksu...na mój gust moga byc trzy przyczyny. 1) kobieta jest pracoholikiem, jest tak skoncentrowana na swojej karierze, ze nie starcza jej sił na cokolwiek innego...moze porozmawiaj z nia aby zwolniła tempo, moze gdzies ja zabierz, albo zróbcie sobie taki rytuał...wyjdzcie na godzinke każdego tygodnia do ulubionej knajpy na kawe, obiad...czasem w ciagu dnia ma sie wieksza ochote na seks niz wieczorem...może po miłym przerywniku cos zaswieci 2) wydajesz sie jej zbyt mało meski i dlatego nie wzbudzasz pozadania, jeśli to ona zawsze wychodzi z inicjatywa w wazniejszych sprawach, jezli to ona jest bardziej konsekwentna i stanowcza i jesli to ty zawsze ustępujesz dla świetego spokoju...to sorry ale to nie jest testosteron, którego pragnie kobieta 3) moze jest kims zauroczona, niekoniecznie moze chodzic o łózko, ale niektórzy mówia wtedy o uczuciu, ze nie chca sypiac z partnerem/ka bo to jakby zdradzali obiekt westchnień. W zdrowym zwiazku seks jest bardzo wazny. Trzy razy w tygodniu to chyba standard, raz to minimum. Moze byc tez powód braku akceptacji swojego ciała ze strony partnerki, zbyt duza tusza itd.
  26 Kwiecień 2011    14:36

 Przeciętniak
   Pytacie co by na mnie podziałało? szczerze mówiąc, nie wiem, bo nie jeszcze nie było takiej potrzeby aby na mnie ktoś lub coś musiało podziałać. Nikt nie jest ideałem, ani facet ani kobitka, jak czytam Wasze wypowiedzi, doskonale widzę, że zwyczajnie gdzieś zatraca się równowaga, złe i niepozytywne aspekty życia zwyczajnie przestają równoważyć z dobrymi i wtedy się dzieje tak jak u Was, chociaż nie tylko o Was, ja też nie mam kolorowo, cały czas liczę że w końcu się wszystko unormuje, ustali i zrównoważy, jednak zauważam, że im więcej z mojej strony starań tym mniej są one zauważane przez stronę przeciwną, tym cieńsza staje się bariera zauważenia nawet drobnej wpadki w stylu dżemka ze zmęczenia gdy akurat druga połowa wykonuje jakieś tam prace domowe... głupi drobiazg, który potrafi przerodzić się w karczemną awanturę, gdy się odezwę, jak się nie odezwę, nie wybuchnę, przyjmę na kark "to i owo", jest OK, ale nie dla mnie. Ostatnio też usłyszałem coś w stylu drobnych zarzutów w półsłowach, że wiadomo o co chodzi, że coś jest na rzeczy, tak jak bym kogoś miał chyba?? zaczynam się powoli obawiać, czy to czasem nie jest ale w drugą stronę... czułości mało, niemal nic, przynajmniej ze strony przeciwnej, nie mówiąc o tym, że łóżka zero, czegość co moim zdaniem powinno cementować i to bardzo każdy związek małżeński... zadam Wam drogie Panie dosyć osobiste pytanie... jak z tym jest u Was, czy też możecie bez tego żyć po pół roku i dłużej?? czy też Wam jest to obojętne i zbędne?? mam oczywiście tu normalną sytuację Waszego związku, a nie dotychczasowe kłopoty, bo to rozumie się samo przez siebie, że w takich sytuacjach raczej nie ma się ochoty na nic. Pozdrawiam.
  24 Kwiecień 2011    22:02

 miki
   Wszystkiego dobrego i, mimo wszystko, spokoju na święta! A tak na marginesie, nie dajmy sobie wmówić, że podłości jakie nas spotykają są z naszej winy. Mamy prawo kochać i być kochanymi. Nie jest prawdą, że zachowania jakie nas ranią są wynikiem jakiś naszych nałogowych uczuć czy tego, że nie jesteśmy zołazami. To bzdury i zwykłe insynuacje. Pozdrawiam.
  21 Kwiecień 2011    19:10

 agunia12a
   Do: też kobieta . Przeczytałam fragmenty ksiązki , fajna sprawa i myslę , że dużo wyjaśnia . Moze nie w temacie rzekomego kwś ale zrozumienia własnego postępowania i toku myślenia niezrozumiałego dla siebie samej. Wszystkie się przecież zastanawiamy dlaczego kochamy i znosimy to wszystko ? Tam są odpowiedzi na te pytania , przynajmniej autor stara się to wyjaśnić :) Pozdrawiam wszystkie piszace tu kobietki:)
  18 Kwiecień 2011    14:03

 też kobieta
   strona o nałogowej miłości kobiet http://www.kobieceserca.pl/ http://www.kobieceserca.pl/Nalogowa_milosc.html
  16 Kwiecień 2011    21:13

 DOROTA
   Moja Pani psycholog mówi że to depresja i że faceci tak własnie się zachowują . Ale na miłość Boską to czemu nie chodza z tym do lekarza , tylko w ten sposób niszcza ludzi których kiedyś tak niby kochali? Ja juz jestem na granicy wytrzymałości , powiedziałam mu żeby się wyniósł . Ze nie chce go widzieć jak wróce dzisiaj z pracy. Pchi zobaczymy. Nie wiem czy będzie mi z tym lepiej czy gorzej , ale na ten moment juz gorzej być nie moze.Jak się z nim rozmawia to po prostu jakby obcy człowiek z tym wzrokiem jak jakiś nacpany , nieprzewidywalny.W dniu dzisiejszym trudno mi sobie wyobrazić że mogłabym być z kimś innym , ale wiem na pewno że wole byc sama niż z takim robertem. pozdrawiam Wam mocno:)
  16 Kwiecień 2011    10:34

 agunia12a
   Pola, Klara jestem z wami i nie chodzi mi o to która z nas ma racje czy , która podjęła słuszną decyzje - bo nikt tego nie wie. Może teraz tym co napisze zrobie komuś przykrość , prosze nie bierzcie tego do siebie bo to jest tylko moje zdanie , wysnute z obserwacji mojej sytuacji , ale ja naprawde przestaje wierzyć w ten kws , mimo , że poparty jest niby dowodami "naukowymi".Wydaje mi się , że wstydzimy sie przyznać same przed sobą i też innymi , ze znosimy takie upokorzenia ze strony naszych mężów., wiec tłumaczymy to chorobą, bo choroba to choroba nie wybiera i juz . Dla mnie nasi mezowie złapali innego wirusa ps . Moje drogie ,kobiety też mają takie odloty ale o nich nie mówi sie wtedy , że sa chore tylko , że są dziw....mi. Wczoraj , po przeczytaniu wpisu Poli cofnęłam się do wpisów z 2008 roku. I wiecie co zauważyłam ?, jedną ceche wspólną dla naszych małżeństw. Wszyscy byliśmy , fajnymi ,kochajacymi się rodzinami , -fajny dom czy mieszkanie , dobra praca, fajni znajomi , wczasy przynajmniej raz w roku , długi staż małżeński do czasu nowego wirusa - nuda , stabilizacja, brak adrenaliny , brak walki o cokolwiek bo wszystko jest :). Dla nas- kobiet to był własnie cel życiowy aby taką stabilizację uzyskać ale dla naszych panów ? Jak widać nie koniecznie- brak nowych wyzwań. Poczuli się biedacy nie potrzebni :( Zaczyna mnie denerwować tłumaczenie zachowań mojego meża kws-em. męczy mnie wchodzenie w jego psychike i analiza jego mózgu. Nie wiem jak wy ale nie mam zamiaru doprowadzic sie do skrajności psychicznej czy choroby. A zauwazyłam tez , że przesadna dobroć w jego kierunku powoduje zupełny brak szacunku , to po co być dobrą jak ma to odwrotny efekt ?Myślę , że usuniecie sie z jego drogi to najlepsze co mogę zrobic , niech gniew na cały świat trafi pod inny adres :), pozdrawiam was mocno :)
  15 Kwiecień 2011    07:38

 klara
   Witam serdecznie.....Poli wpis dał odpowiedż na moją decyzję...tak Miła ...szarpię sie jeszcze , szarpałam )))od początku ...chorego stany....dużo zaznałam i doznaję przemocy psych.....z tym ,że od razu jak tylko zrozumiałam postępowanie męża .....oczywiście po głębokiej analizie naszej lektury Jak przetrwać .......kryz.w.śr...i uważam ,że to był mój błąd ,że go nie spakowałam ...od razu ...a Ja porozmawiajmy ,zjedz obiad ...ale okazałąm się głupią ,naiwną i jak zwykle dbającą o innych a nie o siebie ...i w końcu po 3 latach uświadomiłam sobie ,że za jakiś czas to Ja na nic nie będę miała siły ..zdrowia...a dziecko zostanie samo i po różnych rozmowach z mądrymi ludżmi i spojrzeniu trzeżwo na całą sytuację wniosłam pozew .....i czekam na koniec a z panem i jego czynami coraz gorzej....i Pola ma rację ,trzeba siebie ratować i mieć równowagę aby dalej żyć...dla siebie i dziecka ... no i tak.pozdrawiam serdecznie i rzeczywiście tutaj są potrzebne radykalne działania .....pa.pa
  14 Kwiecień 2011    16:09

 Pola
   Nie dajcie się drogie panie doprowadzić do stanu w jakim znalazłam się ja, ratujcie się póki czas nie licząc na zmianę faceta w kwś. Za ponad 2-letnią szarpaninę, czarną rozpacz i tkwienie w tym wszystkim z nadzieją, że lada chwila coś się zmieni zapłaciłam zdrowiem, o mały włos życiem. Obecnie wymagam na stałe opieki drugiej osoby (mąż) i to dopiero jest tragedia świadomość, że nie jestem w stanie nic ze swoim życiem zrobić przynajmniej na razie... Czy będę kiedykolwiek w stanie???
  14 Kwiecień 2011    08:00

 agunia12a
   Witajcie dziewczyny , u mnie niestety się dzieje. Z mężem drę koty. Wielkie emocje u nas szaleją . Co świadczy o tym , że i tak jesteśmy za sobą. Sposób w jaki się kłócimy jest też tego dowodem. Mimo , że krzyczymy na siebie , rzucamy słuchawkami , to nie obrażamy się. Zawsze na następny dzień , paradoksalnie przepraszamy się za swoje zachowanie :). Ale stan rozpadu naszego małżeństwa jest faktem i nic tego nie zmieni. Na siłę próbujemy zniszczyć wielkie uczucie jakie wypielęgnowaliśmy przez te wszystkie lata . Jaki cel tego wszystkiego ? Myślę , że tylko mój mąż zna odpowiedź na to pytanie.ale nabrał wody w usta. Dla mnie to co zrobił było demonstracją jakiegoś niezadowolenia , ale -powód -brak. - jak zwykle powinnam się domyśleć :(. A ja powiedziałam sobie koniec domyślania , już nigdy wiecej nie będę się domyślać co on miał na myśli - ja poproszę kawę na ławe, koniec bańkowania czy jeśli coś nazwał białym to faktycznie uważa to za białe , czy może mnie podpuszcza , żeby wytknąć jakąs wade , mam dość analizy jego mózgu !!!!!. Jestem tak zmęczona zajmowaniem się jego psychiką , że jest mi wszystko jedno czy się z nim dogadam czy nie . Powrotu nie chcę. A mój nowy związek ?, Cięzko mówić o budowaniu czegoś nowego , jeżeli w tym samym czasie niszczy się coś naprawde wielkiego:( , ale cały czas mam wsparcie i wyrozumiałość drugiej osoby co daje mi dużo siły :)No i oczywiście wy moje drogie , fajnie was mieć. Buziaki
  13 Kwiecień 2011    11:41

 Didle
   czy ktoś mi powie jak zaciagnac faceta na terapie moze któryś z panów Przecietniaku co by na Ciebie podziałało?
  13 Kwiecień 2011    09:29

 Miła
   tak myślałam od wczoraj o Twoim poglądzie "też kobieto" i myślę sobie, że to wszystko jest względne, zalezne od naszego charakteru. Jedne kobiety w sytuacji pojawienia się kws i zarzutów mężowskich od razu pakują mu walizki, zabierają klucze i baj baj. Także w trakcie przedłużenia się kws nie wytrzymują tego stanu i wreszcie dają pozew rozwodowy. Inne - w razie pojawienia się kws załamują się, łamią w środku (jak ja niestety...) i są w tak cięzkim szoku że nie umieją sobie z tym poradzić. Łzy, często długie niepotrzebne wówczas rozmowy z mężem, który się wścieka i odpycha, wreszcie trwanie.... brak odwagi w podjęciu decyzji, może nadzieja, że to minie... wiem że zapytasz : "jak długo trwać i po co?"... Myślę więc że co przypadek to inne rozwiązania. Miki przeczekała i poukładało się... Klara - widać scenariusz przeciwny. Zatem czekanie to jest ryzyko. Ja też je podjęłam.... i codziennie się wykańczam psychicznie, codziennie załamuję i podnoszę. Nauczyłam się żyć ze swoją obecną samotnością ale nie umiem powiedzieć : dość. Myślę też, że w sytuacji trwania kws stawianie facetowi sprawy na ostrzu noża zawsze skończy się jego odejściem albo i rozwodem, bo facet jest przecież w kryzysie i nie ma co oczekiwać że nasze ultimatum go otrzeźwi i rzuci go na kolana... raczej wówczas działają inne emocje : złość na wierzchnu, duma męska, albo zauroczenie w innej kobiecie. W tym momencie nie mamy szans... przypomina mi się przykład Aguni... dopiero po jakimś czasie mąż "otrzeźwiał"... No właśnie Agunia - co u ciebie, jaki wybór i życie po nim? Tak więc trudno tu o rady zrób tak, zrób inaczej.... każda z nas musi dojrzeć by spaść....
  13 Kwiecień 2011    08:56

 klara
   Jeszcze zapomniałam drogie dziewczyny podziękować wam za to ,że jesteście...Miki ,Miła.ogromne dzięki.
  11 Kwiecień 2011    19:05

 klara
   Juno ,Dorotko.....wszystkie miałyśmy szczęście ")))spotkać tych cudownych ,niepowtarzalnych i cóż widać to po latach...niedojrzałych facetów...jak Ja to mówię z chorą głową))).Dziewczyny stan pana u mnie trwa 2006 do nadal....i cóż mam sublokatora ....który chce jego słowa razem a osobno)))humory,zmiana nastroju w kierunku dziecka ...na porządku dziennym....Ja już sobie jakoś z panem (niezainteresowanym nami , mieszkaniem radzę a chłopiec ? mówi mamuś jak w teatrze muszę dobierać słowa...i tak to pokrótce...Dorotko nie rozmawiaj z Nim bo to bardzo boli ...i takie to moje przemyślenia...Nasz problem dziewczyny ,że nie wymazałyśmy panów -mężów ..a to nie jest łatwe, po wielu latach wspólnych....młodości.ale cóż trzeba żyć ,iść do przodu chociaż jest czasem trudno....pozdrawiam....(zjeść ciastko i mieć ciasto) to taka filozofia naszych panów.pa dzielne koleżanki.
  11 Kwiecień 2011    18:59

 też kobieta
   Dorota, piszesz: " ludzie przeciez to on od 3 lat wmawia mi ze niejestesmy razem,ze mamy woln9osc , przez trzy lata nie umiem złapac pionu " . Dlaczego nie stanowisz sama o sobie, dlaczego nie decydujesz sama o swoim życiu ? Na co czekasz? Czekasz aż on coś zdecyduje, on coś z tym wszystkim zrobi ? Aż samo się coś zrobi ? Co jeszcze musisz wiedzieć o waszej sytuacji, aby zacząć stosownie do niej postępować ? Przecież wykończysz się żyjąc w takim zawieszeniu, już piszesz, że nie masz siły, nie umiesz się postawić do pionu. Myślisz, że on cię postawi do pionu, jak mu przejdzie KWS ? Tak niestety nie będzie. A mało to kobiet na stare lata leczy się w psychiatryku ? Dziewczyny, nie umartwiajcie się tak naiwnie czekając, aż on stanie się taki jak byście chciały... i to odmieni wasze życie... nie czekajcie, bo to oczekiwanie w poniżeniu, w lekceważeniu z ich strony doprowadzi was do choroby fizycznej lub psychicznej. Czy to doda wam atrakcyjności w ich oczach? Ulitują się i wrócą ?Wiem, że to strach blokuje wasze działanie. Spróbujcie zmierzyć się z nim, pomyśleć "a co takiego się stanie, jak ja odejdę", czy świat napewno się zawali ?, czy stanie się coś tak strasznego, że aż trudno sobie to wyobrazić? Czasem najgorszy jest brak decyzji, niż niewłaściwa decyzja. Czasem lepsze jest działanie, niż bezruch, bo niewłaściwy krok można zawsze próbować skorygować, ale zawsze to mój krok, moje życie i moja odpowiedzialność. Pozdrawiam.
  11 Kwiecień 2011    18:43

 juno
   Droga Dorotko, Wydawało mi się, że moja historia jest wyjątkowa i szczególna, bo nasza panna tez mieszka 2 ulice dalej i razem pracowali, ale widzę, że nie. Poza tym moje dotychczasowe spostrzeżenia są takie, że zachowania panów w tym stanie są dość typowe i schematyczne, a każdej wydawało się przecież że on taki wyjątkowy i niepowtarzalny. Jak się okazuje nic bardziej mylnego. U mnie, mimo ze pan tatuś nie mieszka z nami od ponad roku, sytuacja nie wygląda zasadniczo inaczej niz u Ciebie Dorotko. Panna w zasadzie nie istnieje w żadnej oficjalnej rozmowie, nie odwiedza z nim jego rodziny; fochy i humory tatusia sa na porządku dziennym. Poza tym jest święte oburzenie kiedy głośno wyrażam negatywne opinie na temat jego zachowania w stosunku do dzieci. Jak dla mnie typowy dylemat: "miec ciastko i zjeść ciastko" - i to jest moim zdaniem główny problem, bo z jednej strony chciałoby się mieć normalną rodzinę, a poza tym jeszcze zakochać się i przeżyć coś interesującego. Żeby nie było tak, jak w wierszyku o osiołku, któremu w żłoby dano...Pozdrawiam wszystkich.
  11 Kwiecień 2011    09:16

 dorota
   hejka!czyżby u wszystkich była sielanka ze od01.04.nie ma wpisów? czy mój komputer jest taki niedzisiejszy?dziewczyny nie umiem już nic zrozumiec.chodze do pani psycholog.nic nowego nie powiedziała,ale zawsze dobrze usłyszec potwierdzenie swojego myslenia przez specjaliste. Ale to nie pomaga , nieleczy atmosfery w domu i nie daje recepty na przyszłosc. poprzynudzam was trochę moim życiem.ostatnio miałam jazde ze swoim męzesz.mieszkam obok domu kochanki mojego meza.a i ona z nim pracuje. zawsze jakos stwarzali pozory i wracali przynajmniej 20 min po sobie.wtedy wrocili jednoczesnie iprzysiegam zapanowałam nad emocjami,powiedziałam sobie no cóż wiesz o tym i badz ponad to.ale jakos nie wytrzymalam jak maz wszedł do domu z usmiechem na twarzy i zapytał jak mi minał dzien? ludzie przeciez to on od 3 lat wmawia mi ze niejestesmy razem,ze mamy woln9osc , przez trzy lata nie umiem złapac pionu to co go tak nagle interesuje jak mi minał dzien jak on spedził go w całosci ze swoja kochanka?????????i sie zaczeło.poprosiłam go żeby stanał na wysokosci zadaniai ogłosił wszem i wobec żeby cały swiat tj, ja i kochanki maz sie odwalili od nich bo oni sie kochaja i juz. powiedeziałam że już sie nie boje zostatć sama w tym przerazajacym domu , że daje mu wolnosc iniech wyjdzie z honorem . ale on tylko usiadł włozył głowe w dłonie i nic. mówił ze jest zmeczony i takie tam.zadałam mu pytanie czy mysli ze ja leze ipachne , czy zapitalam jak wół.przyznał mi racje poscielił sobie swoje legowisko (bo już 3 lata nie sypia ze mną )i koniec dyskusji.na nastepny dzien zapytałam czy ta rozmowe zostawi bez komentarza to dostał szału i mam sie od niego odczepc i takie tam.to grzecznie sie odczepiłam. na nastepny dzien pyta czemu sie doniego nie odzywam?.wiecie ,ja już niemam pomysłu na roziwazanie tego.zazdroszcze tym co im się jakos udało ,albo w prawo,albo w lewo .a ja tkwie w marazmie ktory nie daje mi funkcjonowac.mimo wszystko miłego tygodnia:)
  11 Kwiecień 2011    05:48

 Didle
   Jestem po dwóch spotkaniach z terapeutami. Jednym w sprawie córki. Psycholog powiedziała mezowi to co od dawna mu powtarzałam,że musi jej poświecac czas, ze musi byc konkretnym facetem itd. Moja pani psycholog po rozmowie ze mna doszła do wniosku ,że maz ma wciąż nie odcięta pempowine. Pełni juz w życiu jedną funkcję. Dobrego synka dla mamusi i tatusia i dopóki nie przejdzie terapii to nie bedzie ani dobrym mezem ani ojcem. Ja to mu mówie od dwóch lat. Ale jak przekonać chłopa aby wział sie za siebie. Mówi mi ,że nie zmusza dzieci do niczego , bo jego nikt nie zmuszał.... moja psycholog na to "przeciwnie teść zmusił pani meza aby stał sie synem -partnerem przez swoja ciagła nieobecnosc i weekendy w barach to była przemoc psychologoczna....zabrakło ojca w domu i dlatego maz musiał zajac jego miejsce" Jest niedojżały emocjonalnie, ciagle liczy sie z aprobatą rodziców , czuje sie gówniarzem dlatego tak boleśnie przeżywa oznaki starzenia. On jest przeciez chłopcem...nienawidze swojego tescia!!!!!!
  1 Kwiecień 2011    11:33

 samotna
   witam wszystkich pozdrawiam i klara agunia jun,dorota. was ucieszyla w sumie nic ciekawewgo nie opisalam ale taka jestem ze mila wiadomoscia staram sie wolnu czas porozmawiac z mlodszym synem bo zauwayzlam ze jest smutny troche choc mowi na to ze w koncu gdzies wyjd esobie itptak traktujemy siebie powaznie co z tego nam wyjdzie to sie okaze wiem ze zaley mi na tym facecie:)i macie racje a zinaczej swiat wyglada gdy sie wie ze jest ta bratnia dusza :)3 majcie sie narka
  28 Marzec 2011    23:15

 juno
   Przeciętniaku - moje pytanie nasunjęło mi się po Twojej analizie zachowania męża Miłej, kiedy to zasugerowałeś, że może to być wołanie o pomoc, litość, następny krok. Nigdy tak na to nie patrzyłam. Wydawało mi się, że skoro potrafiło się powiedzieć i zrobić tyle przykrych i złych rzeczy, to dojrzałość i odpowiedzialność polega na tym, żeby potrafić sie do tego przyznać. Mimo wszystko - dziękuję.
  28 Marzec 2011    07:54

 Przeciętniak
   Jestem tu, bo... jestem;) długo by pisać, dlaczego, czasem uważam, że to przez przypadek, ale przypadków w życiu myślę, że nie ma, raczej sądzę, że jest gdzieś coś takiego jak zrządzenie losu, czasami sami zupełnie nieświadomie lub podświadomie kierujemy swoim losem itd itd itd... Juno... Dobre pytanie, co bym zrobił gdyby... jak bym się zachowywał gdyby... nie jestem w stanie Ci odpowiedzieć na to pytanie, bo zwyczajnie nie wyobrażam sobie abym to zrobił. Można popatrzeć też na aspekt takiego zachowania, dlaczego facet odwalił taki numer? oczywiście nie zrozumcie mnie tu źle, że bronię w ramach "samczej" solidarności wszystkich facetów, ale... w różnych związkach bywa różnie... czasem przyczyną jest kobieta, a czasem mężczyzna. Ja np. znam osobiście przypadek mojego przyjaciela z pracy, gdzie to właśnie nie on, a żona odwaliła numer i to z kim?? z mężem swojej najlepszej przyjaciółki, dodam, że jej przyjaciółka z mężem miała dziecko. Żona perfidnie go okłamywała, jak był w pracy opowiadała, że właśnie spotyka się ze swoją przyjaciółką, tym czasem przyprawiała rogi mojemu kumplowi... skończyło się tak, że w końcu wpadła z mężem swojej przyjaciółki, doszło do rozwodu i miała jeszcze pretensje, jak mój przyjaciel wspierał tamtą dziewczynę na sprawie rozwodowej... jak widzicie drogie Panie są dwie strony medalu. Mogę w tej sytuacji zaręczyć jedynie, że mój przyjaciel był czysty, z jego strony była już w tej chwili żona nie doznała żadnych krzywd ani też nie miała powodów do narzekań, ale cóż... widocznie miała za dobrze. Dlatego ja Juno nie wiem co Ci tak faktycznie odpowiedzieć, nie wyobrażam sobie takiej sytuacji zwyczajnie. Jak już wspomniałem są różne zrządzenia losu, czasem działa podświadomość i nigdy nie wiemy co tak na prawdę nas czeka, jednak jakoś tam swoim losem kierowac możemy, w końcu jesteśmy istotami rozumnymi, tak przynajmniej być powinno... wiemy, że z tym wszystkim bywa różnie. Zdradzał? będzie zdradzał... dla mnie są to uwarunkowania genetyczne czy typy charakteru itd.... zdradziła raz?? zdradzi i kolejny... niestety z kobitkami jest podobnie, chociaż tu akurat na tym forum mam do czynienia z Wami drogie Panie, które właśnie ze strony płci przeciwnej doznały krzywd i przykrości, jednak wierzcie mi, że dla facetów też są takie fora i to nie jedno, tam jednak nie zaglądam bo jak na razie nie czuję takiej potrzeby i obym nie poczuł... tu na forum czytając Wasze wypowiedzi dowiaduję się bardzo dużo i bardzo ważnych wcześniej dla mnie nie poznanych problemów, spraw itp. Oczywiście nie postrzegajcie mnie jako kogoś, kto na waszej krzywdzie zdobywa jakieś doświadczenia, nigdy bym nie śmiał... Pozdrawiam!
  25 Marzec 2011    08:33

 juno
   Przeciętniaku - twoja obecność tu na tym forum mnie zadziwa ( nie chciałabym abyś odebrał to jako uwagę negatywną). To, jak odpowiedziałeś ostatnio Miłej spowodował, że chciałam Cie zapytać: gdybyś Ty hipotetycznie zrobił coś takiego jak nasze drugie połówki, to jak byś sie zachowywał w stosunku do swojej żony?
  24 Marzec 2011    08:29

 juno
   Aguniu- ja widzę podobnie: może nie prędzej ale łatwiej dać szanse komuś nowemu. Ja obecnie mam wrażenie że zamknęłam sie na jakiekolwiek emocje ze strony męża i wydaje mi sie, że jest to (zdrowy) odruch obronny. Coraz mniej mnie dotyka i boli to, co robi czy mówi. Wiem, że teraz nie moge liczyć na niego w żadnym wymiarze. Tylko ciągle w pamięci pozostaje te wspólne ponad 12 lat kiedy było świetnie. Mi znajomy powiedział, że po czymś takim nie może i nie będzie tak samo (tak samo mówi Miki), bo nie jesteśmy już tymi samymi osobami po tym, co nas spotkało. I to, żeby o tym nie zapomnieć też jest moim zdaniem ważne; tylko wydaje mi się, że z upływem czasu wspomnienia bledną i ładunek emocjonalny jest znacznie słabszy - takie wnioski wyciągam na podstawie własnych życiowych doświadczeń. Pozdrawiam Was wszystkie i życze siły i optymizmu. Mi też nie pasuje komunikowanie się za pośrednictwem tego forum, więc też zapraszam na maila.
  24 Marzec 2011    08:22

 agunia12a
   Miki , rozmyślam nad tym co napisałaś w ostatnim poście ;co lepsze ?- życie z mężem , który permanentnie zdradza czy życie z mężczyzną , który nigdy nie zdradzi ? No i gwóźdź programu - odnaleźć siebie w tym wszystkim i zadać sobie pytanie , czego chcę od życia ? Droga Miki , jesteśmy w bardzo trudnych sytuacjach choć z pewnością różniących się od siebie ale to co piszesz jest bardzo ale to bardzo mądre. Każda z nas inaczej postrzega własne szczęsliwe życie. Ja np. chciałabym nadal być dla mojego faceta całym światem. Trochę swobody - jak najbardziej ale tylko tyle co by się nie udusić. Nie wiem czy z moim mężem jeszcze by to wyszło ? Nie da się wymazać z pamięci tego co się stało . Chyba prędzej dam szansę innemu mężczyźnie , który jeszcze nie zdradził niż mężowi , który już to zrobił. Sama świadomość tego , że coś w naszym małżeństwie jemu nie pasuje jest dla mnie bardzo przykre bo..... bardzo sie starałam co by było fajnie :) A on ? Zero zaangażowania , tylko narzekał (no może przesadzam trochę)- taki typ. Nie będę uszczęśliwiać ani jego ani siebie na siłę. W nowym czy w starym związku ryzyko to samo. A dziecko ?, myślę , że rozumie więcej niż nam się wydaje. Z reszta za parę lat wyjdzie z domu , zacznie swoje samodzielne życie a ja zostanę...? Pozdrawiam :)
  23 Marzec 2011    16:04

 Jana
   Dorotko, głowa do góry przecież wiesz, że jesteś silna i dasz radę jak każda z nas. Ktoś kiedyś powiedział że dostajemy tylko taki krzyż, jaki jesteśmy w stanie udżwignąć, cięższego już nie. Więc myśl pozytywnie, ciesz się każdym wiosennym dniem i słoneczkiem które już coraz wyżej. W chwili obecnej masz doła giganta, ale jutro już będzie lepiej. "Po każdej burzy świeci słońce" 3maj się! Pozdrawiam wszystkich!
  23 Marzec 2011    14:55

 Miła
   wiem co czujesz, ja też często siebie nie lubię za to, że nie umiałam się postawić zwłaszcza złym słowom... jak to można człowieka złamać, prawda? Doroto, Klaro, i inne Zmęczone Życiem... chętnie pogadam a ten portal uniemożliwia rozmowę - służy tylko wymianie pogladów raz na jakiś czas, jeśli zatem macie ochotę pogadać na dłużej czy bardziej osobiście to mój adres [email protected]
  23 Marzec 2011    14:03

 dorota
   hej agunia! żyje jeszcze ale co to za źycie.? Miła trafniej nie mogłaś określi mojego stanu. Stoję na peronie.I powiem Ci że za to coraz bardziej się nie lubie. Wszyscy pędza do przodu a ja tak stoję w miejscu i rozczulam się nad sobą , co niby jestem na zewnatrz taka mocna.agus ty masz super bo masz córę po swojej str. a moje dzieci sa juz tym wszystkim zmeczone. wiem każdy powie weż się w garsc i zrób cos. na razie nie mogę - finansowo jestem uzależniona od robusia jak człowiek od powietrza . czy on to wie? czy wykorzystuje? pewnie tak , a ja wszystkie madrości teoretyczne mam w jednym palcu i co z tego??????????nie umiem już racjonalnie myslec:( pozdrawiam wszystkich
  23 Marzec 2011    10:35

 agunia12a
   Przeciętniaku , dzięki za zaangażowanie i analizę mojej sytuacji. Fajnie , że myślisz tak jak ja ( następna bratnia dusza ) , choć czasem mam chwile zwątpienia i właśnie wtedy tu zaglądam , żeby utwierdzić się w swojej słuszności. Bardzo ciężko jest zapomnieć o dobrych chwilach , których przecież było trochę przez te 20- parę lat :) a wspomnienia często wracają jak bumerangi. Nauczyłam się nie myśleć o nich ale kosztuje mnie to dużo siły. No i noc . Ta też daje się we znaki , nad snem nie umiem zapanować :) Nie pamiętam snu , który nie byłby związany z moją sytuacją , bardzo to męczące. Co do naszej znajomości- to być może i się znamy a może to tylko przypadek ;) , Jeśli masz ochotę napisz [email protected] Dorota odezwij się , co u ciebie?
  23 Marzec 2011    06:11

 Miła
   dzięki za dobre słowo, dobrzy ludzie :-) masz rację Przeciętniaku, to jedyna słuszna droga i jedyna która ma sens. Ale tak cięzko... ja teraz nie oceniam swoich szans na przyszłośc z kimś innym (u mnie czterdziecha na karku), bo serducho połamane, podeptane... no i kocha głupota tego męża w kryzysie. Ja też myślałam, że to niemożliwe tak "nic nie czuć".... sądzę, że facetom się pomiesza wtedy w głowach i sercach a potem mają problem ze zdefiniowaniem CO powinni czuć... znają tylko takie uczucia, któe były, miłość kojarzy się z motylkami w brzuchu. Nie chodzą na terapię, nie czytają mądrych żródeł, nie chcą rozmawiać o tym, że miłość w takiej relacji, po tylu latach znajomości i po takich przejściach musi wyglądać inaczej... jak pisała Miki, mąż wyobrażał sobie, że będzie tak jak przedtem. A się nie da. I facet w kwś myśli, że jak nie czuje tego samego to znaczy, że nie czuje nic. I jak im to wytłumaczyć, skoro rozmów z żonami też nie chcą? No i kolejny problem... jak przeskoczyć ten żal, złe emocje, które się z tym wszystkim wiążą i siedzą gdzieś w człowieku?
  22 Marzec 2011    22:03

 Przeciętniak
   Miła, wcale nie musisz zostawać na żadnym "peronie" jak to napisałaś, a obojętność ze strony Twojego męża to nie do końca obojętność, być moze jest to jakieś "nieme" wołanie o pomoc, może nie pomoc a o litość, o następny krok?? nie wierz w to, że jest obojetny i sam idzie przed siebie bez uczucia, to jest zwyczajnie niemożliwe chyba że napchał się psychotropów i ma wodę z mózgu. Uwierz mi, że sama jakoś też ułożysz sobie życie, wytyczysz nową drogę, nie będzie łatwo, to wszyscy wiemy, ale wiemy też że zwyczajnie warto, masz przecież dzieci. Dla dzieci warto podjąć się największych wyżeczeń, iść do przodu z maksymalną i niejednokrotnie ponad własne możliwości siłą... zobaczysz, być może czas "uliże" razny, jednak pamiętaj, sama musisz o nie zadbać najbardziej, bo czas jest lekarstwem, ale nie doskonałym. Pewne rzeczy wiem po sobie, aczkolwiek nie ma to takiego wymiaru jak w Twoim przypadku i w każdym jednym tu przez Was opisywanym, bo z tym nie może nic się równać... Idź dzielnie przed siebie, dbaj o dzieci, a jeśli facet nadal będzie tak tkwił w swojej "urażonej dumie" (chociaż urażona w tym przypadku akurat jesteś TY), daj na luz i trudno, na prawdę, zdrowie i życie jest tylko jedno, nie wiem ile masz lat, ale pamiętaj, na podjęcie nowych kroków, ułożenia pewnych spraw od początku nigdy nie jest za późno... Pozdrawiam
  21 Marzec 2011    16:22

 juno
   Miła - ale u Miki to trwało ponad 4 lata, też wzlotów i upadków, sama napisała że przechodziła wszystkie etapy; także Twoje kilkanaście miesięcy to jeszcze nic przesądzonego. Nie u każdej/każdego To wygląda (i kończy się) tak samo.
  21 Marzec 2011    15:00

 Miła
   oh Miki, świetny list....Twój kryzys i wiele tutaj były jednak podparte emocjami złymi i dobrymi na przemian, albo tylko złymi.... ja natomiast widzę, że mój mąż całkiem się już poddaje, nauczył się swojego odosobnienia i chyba zaczyna patrzeć przed siebie, ale sam... obojętność od niego czuć, czas kilkunastu miesięcy wypłukał już z niego emocje.... to może już stan pokryzysowy, ale polegający na powiedzeniu sobie że jednak uczucie wygasło i czas na nowe życie... Przeciwko takiej argumentacji nie mam nic do dodania... przyjdzie mi się z tym pogodzić i patrzeć jak on układa sobie życie a ja zostaję "na peronie"... I to że się poskładam w kawałek dla dzieci i pozostałego świata rodzinno-pracowego to tak musi być, bo jeszcze żyję i oddycham. Ale chyba przyjdzie mi w sobie samej odpuścić już wszelką nadzieję, że ten stan przejdzie, że coś się zmieni, że facet przejrzy na oczy.... Obojętność uczuciowa to mur, którego nie umiem przeskoczyć. I wiele z dziewczyn też nie, stąd te rozwody.... mój scenariusz pokryzysowy chyba zmierza ku temu. I nie mogę NIC z tym zrobić. NIC.
  21 Marzec 2011    10:19

 juno
   Miki, dziękuję bardzo za odpowiedź, o to mi właśnie chodziło. Nie mamy kanałów CB, ale mam maila, jak nie masz ochoty na forum, to zapraszam tu: [email protected] W sumie potwierdziłaś to, do czego sama doszłam, że dopóki ja nie wiem czego chcę, to nikt mi tego nie da. Ja pamiętam, jak dawno temu (będzie ze 2 lata), leżąc w ciąży z drugim dzieckiem (zagrożona ciąża) zastanawiałam się czy to jest właśnie to czego ja/my chceliśmy. Czy damy radę - nie tylko fizycznie (kto miał małe dzieci, szczególnie w niedużym odstępie wiekowym, wie o czym piszę), ale także emocjonalnie. Do mnie dopiero zaczynało docierać, że wychowanie dziecka, nauczenie go, co jest dobre, a co złe, to bardzo ciężka, a przede wszystkim długotrwała praca. Wiele takich myśli tłukło się po mojej głowie; jak się później okazało - po jego głowie też, może trochę innych, ale wydźwięk pozostał podobny. Trochę nie chciałam go martwić moimi lękami, wiedząc że i tak ma sporo na głowie; trochę w tym wszystkim naszej winy, że nie porozmawialiśmy. Tak, czy inaczej porozmawiał z kim innym, gdzie indziej poszukał pocieszenia i co tu dużo ukrywać ucieczki od zwykłych, codziennych obowiązków. Owszem Miki, zgadzam się z Tobą również w tej kwestii, że będąc w sytuacji, gdy ma się rodzinę, nie można zacząć wszystkiego od nowa (przynajmniej ja sobie tego nie wyobrażam), tak jak to było gdy mieliśmy o 20 lat mniej. Dzieci zawsze będą miały jednego ojca i matkę. Jeśli zdecyduję się kiedyś na nowy związek, to ten ktoś poniekąd "dostanie w pakiecie", oprócz mnie - dzieci, psa, kredyt. Tak wiem, na początku wszystko wygląda różowo i można snuć wspaniałe plany, jak to będzie. Tylko potem okazuje się, że rzeczywistość trochę odbiega od naszych upojnych wyobrażeń i panna ma nagle pretensje o częstsze kontakty z dziećmi, bo w końcu odbywa sie to w naszym mieszkaniu. I jak nie daj Boże ja tam jestem... I najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja ojca moich dzieci cenię i szanuję - tak ogólnie uważam go za wartościowego człowieka, mimo wszystko. Oczywiście nie pochwalam tego, co zrobił i w jaki sposób, ale...no właśnie najgorsze w tym wszystkim jest to, że ciągle coś do niego czuję. Nie moge do konca pojąć tego, że ten sam człowiek żyjąc ze mną ponad 12 lat, miał pewne zasady i określone zdanie na podobne zachowanie, a potem co? zrobił coś podobnego i bardzo szybko znalazł dla tego wytłumaczenie. JAk to jest? Kiedy był prawdziwy? I jak to jest z tymi facetami, że jak mówią nasze matki (też to usłyszałam), że w zasadzie nie ma takiego związku, gdzie zdrada by sie nie wydarzyła? Pozdrawiam wszystkie dzielne kobitki. Pa.
  21 Marzec 2011    09:27

 Przeciętniak
   Agunia12a pamiętaj, że nie wchodzi sie dwa razy do tej samej wody, w Twoim przypadku, mimo iż fizycznie powinno to być nie możliwe (mam tu na myśli wodę ;) )udało Ci się, ale jak widzisz, ani natury (znowu woda...) ani też losu i rzeczywistości nie da się oszukać, ominąć, schować, nie doświadczyć itd... numer wywinął po raz kolejny...wzięłaś się w garść, weź się i teraz! nie daj nabrać się na zapewnienia, zafundował Ci powtórkę z rozrywki... nie masz się, co łudzić, będzie tak ponownie, to już taka osobowość jest, taki typ charakteru, tak ustawiony umysł, tak a nie inaczej genetycznie ustawiony... nie unikniesz kolejnych przykrych incydentów jeśli nie utniesz tego raz na zawsze, nie kopniesz solidnie i najlepiej wysoko gdzieś w bok??? Szczerze Ci (no i nie tylko, bo widzę że jest tu sporo zagubionych i cierpiących Babeczek) z całego serca życzę jak najlepiej, dźwigasz na plecach bagaż doświadczeń, ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, że masz po swojej stronie dziecko, córkę, która wydaje mi się, że jest dla Ciebie bardziej kumpelką, może powierniczką pewnych sekretów, a niżeli tylko córką;) taka moja drobna analiza wieku Twojego i córki, trzymacie się razem, idź więc przed siebie, ponownie dodam... uśmiechaj się i zadzieraj nos do góry, czerp z życia. Poznasz kogoś?? ciesz sie tym, masz już kogoś? pielęgnuj to, być może z czasem pozwolisz sobie na mocniejsze uczucie niż tylko znajomość czy nawet przyjaźń, być może będziesz mogła komuś pozwolić ponownie zająć Twoje serce, komuś, kto Ciebie nie zawiedzie, być może jest ktoś bardzo blisko? tylko jeszcze o tym nie wiesz? może jakaś bratnia najzwyczajniejsza dusza pod słońcem? ot ktoś kto zwyczajnie dobrze Tobie życzy w życiu... a na "męża" się nie oglądaj, jeśli było tak jak mówisz i wyciął Ci numer jak mieliście 1,5 roczne dziecko... noooo, znam to nieco z autopsji, jednak zaznaczam, że nie własnej ;), marny los takiej kobitki no i dzieciaków (znam przypadek, gdzie dziewusia z dwoma wspaniałymi synkami na lodzie została, a mąż... wóda... dziwki itd... pokarało go, niedawno stracił prawo jazdy za wódkę, rodzinę stracił za całokształt swoich poczynań... Jak czytam Agunia Twoje posty to zastanawiam się, czy Ciebie czasem nie znam??? przypadki innych Pań, zważywszy na mój pobyt i oczytanie się z tematem na forum nie sa mi jakoś obce, ale Twoja "osoba", wypowiedzi itd... sam nie wiem... jeśli okazało by się, że znam Ciebie, to w sumie muszę znać też Twojego męża i może też nie tylko jego...a w aż taki zbieg okoliczności zwyczajnie nie mógł bym uwierzć, chociaż życie płata wielkie figle i niespodzianki, sam to po sobie wiem, że jedno choć by drobne wydarzenie w życiu osobistym może stać się zrządzeniem losu i pokierować nas tak, że nawet nam się coś takiego wcześniej nie śniło itd... Oczywiście dementuję tu wszelkie dewagacje i przypuszczenia w stylu... "za Przeciętniakiem" stoi mąż... ja tak jakoś nie potrafię drogie Panie.
  21 Marzec 2011    00:29

 dorota
   witam.Samotna gratulacje!!!!! bardzo się ciesze ze udaje Ci się .Już będzie tylko lepiej. A u mnie no cóz.Jest weekend , siedzę sobie sama w wielkim domu i to jest jedyny czas kiedy mozna go ogarnąc.Tylko po jasną cholere????? nie marudze:( czekam na wiosne:)buziaki dla wszystkich
  19 Marzec 2011    07:46

 miki
   Hej Juno! Gdybyśmy rozmawiały na CB, to zaproponowałabym przejście na inny kanał. Skoro to niemożliwe, to krótko odpowiadam na pytanie. Świadomość, czy samoświadomość, to jest właśnie odpowiedź na pytanie postawione przez autora artykułu, który sprawił, że mogłyśmy sie wszystkie spotkać na tym forum. A odpowiedź na to pytanie tylko wydaje się prosta. Ja do tego doszłam b. ciężką pracą. Na początku musiałam dotrzeć do stacji "desperacja". Wówczas wylądowałam na kozetce u psychologa. Na początku, jak Didle, byłam w euforii. Nareszcie to byłam dawna ja! Znajomi pytali czy mam nowego faceta, bo odmłodniałam o 10 lat. Zakończyłam terapię po 2 miesiącach, bez żadnych protestów ze strony psychoterapeuty. Mój związek z mężem wydawał sie wrócić do tego co było przed kwś. Za rączkę do kina, objęci w sklapach... ale to, że będzie "jak dawniej" okazuje się mega zwodnicze. Pierwszy problem z tych z kwś (np. wyjazd służbowy) i wyszczerzyliśmy się na siebie jak dwa wściekłe psy. Po 1,5 m-ca siedziałam znowu na kozetce. Terapeuta nie był tym bynajmniej zdziwiony. Poinformował, że już nic nie będzie tak jak dawniej, a ja wiedziałam jedno: obojętnie jak, byle nie tak jak teraz. Na początku, na wszystkich spotkaniach plułam na męża, aż raz kiedyś zabrakło mi jadu i stwierdziłam, że zacznę mówić o sobie. Nie zapomnę westchnienie terapeuty "cierpliwość została nagrodzona!". Po kilku spotkaniach nadszedł taki moment, gdy stanęłam przed ścianą. Ja. Atrakcyjna laska w nie niższych szpilkach niż 10 cm. Na stanowisku, wykształacona i z władzą. Nowy japoniec w garażu. Ja...uświadomiłam sobie, że nie istnieję. Nie wiem czego chcę, a wszystko co do tej pory wydarzyło się w moim życiu było dziełem przypadku. To były sesje, kiedy po pierwszym zdaniu płakałam do końca wizyty. Pierwszym promyczkiem było, gdy poczułam, że jestem, ale tak inaczej niż do tej pory. Tak całą sobą. Trudno to wyjaśnić. Potem przyszła świadomość czego chcę, jakich relacji pragnę. Następnie zrozumiałam, że nie otrzymam tego od mojego męża, bo on mentalnie tego nie jest w stanie mi dać. Oczywiście, co postanowiłam? Poszukać, jak to nazwano na tym forum, bratniej duszy. Ja nazywałam tego kogoś mężczyzną. Ale, żeby kogos takiego poszukać, trzeba było zdefiniować go do końca. Już nie wystarczyło "żeby mnie kochał, akceptował i żebym była dla niego całym światem". Należało odpowiedzieć sobie na pytanie co z dziećmi, z domem, psem...Mnie nie interesowały tylko pogaduchy czy seks. Do tego zawsze by się któryś znalazł. Z resztą, jeśli chodzi o pogaduchy to miałam bezkonkurencyjne przyjaciółki, a seks? Cóż trudno byłoby mi znaleźć kogoś, kto dorównałby w tym mojemu mężowi:) I tak uświadomiłam sobie, po raz kolejny, że lepsze jest wrogiem dobrego. Tak jak zapewne uświadamiają sobie to panowie po odejściu od dobrych żon. Od Miłej. Od Was dziewczyny. Każda, która tu pisze, cierpi z powodu rozstania i to jest oznaka, że jesteście dobrymi żonami. Aguniu, dopiero odnalezienie siebie pozwala na dokonanie dobrego wyboru. Czy to będzie zgoda na życie z mężczyzną, który permanentnie zdradza, czy zgoda na życie z mężczyzną, który nigdy nie zdradzi.
  18 Marzec 2011    15:28

 agunia12a
   Juno , pod historią , którą opowiedziała ci pani psycholog mogę podpisać się w 99 % . Różnica jest taka , ze nasza córka miała wtedy 1,5 roku. Działo sie to dokładnie 15 lat temu i po tym wszystkim (a trwało to też około 1,5 roku), też wydawało mi sie , że cieszymy sie ze wspólnie wypijanej kawy codziennie rano :) Ale widac była to tylko moja radość. Po 15 latach zrobił to drugi raz , mimo (jak się domyślasz ) składanych zapewnień i deklaracji o miłości i wierności. Ale oczywiście nie można wszystkich stawiać pod jedna kreską . Mam nadzieję , że sa i tacy którzy wyciągna z tego pozytywne wnioski i przyniesie im to same korzyści , jak tamtej parze z opowieści. Ale np . mnie? Co mi z tego , ze mój mąz znów przejrzał na oczy ? A co będzie za następnych 15 lat ? Historia lubi się powtarzać ,a w moim przypadku mam wrażenie że to cyklicznie :( I bądż tu madrym i pisz wiersze :) pozdrawiam wszystkich i zycze słonka w te deszczowe dni.
  18 Marzec 2011    11:39

 juno
   Samotna - nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że wreszcie zaczęłaś pisać coś innego, że wreszcie dostrzegłaś możliwość innej wersji swojego życia. Gratulacje! I jak to mówi moja koleżanka:"Głowa do góry i pierś do przodu". Zobaczysz będzie dobrze. Miki - mam nadzieję, że nie odbierasz moich maili jako ataków, jakichkolwiek. Nie miałam takiego zamiaru. I w większości zgadzam się z twoimi wypowiedziami. Tylko mnie chyba najbardziej interesuje proces dochodzenia Ciebie samej do tego etapu, w którym jesteś obecnie. Sama napisałaś: "jeszcze 2, 3 lata temu też uważałam, że słońce może byc tylko jedno. Na szczęście mój terapeuta wyleczył mnie z mrzonek, które budzą tylko frustrację". Mnie TO właśnie najbardziej interesuje, jak się z tego wyleczyłaś i czym;-). Ja wcale nie twierdzę, że po takich przejściach (usredniając przejścia nas tutaj wszystkich) nie można być razem; owszem - moje zdanie jest takie, że można. I zgadzam się z Twoim opisem tego, jak teraz Ty widzisz związek i to co razem robicie - niby to samo, co wcześniej, ale teraz sprawia Ci to radość; bo chyba jesteś bardziej tego wszystkiego świadoma - ja tak to widzę. To, co opisałaś w ostatnich wpisach, jak wygląda układanie życia na nowo, przypomina mi historię, która opowiedziała mi pewna pani psycholog. W dużym skrócie: ona i on, małżeństwo, poznali się na studiach, a może nawet jeszcze w liceum. kiedy urodziło im się dziecko, pan mąż zadurzył się w koleżance z pracy, żona była wtedy w domu z kilkumiesięcznym dzieckiem. jako, że podobno obiecali sobie kiedyś przede wszystkim szczerość, pewnego dnia pan mąż wszedł wieczorem do sypialni, gdzie jego zona karmiła dziecko i trzymając ją za rękę (tu nie koloryzuję, tylko wiernie oddaję opowieść tak, jak została mi przedstawiona), opowiedział jej o wszystkim. Dalej - wiadomo - on nie wiedział, co czuje, chyba sie wyprowadził, w każdym bądź razie szamotanina trwała ponad 1,5 roku. Ostatecznie wrócił do żony i dziecka. Ta psycholog powiedziała mi, że to było jakieś 15 lat temu i jak co jakiś czas spotyka tamta kobietę, to ona właśnie mówi, że dzięki temu co kiedyś sie stało - temu że utraciła to wszystko na jakiś czas, teraz potrafi to wszystko doceniać i cieszyć się, nawet z porannej razem wypitej kawy.
  17 Marzec 2011    15:47

 Miła
   ooo tak, bratnia dusza - męska - jest dobrym rozwiązaniem dla naszego kobiecego wewnętrznego "ego", choćby nie była na stałe. Problem w tym, że nie stoją takie dusze na każdym rogu i nie każdemu się zdarzy je spotkać z wzajemnością.... Kobieta wtedy rozkwita, choćby miała świadomość, że kocha kogoś innego - tego swojego starego, "biedaka", opryskliwego męża,.... Ale gdy tak się nie stało, gdy bratnich duszy nie ma by wesprzeć to nasze kobiece "ego", to pozostaje praca nad sobą - jak pisała Miki. Mnie się to udaje, ale nie widzę większych a na pewno nie trwałych - efektów mojego odsunięcia się i zajęcia się sobą.... no ale pisałaś też o wytrwałości i cierpliwości...hm.... Trudno powiedzieć jak lepiej - gdy mąż z kws jest w domu czy nie, mój był jakiś czas i było bardzo cięzko. Odpychał całym sobą od siebie wszystko co jest związane ze mną, z przeszłością i nieco wyżywał się psychicznie. Wyobrażam sobie zatem jaki koszmar masz Klaro w domu. Nie ma jednak reguły.... Mój sam chciał odejść, myślę że chciał pobyć sam, żyć po swojemu i zobaczyć czy jest mu z tym dobrze. I chyba nie jest, ale czas leci i ten stan trwa... i nie wiadomo co dalej. Myśllę Juno, że trudno od razu po kws mówić o zadowoleniu, problemem wówczas jest to że na pewno INACZEJ niż przed kryzysem i trudno się zapewne w tym odnaleźć. Obie strony się po tym zmieniają i trzeba na nowo definiować bliskość, nazywać uczucia i okreśłić nowe cele.
  17 Marzec 2011    09:14

 klara
   Witam wszystkich serdecznie.....Samotna cieszę się ,że sobie radzisz (całkiem dobrze),że masz bratnią duszę....na pewno będzie z każdym dniem łatwiej (czas goi rany). Dziękuję Miła za troskę....nie jest mi łatwo ostatnio też mamy hormony)) uśmiech. A tak pan mieszka z nami -obcy człowiek nie wygląda na szczęśliwego, a Ja czekam na termin kolejnej sprawy i ciekawe co mi los przyniesie ? muszę sobie radzić bo dlaczego miałabym się poddać ,że komuś -panu) się poprzestawiało w głowie )przykre to ,że po wielu latach już prawie 30 stu patrzę z żalem , niechęcią na człowieka , który kiedyś był mi najbliższy , tyle wspomnień, szkoła, młodość wszystkiego sie razem uczyliśmy , dorabialiśmy( ale widać tak miało być) i jeszcze jedno ,za wszelką cenę nie zatrzymujcie ich w domu ,Ja sama się dziwię swojej równowadze ......kiedy tkwimy z synkiem w tym bałaganie psychicznym już za długo ale to mnie się trafił psełdobohater ...antywojownik .....który problemu nie widzi i stworzył nam piekiełko,smutne to ,ze synek musi w tym chorym domu sie rozwijac.pa.pa. pozdrawiam...
  16 Marzec 2011    17:40

 miki
   Miła! Rzeczywiście, w okresie kwś był czas, kiedy to mój mąż wydawał się całkowicie obojętny. Wprawdzie nigdy nie powiedział tego wprost, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi (właściwie brak jakichkolwiek oznak) wskazywały, że miłość odeszła. Teraz wiem, że to nieprawda. Rzeczywiście odsunięcie męża od siebie, a jeszcze lepiej - siebie od męża, przynosi korzyści. Pozwala wyciszyć złe emocje, jakie stoją na przeszkodzie zrozumieniu tego co dzieje się wokół. Nie zawsze musi sie to wiązać z wyprowadzką, ale zapewne niekiedy jest to konieczne. Tak jak piszesz Miła sytuacja każdej z nas, choć podobna, różni się w ważnych dla nas szczegółach. Każda z nas jest inna, każda inaczej widzi szczęśliwe małżeństwo. Nie ma w tym niczego niepokojącego. To co mnie zadowala, nie zadowoli kogoś innego. Np. to co zadowala Juno, nie musi budzić mojego zadowolenia. W tym sensie nie warto wzorować się na tym w jaki sposób inni radzą sobie z kwś. W tym znaczeniu nie warto brać przykładu ze mnie. Prędzej czy później każda z nas wyjdzie z dołka. Po swojemu. Tak jak zrobiła to Samotna. Z czego należy się cieszyć i pogratulować.
  16 Marzec 2011    16:11

 agunia12a
   Samotna , GRATULACJE , fajnie , że kogoś poznałaś. Pewnie świat wydał ci się od razu lepszy. Zobacz jaki to zwrot :) zupełnie jak u mnie , kiedy znalazłam bratnią dusze . Taka osoba bardzo pomaga przetrwać te najgorsze chwile. I wiecie co moje panie , nie ma znaczenia czy te nowe relacje będą trwałymi , czy nie. Trzeba żyć chwilą i czerpać ile wlezie. Pozdrawiam mocno i wszystkim wam życzę bratnich dusz :)
  16 Marzec 2011    14:57

 samotna
   witam wszystkich dawno mnie tu nie bylo i zaszlo duzo zmina u mnie moze nie tak odrazu ale chyba dotarly do mnie rady wszystkich bliksich ktorzy o mnie sie martwili jak rowniez tutaj pewne osoby tez dobrze mi radzily martwiac sie moja psychika i mna sama bardzo dziekuje za wsparcie ktore od was dostawalam mile panie:)zrozumialam ze jeszcze nie ejstem tata stara:)i ze skoro ex maz korzysta z zycia spotykajac sie z kobieta ktora juz przedstawil synowi mlodszemu i razem zdarza sie im wszystkim spedzic pare godz wolnego czasu choc powiem ze nie lubie gdy syn idzie z tata spedzic czas a jest tamta kobieta i jej dwojka dzieci boje sie ze sprawi iz syn moj bedzie chcial wiecej czasu czesciej spedzac z nimi niz w domu :(ale nie moge zabronic synopwi kontaktu z ojcem szkoda ze ojciec nie umie czasem byc sam na sam z synkiem idzie wiosna i zachodza wmoim zyciu pewne zmiany wydaj emi sie z eku dobremu nie placze juz od mies i nie rozmyslam o ex mezu poznalam faceta ktory jest tez po przejsciach podobnych jak ja tzn tez ma rozwod za soba fajnie sie nam rozmawia nadajemy na tych samych falach i czasem spotykamy idzimey na kawe czy herbatke co kto woli:)nie wybiegamy w przyszlosc on ja uwazamy ze trzeba zyc terazniejszoscia a co czas przyniesie okaze sie potem wiem ze teraz mimo ze nie widujemy sie czesto nie czuje sie taka samotna duzo sie usmiecham ze inni az zauwazyli ta zmiane we mnie nie prosze ex o pozyczenie naszego auta bo zainwestowalam swoje male 4 kolka i jakos daje sobie narazie rade:)moze to zawczesna radosc we mnie ale ja juz chyba sama mialam dosc tego dolka swojego i powiedzialam sobie co ma byc to bedzie zacznij kobieto zyc normalnie:)chyba musilam sama dojrzec do takiej decyzji ze malezenstwo moje i moj byly maz nie wroci choc i tka ma swoje miejsce w emnie uczucie do ex meza ale ja sama nie bylam w stanie sprawic by mnie pokochal od nowa i chcial dzielic z emna reszte swoich lat :(nie mysle o tym czy uloze sobie zycie od nowa na tyle by miec je na papierku ale chcilabym zeby ktos mnie docenil i zaakceptowal taka jaka jestem bo kazdy ma wady i zalety a ja zrozumialam ze nie bede powielala swoich poprzednich bleedow a szczegolnie tego najgorszego o ktorym chcialabym zapomniej na zawsze choc wiem ze on zostanie w mej glowie mozna tylko do tego nie wracac tak wiec to ze bywam radosna nie znaczy ze zapomne o was tutaj w miare wolnego czasu bede zagladala bo intersuja mnie losy innych i tez martwie sie tym gdy komus jest zle z was:(ja na nadchodzaca wiosne postanowilam pomyslec w koncu o sobie tak jak radzono mi :)pozdrawiam goraco ciebie klara didle ,tez kobieta oraz wiele innych pan ktore pisaly na moje problemy 3 majcie sie i mam nadzieje ze niektore z was uciesza sie tym ze wyszlam z tego dolka sama bez pomocy lekow i porad lekarskch narazie zmykam i pa
  16 Marzec 2011    08:21

 agunia12a
   A ja moje drogie panie wcale nie uważam , żeby kobieta koło 40-stki (w dwie strony) , z bagażem , miała być czymś złym :). przecież panowie w podobnym wieku też są z bagażami , to raz a dwa , kobiet w naszym wieku raczej bez bagażu nie ma. A wcale nie powiedziane , ze wszyscy panowie szukają tylko pań koło 30- stki :) . Myślę , że 30 letnie osoby są zupełnie inne mentalnie i trzeba czasami nie lada sztuki co by się z nimi porozumieć . Nie wspomnę o wspólnym życiu . Bardzo chciałabym zobaczyć mojego męża w dłuższej relacji z taką mniej niż 30 :). POZDRAWIAM wszystkie dzielne kobietki :)
  15 Marzec 2011    13:21

 Miła
   trochę cię rozumiem Miki, bo rzeczywiście kobieta około czterdziestki (w dwie strony) z bagażem życiowym może być trudnym kąskiem do zakochania... taki świat niestety. Natomiast ja jeszcze zaczerpię ze żródła wiedzy i doświadczenia - skoro już tak sobie rozmawiamy :-)... czy kwś objawial się tylko złością czy również mowa była o wygasnięciu uczuć, dystans i pewna obojętność. Pytam, bo mój mąż żyje osobno i choć nie przekazujemy sobie dzieci w bramie i często jest w domu i gada ze mną, to jednak wyczuwa się ogromny dystans do mnie i do świata, taki chłód emocjonalny. Myślę, że to m.in. obrona przed poczuciem winy i powrotem do emocji i szrpaniny z początku kws, ale równocześnie to mnie przeraża bardziej niż złość i tu zastanawiam się nad mądrymi radami doświadczonych i psychologów, że odsunięcie męża od siebie może paradoksalnie nas zbliżyć... ja wiem, że nie ma reguły, ale u Ciebie mąż został w domu, u mnie, Aguni, Juno - odszedł sam albo został o to poproszony. Choć z historii tego forum wynika, że np. mąż Klary został w domu i to było jeszcze gorsze... no własnie Klara co u Ciebie?
  15 Marzec 2011    08:04

 juno
   Miki - ja tez już potrafię rozmawiać o modzie, pogodzie i różnych innych banalnych sprawach. Coraz mniej opowiadam o tym, co on powiedział, jak się zachował. Są nawet coraz dłuższe chwile, że o tym wszystkim, co się stało nie myślę. Cieszę sie wiosną, dobra pogodą i tym że oba małe jak na razie nie zasmarkane. W pracy tez mam coraz więcej do robienia, więc na nadmiar wolnego czasu nie narzekam. Owszem, dla mnie bycie z kimś nie też polega tylko i wyłącznie na trzymaniu się za rękę i co wieczornym upijaniu się - juz nie te lata, inne potrzeby i obowiązki. Zreszta zdążyłam przerobić to w odpowiednim czasie. Nie rozumiem dlaczego piszesz, że nie warto; z powodu ceny jaka za to zapłaciłaś? Skoro nie warto, to znaczy że jednak chciałabyś inaczej? Sorry, że tak Cię drążę, ale jest w tym dla mnie jakaś niezrozumiała sprzeczność.
  15 Marzec 2011    07:24

 miki
   Cześć Juno! Smacznie przesypiam całą noc, z przyjemnością patrzę w lustro, wysłuchuję dzieci, które opowiadają o codziennych problemach a nie miotają się od matki do ojca, gadam z przyjaciółmi o modzie i pogodzie a nie o tym co on powiedział, gdzie poszedł, z kim i czy widziana z nim panna jest młodsza ode mnie. Tak, jestem zadowolona, ale nie bierz ze mnie przykładu bo nie warto! Mnie bycie dla kogoś całym światem kojarzy się z zatrzaśniętą windą. Ale rozumiem Cię, bo jeszcze 2, 3 lata temu też uważałam, że słońce może byc tylko jedno. Na szczęście mój terapeuta wyleczył mnie z mrzonek, które budzą tylko frustrację. Trochę trudno być dla nowego faceta całym światem, kiedy ten świat składa się ze mnie, moich dzieci i ich ojca.
  14 Marzec 2011    13:32

 juno
   No właśnie Miki, piszesz że nauczyłaś się sporo olewać, nie reagować na pewne zachowania. Rozumiem, że to dopiero faza powrotu, ale czy to jest to czego chciałaś? Czy w tym wszystkim masz jakieś przyjemności a nie tylko kompromis?Bo ja chciałabym czuć się kochaną i żeby facet (ten stary lub nowy) świata poza mną nie widział...Jak Ty się w tej nowej swojej sytuacji czujesz? Jesteś zadowolona?
  10 Marzec 2011    22:35

 miki
   Droga Miła. Zobaczysz światełko w tunelu. Wspomnisz moje słowa. Ty masz swój rytm wychodzenia z kryzysu i musisz to uszanować (nie twierdzę, że tego nie czynisz). Moim zdaniem jesteś na etapie wychodzenia. Trzymam za Ciebie kciuki. Aguniu, wybacz, wiem, że piszę dość skrótowo i mogłaś to odebrać jako życie razem ale osobno. Cóż należałoby chyba w ogóle zdefiniować co dla każdej z nas oznacza bycie razem. Dla jednych to 24h na dobę trzymać się za ręce i patrzeć w oczy (to już nie nasz przedział wiekowy;)) dla innych bycie razem to telefon raz na miesiąc (wiem coś o tym, bo moja przyjaciółka miała ojca kapitana żeglugi wielkiej). W tej chwili jestem tak samo razem z moim mężem, jak przed kwś, ale zupełnie inaczej. Godzimy się na to, że każdy ma prawo do swojego obszaru jak chociażby różne fora w internecie:) Do tej pory (przed kwś) mój obraz małżeństwa to być razem fizycznie albo tęsknić. Wyrosłam z tego. Aguniu, razem z moim mężem jadam obiady, śniadania w sobotę i niedzielę, razem chodzimy do kościoła, raz w tygodniu na basen, z nowości, kiedy jest w podróży (już b. rzadko) łączy się ze mną przez skype. Razem planujemy i cieszymy się wakacjami. I wiesz, w tej chwili naszła mnie taka refleksja, że nawet w kwś robiliśmy większość z tego razem (fizycznie), ale teraz zauważam, że nas to cieszy. Mnie, tak jak Miłą, mąż nigdy nie postawił przed jawną zdradą, ja jednak nie należę do osób, które widzą zdradę tylko w łóżku. Te wszystkie historie z panną, o jakich pisałam, dla mnie, nawet jeśli nie wylądowali w wyrku, były zdradą. Cóż nie przykładam aż takiej wagi do czochrania się po wyświchtanych hotelach, czy cudzych łóżkach. Ale przyznaję, że łatwiej znieść domysły, niż usłyszeć (przeczytać) o zdradzie bezpośrednio. Chciaż pamiętam, jak byłam panną i w rozmowie z matką stwierdziłam, że gdyby mnie mąż zdradził, to bym umarła, to strasznie się ona żachnęła (jak to słowo, do cholery, się pisze?!) i kazała mi już teraz przyjąć taki fakt za dokonany. Ostatnio na spotkaniu babskim, jedna z uczestniczek - przedst. handl. - ogłosiła, że wszyscy faceci zdradzają. Jak to było? Nie ma takiego wagonika, którego nie dałoby sie wykoleić? Mimo wszystko jestem przekonana, że takie wagoniki są, że są wagoniki, które robią wszystko by się nie wykoleić, ale pobłądzą i są wagoniki wykolejone zawsze. Od tych ostatnich uchroń nas Panie! Pozdrawiam Was. Idzie wiosna.
  10 Marzec 2011    10:47

 Miła
   i jeszcze coś : dziś na onecie odesłanie do bloga, ciekawy post, pamięctacie dyskusje o "kochaniu za bardzo"? to właśnie trochę i o mnie dawnej.... http://sentis-na-obczyznie.blog.onet.pl/Kobieta-uzalezniona,2,ID423096853,n
  10 Marzec 2011    10:32

 Miła
   Dziękuję Miki za odpowiedż, bardzo wiele z niej rozumiem, nic chaotycznego w niej nie ma. Wdzisz, ja też jestem za indywidualnym podejściem do kwś. Bowiem wszyscy moi bliscy i znajomi, którzy wiedzą o moich sprawach mówią : "ja bym tak nie mógł", "zostaw go", itp. A ja jakoś przerpowadzam dyskusje serca z rozumem. I serce wyraźnie mówi : nie, a rozum mówi : poczekaj jeszcze.... U mnie sytuacja trwa trochę ponad 1,5 roku. Też przeszłam żałobę, rozpacz i stan głebokiej beznadziei. I teraz też nadziei nie mam, choć parę znaków ze strony męża pokazało mi - ku mojemu zaskoczeniu - że coś tam w nim jeszcze się tli.... Ale moja sytuacja jest taka, że mąż jest osobno ode mnie i dzieci, już jakiś czas mieszka sam. Ale nie zerwał z nami i ciągle jest "jedną nogą" w domu.... Mój obecny etap to oswojenie samotności, stanu "bycia obok", powoli zmieniam siebie. I też przestałam się zastanawiać za niego - co mu szkodzi, a co nie, ile śpi, gdzie wychodzi i ile spędza czasu przy komputerze. Nawet jeśłi myślałam wcześniej, że moja opieka jest dobra. Tylko strasznie mi ciązy ta uczuciowa samotność, te nieodwołane dotychczas słowa "nie kocham już", i niepewność co do tego czy to oddalenie nas rozdzieli czy paradoksalnie zbliży... Więc wedug tego co piszesz, wchodzę chyba w etap "odpuszczenia sobie". Może nie ma we mnie tylu złych emocji bo nie przyłapałam męża na zdradzie? (co nie znaczy że nie było coś na rzeczy). I jedno wiem po tym długim okresie czasu - cytując poetkę : tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono. Moja granica widać jeszcze nie została przekroczona. Codziennie rano mówię sobie - muszę odpuścić, muszę dać spokój, zostawić go samemu sobie.... i też znajduję sobie własne cele. Ale nie widzę (jeszcze?) światełka w tunelu, dlatego tak ciężko...
  10 Marzec 2011    09:50

 agunia12a
   Miki czytam twój wpis i trochę odbieram go jak przestrogę dla mnie. Zastanawiam się czy warto walczyć o małżeństwo jeśli , to nowe ma wyglądać tak jak opisujesz , razem ale osobno. Czy myślisz , ze to można jeszcze posklejać ? :( smutne to wszystko :( o co my tak zabiegamy ?
  10 Marzec 2011    09:29

 miki
   Dziekuję Juno i Miła za odzew. Dziękuję też Przeciętniakowi za życzenia, choć z przykrością stwierdzam, że tylko tyle zrozumiałam z jego wpisu. Treść całkowicie oczywista i nie nowa na tym forum, więc może jakieś głębsze przesłanie? Wracając do wpisów kobiet. Bardzo trafne są wyrazy: wytrwałość, konsekwencja, cierpliwość i praca nad sobą. Ja dorzucam jeszcze: stalowe nerwy. Ja zmagałam się z rozterkami małżonka co najmniej 4 lata. Z tym, że to były bardzo różne etapy. Cięższe i lżejsze. Wszystkie niemniej ważne i nie do pominięcia. Trzeba je przeżyć od początku do końca, wierząc, że to minie. Rozpacz, złość, nienawiść, nadzieja i beznadzieja. Myślę, że takim przewodnikiem we wszystkich momentach kwś jest danie sobie prawa do wszystkich tych uczuć i wybaczenie ich sobie samej. Troche to mgliste, ale trudno jest odpowiedzieć na pytania innych, bo sytuacja każdej z nas jest inna i każda z nas jest inna. Uważam, że należy problemy rozwiązywać na swój sposób. Nie patrzeć, że jak jedna natłukła chłopu po głowie i pomogło, to ja też polecę zaraz z wałkiem. Jak inna cos tam wypłakała, to ja też. Nie chcę się wymądrzać, a widzę, że coś zbaczam na te tory, więc przejdę do faktów. Humory męża kończą się nagle, ale sam proces trwałego wyciszenia się jest dłuższy. Sam kwś podzieliłabym na kilka etapów. Bóle przepowiadające ;) kiedy to nie reagowałam specjalnie. Otwarta wojna, kiedy to stanęłam do walki i to przede wszystkim o siebie i dzieci. Ważnym momentem było, gdy przystopowałam, bo zobaczyłam, że wokół mnie już są tylko gruzy. Wówczas odpuściłam, ale jakoś tak chyba odpuścił też mój mąż. I tu mogę stwierdzić, że ten etap zakończył się gwałtownie. Byłam wyczerpana. Wlecze się budowanie nowego. Ale nie jest źle. Nie wiem Juno czy powiedzenie, że czas leczy rany jest dość precyzyjne w moim przypadku. Ja po prostu wypełniłam wszystkie etapy żałoby i zaakceptowałam to co się stało. Ta akceptacja to też jest coś specyficznego, bo przewartościowałam swoje życie i na pewnych sprawach, które jeszcze całkiem niedawno wydawały mie się kwestią życia albo śmierci, przestało mi zależeć. Kompletnie wisi mi czy mój mąż siedzi godzinami w internecie, bo ja w tym czasie wychodzę do znajomych, wiszą mi jego wyjazdy służbowe, bo zorganizowałam sobie kilka fantastycznych wycieczek w tym roku. Przepraszam, że tak chaotycznie odpowiadam na Wasze wpisy, ale jeszcze trochę nie ogarniam tej kupy czasu, jaka za mną.
  9 Marzec 2011    11:34

 Przeciętniak
   oojjj psiczycie Panie na tych swoich chłopów, narozrabiali to pewne, ale czasem też zerknijcie obiektywnie na pewne sytuacje, chłodnym ale i sprawiedliwym okiem, czasami zerkając na siebie, nikt niestety nie jest idealny, co oczywiście nie usprawiedliwia żadnego "złego" postępku w Waszą stronę, ale zastanówcie się również nad sobą, oczywiście nie obwiniając się za pewne rzeczy, bo to by było wobec was nie fear. Tym czasem.... Życzę Wam drogie Panie wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet ;)
  8 Marzec 2011    20:28

 Miła
   cieszę się Miki, że ten etap przeszłaś. I zdaję sobie sprawę, że etap "po" to jest ustawianie życia na nowo. Psycholog podkreśla, że nigdy już nie będzie tak samo, nie da się. I Twój l;ist to potwierdza. Proszę powiedz jednak ile trwał kwś w Twoim małżeństwie i czy ten stan minał powoli, czy też - jak niektóre osoby tu pisały - nagle. Przepraszam za dociekliwość, ale ciekawa jestem zasad rządzącycm tym zjawiskiem... Baprawdę cieszę się, że jest u Ciebie lepiej. Dobrze wiedzieć, że któś z tego paskudztwa wychodzi, że nie zawsze to porażak. Chcę też wyciągnąć z Twego listu nadzieję że warto uzbroić się w cierpliwość i warto próbować także pracować nad sobą.
  8 Marzec 2011    13:03

 juno
   Miki - pewnie jak ze wszystkim, z czym dotąd się uporałaś - WYTRWAŁOŚĆ I KONSEKWENCJA (Twoja oczywiście;). Z czasem to do niego dotrze; z czasem Ty pewnie też złagodniejesz. Z Twoich wszystkich wpisów wyciągam wniosek, że czas leczy rany (prawdę mówią starzy ludzie). Z jednej strony to mnie cieszy, a z drugiej przeraża, bo mi obecnie wydaje się, że nie pozwoliłabym mu wrócić (u nas nie ma o tym mowy - przynajmniej w moim - konwencjonalnym pojmowaniu). Moje dotychczasowe doświadczenia (z Twojej perspektywy niestety krótkie) mówią, że z takim chłopem, to jak ze szkoleniem psa, albo krnąbrnym 3-latkiem - powtarzać trzeba tyle razy, aż poskutkuje. I najlepiej na chłodno, bez emocji. Jednemu wystarczy 10 razy, drugiemu 150. To trochę tak jak z psem, który chce wleźć do łóżka: nie pozwalasz mu na to i w 99% kiedy do tego łóżka podchodzi i prosi, to konsekwentnie go odsyłasz na miejsce. Ale kiedy tylko raz ulegniesz, to w jego głowie zapala się lampka i następnym razem nie będzie cie o to pytał, a potem warknie, kiedy będziesz chciała go zepchnąć. A co do "biednej mamusi", to żeby nie było, że ty tylko odmawiasz, może wyjdź już teraz z jasną propozycją, że tak, ale np w drugi dzień swiąt, itp, żeby było na Twoich zasadach, i bedzie to Twoja dobra wola. Słoneczne pozdrowienia.
  8 Marzec 2011    10:57

 miki
   Jeśli kwś to czas, kiedy mężczyzna (kobieta) robi podsumowanie dotychczasowego życia i czegoś mu w tym życiu brakuje, to już z samej definicji jest to coś , co mija. Oczywiście nie wiadomo dokąd doprowadzi, ale mija. Jakoś tak głęboko w sobie wiem, że u mnie kwś minął. Mój mąż niejako powrócił na łono rodziny. Zajął się domem, organizacją życia rodzinnego. Jeśli chodzi o moje uczucia, to jeszcze czasami ogarnia mnie złość, ale już nie beznadzieja. Zaczynam doceniać dobre strony tego zwariowanego okresu. Jestem bardziej świadoma siebie, nie tylko wiem czego chcę, a do tej pory raczej wiedziałam tylko czego nie chcę, ale potrafię też o to walczyć. Nigdy nie byłam uparta, teraz jestem! Niestety i tu zaczyna się problem, bo mój mąż, uważając, że przecież nic się nie stało (pamiętamy "LUZ"), chce, żeby było "jak dawniej". Mam ufać mu jak dawniej i latać nad jego rodzinką, jak dawniej. Nie rozumie, że tego już we mnie nie ma. Jak tylko w jego świadomości pojawia się cień, że nie ma koło siebie "starej" żony, dostaje porażenia. Obawiam się, że również trudnym jak okres KWŚ jest okres poKWŚ. Z przerażeniem czekam na Wielkanoc, kiedy znowu wyskoczy z fochem gigantem pt. moja biedna, samotna, cudowna (oczywiście) mamunia. Ciekawe czy któraś z czytających to forum ma doświadczenia w tej kwestii. Jak przeżyć czas, w którym do Pana dociera, że etap sprzed kwś jest zamknięty. Ośli upór z jakim małżonek dąży do wciśnięcia obecnego życia w ramy starego, osłabia.
  7 Marzec 2011    16:51

 klara
   Dorotko! Mam małą nadzieje ,że chociaz trochę dodam ci otuchy.Dbaj o siebie ! rano,wieczór i w południe ,nie mów o żadnej klęsce ....bo sobie radzisz ,jesteś zdrowa,ładna ,serdeczna ,dzielna itp.....a że jest nam ciężko czasem to naturalne ...czlowiek nie powinien być sam i z radosciami i smutkami już nie mowiąc jak miał na codzień wazną osobą , kochaną(tak myslałyśmy latami)) i zostaje pustka ...ale głowa do góry musimy dać radę to nie my pamietaj mamy problemy to raczej nam stworzono je...a dzieci same zrozumią co jest dobrem i kto a co złem .... Ja tez się zloszczę na swojego synka za to ,że lgnie do taty ale coż się dziwić)) taka jest potrzeba i też mi ta zlosc mija aczkolwiek boli ....ale zaraz się sprowadzam do rownowagi ....znam bardzo dobre relacje dzieci z panami kryzysowymi jak i takie ,ze o dzieciach zapomnieli ,więc ? co lepsze? Trzymaj się dzielnie ,obyśmy miały zdrowie .....i dystans do tego w czym tkwimy .Juno jestes super dzielna ......pozdrawiam wszystkich serdecznie.pa.pa
  6 Marzec 2011    22:13

 dorota
   witam wszystkich.:) czytam ostatnie wpisy i jestem dumna z Aguni:).Zastanawiam sie czy to ja jestem takim nieudacznikiem życiowym? u mnie to trwa już trzy lata i wiem napewno ze nie da sie już niczego posklejać. Ja mam jakiś teraz bardzo głupi etap. Jestem zazdrosna , że starsza córka dogaduje sie z tatusiem , że tak łatwo zapomniała ile razy przez niego płakała itd . Wiem pewnie to u mnie minie bo ciagle chciałam zeby córki nie przestały dązyć do kontaktu z tata. U mnie to są dwie rzeczy naraz.dziewczynki zaczynają miec swoje życie( i to jest bardzo logiczne i zdrowe ) i kryzys mojego zwiazku. Tak naprawde jak pomyslec to zostałam sama jak palec. Znajomi? niby są , ale same wiecie jak to jest , jak nie chcę ich obciązać ciagle moją klęska praca jest ( i całe szczescie ) ale nie umiem przestać ani na sekundę o tym wszystkim myslec. Jestem juz zła całkowicie na siebie , że nie umiem myslec o sobie. chciałabym kiedys przezyć cały dzien usmiechnieta i żebym choc na chwile zapomniała o tym co jest.Nieraz budze sie i nie jest fajnie , bo to był tylko sen a rzeczywistosc jest smutna i niestety prawdziwa:( oj mysle że jak przyjdzie wiosna to choć nastrój mi sie troszke zmieni:) pozdrawiam wszystkich cieplutko
  2 Marzec 2011    10:22

 Przeciętniak
   Agunia12a jesteś "twarda sztuka", ale sama wiesz najlepiej, że w tej sytuacji jest to jedyna słuszna postawa. Idziesz przed siebie, sama leczysz swoje rany i prawidłowo, pamiętaj o tym, że wszystko w przyrodzie ma swój zarówno początek jak i koniec, wszystko ma też swoje miejsce, więc Twój małżonek z cała pewnością teraz właśnie odczuwa na sobie tą "przyrodę", z jednej strony szkoda chłopa, to tak w ramach męskiej solidarności, ale z innej... jego wybór. Z innej jeszcze strony, toksyczny związek... jest równie zły jak toksyczni ludzie w innych miejscach, jak choć by praca, najbliższe otoczenie itd... taki ktoś "toksyczny" może człowiekowi popsuć samopoczucie, zdrowie, zdjąć błyskawicznie uśmiech z twarzy no i obnizyć morale do takiego poziomu, że zwyczajnie odechciewa się pracować, funkcjonować... żyć. Na przód Agunia12a, z całą pewnością znajdziesz kiedyś, o ile już nie znalazłaś jakąś bratnią duszę, z którą spędzisz resztę życia, jak dobrze przypuszczam, bratnich dusz w swerze przyjaźni, wspierania się choć by i duchowego czy wspólnych zainteresowań masz wokół siebie całe mnóstwo, a to ważne, aby stanąć na nogi.
  1 Marzec 2011    18:33

 agunia12a
   Droga Miła , moje życie wyglądało podobnie jak twoje , wieczna i nieustająca karuzela spowodowana zachowaniami męża. Moje stany odczuwała córka , która patrząc na to wszystko zaczęła co raz dalej odsuwać się od ojca ( winiąc go za moje złe nastroje ).Jego niezdecydowanie było tego przyczyną - jak u ciebie , sam nie wiedział czego chce :(. Dlatego poszukałam tego portalu , po przeczytaniu wszystkich wpisów , pomyślałam , że nie wyobrażam sobie życia przez kolejnych kilka lat w takim stanie czy toksycznym "związku". Dlatego zdecydowałam za niego , czy dobrze ? nie wiem . Jedno jest pewne , ze po 11 - miesiącach naszego niebycia , czuję się naprawdę dobrze sama ze sobą. Prawie juz nie płaczę , dużo się uśmiecham i ... mam plany na przyszłość co mnie bardzo cieszy , bo dla mnie życie bez celu jest takie ... puste. Córka też odzyskała dobry humor i myślę , że to zasługa mojego lepszego nastroju. Myślę też , że mąż przyciśnięty do muru ,został popchnięty do szybkiego myślenia i podjęcia decyzji. Jestem przekonana , że jego miotanie między nowym a starym związkiem miało olbrzymi wpływ na dalszy rozwój spraw. Szybko skończyła się tamta sielanka , bo szybko zaczęły sie problemy , których ja delikatnie byłam powodem , zawsze dbając o to aby jednak nie było awantur , wyrzutów , pretensji . Tak żeby mój obraz nie został zniekształcony , żeby każde wspomnienie o mnie było mimo wszystko miłe. Były owszem delikatne sugestie , bez większego naciskania związane z jego postępowaniem ,ale ... i moje decyzje postawione twardo i jasno jak - zabranie kluczy , wystawienie ubrań za drzwi i inne:( (jejku jak dobrze , że to już za mną ). Gdybym tak nie zrobiła to myślę sobie ( nie wiem czy słusznie ale nikt tego nie wie :) ) , że ten bezstan trwał by do dziś a ja wyglądałabym jak wrak człowieka bez siły do życia , wyżęta emocjami itp. Ale moje kochane panie dzisiaj jest cudny dzień , świeci słoneczko, jesteśmy zdrowe , mamy prace , dzieci i z tego trzeba się cieszyć , cała reszta zależy od nas , głowy do góry ,czekam co życie przyniesie i czas pokarze :) pozdrawiam.
  1 Marzec 2011    09:59

 Miła
   aż serce rosnie jak się czyta Aguniu Twoje słowa, naprawdę Ci zazdroszczę tej wewnętrznej siły. Ja wybrałam drogę walczenia o małżeństwo a teraz raczej czekania co dalej... bo mąż sam nie wie czego chce. I to mnie dobija. Staram się, naprawdę, podnieść i iść przed siebie, ale wychodzi tak sobie. Nie akceptuję obecnego stanu ale nie mogę go zmienić więc trwam i to mnie unieszczęśliwia, bardzo. Przeciętniaku, wiele rozmów za mną i moim mężem, ale emocje nadal są pod skórą i te złe i te dobre też czasem. I to jest moj tragedia, bo dobre emocje dają mi nadzieję, a potem te złe ją zabierają. Życie na takiej emocjonalnej karuzeli odbija się na wszystkich wokół, na moim widzeniu siebie w lustrze, świata i chęci do życia. I czasem zastanawiam się w chwilach zwątpienia czy nie lepiej by było by mnie zdradził w oczywisty sposób i odszedł raz a dobrze. A takie nie-wiadomo-co dobija mnie do podłogi... Dzieci - Przeciętniaku zawsze ucierpią, bo one czekają pomimo wszystko, tak jak moje. A ja studzę je ale ciężka sprawa... Pozdrawiam z mojej karuzeli, dziś jest przy ziemi niestety.
  28 Luty 2011    14:07

 agunia12a
   Przeciętniaku , dzięki za te słowa , tak jak mówisz, uśmiecham się bo lubię i mimo tej sytuacji jestem bardzo pozytywnie nastawiona do życia. Nie przekreślam innych tylko dlatego , że mnie wyszło, bywa , ale nic na siłę , nie będę żebrać o miłość . Znam swoją wartość , może nie jestem idealna ale nie jestem zła :). Mam w sobie mnóstwo miłości i myślę , że jeszcze zdołam kogoś uszczęśliwić :). Zamknęłam jeden rozdział swojego życia po to ,żeby otworzyć następny. Może inni mnie potępiają ( jak mój maż ) , za to , że tak szybko się poddałam , że nie walczyłam o męża o nasze małżeństwo ,że nie czekałam miesiącami aż wróci. Oceniają mnie , że nie kochałam itp..., guzik wiedzą , kocham i to do tej pory. Spotykamy się na wspólnych treningach przynajmniej raz w tygodniu. Wspomnienia wracają (te dobre też ) ale walcze z nimi i im cześciej i dłużej to robię to lepiej mi to wychodzi. Może gdybym miała 20 lat , wybaczyłabym mu i poszła za głosem serca ale mam dwa razy wiecej i tym razem posłucham rozumu. Dlatego właśnie , nie czekam na jego powrót , i szkoda mi każdej minuty życia żeby być smutną. Nie chce i nie będę . Nic nikomu złego nie zrobiłam , żebym nie miała być szczęśliwa i zrozumiałam , że moje szczęście zależy teraz głównie ode mnie. A maż , choć bardzo mi go żal i serce mi pęka jak go widzę w tym stanie , musi dawać sobie rade sam , to był przecież jego wybór , kara musi być , inaczej nigdy się nie nauczy szanować uczucia innych . Może ta lekcja życia da mu coś do myślenia :)Pozdrawiam wszystkich
  28 Luty 2011    10:24

 Przeciętniak
   Powiem Ci Miła, że pamiętam dokładnie, ze szczegółami niestety jedną mało przyjemną sytuację. Wracałem wieczorem do domu, a na mnie gdy wchodziłem do klatki schodowej wypadła moja dobra koleżanka, kilka lat młodsza, z płaczem, sekunę wtulenia i pobiegła dalej... później okazało się, że jej rodzice się rozwiedli, tatuś znalazł sobie inną. Co ciekawe aczkolwiek nie do końca OK, bo wszystko odłożyło się na niej, na córce. Zmieniała kumpli-partnerów jak rękawiczki, teraz... po ok. 15 latach tych "dąsań" ma ok, znalazła wydaje się prawdziwą miłość, pare ładnych lat starszego od siebie partnera, są już kilka lat razem, mają małego dzidziusia, są szczęśliwi, życzę im jak najlepiej, ale wszystko to, co przeżyła jako dziecko odbiło się na niej nieodwracalnie. Podobnie na moim kumplu ze studiów, poznał dziewczynę też od nas z wydziału, potem opkazało się, że są razem, ale... łączy ich nie tylko miłość, ale też przeżycia z młodości, jego rodzice od wielu lat rozwiedzeni, jej rodzice wogóle nie przyznawali się do siebie, pobrali się tuż przed zakończeniem studiów, a teraz?? są osobno, kilka lat po rozwodzie, na szczęście nie mieli dzieci razem. Proza życia niestety. Bardzo współczuję Ci obecnej sytuacji, jednak pamiętaj, staraj się rozważyć wszystko za i przeciw i co się tak właściwie stało, kto i gdzie popełnił błąd, jednak wiadomo... że do takich rozmyślań powinniście siąść oboje, inna sprawa, że nikogo nic nie upoważnia do siania takiej destrukcji w związku sytuacja "bo on czy ona mieli zakręt życiowy" i dali się ponieść emocjom, które w tym przypadku akurat nie są dobre. Do Agunia12a ;) uśmiechaj się tak, jak robisz to cały czas, uśmiechaj się również skrycie, wtedy gdy inni tego nie widzą, a będzie OK, nie masz łatwo, ale dasz radę :)...;) Usmiech i słońce (którego u nas mało, chociaż ostatnio nieco wiecej) dużo potrafią pomóc, troszkę ruchu, kontaktu ze znajomymi, dobrych dusz które dobrze Ci życzą i będzie OK, zobaczysz sama :)
  26 Luty 2011    09:31

 juno
   A ja myslałam, że przeciętniak i Zwyklak to ta sama osoba... Miła - z autopsji mogę Ci powiedzieć, że taki stan mija (jak wszystko inne). Mi bardzo dobrze robiło (i robi) maxymalne ograniczenie moich kontaktów z tatusiem moich dzieci. Jak do nich przychodzi, ja po prostu wychodzę. Nie inicjuje rozmów (bo w zasadzie nie ma juz o czym), na jego pytania odpowiadam krótkimi i jednoznacznymi zdaniami. Od rozwlekłych gdybań i wydumanych opinni ma pannę. Ja nigdy taka nie byłam i nie zamierzam się z tego powodu zmieniać. Nie czuję sie też mniej wartościowa - może dlatego że pannę znałam wcześniej, przed całym zajsciem od strony zawodowej - bardzo kiepska - nie moja to opinia, bo moja nie jest już obiektywna; później poznałam ją (niestety dość dokładnie) od strony emocjonalnej i tu proszę państwa mamy gimnazjum, nawet nie liceum - więc co tu porównywać. Jak to powiedział mi znajomy: : Kochana, to nie twoja liga". Mnie zastanawia inna rzecz, jak to jest że przez ponad 12 lat coś komus pasowało, a potem nagle jest be. Jak to jest możliwe, że mówi się komuś, że go kocha i tęskni a za miesiąc mówi coś zupełnie innego - że kocha się kogoś innego. jak ma się jedno kocham do drugiego? I jeszcze jedno: skoro jest teraz o osobą z którą chciał być, to dlaczego nie widać po nim szczęście, a wygląd zewnetrzny to "dziado-lump". Jak to jest wg Was?
  25 Luty 2011    15:01

 Przeciętniak
   Agunia12a nie doceniasz możliwości mężczyzn, z nami jest dokładnie jak z Wami, a z Wami jak z nami. Są faceci którym trzeba wszystko podetknąć pod nos, uprać, nakarmić, posprzątać oraz zrobić dobrze, a on Ci jeszcze rogi przyprawi, bo jest mu źle i jest za mało dopieszczony, są też inni, którzy potrafią się zająć domem, dziećmi, nakarmić, przewinąć i posprzątać, wychować o gotowaniu, praniu i innych sprawach nie wspomnę, z mojej paczki jest nas kilku, którzy właśnie zajmują się nie tylko zarabianiem pieniędzy, ale też domem, podobnie jak nasze żony, które czasami mam wrażenie, że nie doceniają, tego jakiego faceta mają w domu i narzekają przy byle powodzie, no ale tu się wyrównuje, bo My też czasem powybrzydzamy. Może powinny poczytać to forum, żeby zobaczyć, że tak po prawdzie są szczęśliwymi babeczkami, w porównaniu z Wami i Waszymi kłopotami, rozterkami i problemami, że ich facet potrafi sprostać wielu problemom, a nie podkulić ogon i wygodnie orzec, że np. lubią zapaszki z kuchni jak gotujecie, jak wpsomniała np. Agunia12a. Ja też lubię jak moja żona gotuje, robi to bardzo smacznie i zdrowo, ale przecież z tego powodu nie można jej dodatkowo przyprawiać garba jak z pracy po kilkunastu godzinach wraca do domu, założyc nogę na nogę i jeszcze pojęczeć jak nas tyłki za przeproszeniem bolą i jesteśmy znidzeni generalnie wszystkim. Ale pamiętajcie, że faceci też mają jakąś osobowość i godność, nie można generalizowac i wszystkich zmiatać na jedną szuflę. Rozumiem, że np. Agunia12a Twoje podejście jest wskazane tym, co Ciebie spotkało, jak większość Pań tu na forum, zrozumcie jednak, że nie wszyscy faceci są tacy. Podobnie jest z kobietami gdy może trafić się prawdziwa zołza czy wiedźma, albo i dobra i czuła dusza, prawdziwa perełka;). Znam to akurat z autopsji.:) Pozdrawiam Was serdecznie drogie Panie.;)
  25 Luty 2011    14:22

 Miła
   nie chcę tu przeprowadzać rankingu, kto ma gorzej, może nasze scenariusze są i podobne, ale cierpienie każdego przecież indywidualne. Mnie dobija to, że taka sytuacja w sercu pojawia się z jednej strony, a druga dostaje - że tak powiem -tym "w pysk" i nie może się pozbierać. Zdrada emocjonalna czy fizyczna są czymś czego wymazać się da, kwestia czy można wybaczyć... jeśli ktoś chce by mu wybaczono... Problem jest w tym o czym pisze Przeciętniak i teraz i już przedtem : co zrobić gdy jedna strona mówi : wygasło, nie czuję, nie chcę już. I mówi to po wielu latach dobrego związku, dzieci, kredytów i innych silnych powiązań. Człowiek zostaje wówczas nie tylko z całym tym za przeproszeniem pierdlem - na głowie, ale sam dołuje się będąc nie chcianym, nie kochanym. Ile razy każda babka zadaje sobie pytanie : co takiego jest we mnie, że to się stało? Może potem damy sobie wmówić dobrym ludziom i psychologom, że to nie nasza wina. Ale w głębi duszy czujemy się mniej wartościowe, zdołowane. Jak żyć dalej mając w sercu uczucie, a nie mogąc mieć dystansu, nie mogąc się oderwać, bo mąż jest w domu, albo przychodzi do dzieci i siedzi, śmieje się do nich, przytula, a ja z boku jak zbity pies się czuję..... Ok basen, spacery, kino, ale to wszystko namiastka, bo potem on wychodzi a ja zostaję w wielkim pustym domu i wyje w poduszkę i pytam wszystkich świętych gdzie się podziało moje życie?... Emocjonalna pustka u jednego z małżonków jest wielką katastrofą dla całej rodziny. I co dalej?
  25 Luty 2011    12:46

 Przeciętniak
   "też kobieta" nie za bardzo mogę się z Tobą zgodzić w kwestii doboru małżeństw, tzn jak jedna osoba jest na wzór, to druga musi być "nieudacznikiem", coś w tym jest i owszem, też takie rzeczy zaobserwowałem w kilku przypadkach, lecz nie jest to zwyczajem czy pewnikiem. Co do tego czy moja żona da się pocieszyć czy nie i czy znalazła pocieszyciela... to powiem szczerze że nie sądzę, aczkolwiek czasami nasuwa mi się drobna wątpliwość, jednak do momentu gdy nie posiada się twardych podstaw i dowodów nie można nic powiedzieć, bo można by kogoś bardzo skrzywdzić, ja pocieszenia nie szukam i nie zamierzam, chociaż czasami odnoszę wrażenie, że bardziej ja tego pocieszenia w pewnych sprawach bym oczekiwał niż moja żona. W sumie na mnie narzekac nie może i nie ma prawa, ja abstrachując od kwestii wspólnych nocy, też nie mogę się do niczego przyczepić. Aczkolwiek widzę, że coś gdzieś wyparowało u mojej drugiej połowy, brak tego czegoś tzn porządania, namiętności a co za tym idzie chęci do wspólnych przeżyć czy zbliżeń, na razie mogę gdybać sobie jedynie dlaczego tak jest, bo rozmowy w tym temacie niestety ze strony żony nie mają jakiej kolwiek racji bytu, a szkoda. Ja pakowania się w kłopoty nie szukam, bo spaprać sobie życie można błyskawicznie, jeśli się dowiem, że druga strona to zrobiła, a jak zrobiła to z kimś kogo zapewne dobrze znam, a nie daj losie aby był to ktoś nam bardzo bliski, pewnie zniknę z tego świata, szkoda w takich sytuacjach najbardziej mi dzieci, które bardzo kocham i oddał bym za nie wszystko, dosłownie. Za żonę też bym oddał wszystko, ona pewnie za mnie też, chociaż czasami mam wątpliwości czy z takim samym przekonaniem jak ja. Boję się czasami, że faktycznie stało się coś z jej strony, nie koniecznie fizycznie, cieleśnie, praktycznie itd. ale choć by jakoś inaczej, uczuciowo, sercowo czy platonicznie, bo tego też pewnie bym nie wybaczył, bo jeśli już coś takiego jest, oznacza to, że o krok dalej się posunąć to tylko kwestia czasu. Może jednak tak nie jest, a moje obecne gdybanie i przygnębienie znajdują miejsce w najzwyczajniej standardowym dołku psychicznym który jest spowodowany jakimiś tam problemami życia codziennego, którzy mamy wszyscy: kredyty, finanse, praca, zdrowie itp. Dlatego coś dla siebie, dla swojego wnętrza, jakieś czasami odejście choć by na moment od rzeczywistości trzeba znaleźć aby nie dać się zwariować, oczywiście wszystko w granicach zdrowego rozsądku i przyzwoitości, może nawet zwykłe wyładowanie energii w postaci siłowni, basenu, sauny czy innych sportów wystarczą, ale na razie ja osobiście szukam takich rozwiązań, może uda mi się coś znaleźć, daleko szukać nie trzeba.
  25 Luty 2011    10:14

 Przeciętniak
   Juno jak widzisz, Zwyklak ma chyba podobne do moich rozterki, czyż by to jakaś prawidłowość? może kolej rzeczy? mam nadzieję, że nie... bo ja faktycznie nie wyobrażam sobie z inną "panną" wylądować w łóżku, a wiesz... słodzić sobie mogą, a tu moim zdaniem to tylko kwestia charakteru, osobowości i podejścia do życia. Z jednej strony trzeba być odpowiedzialnym i trzeźwo podejść do życia, bo mając rodzinę, dzieci, dom można to wszystko stracić jakimś głupim posunięciem, można krzywdę wyrządzić żonie, sobie i przedewszystkim dzieciom, z innej strony rzecz postrzegając wymaga się od facetów czegoś w stylu " uważajcie, bo nie znacie dnia ani godziny", ale chyba moje drogie Panie od Was czyli od strony przeciwnej też możemy oczekiwać jakiejś lojalności i jednocześnie otwartego serca w naszą stronę? Jeśli dobrze pojmuję "instytucję" zwaną małżeństwem, to jest to związek który powinien opierać się na w pełni tego słowa znaczeniu "PARTNERSTWIE", bo chyba jednostronne "uważanie na wszystkie panie w okolicy" niczego nie wniesie, z resztą takie związki wcześniej czy później się rozpadną, gdzie kobieta bądź mężczyzna (ja jestem sprawiedliwy w osądach) wymagają niemal jednostronnej lojalności, posłuszeństwa i oddania, bo tak się "MI" należy. Niestety uczucia i miłość trzeba pielęgnować przez całe życie, przez cały okres związku, wtedy ma to sens i szansę na długie wspólne wspaniałe życie, mimo drobnych różnic zdań czy kłótni nic złego się nie stanie. Inaczej wiadomo, uczucie się wypala czy jak Wolicie wygasa i się zaczynają schody. Inna sprawa zauważcie, niemal równolegle pojawiają się dwaj faceci w trakcie trwania tej dyskucji, oznacza to, że nie tylko Wy drogie Panie dostrzegacie kryzys wieku średniego u nas, ale my faceci dostrzegamy podobne sytuacje u Was. Takie dyskusje są potrzebne i owszem, pamiętajmy jednak, że zawsze niemal są dwie strony medalu, są dwie osoby, które mają swoje racje, nie umniejsza to jednak faktu, że każda ze stron nie ma prawa drugiej zatruwać życia w nieskończoność. NIe dogadujecie się? nie rańcie innych, głównie dzieci, rozwiążcie problem szczerą rozmową, z jak najmniejszą dawką złych emocji, idźcie w swoje strony pamiętając o tym, że zawsze kiedyś wasze drogi się ponownie zejdą, tym bardziej jeśli macie dzieci, tak ten świat i życie jest skonstruowane. Pozdrawiam Panie no i Zwyklaka, mam wrażenie jak bym w lustro patrzył, ale to tylko życie.
  24 Luty 2011    16:32

 agunia12a
   Dzięki panowie za porady, na pewno znajdę w nich coś dla siebie :). Wszystko co mogłam zrobić , już zrobiłam , teraz odpuszczam i czekam co czas pokaże - nic na siłę. Z waszych opisów wynika , że też przeżywacie ciężkie chwile ale myślę , że jeśli dwie strony chcą się dogadać to się dogadają. I jak zauważyła JUNO , uważajcie na siebie , bo jesteście teraz na podatnym gruncie do skoku w bok :(. Do każdego związku wkraczają kryzysy , trzeba tylko zadbać o to żeby nie znaleźli się pocieszyciele czy pocieszycielki :) JUNO , dla ciebie medal , JESTEŚ BARDZO SILNĄ KOBIETĄ , trzymaj tak dalej ,dziewczyny nasze drobne sukcesy kazdej z nas daja siłę innym tutaj i nam samym . Naprawdę jesteśmy dzielne , ciekawa jestem czy nasi mężowie pozostawieni sami z dziećmi , domami , kredytami i całą masą obowiązków , teź tak by dawali sobie rade jak my? bardzo wątpię. Pozdrawiam wszystkich tu obecnych :)
  24 Luty 2011    15:49

 też kobieta
   Przeciętniak - czytając twoje wpisy, myślę, że prędzej twoja żona pozwoli się komuś "pocieszyć" lub nie daj Boże już tak jest, niż, że ty to zrobisz... Obserwując wokół wiele małżeństw widzę, że często tak jest, że jak jedna strona jest odpowiedzialna, życiowa, refleksyjna i chętna do normalnego życia rodzinnego to bierze sobie za męża/żonę człowieka, który nie wie czego chce, ulega impulsom, które mają go/ją zaprowadzić w końcu do szczęścia, jest nieodpowiedzialny, uzależniony, niezrównoważony emocjonalnie, nie kieruje się wartościami... itd. Przeciętniak, lubię refleksyjnych, myślących panów, tak mało ich widzę wokół siebie... :-)
  24 Luty 2011    12:20

 miki
   Juno, nie martw się odpowiedzią na pytania, jeśli jeszcze nie padły. " Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu". Dlaczego miałabyś tłumaczyć się z tego co nie zrobiłaś. Niech tłumaczy się tatuś. Moja znajoma chciała być szlachetną i opowiadała, jaki to tatuś jest biedny, dobry, ale pomylił się. Po kilku latach zaprowadziła syna do psychologa, gdzie wyszło, że wymyślił sobie, że skoro tatuś, taki fajny, zostawił go, to znaczy, że niefajnym był on. Z drugiej strony dziecku potrzebny jest ojciec i nie ma sensu zaogniać. Nie ma prostych odpowiedzi. Jak widać, tę samą sytuację, całkowicie odmiennie widzi żona, odmiennie - mąż. "Daj na luz" jest radą typowo męską, i wcale nie uważam, że złą, tylko czasami prowadzi do katastrofy. Odchodzę- luz, wracam - luz. Niestety nie wtedy gdy rani się innych. Może my za bardzo chcemy? Pranie, sprzątanie, gotowanie a wystarczy być aktywną w łóżku. Jednak małżeństwo to nie zakład usług wszelakich. Czasami są gorsze dni, ale nigdy lekarstwem nie będzie zdrada. Nie ma co wzorować się na filmikach w internecie. Złudne są słowa i obrazy bez pokrycia. Zastanawiam się czy widząc "sex bombę" podrygującą na ekranie, jakiś oglądacz sięga dalej i jest świadomy, że bomba za chwilę założy dresy i będzie marzyć tylko o spokojnym śnie w nocy, bo miała ciężki dzień w robocie...Pozdrawiam mężczyzn, którzy piszą i czytają wpisy na tym forum. Fajnie byłoby gdyby któryś odważył się napisać jak się czuł, gdy zrozumiał, że zdradził żonę?
  24 Luty 2011    12:07

 juno
   Hej Miki i inni bywalcy tego smutnego bądź co bądź miejsca. Miki dzięki za retrospekcję. W sumie to wszystkie te historie są bardzo do siebie podobne. Wiem, że przede mną jeszcze bardzo długa droga, żeby wyjść na prostą. Po ponad roku od tego wszystkiego jestem w miarę pozbierana i funkcjonuje stosownie do sytuacji, w której znalazłam sie nie z własnego wyboru. Wszystko we mnie obolałe, ale już wiem ze bez względu na wszystko dam sobie radę bez niego. Nieoceniona jest tu pomoc rodziny i przyjaciół, którzy ciągle mnie dopingują, a jesli trzeba to stawiaja do pionu i nie pozwalają użalać sie nad sobą. Najwazniejsze dla mnie jest to, żeby mimo tego co się stało żyć godnie, tak by móc bez odrazy patrzeć w lustro. Ja od jakiegoś czasu (od jakiś 3 miesięcy) brzydzę się nim, jaki nikim innym na swiecie. Było mi to do tej pory uczucie nieznane. Uwierzcie mi nie jestem w stanie jechać w nim w samochodzie, nie mówiąc juz o wspólnym zjedzeniu posiłku razem z dziećmi. Brzydzę sie jego zapachu (już zupełnie obcego) i wyglądu. Nie jestem w stanie pojąć, że po jakimś czasie (nie wiem jakie sa w tym temacie statystyki), tak jak napisała Miki, kiedy zaczynają sie poważne problemy, oni otwierają oczy i co? No właśnie co? Mówią wtedy po prostu sorry, pomyliłem się, ona nic nie znaczy? Głownym moim problemem i tym co spedza mi sen z powiek jest to jak ja to wszystko wytłumacze dzieciom kiedy zaczną o to pytać. Starsze (3,5 lat) jest świadome, że tata z nami nie mieszka. Od początku postanowiłam go nie oszukiwać i mówić prawdę. Owszem bywało tak, że płakał okrutnie (a ja razem z nim), bo tata wpadł tylko na pół godziny, żeby się z nim zobaczyć, bo póxniej miał cos ważniejszego. Mały zaakceptował tą sytuację, ale kiedyś zacznie domagać się odpowiedzi dlaczego? Teraz mówię mu, że ja sama nie wiem dlaczego tak się stało. A dla tatusia wyznaczyłam dni odwiedzin, żeby dzieci miały jasną sytuację i wiedziały czygo mogą się spodziewać, a i ja czasami muszę coś pozałatwiać. Nie rozumiem tylko dlaczego kiedy wracam późnym wieczorem (w te dni kiedy mam wychodne) on wiecznie ma do mnie pretensje, że mi to na rękę że on siedzi z dziećmi, że urządzam imprezy u siebie w domu, że źle wstawiam albo nie zmywam naczyń w zlewie. Taki jest mniej więcej zakres czepiania się. Ja juz się na większość tych uwag uodporniłam i zazwyczaju puszczam je mimo uszu, a on domaga sie odpowiedzi, a czasami wręcz konwersacji. Po co? Poza tym wszystkie nowe ksiązki jakie sobie kupię są dokładnie obejrzane - oczywiście kiedy mnie nie ma i on zostaje z dziećmi. Napiszcie mi proszę jak Wy o Waszych sytuacjach rozmawiacie z dziećmi, czy korzystałyście z porad psychologów dziecięcych? Trzymajmy się dziewczyny (i chłopaku). A do Przecitniaka mam taką wiadomość: to właśnie w takim momencie naszego ówczesnego życia pojawiła się "panna", która zaczęła tatusiowi moich dzieci słodzić, podziwiać go. Ty teraz twierdzisz, że nie chciałbyś "skoku w bok". Uwierz mi, zanim ojciec moich dzieci TO zrobił, brzydził się tak samo jak ja takimi sytuacjami. Tak że miej się na baczności, bo początkowo może wydawać się, że z Twojej strony to niewinna i tylko koleżeńska znajomość. Bardzo łatwo przekroczyć tą cienką granicę zza której chyba nie ma powrotu. Tym bardziej, że jak sam piszesz jesteś bardzo stęskniony czułości, bliskości, dotyku. Kropla drąży skałę - przekonałam sie o tym niestety na własnej skórze i jak to mawiała moja koleżanka: nie ma takiego wagonika, co się go nie da wykoleić. Jeszcze raz Was wszystkich pozdrawiam.
  24 Luty 2011    07:51

 klara
   Moi drodzy ,dawno ,mnie tutaj nie było a jest bardzo ( ciekawie) wpisy bardzo dojrzałeł.Temat Izabel uważam za zakończony , ale duże gratulacje dla panów że piszą .wspierają ,pokazują nam drugi punkt widzenia .I moje pytanie dlaczego Ja trafiłam na tak podłego faceta ....mieszka z Nami ( Ja i syn 12 letni już) a spotyka sie z panienką , szkaluje mnie już w urzędach , pisze różne donosy ....brednie ...może ktoś mnie tutaj wesprze jak się pozbyć faceta ? Zero godności po 2o kilkuletnim małżeństwie .....A Ja sobie radzę raz lepiej ..raz gorzej (mam na myśli psychikę).Aguniu to ,ze odchodzą od nas to Ja uważam....,że miel za dobrze i za powiedzmy nudno ....same porządki życiowe )) mam na myśli ład psychiczny i sie znudziło niedojrzałym panom.Dziekuję maju.Miła ...Dorotko ,Jano.Elu ,ze jesteście.pa.pa
  23 Luty 2011    17:39

 Przeciętniak
   czyli Agunia masz może nie czystą, ale w miarę przejżystą sytuację, daj sobie na luz, nie zamartwiaj się mężem "marnotrawnym", nie masz pewności, że chłop czysto myśli?? tzn. że masz w tym sporo racji... skąd wiem??;) daj na luz, ciesz się życiem, daj szansę sercu, daj szansę człowiekowi obok... daj temu wszystkiemu troszkę czasu, czas leczy rany, tak mówią, a ja mówię: sama musisz uleczyć swoje rany, wyjść na prostą i iść dalej przed siebie z podniesioną głową. POWODZENIA
  23 Luty 2011    15:46

 agunia12a
   Przeciętniaku, dzięki za odpowiedż:), system karteczkowy już za mną. To dobry sposób , ale... , większość odpowiedzi na" tak "jest za nowym związkiem ale nie ta najważniejsza - miłość . Ale może ta przyjdzie z czasem , bo jak słusznie juno zauważyła to chyba za wcześnie na nowe uczucie. Mężowi już nie wierzę i jak sam powiedziałeś jeśli raz to zrobił , to i zrobi drugi raz , tylko kwestia czasu :(. NIE MOGĘ TYLKO UWIERZYĆ , ŻE OKAZAŁ SIĘ BYĆ TAKIM EGOISTĄ. Najgorsze jest to , że nie mam 100% pewności co do tej panny, bo mimo ,że jest z nią widywany na mieście ciągle mówi , że to tylko znajoma i dlatego ciągle zostaje ten 1% niepewności. Ale z drugiej strony tłumacze sobie , że skoro odszedł, to mu było ze mną źle i nie ważne czy ta druga istnieje czy nie. Czekam co czas przyniesie :)Pozdrawiam wszystkie silne babeczki i walczących o swoje związki panów.
  23 Luty 2011    11:42

 Zwyklak
   Agunia12a pytasz, co bym zmienił, jak to wszystko widzę?? Oboje cięzko pracujemy, na głowie jeszcze dzieciaki, kredyty, kupa zmartwień czyli chleb powszedni jak u Was wszystkich. Obowiązki mamy podzielone w miarę możliwości, uzupełniamy się w nich chyba doskonale? niestety jedyne czego nie było a teraz jest, odrobinka na razie, to... kompromis, jakoś ostatnimi czasy druga strona czyli moja Połówka częściej niż zwykle idzie na ustępstwa, nie ukrywam jednak że kompromis częstszy był z mojej strony, czasami nawet... jedynie z mojej, jeśli nie... kończyło się karczemną awanturą, trzaskaniem drzwiami itd... reszte można sobie dopisać. Teraz jakoś wszystko się klaruje, jest ok. Dzień jak co dzień i tu bym nic nie zmianiał... co bym zmienił i czego oczekuję?? zmienił bym to, co dzieje się w nocy, a raczej to co się nie dzieje... wszystko jest pięknie, póki nie poruszy się tematu wspólnej nocy, nie mówiąc o tym, że za każdym praktycznie razem jest odwracanie się plecami, zero reakcji na pewne "zagrania" z mojej strony, wręcz odpychanie, tak jest cały czas, bez wyjątków, próby rozmów na ten temat spełzają na niczym, jakiś wewnętrzny upór, strach i diabli wiedzą jakie jeszcze podłoża u mojej połówki powodują, że niestety ale w "tych tematach" między nami... nie ma tematów... w żadnym wypadku nie mogę pytać a kiedy, a może... bo i tak nic z tego, nie pomagają czułości, pieszczoty itd, nastrój... no cóż wszystko gra tylko nie to... i to bym właśnie chciał zmienić, ale czy się uda?? zapewnienia że jak się zmienię, że jak to śmo czy owo... ja już tego nie kupuję... ktoś może powiedzieć, że nam facetom tylko jedno w głowie itd. ale w małżeństwie chodzi i o miłość i uzupełnianie się, partnerstwo, pomoc, opiekę itd ale też o sex którego akurat w tym wypadku nie ma....
  23 Luty 2011    10:45

 miki
   Hej Juno! Cholerka, ale nie bardzo kojarzę, kiedy to mogło się stać, bo w pewnym momencie mocno zajęłam się sobą i praca z psychologiem polegała między innymi na oderwaniu moich myśli od małżonka. Ale oczywiście mogę spróbować to odtworzyć. Tak z 5 lat temu zaczęłam częściej słyszeć o pannie, a wiedziałam o kogo chodzi bo kiedyś widziałam ją. Że taka fajna, a samotna...Potem już tylko widziałam jej zdjęcia w jego telefonie i słyszałam jak z nią rozmawia...Wydaje mi się, że jakoś tak po półtora roku, kiedy te największe romantyczne uniesienia siadły panna zaczęła się czegoś domagać, ale i ja tupnęłam nogą i przestałam akceptować wyjazdy, telefony i głupie opowieści o tym jak się "fantastycznie" wiedzie mojemu mężowi. Jeszcze wówczas brylował tak jakoś przez rok. Kroił mu się poważny awans w centrali, co wiązałoby się z wyjazdem do innego miasta, panna oczywiście też już była spakowana jako "asystentka pana dyrektora". Ale tu mu się sypnęło. Najpierw w pracy i panna poszła na drugi plan. Potem poważny wypadek jego rodziców. I tu zabrakło mu mnie. Niestety musiał nawiązać ze mną wspólpracę, a jak wiecie, wcześniej próby kontaktu to jak grochem o ścianę. Wówczas chyba zaczęło mu dopiero świtać, że małżeństwo i rodzina to nie są stałe w życiu człowieka i można je stracić. Oczywiście próbował coś jeszcze ugrać, ale ja już byłam zdecydowana na zakończenie tej historii. Z kolei on stracił rezon po tym jak życie mu dokopało. Musiał nareszcie sam zająć się prawdziwymi problemami. Skończył się czas na oglądanie bajek w internecie i mylenie ich z rzeczywistością. Zaczął rozróżniać to co jest naprawdę a co sobie wydumał i panna poszła w odstawkę. Nie wiem Juno co ojciec Twoich dzieci musi przeżyć, by zrozumiał gdzie są prawdziwe wartości. Wiem, że z pewnością taką wartością nie jest ta tandetna panna jaką nam opisałaś. Wiem też, że tylko wyraźne i konsekwentne zakreślenie naszych granic, tego, że nie będziemy akceptować takich zachowań, pozwala nam żyć w jako takiej równowadze, nawet jeśli na początku jest to ból nie do zniesienia. Ja staram się pisać tu tonem lekkim, ale wierz mi , że poznałam cierpienie jakie niesie za sobą poniżenie ze strony ukochanego człowieka, męża i ojca dzieci. Tylko ich głupota i zaślepienie może być powodem tak okrutnych zachowań. Trzymaj się dziewczyno i nie daj się.
  22 Luty 2011    19:50

 Przeciętniak
   Agunia12a masz spory problem, orzech do zgryzienia czy jak tam wolisz, a to dlatego, że z jednej strony stoi mężczyzna, podpora, pomocna dłoń, miły, kochający, "młoda krew", z drugiej strony stoi mąż, który... kiedyś był wspaniały, podpora domu, pomocna dłoń, ciepły kochający człowiek, mieliście wspólne zdanie, wspólne zainteresowania itd itd itd po prostu rodzina. Kwestia wyboru można by powiedzieć trudna, ale nie do końca... musisz wziąć byle kartkę papieru, nawet do nut;) postawić długą (będzie długa...) pionową kreskę i dla każdego wyboru z osobna postawić takie samo pytanie, zacznij od kocham?? odpowiadaj tylko tak lub nie, zadawaj pytania uczciwie, na temat na czym ci zależy, co lubisz, czego nie, przejdź później do doświadczenia i poznania danych sytuacji z danymi osobami itd... potem podsumowanie, ale pamiętaj, to nie jest wynik jednoznaczny i autorytatywny! zadaj sobie podstawowe pytanie, dlaczego mąż od Ciebie odszedł?? nie chciałaś go?? nie dbałas o niego?? czy może miał on inną... znudził się Tobą?? powiem Ci, że jeżeli odwalił numer raz, zrobi to i po raz kolejny, chociaż nie każdy, musi jednak mieć świadomość tego, że jak decyduje się na wyskok, nie może wrócić z podkulonym ogonem, bo to już nie będzie takie samo życie, na szczęście ja tego z autopsji nie znam, bo nie mam powodów, ale znam całe mnóstwo takich przypadków i nie znam żadnego, w którym facet by się zmiarkował... no może w jednym, ale tu w grę nie wchodziły wyskoki do kochanek tylko zwyczajny "lekki obyczaj"... takie życie. Masz doświadczenie, masz dziecko, masz dom na który ciężko pracowaliście, a on co?? tak się ciężko napracował, że się znudził?? jego wybór... ja na jego miejscu miał bym ciut honoru i zwyczajnie nie pokazał porażki i nie przychodził z podkulonym ogonem bo to wstyd... inna sprawa... zastanów się i przeanalizuj siebie, czy w którymś momencie coś nie przestało iskrzyć, może coś odeszło, wypadło?? musisz postawić wiele pytań i uczciwie bez emocji (co łatwe nie będzie) na nie odpowiedzieć, pamiętaj, że masz u boku innego faceta, człowieka który jak piszesz obdarzył Ciebie ciepłem, dobrem i uczuciem, musisz wobec niego byc szczera, pamiętaj!!! z jednej strony możesz zlitować się nad mężem który zorbił to co zrobił i wrócić do starego życia, z innej zranisz człowieka który jest teraz przy tobie i chyba nie bez powodu?? pewnie Ciebie kocha??? z drugiej strony medalu trzeba się zastanowić, czy kochasz??? i kogo?? i dlaczego??? czyli wracasz po całej analizie do pierwszego pytania jakie postawisz sobie rozważając wszystko za i przeciw... Powodzenia... no i pamiętaj, mimo wszystkich przeciwności życiowych i losowych o odskoczni dla zdrowia i ducha ;) to też bardzo ważne...
  22 Luty 2011    17:42

 Izabela
   Czytając Pań wpisy mam wrażenie,że to chyba nie moja bajka,bo facet,który wraca do żony lub chce,rzeczywiście ma kryzys. Odchodzi się wtedy,gdy ludzie zupełnie się nie dogadują, jedna osoba poniża drugą itd., a nie z powodu jakiejś "panny" dla zabawy,żeby później wrócić.
  22 Luty 2011    16:55

 agunia12a
   Juno , wiem ,że to za szybko , ale On pojawił sie właśnie teraz , tak krążył, i krążył , że chyba wykrążył , tym bardziej , że moja czujność teraz jest osłabiona przez sytuację z mężem. Zbłąkana dusza szuka azylu i spokoju i taki przy jego boku właśnie mam ale.... nie kocham. Zwyklaku , dzięki za słowa otuchy tak właśnie sobie tłumaczę i na logikę tak powinno być ale.... . A ty ? Napisz nam co ty czujesz , jak widzisz swoja zonę , co chciałbyś zmienić , czemu jesteś znużony życiem ? To dla nas cenne wskazówki :) Pozdrawiam
  22 Luty 2011    15:53

 juno
   Miki - mam pytanie, jeśli chcesz i możesz napisz mi proszę - kiedy pan mąż lub dziewczę, jak to ładnie określasz (moim zdaniem oddaje stan emocjonalny tychże) znudzili sie tą sytuacją - jeśli to w ogóle się skończyło. Z wieku dzieczęcia wnoszę, że juz kilka lat upłynęło. Pytam dlatego, bo ja połapałam sie w tym wszystkim w ciągu miesiąca i rok temu pana tatusia wystawiłam za drzwi. Nie - nie zamieszkali razem, choć mieli takie możliwości; panna dawkowała adrenalinę, chyba nastąpiło to teraz - choć i tak jest to wersja nieoficjalna. Bo oficjalnie pan tatuś moich dzieci właśnie nabył mieszkanie koło nas (tym samym koło niej)- i chyba liczy na to, że będziemy jedna wielką rodziną, szczęśliwą zapewne. Tak się właśnie zastanawiam kiedy się ten prime time skończy? A co do szczytów i mądrych porad - "moja" panna sugerowała tatusiowi, że będą wychowywać moje dzieci, bo ja pewnie je zostawię; bo ja to chyba nigdy nie miałam pomysłu na siebie i macierzyństwo "jest jednym z kostiumów, który przymierzam" - prawda, że pieknie napisane? co za literacka metafora? a ona - panna, "zawsze chciała miec dużą rodzine", ale własnych dzieci już nie. No i czy ktoś przy odrobinie rozsądku nie zauważyłby tu lekkiej sprzeczności? Druga jej wersja była taka, coby dzieci podzielić: jedno zostanie z mamusią, a drugie - chłopczyk (wg niej lepszy, bo "małe dziewczynki sa takie głupie...")- z tatusiem, czyli z nimi. Tak w ogóle panna dokonała analize mojej osoby pod kazdym kątem i wtłukł mu do głowy pewne zwroty, np., że "kluczowe są dla mnie pieniądze', albo że on "spełnia moje zachcianki" - to wtedy kiedy proszę, żeby zrobił jakies zakupy dla dzieci. Mnie zastanawia, jak to się dzieje, że facet poddaje się takiemu praniu mózgu i nie widzi, że coś jest jednak nie tak? Jeden mój znajomy powiedział mi niedawno, że to kim jest panna nie ma najmniejszego znaczenia - to rówie dobrze mogłby być owca, która wysłuchałaby jego narzekań i dała się wtulić w swoje runo. Drugi znajomy, który bardzo burzliwie przeszedł ten czas burzy i naporów kwś, powiedział, że na samą myśl o tym z kim sie zadawał, to terazu mu wstyd i głupio. I że sie tego nie kontroluje, nie panuje nad tym; działają tylko odruchy rdzeniowe. Dla przykładu podał historię z własnego życia kiedy wywiózł zonę z 3 letnim dzieckiem do nieogrzewanego domku na działce (było wtedy z -15C), bo miała spotkanie ze swoją panną. Nic innego sie nie liczyło. Potwierdza to tylko teorię, że chłop to prosta (może raczej prymitywna) konstrukcja.
  22 Luty 2011    14:30

 juno
   Moim zdaniem Aguniu tak jest, bo za wcześnie na coś nowego; jeszcze za bardzo boli; potrzeba więcej czasu, by zapomnieć - i to co dobre i to co złe; by móc zacząc od nowa - bez porównań i wspomnień; oczywiście wspomnienia zasze będą, tylko bledsze i bez tych emocji; jeśli jeszcze nie znacie polecam przeczytać to: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,6998031,Walizki_za_drzwi.html?as=1&startsz=x
  22 Luty 2011    10:40

 agunia12a
   Witajcie Panowie na tym forum , dobrze , że tu jesteście to moze dowiemy sie gdzie tkwi błąd ? Ja z moim mężem nie mogłam porozmawiać o tym co się z nim dzieje , a może i ze mną . Pewnie razem sie pogubiliśmy ale myślę , że dialog to podstawa. No cóż , to już historia. Rozpisałam się rano poniżej ale nie dokończyłam wątku bo spieszyłam się do pracy.Wiec tak , w piątek mąż mnie zaskoczył bo właśnie zdał sobie sprawę , że mnie kocha i chce wrócić. Zastanawiam się czysto teoretycznie i tu do Izabeli czy jego pannie , znudziło się po paru miesiącach zbieranie brudnych skarpet , koszulek itp. z foteli. Gotowanie obiadów i mycie garów , zamiast wypadów do restauracji tak jak to było na początku znajomości. Czy mąż stracił cierpliwość do godzinnego czekania przed każdym wyjściem , aż panna wymaluje się na bóstwo .Przyszła proza życia i co ? To nie to co panna by chciała? I czemu mojemu mężowi się odwidziało? A może jego pannie? Myślę , że te drugie panie zapominają , ze facetów" po przejściach" bierze sie z całym dobytkiem , przyzwyczajeniami i wspomnieniami i to nie koniecznie złymi dla nich:) Pozdrawiam wszystkie dzielne dziewczyny z tego forum , a ja mam niezłą zagwozdkę . Dorotko i Klaro trzymam za was kciuki , dacie radę.
  22 Luty 2011    10:07

 Miła
   PRZECIĘTNIAKU - BARDZO, BARDZO DZIĘKUJĘ CI ZA LIST! Przypomniałeś mi że jest jeszcze ta druga strona medalu... wiesz, ja mam żal do mojego męża, że on mi wczesniej nie mówił nic, że czuje wygasanie, że coś mu nie pasuje.... najbliżsi ludzie też nie koniecznie myślą to samo o sobie.... czas płynie a my nie widzimy co się dzieje z naszym partnerem i żyjemy w błogiej zgubnej nieświadomości. Mnie kws męża doprowadził do wielu przemyśleń, znalazłam swoje błedy, próbuję się zmienić, na lepsze w ogóle, dla siebie także. Gdyby jednak wcześniej jakiś znak, szczera rozmowa od męża... może nie doszłoby do tego, nie wiem... Co do Aguni - Dziewczyno ja sobie zadaje to pytanie często, wprawdzie nie ma innego ON do porównania, ale widząc męża przypominają mi się wszystkie złe słowa, złe oczy i pytam sama siebie : czemu jeszcze go wciąż kocham? Ot serce......
  22 Luty 2011    09:59

 Zwyklak
   Agunia12a łap życie i czerp z chwili, bo zwyczajnie warto... nie mąż... ok, ale też nie obibok któremu wszystko wisi, ciesz się szczęściem, masz u boku widocznie fajnego faceta, a mąż... nikt z nas nie jest wieczny, niezniszczalny... mamy jedno życie, jedno serce, jedno zdrowie, więc czerp ile się da, odpłacaj się tym samym, buduj nowy ciepły i pełen pozytywnej energii związek, bo to najważnieszje w życiu... ciepło domowego ogniska i stabilizacja, poczucie biezpieczeństwa itd itp. sama wiesz najlepiej czego w życiu Tobie potrzeba, jedynie musisz nie bać się po to sięgnąć, należy Ci się, jak każdemu z nas. Mąż odszedł? trudno, jego strata i problem, odsunął od siebie dobro, pozytywną energię? niech cierpi... nie popełnij tylko błędu i się nad nim nie lituj, bo czy on litował się nad Tobą?? jak podsuwałaś wszystko pod nos??? z całą pewnością nie. Masz za sobą pewnie kawałek życia, jak wspomniałem już nikt z nas wieczny nie jest, z życia trzeba czerpać pozytywną energię bo inaczej kończy się marnie, sam to nasobie ostatnio przeszedłem, teraz zaczynam powoli, po mału ale jakoś coś zmieniać, na razie nie za wiele, ale trzeba, mam tu oczywiście na myśli zdrowie psychiczne i fizyczne, sprawność itd... a jak się ma u swojego boku dodatkowo jeszcze dobrego człowieka, drugą połowę... trzeba brać i dawać ile się da i ile się ma... Czerp Aga z życia, uśmiechaj się tak jak się uśmiechasz ;)... Żyj i ciesz się Życiem.:)
  22 Luty 2011    08:47

 agunia12a
   Cześć dziewczyny , nie wiem co robić , rozum mówi zupełnie co innego niż serce. Próbuje przeczekać ten stan ale to się niemiłosiernie ciągnie. Ciągle tesknie i zastanawiam się do czego? Czy w tych mądrych książkach piszą coś o tym ? , Kiedyś moja np niedziela wyglądała tak: leniwy poranek , małe przytulanki , no ale trzeba wstać , zrobić kawki dla nas. Pijemy te kawy razem , mąż leniwie skacze po programach w TV ale g... jest ( 80 kanałow) i g... ). Ale trzba wyjść z psem , zakładam dres i biegne na spacer. Wracam mąz dalej z pilotem , podchodzę i przymilnie pytam czy pójdziemy na obiad do knajpki , miałabym wolniejszy dzień? Odpowiedż jak zwykle : Agniesia , wiesz jak lubię jak robisz zapaszki w domku:)Jasne , że wiem , zastajemy dla niego :) No tak ale brakuje trochę rzeczy na obiad , szybko wychodzę do sklepu , no tak ale jeszcze się cofam , wstawiam pranie niech się przez ten czas pierze :). Wstawiam obiad , wycieram kurze , odkurzam w między czasie dywan , bo w sobotę nie było kiedy ( mamy dużo pracy i.. zaciągnięty kredyt na dom - trzeba zarabiać )Mąż dalej z pilotem :). Familyada , jemy obiad i oglądamy , jest rodzinnie. Ach zapomniałam o psie też jest głodny . Po obiedzie zmywanie , jest 15 , pies chce na spacer - wychodze z nim. Po powrocie mąż na nk albo na forum pisze. Pytam przymilnie , kochanie pójdziemy do kina?. Mąż na to , Agniesia idż z Sarą , jestem zmęczony , kimnę sie troche :) OK , zabieram nasza córkę idziemy. Wracamy koło 20:30. Mąż przy komputerze gra w gre wojenną. Z progu pytam czy był pies na wieczornym spacerze? Oj nie kochanie zatraciłem czas na grze. Zabieram psa wychodze . Po powrocie robię kolacje, opowiadamy o filmie jest miło.Myję naczynia siadam w fotelu i ... mąż mówi , jejku jaka nudna niedziela a ja usypiam :) Teraz moja niedziela wygląda tak : budzi mnie zapach kawy , wstaję . Oglądam dzień dobry TVN , Z kuchni pachnie przygotowywany obiad i pada pytanie Agunia zrobiłem rezerwacje w kinie , pójdziemy? Jasne odpowiadam , patrze na psa , leniwie lezy - już po śniadaniu i spacerze. Cały dzień wygląda podobnie , i zadaje sobie pytanie czego ja chcę? Wchodzi On do pokoju ale to nie ta twarz , nie te zmarszczki :), nie ten głos i nie ON - nie mąż. Co robić jak to przetrwać ? Napiszcie
  22 Luty 2011    07:10

 Zwyklak
   agunia12a napisałaś "W związkach , w których jest partnerstwo a nie spychoterapia takich problemów nie ma." jak już wcześniej wspomniałem, mi wydaje się, że jest u nas partnerstwo, podział obowiązków itd itd itd a problem jest i to bynajmniej poważny, widziany kompletnie w drugą stronę... boję sie że i ja zacznę uciekać, szukać sobie dodatkowych zajęć, chociaż jak na razie na brak zajęć i obowiązków nie muszę narzekać, ale jak długo jeszcze?? już jedno zajęcie sobie znalazłem, totalną odskocznię od życia codziennego, ale tak trzeba, nie zaniedbuję jednak rodziny jak wszyscy faceci o których tu na forum wspominacie. Niestety jest czasami tak, że po tych 10-15 czy 20 latach okazuje się, że ludzie przestają się dogadywać, nudzą się sobą itd. z czego to wynika?? z tego że jesteśmy tylko ludźmi a nie chodzącymi ideałami, ilu jest ludzi tyle problemów i charakterów, kompleksów itd... na wiele z nich nie znajdziemy jednej uniwersalnej rady, gdyż takich samych ludzi zwyczajnie nie ma...
  21 Luty 2011    16:39

 Przeciętniak...
   hmmm bardzo ciekawe rzeczy piszecie, można się wiele dowiedzieć, wywnioskować... artykuł dosyć ciekawy, ale... ja osobiście zastanawiałem się, czy dyskusyjny kryzys nie dotyczy też strony przeciwnej?? ja ostatnio zacząłem odnosić takie wrażenie coraz częściej. NIe wygląda to tak drastycznie jak w przypadku faceta który ma wszystko w "czterech literach", przyłazi do domu po robocie, miche mu daj, upierz, posprzątaj, zrób dobrze i się nie wtrącaj najlepiej jak zasiądzie przed TV, albo wróci po raz kolejny do domu spuchnięty od wódy jak bąk... ja akurat nieskromnie powiem, że jestem zupełnym przeciwieństwem takiegoż "bufona" i jestem z tego dumny, wracam do domu po pracy, mam na głowie dwójkę smerfów, kochanych, ale baaardzo wymagających, za to moja druga połowa wybywa do roboty, siedzi tam po 12 godzin niemal co dzień, niby mamy jakoś rozdzielone obowiązki, nawzajem się uzupełniamy, ale gdy dzieci idą już spać, ogarniemy mieszkanie... idziemy spać i to osobno, coś dziwnego się stało, coś tam wygasło? nie ma tego czegoś, ale nie u mnie, a każdy powód jest dobry żeby potem powiedzieć nie... i tak już jest od dłuuugiego czasu, dziwne, ale możecie uwierzyć w to, że "te sytuacje" gdy się zbilżamy o ile wogóle się udaje, można policzyć na palcach od jednej ręki i mam na myśli okres ponad dwóch lat... dwoje dzieci, aż dziwne? jak się udało? czasami uważam że to jakiś cód... wydaje się, że oboje jesteśmy tak samo zmęczeni i zapracowani, tak samo obarczeni różnymi obowiązkami, tam samo mamy stresującą, a czasami nawet niebezpieczną pracę... wracamy do domu, w końcu do swojego domu, do siebie... i ?? nic. taki kerat, klepsydra... cały czas tak samo, scenariusz każdego dnia, o zgrozo każdej nocy jest taki sam... na boki nie chodzę, gdyż to nie w moim stylu, a ona?? czy kobieta może ot tak bez tego żyć?? czy może to też jest jakiś kryzys?? tylko czy wiek między 35 a 37 lat to wiek na kryzys?? 10 lat małżeństwa tak właśnie się kończy? staram się jak mogę, być miły, uprzejmy, uprzyjemnić i podmaślić, podać pod nos co się da, niektórzy dziwią mi się nawet że znoszę siedzenie w domu z dziećmi, bo ja facet... ale do diabła... przecież to moje szkraby ukochane, człowiek się stara jak najlepiej potrafi, ale czy robi wszystko??? może gdzieś popełnia błąd? a może druga strona coś przeżywa?? szkoda tylko, że zwyczajnie nie chce się zwierzyć swojej drugiej połowie, diabli wiedzą czemu.... Pozdrawiam Was dzielne Babeczki...
  21 Luty 2011    16:04

 Izabela
   drogie Panie,weszłam na tę stronę,aby skonfrontować własne spostrzeżenia z drugą stroną. Zawsze staram się spojrzeć na zjawisko z różnych stron, chciałam, więc także Paniom przybliżyć inny punkt widzenia. Wiem,że z góry zakładają Panie,że jestem złą egoistką,która niszczy rodzinę,ale na prawdę nie zabiegałam o tego faceta,związek się sypał od lat i wiem to od jego matki. Pozdrawiam Panie i przykro mi jeśli kogoś uraziłam. Być może zostanę porzucona, liczę się z tym,ale nie czułabym nienawiści do innej kobiety,tak jak do tej,z którą zdradził mnie poprzedni facet. To oni mają zobowiązania.
  21 Luty 2011    12:23

 Miła
   oczywiście że nie wierzymy w swoją świętość. Błedy popełnia każdy! Ale my jesteśy gotowe je naprawiać, wybaczyć, staramy się rozumieć dlaczego to się stało. Idziemy do psychologa, próbujemy rozmawiać. Tyle, że w czasie kwś to trafia w ścianę. To nie po naszej stronie leży filozofia "zamiany na lepszy model". Ja nie wypowiadam się w stosunku do Twojego faceta - i oznak jego starzenia. Mój mąż jest czterdziestolatkiem i nie myślę w tych kategoriach. Natomiast ruszyło mnie , że zaklasyfikowałaś byłe żony niczym babony - kocmołuchy, postawilaś się od razu po tej drugiej stronie i wyczuwa się w Twoich wpisach nutę złośliwości. Po co wkładasz przysłowiowy "kij w mrowisko"? po co się wypowiadasz? Myślisz że nas czegoś nauczysz? Nasze życie nas nauczyło tak, że nie możemy się pozbierać, więc nie potrzeba nam takiej dyskusji jak z Tobą. Ja nie będę miała satysfakcji jeśli Tobie się nie powiedzie. Lata mi to jak kilo kitu. Chciałabym jednak żebyś jako kobieta miała w sobie trochę pokory, bo to może spotkać każdą z nas - jak widać po przykładach. Czemu akurat Ciebie nie? Czas działa na wszystkich, zmęczenie życiem też. Więc lepiej ciesz się tym co masz, ale miej świadomość że budujesz swoje szczęście na nieszczęściu innych. Być może taka wizja byłej żony pozwala Ci zagłuszyć jakieś wyrzuty sumienia? Ja też sobie wiele razy mówiłam jak ja jej nienawidzę - tej koleżanki "dobra rada", jak jej źle życzę. Ale mam też świadomość, że gdyby facet nie chciał - to by nie skorzystał z rad i kto wie czego jeszcze. Problem w tym, że faceci to słabsza płeć, oni nie podołają biegowi i tempu życia, problemom codzienności. Wtedy im odbija i uciekają do młodszej, znajdując sobie ideologię która im pozwala się wybielić. To nie jest miejsce dla Ciebie. Poszukaj portalu dla młodych, zdrowych i szczęsliwych i daj nam już spokój. Pozwól nam poużalać się nad naszym życiem, pogadać na swoich byłych i popocieszać się wzajemnie. I daj już nam spokój.
  21 Luty 2011    11:28

 Izabela
   czy można zabrać komuś człowieka? rozumiem,że mąż to własność żony bez względu na to jaka jest:)drogie Panie,mam pewność,że Panie same nie wierzą w tę swoją świętość:)pozdrawiam
  20 Luty 2011    19:41

 Jana
   Dorotko masz rację, na zmarszczki zapracowaliśmy sobie przez całe nasze wspólne życie i nie zuważamy ich jeżeli starzejemy się razem, ale jeżeli pan odchodzi i widzisz go okazjonalnie i przelotnie to jest to bardziej widoczne. Mając jeszcze tą świadomość, że pan sobie nie radzi. I to im należy się psychoterapia, a nie nam - cóż z tego jak pan nie widzi problemu. Największym problemem w ich życiu jesteśmy MY długoletnie żony, kochanki, matki ich dzieci, praczki, sprzątaczki, kucharki i jeszcze pracujące zawodowo na dodatek osiągające sukcesy (mniejsze lub większe) przy których oni się wypalili. Dlaczego? Bo oni nigdy by sobie nie poradzili z takim nawałem obowiązków. 3maj się dzielna, kochana dziewczynko!!!
  20 Luty 2011    18:40

 Jana
   Elu, podejrzewam, że Izabela nie napisze tutaj jak dostanie od życia kopniaka, jej celem było raczej to, żeby dokopać nam, ale jak widać jej się to nie udało. Izabelo, to nie my porzucone kobiety jesteśmy ofiarami (dochodzimy do tego po czasie), ofiarami zostają nieodpowiedzianli, egoistyczni, samolubni, zadufani w sobie faceci. To oni nie mogą pogodzić się z sukcesami swoich żon i radzenim sobie w życiu z wszelkimi trudnościami (pan wiecznie zmęczony). Jako powód do sprawy rozwodowej mąż podał, cytuję "żona studiuje, dużo czyta i inwestuje w siebie". Sędzia za głowę się łapał. W wielu przypadkach lepiej radzimy sobie same, niż z takimi nieodpowiedzialnymi facetami a to ich boli najbardziej, a szczególnie nasze sukcesy. Pan mąż każdy swój sukces zawdzięcza żonie (bo to zawsze ona była jego filarem), a drugą żonę (kochankę) sukcesowi. Izabelo, po Twoich wpisach sądzę, że nie lada bajek naopowiadał Ci "dziadunio" - "małżeństwo już dawno przestało istnieć, żona zołza, zaniedbana, rozczochrana, ale dzieci i blebleble", zresztą każdy z nich gada i zachowuje się tak samo, to jest standard w kwś. Jeżeli nie jesteś kochanką, to kim??? Jestem pewna, że gdybyś nie trafiła na poddatny grunt i jego zaniżone poczucie własnej wartości i chorobliwy lęk przed starością nadal byłby mężem swojej żony, ojcem swoich dzieci a może już i dziadkiem. Izabelo, czy pan przedstawił Cię swoim rodzicom, rodzinie, znajomym, przyjaciołom? (Jeżeli tak, to jako kogo, jeżeli nie kochankę?). Jestem pewna, że NIE a to z tej prostej przyczyny, że nie ma już nikogo bo wszyscy się od niego odwrócili. I odwrotnie, czy Ty bywasz z tym panem w gronie Twoich znajomych? Czy chodzicie razem na dyskoteki, czy spotykacie się w gronie Twoich rówieśników? Również uważam że NIE bo stałabyś się pośmiewiskiem wśród swoich rówieśników. Kochane, dzielne kobietki, nie dajmy się zwariować. Pamiętajcie, że jeżeli zostanie nam coś zabrane, to tylko po to żebyśmy dostały coś lepszego, wspanialszego. Wszystko co najlepsze i najpiękniejsze to jeszcze przed nami. Pamiętajcie dzielne dziewczyny, głowy do góry, po burzy swieci słońce, a po nocy będzie nowy dzień. Ja jestem już na końcu tej drogi i uważam, że pan zrobił mi wielką przysługę, szkoda tylko, że tak późno. Życzę Wam, zebyście też doszły do takiego wniosku. Teraz żyjmy dla siebie i dzieci oczywiście, bo one są najważniejsze, róbmy to co chcemy i kochamy, a nie to co musimy. Nie musimy już prać skarpetek, majtasów, prasować koszul, usługiwać paniusiowi i spełniać jego zachcianek czasami zaciskając zęby bo pan wiecznie rozkapryszony jak rozpuszczony bachor. Pozdrawiam serdecznie. 3-majcie się!!!
  20 Luty 2011    18:20

 Alicja
   Czytam i tak sobie myślę....takie przeżycia jak zdrada jednej bądź drugiej strony(w moim przypadku jeszcze kolegi małżonka)pozwoliły mi się ocknąć z letargu dom, praca, dziecko, obowiązki trzymania wszystkiego w kupie, i wtedy zadałam sobie pytanie : gdzie JA jestem w tym wszystkim? i wiecie co, byłam na marginesie, nieszczęśliwa bo poświęciłam się rodzinie, dziecku, a zapomniałam o sobie, o przyjemnościach tylko dla siebie, nie krzywdząc córki i wiecie co udaje się, jest bosko! Kolega małżonek żyje z nową partnerką i niech im ziemia będzie lekką, a ja rozkwitam pod każdym względem, nie daje już sobie przyzwolenia na rygorystyczną obowiązkowość, poczucie winy bo czegoś nie zrobiłam itp. i jest mi z tym bardzo dobrze:)! Jestem coraz szczęśliwsza, a przez to i moja córka! oczywiście proza życia tez mnie dopada, bywa ciężko, ale przedtem tez było kiedy wszystkiego musiałam dopilnować bo kolega małżonek się realizował, a ja ciągnęłam ten wóz. Jestem świadoma siebie, swoich potrzeb, kim jestem i czego chcę, wiem czego nie chcę i wyciągam naukę na przyszłość, a na facetów przestałam już się gniewać:)Życie jest piękne i tylko OD NAS zależy jak nim pokierujemy. Ja już nie żyję przeszłością, chociaż czasami coś się przypomina-wtedy mówię sobie, było miło ale się skończyło, a teraz wszystko co dobre przede mną!!! Życzę każdej z nas samo uszczęśliwienia, patrzenia w przyszłość samej lub z kimś, bądźmy sobą i dla siebie! Całuję WAS SILNE KOBIETY:)
  19 Luty 2011    15:08

 samotna
   Witam wszystkich tutaj u mnie nic nnowego wstaje do pracy wracam i narazie w kolo macieju :(w glowie mam jeden metlik i nie chce mi sie juz myslec o tym wszystkim::(pozdrawiam i 3 majcie sie pa
  18 Luty 2011    22:57

 miki
   Jak tak już plotkujemy o przyjaciółkach naszych mężów, to jak widzę metody podobne. I u mnie dziewcze, jak tylko facet rozłożył swój pawi ogon i ukazał rany na piersi zadane przez żonę, poczuło się wybrane i powołane do rzeczy wielkich. Nareszcie dowiedziała się dlaczego Pan Bóg do 29. roku życia nie postawił żadnego faceta koło niej. Ona miała za zadanie uratować tego biedaka! W tym czasie mąż zaczął używać słów i określeń, jakie z pewnością nie były jego. Nagle okazało się, że jestem "królewną" oczywiście w tym złego tego słowa znaczeniu, on nie musi bez przerwy trzymać mnie za głowę (co najmniej raz w tygodniu nie było go na noc, a raz w miesiącu, kilka dni pod rząd i chciałam, żeby przebywał w domu częściej. Wcale nie po to, żeby ciężko pracować, ale żebyśmy byli razem). Podobnie jak z tymi "darowanymi marzeniami", o jakich pisze Juno, tak u mnie szczytem tandety były słowa powtórzone mi przez małżonka, że panna mnie podziwia! Czekałam już tylko na oświadczenie, że jak umrę, to zajmie się moimi dziećmi. Cóż, teraz panna jest już parę lat po 30. Wiem, bo świat jest niestety mały, że siedzi obrażona na cały świat. Jej ten układ dokopał, mnie skopał, mąż na szczęśliwego nie wygląda. I po co to było?
  18 Luty 2011    20:32

 Miła
   jejku Dziewczyny aż ręce opadają jak się czyta te wszystkie warianty kryzysu i szlag mnie trafia jak potem czytam wpisy sugerujące, że sama sobie na to zasłużyłam bo odpowiednio nie traktowałam swojego męża i się zaniedbałam... Juno dziewczyno masz medal, co ty musiałaś przeżywać z takimi małymi dziećmi, co tu jeszcze mówić o rozpaczy własnej... no cóż, wbrew insynuacjom jesteśmy Wielkie i nie dajmy sobie tego poddać w wątpliwość. A jeśłi nawet takie czasem nie jesteśmy to staramy się coś z tym zrobić, by naprawić. Psycholog, własna aktywność życiowa, itd. W mojej historii małżeństwa opartego na wieloletniej miłości i przyjaźni też pojawiły się problemy życia codziennego, finansowe, kredytowe, zawodowe i wynikające stąd zmiany charakteru czy zmęczenie. I też znalazła się koleżanka Pani "dobra rada". smsów nie znam, ale wiem że radziła mężowi by "walczył o siebie", by ukrył tą znajomość skoro się żonie nie podoba, żeby powiedział że nie kocha i wreszcie, że jest jeszcze młody i może sobie jeszcze ulożyć zycie . To, że facet ulega takim "dobrym radom", że szuka nowych wrażeń - nawet jeśli nie pójdzie w tango - to klasyczna zdrada emocjonalna. Mój całkiem przeszedł do "podziemi" z tą przyjaźnią, wiecie - ukryte smsy na balkonie albo spacerze z dzieckiem, nocne czuwanie przy internecie, późniejsze wracanie do domu. Ale niestety nie zaświeciło mu się czerwone światełko z napisem STOP. I cóz z tego, ze jestem energiczna, wykształcona i co tam jeszcze by Izabela nie napisała. Ale moją największą wadą było, że byłam z nim całe poprzednie życie i że nie godziłam się na tą znajomość. A może zresztą o wielu rzeczach nie wiem, nie łudzę się. Teraz jestem sama i samotna, mam na głowie wszystko co i Wy, szkoły, dom i cały dorobek dziecięco-zwierzęcy. I jeszcze starałąm się zmieniać. Naiwniara... I tmnie dopada deprecha i kryzys sensu życia, a co! I ciągle zadaj sobie pytanie co dalej, bo mąż milczy na odlęgłość. Mnie zabija pomalutku każda jego wizyta, dystans od najbliższej osoby, opryskliwość a wreszcie obojętność. Jedna iwelka kicha.
  18 Luty 2011    12:01

 Elżbieta
   DO IZABELI!!!!! Zwykle zostaje sama i nigdy nie wie na co czeka i jak długo to potrwa. Kochanką być to ostateczność. Desperacja i podstawianie się każdemu chętnemu. Taki jest los kochanki. Odpowiada Ci?????????? I pamiętaj!!!!! Los się odwraca. Ty zabrałaś, zabierze Tobie. A wtedy poczujesz ten ból. Dla mnie jesteś NIKIM, jesteś żałosna i śmieszna. Nie pisz tu więcej. A może inaczej, napisz kiedy dostaniesz od życia, solidnego kopniaka.
  17 Luty 2011    19:21

 miki
   To już nie jest kwś, ale kryzys męskości w ogóle. W tych zabieganych czasach to kobiety stały się wojowniczkami. Jak jadę przez miasto to widzę za kierownicami kobiety piękne i zadbane. Z dzieciakami w fotelikach, z komórkami przy uszach. Faceci się poddali. Ogłuszeni sukcesem zawodowym bądź jego brakiem, atakują najbliższych, jak w chorobie gdy organizm nagle głupieje i zaczyna niszczyć zdrowe komórki. Izabelo tu nie chodzi ani o to jak żony postrzegają kochanki ani jak kochanki postrzegają żony. Nie ma sensu udowadniać sobie, że żona naszego faceta jest sama sobie winna. Tu chodzi o Twoje życie. Facet wniósł Ci do życia olbrzymi bagaż, jaki z roku na rok będzie coraz cięższy. Wiem, że z pozoru łatwiej, bo szybciej, jest wejść w cudze buty, ale nie można zapominać, że takie buty są już wykoślawione i przepocone.
  17 Luty 2011    08:38

 juno
   U mnie - podobnie jak u miki - pan tatuś zaczął lepiej zarabiać (dużo lepiej), wyjazdy służbowe - hotele, restauracje, drogie trunki. Zaczął ekscytować się tym iloletnią pił whisky i ile kosztowała - co było oczywiście bardzo istotne i opowiadać, jak mu sam prezes, rozumiecie P-R-E-Z-E-S opowiada jakie laski wyrywa i na co. A jedna taka właśnie, którą pan prezes skwitował: "chętnie bym zaparkował w tym garażu" - jeszcze wtedy pan tatuś moich dzieci mi o tym opowiadał i razem się z tego szczerze śmialiśmy, jak to dziewczę się wdzięczy i wypina - taka właśnie jedna o emocjonalności gimnazjalistki zaczęła umęczonego życiem pana pocieszać. No bo przeciez w domu było 2 letnie i 4 miesięczne dziecko...A praca taka stresująca. Jego, bo ja w jej mniemaniu nic nie robiłam. I tu proszę pań są dosłowne cytaty:" Czy ona nie widzi jak Ty jesteś zmęczony?", "Powinna pozwolić Ci na wyjazd, żebyś troszkę odpoczął, masz przecież taką odpowiedzialną pracę". A kiedy tatuś łyknął haczyk (bardzo szybko), to poleciał jak ćma do światła, a raczej mucha do gówna... A ona wtedy pisała:" Ojej, ja tylko chciałam rzucic kamyczek, żeby sprawdzić co się stanie, nie wiedziałam że spowoduje on taką lawinę", albo: " Myślałam, że jestem taką szarą myszką, która przejdzie przez życie przez nikogo niezauważona...Kimże jestem, że Ty zwróciłeś na mnie swoją uwagę?", albo:"Czułam jakąś tajemną siłę, która pchała mnie w Twoim kierunku" i jeden z moich ulubionych: "na razie mogę ci ofiarować moje myśli, sny i marzenia". Nie, nie podkoloryzowałam tego - nie musiałam. Pan tatuś został wykopany z mieszkania zaraz jak to odkryłam, czyli po 2 miesiącach od "wybuchu supernowej", czyli w styczniu zeszłego roku. I wiecie co jest najśmieszniejsze - wcale nie zamieszkali razem, choć mieli ku temu warunki - panna ma własne mieszkanie, wtedy był tam jeszcze jej chłopak. Nawet jak się go pozbyła, to do końca roku wolała mieć tatusia moich dzieci tylko na jakiś czas (biedaczek wynajął sobie mieszkanie niedaleko). Takie "macanki przez kołdrę" - też chyba charakterystyczne dla pewnego wieku, raczej niedojrzałych ludzi. A tatuś moich dzieci nabył mieszkanie i wszystkim opowiada, że myśmy się rozstali, bo się niedogadywaliśmy. Panny w tych oficjalnych opowieściach nie ma - nie zawióżł jej do swoich rodziców, do siostry...Dlaczego? Czy to nie jest normalne, czy tylko mi się tak wydaje? Panna zdaje sobie pewnie doskonale sprawę, że proza życia bardzo by to wiellllkie uczucie odczarowała. Wiem, że trochę chaotycznie, ale spieszę się bo wychodzę z roboty, a jeszcze muszę zaliczyć po drodze złobek i przedszkole. Jutro może coś jeszcze napiszę. A dla tych co myślą że zawesz bedzie rózowo słowa piosenki Hey'a: Miną, miną kaszel i dreszcze poty, pożar płuc, pożar płuc. Gęsiej skórki drobne wypustki, jesień, strugi dżdżu strugi dżdżu. Bydlęta w święta klękną, potem z hukiem petard przyjdzie nowy rok. Który to? Zagłada kwiatów trwa. Koncentracyjny parapet w domu mam, w domu mam. Ref. Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy! Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy! Minie, minie potok komórek dumnych, mrzonek czas, mrzonek czas. Zniknę zniknę, osiodłam tęczę i galopem stąd, w stronę chmur Powietrze przejdzie klęską, uda się zatrzasną. Serce starte w pył, starte w pył Zagłada kwiatów trwa. Koncentracyjny parapet w domu mam, w domu mam Ref. Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy! Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy! Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy! Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!